Dodaj do ulubionych

:-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz?

21.01.10, 10:11
Byliśmy już w IMIDz i niestety moje dziecko tam dostało katarzysko, a na 100%
wyjechała z domu zdrowa, w domu normalnie przespała nockę przed wyjazdem,
wieczorem zaczął się katarek, anestezjolog jeszcze powiedziała, że z takim
malutkim katarkiem będzie oki, ale już w nocy Anielka kiepsko spała, musiałam
ją nosić całą noc, no i już wiedziałam, że wrócimy na drugi dzień. Ogólnie
szczerze jestem zawiedziona IMIDz, przede wszystkim warunkami i organizacją,
tym, że przyjeżdża się dzień wcześniej, niebardzo wiem po co??? wystarczyłaby
informacja od której być na czczo!! boxy 3 x 3 dla 2 dzieci + 2 rodziców,
naprawdę nie wymagam wiele, ale mam porównanie z naszym miejskim też nfz -
towskim szpitalem dziecięcym, i mam ogromny żal, że w warszawie w instytucie,
gdzie operuje się dzieci z całej Polski są warunki gorsze niż w zwykłym
Toruńskim Miejskim Szpitalu. Jak najbardziej wierzę w LEKARZY OPERUJĄCYCH w
IMIDZ, ale zaczynam się zastanawiać nad Kozią lub tą Kliniką prywatną ULA
BAUMAN czy jakoś tak, tam gdzie operuje dr Surowiec, tam się ma gwarancję, że
dość szybko się wyjdzie. A dziecko w domu to inaczej dochodzi do siebie niż na
przetłoczonym oddziale...
Obserwuj wątek
    • czarny.1m2w3 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 21.01.10, 12:37
      My na zabieg jechaliśmy tego samego dnia w którym miał się
      odbyć.Mieliśmy wyznaczoną godzinę i zrobione badania.Syn nie był
      operowany w W-wie.Pozdrawiam GG715347
      • anulaaa33 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 21.01.10, 15:02
        a czy widziałaś warunki za koziej?? uwierz że imid wcale nie jest taki zły :]
        • ania_torun_83 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 21.01.10, 15:13
          no nie, ale do Koziej przekonuje mnie krótki pobyt (operacja na pewno w ten sam
          dzień co przyjęcie), dziecko najlepiej przecież dochodzi do siebie w domu...
          • emilia132 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 21.01.10, 19:55
            Wyjść z Imid też możesz szybko wyjść tym bardziej że twoja mała będzie miała
            zszywana tylko wargę,jak wszystko dobrze idzie to się wychodzi już po drugiej
            dobie po operacji na przepustkę do domu i przyjezdzasz na zjdęcie szwów.
    • strukale Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 21.01.10, 21:05
      Aniu proszę Cię zachowaj spokój wiem, że to teraz trudne. Marta miał
      operację miesiąc później, też był katar. Uwierz mi, że IMID to
      najlepsze miejsce, warunki bardzo skromne, ale ludzie wielkiego
      serca. Na koziej, też jest bardzo skromnie i w razie co (nikomu nie
      życzę) to jedziesz na sygnale do instytutu. W szpitalu trzeba być
      wcześniej, bo przecież obowiązuje jakiś grafik operacji i inaczej
      się nie da. Na koziej bylibyście pewnie jedynymi operowanymi tego
      dnia. Jak chcesz to zadzwoń. Pozdrawiam
      • adasimama Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 22.01.10, 09:14
        Witam
        Ja właśnie wróciłam z wycieczki z Warszawy mielismy drugie podejście do
        przeszczepu kości i co ?? i drugi raz to samo po przekroczeniu progu IMiD mój
        syn nagle dostaje gorączki,katar i kaszel.Też jestem zła ale chyba na okrutny
        los a nie na IMiD.Nie cha dzieci z katarem przyjmować i to jest dobre ponieważ
        mogłyby sie zarazić dzieci po zabiegach i wtedy to nie było by za fajne.Pozdrawiam.
    • kryspinek-7 Re: 22.01.10, 14:27
      Uważam, że warunki jakie panują w IMiD są skromne, ale dziecku i
      osobie opiekującej się nim po operacji wiele nie trzeba. Nie są
      najgorsze!!!
      Poza tym zależy nam na dobru naszych dzieci...a nie na komfortowych
      warunkach jak w hotelu!!!
      Pozdrawiam.
    • asik57 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 22.01.10, 21:22
      Mnie warunki w IMiD nie przeszkadzały. Po pobycie w szpitalu we Wrocławiu (w
      "Korczaku") myślałam, że będzie gorzej. W "Korczaku" salka była tak mała, że na
      długość mieściły się dwa łóżeczka niemowlęce + taboret między nimi na którym
      ustawiano urządzenie do podawania kroplówki. Moje krzesło stało tuż koło
      łóżeczka i tarasowało wejście do sali, a jak byłam zmęczona to mogłam nie
      ruszając się z miejsca oprzeć się o umywalkę. Ubranka, pieluszki, kosmetyki dla
      maluszka były składowane w łóżeczku dziecka, bo szafki nie było, a pod
      łóżeczkiem stała wanienka. Koczowaliśmy tak pierwszego dnia w 6. Dwoje dzieci i
      4 rodziców. Jak przychodziła pielęgniarka to wszyscy musieliśmy wychodzić bo ona
      nie mogła się obrócić. Noc na krzesełku. Po trzech dniach zwolniło się miejsce
      na sali dla matki z dzieckiem (3 mamy + 3 dzieci) i tam było trochę więcej
      miejsca. Tak więc dla mnie sale w IMiD to niemal salony. No i personel o niebo
      lepszy, milszy i życzliwszy. W IMiD zabawiliśmy aż 5 dni, bo mała nie chciała
      jeść. Inne dzieci wyszły znacznie wcześniej, niektóre następnego dnia po
      operacji. Byli też i tacy rodzice co zdecydowali się zostać aż do zdjęcia szwów.
