Gość: Piotrq
IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl
16.04.01, 20:49
Z tego, co ogłoszono, w przetargu będą brały udział trzy myśliwce: F-16, Mirage
2000 i Jas-39 Gripen. Odpadł - trochę na własną prośbę - F-18. Były też opcje
rosyjskie, czyli MiG-29.
Przyznam, że przez dłuższy czas byłem zwolennikiem F-18 ze względu na jego
wszechstronność, zdolności manewrowe ale przede wszystkim przeżywalność, czyli
zdolność do powrotu do bazy mimo uszkodzeń, bo RP nie stać na tracenie
samolotów w przypadku konfliktu. Ponadto byłem pod wrażeniem zakupu przez
Finlandię ok. 70 samolotów tego typu. Kupowała również niedawno Hiszpania.
Dodatkowym atutem F-18 był fakt, że jego rozwój i utrzymanie w lotnictwie USA
było planowane do roku 2015. Niestety jego cena jest teraz zbyt wysoka w
stosunku do wartości dla takiego kraju jak Polska, a i tzw. offset, czyli
pakiet współpracy gospodarczej w produkcji, jest właściwie żaden.
MiGi moim zdaniem odpadają natychmiast, bo wprawdzie może i dobrze się nimi
lata, ale nie kupuje się broni od potencjalnego przeciwnika i to zamyka temat.
Nie wspominam już o kompatybilności z uzbrojeniem NATO, wyposażeniu
elektronicznym, które trzeba by zainstalować, i o rosyjskich systemach
uzbrojenia, amunicji, częściach zamiennych itd. które mogłyby być instrumentem
nacisku.
F-16 jest tanie i sprawdzone, ale jest to samolot bez przyszłości, ponadto
Amerykanie nakładają ograniczenia na eksport najnowszych technologii nawet do
sojuszników, czyli dostalibyśmy niezły samolot, ale drugiego sortu, który tylko
nieznacznie byłby korzystniejszy od zakupu tych nieszczęsnych MiG-ów. Z
przecieków wiadomo, że proponują nam stare wersje A i B po modernizacji.
Niestety, wygląda na to, że Polska kupi ich przynajmniej trochę, bo do 2003
roku trzeba wypełnić zobowiązania wobec NATO, czyli będzie to tanie ale i
chwilowe rozwiązanie. Jest popierane przez lobby związkowe, bo jest obiecanka
współpracy z wywracającymi się polskimi zakładami lotniczymi.
Mirage to w sumie nie to, projektowany był jako myśliwiec przewagi powietrznej
i to dość dawno temu. W konflikcie falklandzkim samoloty produkcji francuskiej
były skuteczne w atakach na okręty, ale zdarzało im się dostawać w skórę od
Harrierów, które nie są wybitnymi samolotami myśliwskimi. Dość drogi. W sumie -
nie.
Teraz moim faworytem jest Gripen. Wersja eksportowa ma być podobno prawie
identyczna z wersją C, czyli dostajemy to, co najlepsze - bez ograniczeń.
Samolot był projektowany na warunki podobne do polskich, potrzebuje pasa
startowego długości 800 i szerokości 9 m, czyli może to być zwykła szosa. W
zamyśle konstruktroskim miał być w bezpośredniej walce powietrznej lepszy od
najnowszych Suchojów, które wzbudzały taki (nie uzasadniony) zachwyt na
pokazach lotniczych, i wygląda na to, że jest. W stosunku do masy ma niezły
udźwig i wystarczający zasięg bojowy, jest kompatybilny z wszystkimi systemami
sojuszniczymi. Jedną z cech, które sprawiają, że dystansuje wszyskich
konkurentów, jest dobra odporność na wykrycie przez radiolokację. Projektowany
od razu jako bardzo wszechstronny samolot wielozadaniowy, wypełnił wszystkie
założenia konstrukcyjne. Stosunkowo do jakości dość tani, bardzo interesujący
pakiet offsetu. Zakupiony oprócz Szwecji przez klika państw, w tym RPA. Mówi
się, że jest to pierwszy seryjny sprawdzony i wprowadzony do produkcji
myśliwiec IV generacji. Prace nad podobnymi w sensie zaawansowania technicznego
konstrukcjami - poza może Raptorem F-22, na którego nikogo zresztą nie stać -
są daleko w tyle.
Strasznie żałuję, że w Rzeczypospolitej problemy rozważa się nie od stroy
merytorycznej, tylko krótkowzrocznych korzyści politycznych. Dlatego wydaje mi
się, że Polska kupi najpierw F-16, a potem będzie czekać na Join Strike Fighter
(wejdzie do produkcji seryjnej - jak się planuje - w 2008 roku, a do kupienia
będzie pewnie w ok. 5 lat później, bo najpierw obstalują go udziałowcy (bodajże
6 czy 7 państw). I w ten sposób za 10 lat będziemy mieli w armii znowu rupiecie.
Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych oraz resztę (poza Orlando i jego
umysłowymi braćmi)
Piotreq