rodak
16.02.02, 07:44
Pierwszy raz piszę na forum, więc bez śmiechów...J)
Czy nie wydaje się wam, że niekiedy przyznanie się do czytania HP jest
traktowane jak przyznanie się do nieuleczalnej choroby, albo czegoś zgoła
gorszego?
Przykład? OK., czytałem HP i nie mogę powiedzieć, że książka jest do kitu,
choć nie równa się do Tolkiena, Sapka (o U.Eco nie wspominającJ)) ). Otóż
przychodzi pewnego dnia koleżanka (całkiem ładna nawiasem) i pyta się czy nie
mam pożyczyć 4cz. Ja na to, że jasne. Od tego czasu kumple napieprzają się, ze
czytałem komercyjną kichę, bajeczkę dla dzieci a nawet...satanistyczne dzieło
(niezła rozbieżność). Kiedy pytam, na czym opierają swe zdanie, oni na to, że
na TV i gazetach, bo książki nie czytali. Uderzyć to mało...
Uważam po prostu, że za wielu ludzi, którzy nie czytali tej serii wyraża o
niej swe zdanie. Trochę rozumu ludzie!