Dodaj do ulubionych

Opowieści niesamowite

02.03.04, 23:31
Roztocze to lato u dziadków było. A teraz ciągła fascynacja jest. I ciągłe
tam powroty.
Opowiem historię, którą przeżyłem na wakacjach między 7 a 8 klasą szkoły
podstawowej. Na cmentarzu musiałem grób wykopać. Polazłem tam wieczorem bo
rano był pogrzeb. Miałem łopatę, kilof i latarkę. Ściemniło się, ale wziąłem
się do roboty. Kopię ten grób latarką przyświecając. Kopię i kopię, aż tu
nagle... słyszę głuchy odgłos uderzenia łopaty. Skrzynia jakaś... Skarby,
myślę sobie. Wziąłem kilof i wlazłem do grobu. Lup z całej siły. Wydziabałem
otwór w tej skrzyni. Zaczęło się robić niesamowicie bo pruchno z tej skrzyni
świeciło. Świecąc latarką zaglądam w wydziabany otwór, skarbów wypatrując.
No, to co tam zobaczyłem, spowodowało, iż... lepiej nie mówić. Powoli,
pomalutku, wyszedłem z grobu, nieoglądając się za siebie, zachowując spokój
całą siłą woli, szedłem wzdłuż grobów. Dopiero przy bramie wpadłem w panikę.
Uciekałem tak, że jestem pewien, iż rekord świata pobiłem w sprincie.
Po prostu, po ciemku pomyliłem się i wykopałem grób na innym grobie. A ta
skrzynia z rzekomym skarbem to trumna była. To co tam zobaczyłem, to chyba
nie muszę pisać.
Świtem przyszedł grabarz i na szczęście poprawił wszystko. A ja kilka nocy z
głowy miałem smile
Obserwuj wątek
    • swiatlo Strzyga 02.03.04, 23:52
      Masz ci los, a ja myślałem że ty kobieta....
      Nik masz mylący...

      Co do opowieści, to ojciec zawsze opowiadał historie o strzydze.
      Otóz jeszcze w czasach carskich, późną jesienią wieczorem, stójkowy wybrał się
      konno na objazd wsi.
      Zrobił się już zmrok i siąpał lodowaty deszcz. Stójkowy w ciemności zauważył
      światełko, i kiedy podjechał, to była to chałupa na skraju wsi z jednym
      oświetlonym okienkiem z okiennicami. Zajrzał stójkowy do środka, a tam trumna i
      świeczki dookoła.
      No cóż, pomyślał stójkowy, trumna nie trumna, wejdę na chwilkę, ogrzeję sie i
      pojadę dalej. I tak też zrobił.
      Otworzył drzwi, wszedł do środka, usiadł na ławie przy piecu i się ogrzewa.
      Zerka co chwila na umarłego. W pewnym momencie patrzy, a umarły ma otwarte
      oczy. Stójkowy zmartwiał. Nie może ręką ruszyć, nie może wstać ze strachu.
      Nagle patrzy, a umarlak jednym ruchem usiadł.
      No to stójkowy nagle się zebrał i w nogi! Wskoczył na konia i pędzi jak szalony.
      A tu czuje że umarły za nim, coraz bliżej, prawie go ma.
      A tu nagle jakiś wsiowy pies podskoczył do umarlaka. To umarlak psa na kawałki
      rozerwał, ale przez to musiał na chwilę zwolnić, i przez to stójkowy zdołał
      uciec.
      Potem już rano stójkowy przyjechał na miejsce, i rzeczywiście, znaleźli
      rozerwanego psa i umarlaka.
      Umarlakowi potem kołek trzeba było w serce wbić i pochować, aby innych
      niewinnych ludzi nie napadał, a i pokój w niebie zaznał...
      • perla Re: Strzyga 02.03.04, 23:56
        swiatlo napisał:

        > Masz ci los, a ja myślałem że ty kobieta....
        > Nik masz mylący...

        mieszkam w Lublinie. Czy już wiesz dlaczego taki nick mam?
        Jeżeli jeszcze nie wiesz, skojarz ze Zwierzyńcem smile
        • swiatlo Re: Strzyga 03.03.04, 00:03
          perla napisał:

          > mieszkam w Lublinie. Czy już wiesz dlaczego taki nick mam?
          > Jeżeli jeszcze nie wiesz, skojarz ze Zwierzyńcem smile

          No tak, rzeczywiście...
    • perla Na Roztoczu denaturat popularny zawsze był 03.03.04, 00:08
      Denaturat to kiedyś lekarstwem na wszystko był. Cokolwiek człowiekowi było, to
      zaraz denaturat. Nacieranie, wcieranie, picie w aptekarskich ilościach. Ale
      niektórzy pili całkiem całkiem.
      Miałem z dziesięć lat jak widziałem starego B. gdy do chałupy wracał zataczając
      się. Pijany jak bela. Zobaczył mnie, popatrzył i wyciągnął zza pazuchy nowiutką
      butelkę denaturatu. Odbił fachowo korek i wprost z butelki zaczął pić. Wypił od
      razu z jedną trzecią butelki, popatrzył na resztę i powiedział: "do wieczora
      jeszcze mi wystarczy". A już wieczór był. Stary B. umarł dopiero teraz, po
      trzydziestu latach od tamtego czasu. I przez te trzydzieści lat ciągle
      denaturat pił, aż po dzień ostatni. A lat 80 miał.
    • perla o "zdradzie" bociana jest 03.03.04, 00:16
      Na Roztoczu jedno z największych w Polsce skupisk gniazd bocianich jest.
      Zrobiłem obecnie rekonesans po Roztoczu przez dni kilka. Tam prawdziwa zima
      jest. Gniazda bocianie przykryte białym śniegiem jeszcze. Tak jak i puszcza
      cała.
      Opowiem historię jednego gniazda bocianiego na Roztoczu.
      U starego S. od zawsze bociany były. Gniazdo osadzone na dość niskim drzewie
      było. Pewnego roku stary S. postanowił zaeksperymentować sobie. To było w
      czasie gdy bociany jaja miały. Jaj trzy było. Stary S. wdrapał się do gniazda i
      jedno jajo podmienił. Zabrał jajo bociana właściwego, a podłożył jajo gęsi.
      Poniważ wielkość tych jaj podobna jest, to bociany niezorientowały się w
      podmianie. Po pewnym czasie małe wykluły się. I szybko dorastać zaczęły. Bocian
      samiec bacznie przyglądał się jednemu z potomków. Gołym okiem widać było, że to
      nie bocian jest. Im bardziej przyglądał się, tym bardziej osowiały na brzegu
      gniazda stał. Aż dnia pewnego odleciał nagle. Powrócił po kilku dniach na czele
      z chmarą bocianów. Ludzie naliczyli około czterdziestu bocianów ponoć. Stado
      krążyło nad gniazdem przypatrując się nietypowemu "bocianowi" małemu. W pewnej
      chwili od krążącego stada oderwało się cztery bociany. Akcja była błyskawiczna.
      Zadziobały w mig bocianicę i małego. Po prostu doszły do wniosku, iż bocianica
      puściła się z kimś innym. I to była kara za "zdradę". Niesłuszna zresztą.
      Bocian samiec sam wychował pozostałą dwójkę i jesienią odlecieli do Afryki.
      Stary S. niedoczekał powrotu bocianów. Zmarł owej zimy. Zresztą, i tak by
      niedoczekał. Bociany już nigdy nie siadły na tym gnieździe.
      Człowiek jak zaingeruje w przyrodę to zawsze wszystko spieprzy niestety
      • swiatlo Re: o "zdradzie" bociana jest 03.03.04, 00:21
        perla napisał:

        > Człowiek jak zaingeruje w przyrodę to zawsze wszystko spieprzy niestety

        Amen!
      • benia30 Re: o "zdradzie" bociana jest 03.03.04, 15:25
        niesamowita historia!!!
    • mm-ka A znacie tą opowieść? 03.03.04, 00:44

      Niedaleko wsi Łaszczówka pod Tomaszowem Lub. jest staw Harasinka. Ponoć nazwę
      swą zawdzięcza bogatemu gospodarzowi Harasiowi, który podczas ciężkiej orki
      woły swoje bił mocno kijem: Zwierzęta nie wytrzymały tych tortur, uciekły od
      niego i weszły w wodę. Wówczas otworzyło się "okno" albo, jak chcą
      niektórzy, "czeluść bez dna" i woły wciągnęły okrutnego gospodarza w otchłań.
      Pozdrawiam.M
    • benia30 Re: Opowieści niesamowite 03.03.04, 15:38
      Moja historyjka będzie mało oryginalna, pewnie wszyscy ją znają, nie wiem czy
      nie pokręcę czegoś bo jeszcze jako dziecko to słyszałam ( babcia mi
      opowiadała...) Dwóch kolegów założyło się (o flaszeczkę zapewne) że jeden z
      nich pójdzie o północy na cmentarz i w samym jego centrum (głupio brzmi to
      centrum cmentarza ale nie wiem jak to inaczej określić) wbije w ziemię
      zaostrzony pal. No i poszedł jeden z nich ale nie zauważył, że podczas wbijania
      owego pala przytwierdził do podłoża również fragment swojego płaszcza. Kiedy
      chciał już odchodzić, zadowolony z wygranego zakładu, coś go przytrzymało i ze
      strachu zmarł na zawał. Koniec
    • perla Murzyn 04.03.04, 21:28
      lata 70-te. A w tamtych latach większość ludzi nie przekroczyła w życiu granic
      powiatu właśnie.
      Jedna z dziewczyn będąca na studiach w Lublinie wydała się za Murzyna. Ona
      pochodziła z jakieś wioski pod Józefowem. Osiedlili się w tej wiosce i on
      zaczął gospodarzyć na roli.
      No, trzeba było zobaczyć miny ludzi jak on do kościoła przyszedł. Kilkaset oczu
      nieruchomo wpatrujących w Murzyna się.
      Konsternacja totalna.
    • swiatlo Krych 05.03.04, 20:52
      Krych to był partyzant.
      Mój ojciec był młodym chłopakiem jak wybuchła wojna. Zbyt młodym aby być w
      partyzantce. Ale znał ich wszystkich dobrze. Szczególnie Krycha.
      Pamiętam do dzisiaj wyblakłe i pożółkłe zdjęcie zrobione przez wędrownego
      fotografa tuż przed wojną: dziesięcioletni ojciec na rowerze a Krych z boku.
      A w tle jakaś płachta z namalowanym krajobrazem.
      Tak się wtedy zdjęcia robiło...

      Dla ojca Krych to był niedościgniony wzór i wyrocznia. Imponował mu bardzo. Był
      odważny i silny. Prawdziwy partyzant.
      W czasie wojny Krych zginął w jakiejś akcji. Może kiedyś jak ojciec opowie, to
      więcej o tym będę wiedzieć.

      Za jakiś rok po śmierci Krycha, jeszcze w czasie okupacji, ojciec obudził się w
      środku nocy. Leży na łóżku i spogląda na ciemną izbę.
      Na środku izby, na krześle siedzi Krych. Siedzi, nic nie mówi, tylko się patrzy
      na ojca. Patrzy się i patrzy. Ojciec zamurowany, nie może się ruszyć ani
      dźwięku wydać.
      Nagle Krych patrzy się do góry, a tam w suficie otwór. I Krych razem z krzesłem
      tam do góry się unosi. Unosi się z podniesionymi rękami, aż zupełnie znika w
      czeluści.

      Czy ktoś tutaj na forum pamięta albo coś wie o Krychu partyzancie?
    • benia30 Re: Opowieści niesamowite 12.03.04, 22:45
      A, dopiszę coś jeszcze, bo nikt dzisiaj nie pisał...
      Będzie o Cyganach...
      Kiedyś, przed laty, gdzieś na Roztoczu, podróżowali sobie wielkim wozem marki
      Kamaz, ojciec z małym synkiem. Nieznany jest mi cel ich podróży, w każdym razie
      przyjemnie im się razem jechało, gdy nagle przed maską ich samochodu wyrosło
      dziecko. Kierowca zaczął gwałtownie hamować, jednak nie przyniosło to
      pożądanego skutku i uderzył w małego człowieczka... Po wyhamowaniu, wyskoczył z
      szoferki i zobaczył leżące na poboczu małe Cyganiątko, zszokowany, trzęsącymi
      się rękoma podniósł dziecko i zaczął biec z nim w kierunku najbliższych
      zabudowań wzywając pomocy. Cyganiątko przeżyło, nie odniosło nawet poważnych
      obrażeń, lecz kiedy ojciec powrócił do samochodu zastał w nim strasznie
      okaleczone (szczegółów oszczędzę) zwłoki własnego dziecka. To Cyganie dokonali
      zemsty za krzywdę, jakiej doznał przedstawiciel ich rodu.

