Dodaj do ulubionych

Ministerstwo Trawienia

29.01.02, 11:40
a cyklu Ken Schoolland Przygody Jonatana Poczciwego! crying

Ministerstwo Trawienia

Zastanawiając się nad historią żółwia i zająca, Jonatan zapytał o drogę do
pałacu. Staruszka położyła mu rękę na ramieniu i ostrzegła:

- Proszę, nie mów nikomu, że dawaliśmy ci jeść. Nie mamy pozwolenia.

- Co? - zdziwił się młodzieniec. - Musicie mieć pozwolenie, żeby kogoś
nakarmić?

- w mieście tak. A jeśli władze dowiedzą się, że daliśmy ci jeść bez
zezwolenia, możemy mieć poważne kłopoty.

- a po co jest to zezwolenie?

- Ma ono zagwarantować wszystkim określony standard wyżywienia. Przed laty
mieszkańcy miasta jadali w ulicznych budkach, narożnych kawiarniach lub
eleganckich restauracjach albo kupowali jedzenie w sklepach spożywczych, by
gotować je sobie w domu. Rada Lordów doszła do wniosku, że nie powinno być tak,
iż jedni jedzą lepiej od innych. Dlatego ustanowili przepisy nakazujące
jedzenie w państwowych stołówkach, gdzie podają za darmo standardowe posiłki.

- Oczywiście, nie są tak do końca darmowe - wtrącił się Dziadek, wyjmując
portfel i machając nim przed oczami Jonatana. - Jedzenie jest o wiele droższe
niż przedtem, tyle że nikt nie płaci na miejscu. Wujek Fiskus opłaca posiłki z
naszych podatków. A ponieważ państwowe stołówki są opłacane z góry, ludzie
przestali zaglądać do prywatnych restauracji, gdzie musieliby zapłacić za
jedzenie po raz drugi. Prywaciarze musieli zatem podnieść ceny. Niektóre
prywatne lokale utrzymały się dzięki garstce zamożniejszych klientów lub
ludziom przestrzegającym specjalnych, nakazanych przez religię diet, lecz
większość została zamknięta.

- Po co płacić za jedzenie, skoro można zjeść za darmo w stołówce? - zapytał
Jonatan.

- Bo stołówki stały się okropne - roześmiała się Babcia. - Wszystko podupadło:
kucharze, jedzenie, atmosfera. W takiej stołówce nigdy nie zwalnia się złego
kucharza. Ich gildia ma za dobre układy. Za to naprawdę dobrzy kucharze nie
dostają żadnych premii, żeby ci gorsi im nie zazdrościli. Morale jest niskie,
jedzenie marne, a kartę dań układa Ministerstwo Trawienia.

- i to jest najgorsze - zawołał Dziadek. - Starają się przypodobać znajomym i
nikt nigdy nie jest zadowolony. Starczy popatrzeć na spory o chleb i kartofle.
Dzień w dzień chleb na zmianę z ziemniakami. Wtedy lobby makaroniarzy
zorganizowało kampanię na rzecz poparcia dla klusek i ryżu. Pamiętasz? -
zwrócił się do żony. - Gdy lobby przepchnęło swoich ludzi do Ministerstwa
Trawienia, po chlebie i kartoflach zaginął wszelki słuch.

- Oj, Babciu, jak ja nie znoszę klusek! - zapiszczała ze wstrętem Luiza
wychylając się zza babcinej spódnicy.

- Lepiej łykaj bez słowa, bo przyczepi się do ciebie Komisarz Żywnościowy.

- Komisarz Żywnościowy? - powtórzył pytająco Jonatan.

- Ciii - syknął Dziadek i przyłożył palec do ust, rozglądając się, czy nikt nie
nadchodzi ulicą. - Ludzie, którym państwowe jedzenie nie przypada do gustu,
wpadają w łapy Komisarza Żywnościowego. Dzieci wołają na tych funkcjonariuszy
Komyż. Komyże sprawdzają listę obecności podczas posiłków i ścigają wszystkich,
którzy nie przychodzą. Delikwentów zabiera się na przymusowe dokarmianie do
specjalnych, stołówkowych aresztów.

- a nie moglibyśmy jeść tak zwyczajnie, w domu? - wzdrygnęła się Luiza. -
Babcia gotuje najlepiej na świecie.

- Nie wolno, kochanie - odparła babcia, głaszcząc dziewczynkę po głowie. -
Niektórzy mają specjalne zezwolenia, ale ja i Dziadek nie przeszliśmy
odpowiedniego szkolenia. Nie możemy sobie też pozwolić na różne, skomplikowane
urządzenia do gotowania, jakich wymagają władze. Widzisz, Luizo, politycy
uznali, że zadbają o ciebie lepiej, niż my.

- Poza tym - włączył się Dziadek - musimy chodzić do pracy, żeby zapłacić na to
wszystko podatki.

Zaczął chodzić po ganku, mrucząc coś pod nosem na wpół do siebie, na wpół do
Jonatana i Luizy.

- Wmawiają nam, że stosunek liczby trawiących do liczby kucharzy nigdy w
dziejach nie był taki korzystny, chociaż połowa ludności jest stale
niedożywiona. Punktem wyjścia była idea nakarmienia wszystkich nędzarzy, a
skończyło się na karmieniu wszystkich nędznym jadłem. Są i tacy, co nie chcą
jeść w państwowych stołówkach i śmierć głodowa już zaczyna zaglądać im w oczy.
Co gorsza, w stołówkach roi się od wandali i złodziei, więc nikt nie czuje się
tam bezpiecznie.

- Dosyć Dziadku! - wykrzyknęła Babcia, widząc strach malujący się na twarzy
Jonatana. - Bo za nic w świecie nie będzie chciał przestąpić progu państwowej
stołówki! Starczy, że będziesz miał przy sobie dowód osobisty, a wszystko jakoś
się ułoży - wyjaśniła młodzieńcowi.

- Dziękuję za radę, Babciu - powiedział Jonatan, zachodząc w głowę, jak wygląda
dowód osobisty i jak uda mu się bez niego zdobyć coś do zjedzenia.

- A tak nawiasem mówiąc, mógłbym dostać na drogę jeszcze kilka kromek chleba?

- Oczywiście, ile tylko dusza zapragnie.

Poszła do kuchni i zawinęła mu w serwetkę kilka kromek. Rozejrzała się
ukradkiem, czy nie podgląda ich któryś z sąsiadów, po czym dumnie wyciągnęła
rękę i podała chleb Jonatanowi.

- Tylko uważaj, żebyś nie zgubił. Słyszeliśmy, że naszego piekarza aresztowała
niedawno Policja Żywnościowa. Nikomu go nie pokazuj, dobrze?

- Jasne! i dziękuję za wszystko!

Żegnany przez całą trójkę młodzieniec wyszedł na ulicę. Było mu lżej na sercu,
bo znalazł jakiś normalny dom na tej dziwnej wyspie.

Obserwuj wątek
    • Gość: wild dla Hani Sanepidjanki?;] IP: *.net.bialystok.pl 29.01.02, 17:39
      wild napisał(a):
      > Było mu lżej na sercu,
      > bo znalazł jakiś normalny dom na tej dziwnej wyspie.

      a babcine strucle były trujące czy nie? miały zarazki czy nie?

      w tym opowiadanku jest synteza tego czesto i gesto! tak!:]

    • do_gory Re: Ministerstwo Trawienia 10.03.02, 10:56
    • Gość: wild robotnicze oddziały rad sanepidu kiedy wkroczą ... IP: *.net.bialystok.pl 03.04.02, 23:19
      do Twojego domu? smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka