mirandel1
29.09.06, 20:39
Witam.
Od niedawna pisze shorciki do szuflady i chciałam was prosić o opinie. Pisać
dalej czy dać sobie spokój? Oto mała próbka. Z góry dziękuje za opinie.
Stał wpatrzony w firankę , która wysunęła się przez szparę w drzwiach
balkonowych. Delikatnie i zalotnie drgała poruszana lekkimi podmuchami
wiatru. Wciągnął w nozdrza powietrze przepełnione zapachem mijającego lata.
Ale poczuł też inną woń. O wiele bardziej słodką i pociągającą. Aromat
rozgrzanego snem ciała okrytego świeżą pościelą . Uśmiechnął się nieznacznie
jednym kącikiem ust i w ułamku sekundy znalazł się w pokoju. Firanka nadal
huśtała się leniwie w szparze a on rozglądał się po ciemnym pomieszczeniu
przymykając oczy i z lubością wdychał zapach.
Leżała na brzuchu przykryta samym prześcieradłem.
Nogi i ręce rozrzucone na skotłowanej pościeli lekko drgnęły. Krótkie ,
czarne włosy przylgnęły do jej spoconego policzka. Podszedł powoli do łóżka i
nachylił się .
- Odwróć się.- szepnął ledwie dosłyszalnie. Dziewczyna z widocznym oporem
przekręciła się ukazując mu nadal uśpioną twarz. Tylko gałki oczu szaleńczo
roztańczone pod powiekami zdradzały strach który zagnieździł się już w jej
sercu. Z wyraźną niechęcią otworzyła powoli oczy i spojrzała na sylwetkę
pochyloną tuż nad jej twarzą. Chciała krzyknąć , ale on szybko położył jej
palec na ustach i pokiwał zakazująco głową. Na usta znów wypłynął mu uśmiech
zadowolenia.
- Nie obawiaj się. Przyszedłem cię tylko skosztować…- mówiąc to ujął jej dłoń.
Myślała że chce ją ucałować ale on tylko przylgnął nosem do jej nadgarstka.
-Świeża , słodka i gorąca… Taką lubię najbardziej…
Patrzyła na tego młodego człowieka z coraz większą fascynacją. Ze zdziwieniem
zauważyła że jego całkowicie czarny strój zlewa się niemalże w jedno z
półmrokiem panującym w pokoju. Najwyraźniej widziała niebieskie , pół
przymknięte oczy a nad nimi śnieżnobiałe zęby obnażone w jakimś dziwnie
niepokojącym uśmiechu. Pod czaszką kołatały jej się pytania. Kto to jest? Jak
się tu dostał? Czemu po jej ciele rozlewa się błoga mieszanina rozkoszy i
strachu?
- Czemu nie krzyczę?- spytał nagle mężczyzna i spojrzał na nią rozbawiony.-
Nie krzyczysz bo nie możesz…Znam swój fach i już od stuleci wiem jak z wami
postępować. Pyzatym po co krzyczeć skoro każda z was w głębi serca marzy o
przystojnym samcu wkradającym się w nocy do waszych sypialni .Więc skoro ja
już zaspokoiłem w pełni twoją kobiecą ciekawość, pozwól że i ja zaspokoję
moje pragnienie. Pozwól mi skosztować wreszcie tego co wzbiera falą strachu w
twoich żyłach. Zamknij oczy. Obiecuje że nie będzie bolało…
Z taką zachłannością wpij się w jej dłoń , że faktycznie nie poczuła prawie
bólu. Kiedy wysysał z niej pierwszą krople poczuła niemal fizyczną rozkosz .
Czuła że z każdą czerwoną drobiną oddaje mu po kawałku swoją wole… Swoją
dusze…Wyciągnęła przed siebie rękę i dotknęła jego długich, czarnych włosów.
Pomału przesunęła po nich palcami delektując się jedwabistą miękkością.
Musnęła opuszkami twarz , która wydała jej się zadziwiająco ciepła .Czując
jej dotyk uniósł oczy i znów zmrużył je w uśmiechu. Nie widziała już
niebieskich tęczówek które przesłoniły w całości czarne jak zimna ziemia
źrenice. Wsunął się na nią i zapatrzył w miejsce pomiędzy obojczykiem a
szyją. W spojrzeniu czaiła mu się łagodna fascynacja zakochanego szczeniaka i
brutalna żądza doświadczonego łowcy. Odchyliła zapraszająco głowę. Myślała o
tym jakby było zanurzyć się w tym mrocznym świecie razem z nim. Czuć ten sam
co on głód i radość płynącą z zaspokojenia. Gdy wbijał zęby w jej szyje znów
ogarnęła ją panika. Chciał go z siebie zrzucić ale on przygniótł ją całym
ciałem.
-Jeszcze kilka kropel i podaruje ci ten dar którego tak zapragnęłaś. Dar
wiecznego głodu.- szepnął jej prosto do ucha wilgotnymi od czerwieni ustami.
Uspokoiła się i znów poddała jego woli. Ich spojrzenia złączyły się na
chwile. W jej oczach nadzieja na nowe życie. Jego oczy przepełnione spokojem
i ukojeniem dla jej duszy. I czymś jeszcze…Satysfakcją? – przemknęło jej
jeszcze przez głowę. I poczuła. Ostatnia krople którą właśnie jej zabierał.
Bez walki. Bez jednego słowa protestu.
Powoli wstał . Na pościeli leżało ciało. Juz nie
pociągające. Po prostu pusta skorupa. Wytarł usta brzegiem dłoni i ostatni
raz spojrzał w jej szeroko otwarte ze zdziwienia oczy. Kolejna naiwna dała
się nabrać na bajki o darze nieśmiertelności…Może to i dobrze. Nie miał już
siły walczyć o każdą krople życia tak jak za dawnych lat. Oddawały mu się
całe bez protestu .
Powiał wiatr zapowiadający burze. A noc była młoda. I
tak pociągająco pachnąca…