      Nie wiem ile w tym opowiadaniu jest prawdy, prawdą natomiast jest to, że takie
      historyjki serwowała w dzieciństwie swoim wnukom moja babcia (obecnie lat 92, w
      dalszym ciągu fenomenalna pamięć) nie pomijając makabrycznych opisów...
      Niepedagogiczne to bardzo było, ale lubiliśmy słuchać... i bać się.

      A czy pamięta ktoś opowiadania o czarnej wołdze? ( o taki samochód mi chodzi, w
      kolorze czarnym...)

      Pozdrawiam - Benia
      • januszx Re: Opowieści niesamowite 13.03.04, 13:50
        benia30 napisała:

        > A, dopiszę coś jeszcze, bo nikt dzisiaj nie pisał...
        > Będzie o Cyganach...
        > Kiedyś, przed laty, gdzieś na Roztoczu, podróżowali sobie wielkim wozem marki
        > Kamaz, ojciec z małym synkiem. Nieznany jest mi cel ich podróży, w każdym
        razie
        >
        > przyjemnie im się razem jechało, gdy nagle przed maską ich samochodu wyrosło
        > dziecko. Kierowca zaczął gwałtownie hamować, jednak nie przyniosło to
        > pożądanego skutku i uderzył w małego człowieczka... Po wyhamowaniu, wyskoczył
        z
        >
        > szoferki i zobaczył leżące na poboczu małe Cyganiątko, zszokowany, trzęsącymi
        > się rękoma podniósł dziecko i zaczął biec z nim w kierunku najbliższych
        > zabudowań wzywając pomocy. Cyganiątko przeżyło, nie odniosło nawet poważnych
        > obrażeń, lecz kiedy ojciec powrócił do samochodu zastał w nim strasznie
        > okaleczone (szczegółów oszczędzę) zwłoki własnego dziecka. To Cyganie
        dokonali
        > zemsty za krzywdę, jakiej doznał przedstawiciel ich rodu.
        >
        > Nie wiem ile w tym opowiadaniu jest prawdy, prawdą natomiast jest to, że
        takie
        > historyjki serwowała w dzieciństwie swoim wnukom moja babcia (obecnie lat 92,
        w
        >
        > dalszym ciągu fenomenalna pamięć) nie pomijając makabrycznych opisów...
        > Niepedagogiczne to bardzo było, ale lubiliśmy słuchać... i bać się.
        >
        > A czy pamięta ktoś opowiadania o czarnej wołdze? ( o taki samochód mi chodzi,
        w
        >
        > kolorze czarnym...)
        >
        > Pozdrawiam - Benia
        • januszx Re: Opowieści niesamowite 13.03.04, 13:57
          Makabryczna historia Beniu ale aż wierzyc mi się nie chce żeby mogła być
          prawdziwa ???! , gdy człowiek stara się ratować poszkodowane dziecko okrutni
          Cyganie mordują inne !!?
          w głowie się nie mieści... muszę powiedzieć ,że w pierwszej chwili nie
          zrozumiałem opowieści i myslałem ,że dziecko tego mężczyzny umarło (zginęło) na
          skutek hamowania i uderzenia ...
          ale tak naprawde są rzeczy na tym świecie , o których...
          • benia30 Re: Opowieści niesamowite 13.03.04, 14:58
            januszx napisał:

            > Makabryczna historia Beniu ale aż wierzyc mi się nie chce żeby mogła być
            > prawdziwa ???! , gdy człowiek stara się ratować poszkodowane dziecko okrutni
            > Cyganie mordują inne !!?
            >

            Słuchając tej opowieści w dzieciństwie też nie mogłam pogodzić się z takim
            zakończeniem, taka zemsta jak zamordowanie dziecka była dla mnie czymś
            strasznie niesprawiedliwym i niezrozumiałym. (chociaż babcia mówiła, że
            początkowo Cyganie myśleli, że ich dziecko zginęło na miejscu)