      Ja czułam się tam bezpiecznie, a moje dziecko było pod dobrą opieką. A i jeszcze
      jak my byliśmy to nie było tłoku. Prawie na każdej sali było jedno dziecko i
      jeden rodzic - nie przetrzymywali dłużej niż to konieczne. A przyjęcie dzień
      przed operacją uważam za bardzo dobre zwłaszcza dla tych co mieszkają daleko. Na
      spokojnie się "rozgościliśmy", zapoznaliśmy się z funkcjonowaniem oddziału,
      przyszedł anestezjolog i dokładnie o wszystkim opowiedział. Owszem można wynająć
      pokój w hotelu i rano stawić się na oddziale, ale weź pod uwagę, że tego dnia
      jest operowanych kilkoro dzieci i lekarze muszą dzień wcześniej zapoznać się z
      wynikami badań, kondycją dziecka, porozmawiać z rodzicami, ustalić jakąś
      kolejność zabiegów.
      Może jak minie pierwszy żal i rozczarowanie to inaczej spojrzysz na IMiD.
    • talka888 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 22.01.10, 22:44
      Witajcie,
      moja córka była operowana na Koziej. Wydaje mi się, że błędne jest wymaganie
      warunków 4-gwiazdkowego hotelu od Koziej, Imidu itd - to nie o to chodzi! Mnie
      do Koziej przekonało kilka rzeczy- nie ma "klimatu" ogromnego, molochowatego
      szpitala, wychodzi się na następny dzień, nie ma miliona obcych ludzi, dzieci z
      katarem itd., są miłe panie pielęgniarki, operacje wykonuje prof. Dudkiewicz -to
      najważniejsze!! Po konsultacjach w IMID wiedziałam, że moja noga już tam więcej
      nie postanie- zerowa organizacja, polecam Kozią w 100 % a wybór tak na prawdę
      należy do każdego z nas!
      • abcde-25 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 23.01.10, 14:05
        Podpisuje się pod tym co napisała talka. Tyle, że nie każdego stać.
        Przeszczep w tym roku to koszt. 7.500zł, jednek warto pozyczyć od
        rodziny czy w banku nawet wziąć kredyt, bo piszę to z własnego
        dświadczenia!
        • ella.78 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 23.01.10, 20:37
          ja jestem po operacji w Instytucie. Rzeczywiście warunki mnie zdziwiły, ale to
          wina nfz. operował nas dr Piwowar. Jechaliśmy 500 km i zrobiłabym to bez wahania
          jeszcze raz. Zastanawialiśmy się nad kozią, ale przeraziło mnie to, iż wychodzi
          się na drugi dzień. Ja wolałam zostać dłużej (byliśmy 6 dni) i jechać do domu
          pewna, że nie będę musiała wracać za dwa dni, bo w razie jakby się coś działo to
          nie byłoby gdzie szukać pomocy. Wiem, że kto mieszkał blisko wychodził po dwóch
          dniach. Cierpliwość traciłam, gdy mięli nas przyjąć do szpitala - 3 godziny w
          tłumie aby przejść na oddział. ale Było minęło - skończyło się szczęsliwie,
          zostały drobiazgi - logopeda itp. powodzenia
    • ania_torun_83 Re: :-(( katar, dyskwalifikacja, gdzie teraz? 24.02.10, 10:00
      no i mogę podsumować mój wątek, zdecydowaliśmy się na "Kozią" i nie żałuję,
      fakt, jest to mieszkanie przerobione, ale dziś mnóstwo usług medycznych
      wyprowadza się z przychodni i szpitali do takich gabinetów, co do efektów musimy
      jeszcze czekać, ale fakt, że operacja jest w ten sam dzień co się przyjeżdża to
      spory plus, a najważniejsze dla mnie z perspektywy czasu było to, że mogłam być
      z Malutką noc po operacji, ponieważ bardzo domagała się piersi, a już po 23ej
      mieliśmy pozwolenie od dr Stankiewicz(anestezjolog) i ona o 23.45 już ssała...
      czuła moje ciepło i była bezpieczna, a IMIDZ pewnie by wypłakiwała oczy, to
      nieludzkie!!!!!!!!!! przez noc ssała jeszcze po kilka razy, bo dzieciątko obok
      było niespokojne i ją wybudzało. Ok. godz. 8mej obejrzała ją pani Profesor i o
      9ej ruszyliśmy do domku, Anielka była dzielna i szybciutko doszła do siebie.
      Wczoraj wróciliśmy ze zdjęcia szwów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka