bez gawronich łez.
Nie da się. Niechaj więc będą soczyste. Niczym morzotatrzasta miłość. Niechaj
moja Polska nie będzie kieszenią. Niechaj pozbędzie się skrytokopertowców.
Mil

erki niechaj wyśle do Iraku. Kaliszowe kamizelki kulodporne wpijające
się w nerki. Pijące pot z tłustych torsów. Upadająca w upale poraniona
panterka. Kiedyś widziałam ciało. Rower kilka kroków dalej sprasowany
brzuchem taxi bagażowej. Gumiaki ubłocone. Twarz i klatka piersiowa przykryte
gazetą. I krew wsiąkającą w czarność tytułów. A następnego dnia w tej samej
gazecie njus! Oczywiście o śmierci cyklisty. Imperium śmierci. Znam te
mechanizmy. Najlepszy towar to właśnie śmierć. Wojny. Wściekłe psy. Życie nie
ma takiego wzięcia. O nie. I nigdy nie miało. Moja Polska to smutek sowy
śpiącej w kapliczce na rozdrożach. Polska pozbawiona półprawd. Polska gdzie
nie uwodzi się przez net. Gdzie nie robi się prania mózgu. Gdzie
niezniszczalni są zatapialni. W tej mojej Polsce Mówiłaś mi, że Cię
zauroczyłam. Że sycisz się tym co do Ciebie piszę? To syć się syć. Że
podziwiasz mnie za pierwszy krok? A jaki miałbyć ten następny. Będziesz
mówiła załamanie...wariatka...tak dobrze Cię znam. To jest otchłań!
Rozumiesz. Otchłań bursztynowej pustki. Twoich pocałunków. Wżerających się w
moją szyję i oczy. Zabawiłaś się? Prawda? Teraz muszę poprośić piłę tarczową
aby wycięła mi oczy razem z kawałkiem czaszki. Może kiedyś jak będziesz
podrywała kogoś innego to zastanowisz się przez moment. Znikam z sieci,
wymykam się a Ty nigdy się nie dowiesz czy jutro nie pocałuję bruku. Znasz
mój domowy adres. Wszystkie skrzynki od jutra są martwe. Telefon komórkowy od
wczoraj uśpiony przez kruka. Taka ptasia ulomna Idea. A teraz pozwól kilka
słów do dupka. I widzisz w co się wpakowałeś? Warto było? Miernoto tego
forum. Salierii, kóry zakłada na uszy klapki z zardzewiałej blachy aby nie
słyszeć Mozarta. Tęskniący za muzyką nieskończoności. Oddechem Boga. Boisz
się mojej pasji a jednocześnie jej pragniesz płazincu. Widzę Cię jak się
rozglądasz. Tak, właśnie tam jest ten nocnik. Na stoliczku. Będziesz stukał
właśnie z niego. Nocnikowa klawiatura w sam raz dla Ciebie. Pomożesz Jej to
nieść. Teraz się uśmiechasz. Za miesiąc Twój uśmiech zacznie się kruszyć. Za
trzy miesiące przyjdziesz tu i zmienisz nicka na dupek 95. No widzisz.
Zwyciężyłeś. Znikam. Kciuk pochylony wkrótce skieruje się w dół. Ku ziemi.
Dobij mnie dupku. Dobij. Wybaczam Ci.
perli