            Miała to być, jak w tytule, opowieść niesamowita, mam nadzieję, że jest.
            Mam też nadzieję, że nie jest to opowieść prawdziwa i że coś takiego nie miało
            nigdy miejsca.
            Pozdrawiam ciepło...
            Benia
            • stiah Re: Opowieści niesamowite 13.03.04, 16:15
              Czarna wołga to była niesamowita histeria - baliśmy się chodzić do szkoły.
              Podobno krążyła taka po lubelskich drogach i ktoś porywał dzieci. To było
              gdzieś tak na początku lat siedemdziesiątych. Plotka zataczała coraz szersze
              kręgi... I pokutuje do dziś.
              • benia30 Re: Opowieści niesamowite 13.03.04, 23:54
                Historyjki o czarnej wołdze mroziły krew w żyłach, ponadto miały właściwości
                ściśle pedagogizujące - uczyły dzieci ostrożności w kontaktach z osobami
                nieznajomymi i nieufności wobec zaczepiających.
    • szekla Re: Opowieści niesamowite 10.04.04, 17:32
      samodajda
      balam sie niesamowicie, dziadek straszyl mnie jak bylam niegrzeczna, ze
      przyjdzie samodajda i mnie zje. Za nic nie pamietam co to bylo, musialo to byc
      cos w rodzaju czarownicy skrzyzowanej z wilkolakiem i niechybnie zamieszkiwalo
      to szafe moich rodzicow.Szafe systematycznie kontrolowalam przed zasnieciem na
      okolicznosc zamkniecia, nie miala prawa byc uchylona.Kiedys starszy brat
      wcisnal mnie na sile do tej szyfy, oczywiscie w scenerii wieczornej (znal
      opowiesci dziadka), myslalam ze oszaleje ze strachu.I pewnie po tym mi zostalo
      ogladanie horrorow przez zamkniete oczy lub przynajmniej z glowa nakryta koldra

      zanim postraszymy dzieci, przestraszmy sie sami
      • czuk1 Re: Opowieści niesamowite 11.04.04, 10:47
        szekla napisała:

        > samodajda
        > balam sie niesamowicie, dziadek straszyl mnie jak bylam niegrzeczna, ze
        > przyjdzie samodajda i mnie zje. Za nic nie pamietam co to bylo, musialo to
        byc
        > cos w rodzaju czarownicy skrzyzowanej z wilkolakiem i niechybnie
        zamieszkiwalo
        > to szafe moich rodzicow.Szafe systematycznie kontrolowalam przed zasnieciem
        na
        > okolicznosc zamkniecia, nie miala prawa byc uchylona.Kiedys starszy brat
        > wcisnal mnie na sile do tej szyfy, oczywiscie w scenerii wieczornej (znal
        > opowiesci dziadka), myslalam ze oszaleje ze strachu.I pewnie po tym mi
        zostalo
        > ogladanie horrorow przez zamkniete oczy lub przynajmniej z glowa nakryta
        koldra
        >
        > zanim postraszymy dzieci, przestraszmy sie sami


        Coś w tym jest , ja też straszyłem duchami 8 lat mlodszego ode mnie brata.
        Ale póżniej nieco byłem jego niańką i nauczycielem. To chyba taki - krótki i
        nieświadomy u dzieci - okres w życiu, kiedy swoje niepokoje i doświadczenia
        przenosimy na rodzeństwo. pzdr mariusz
        • ubott.1 Re: Opowieści niesamowite 11.04.04, 20:45
          Ja Wam za to opowiem historyjke prawdziwa. Moj dziadek zmarl i syn jego a moj
          wujek poszedl na stary cmentarz zobaczyc jak przygotowano grobowiec. Wujek
          mial juz swoje lata, zwykle byl nie ogolony, twarz blada pociagla. Bedac juz na
          cmentarzu wszedl do grobowca by sprawdzic jak robotnicy go przygotowali. Ale
          uslyszal jakies szmery na dworze i wychodzi z tego grobowca a tam dwie
          dziewczyny przechodzily. I mimo ze to bylo poludnie jak go ujzaly narobily
          takiego pisku i w nogi. A on jeszcze biegl za nimi i krzyczal ze on jest zywy.
          • benia30 Re: Opowieści niesamowite 12.04.04, 11:47
            Dobre...
            A u nas na wsi stała kiedyś stara, opuszczona chatka w stylu roztoczańskim
            (kryta strzechą!), należąca do pewnej, zmarłej już staruszki. Krążyły wówczas
            plotki, że w nocy jej duch powraca do swojego domu, a przez okno widać palącą
            się w jego wnętrzu świeczkę.
            Jako dzieci omijaliśmy to miejsce szerokim łukiem, a już sam pomysł by zajrzeć
            wieczorem przez okno wywoływał starszną panikę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka