Gość: zbik23
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
12.01.09, 20:04
Kiedy Charles go dostrzegł od razu się ucieszył. Jego ojciec też miał zielone
oczy, był niższy od Razjasza, lecz bardziej krzepkiej budowy. Ubrany był w
kolczuge bardzo dobrej jakości,
a na prawym ramieniu widniał obraz miecza skrzyżowanego z toporem oznaczający
gwardie królewską. Miał srogą minę, wyglądał groźnie, ale był dobrym ojcem.
Razjasz od
małego wzorował się na Charles'ie. Kiedy był dzieckiem, codziennie przy
wspólnym posiłku w domu, mówił, że chce by żołnierzem jak swój tata.
Ojciec zwrócił się do swojego najmłodszego syna i powiedział basowym głosem.
- No, no.Myślałem, że dzisiaj już cię tutaj nie zobacze. Byłem prawie pewien,
że będziesz potrzebny Azharowi.
- Uporałem się szybko z pracą i pognałem ile sił w nogach - odpowiedział
zadyszany chłopak.
Razjasz był szczęsliwy. Znów będzie mógł szkolic swoje umjętności, po prostu
była to jego pasja, która poznał dzięki swojemu ojcu .Był w tym naprawde dobry.
Charles powiedział z dumą.
- Nie wiedziałem, że cię to tak wciągnie, kiedyś byłem bardzo podobny do
ciebie, lecz z wiekiem charakter człowieka się zmienia. Wole, żebyś trenował
ze mną, niż włóczył sie z tą bandą dzieciaków. Mam nadzieje, żę kiedyś
dokonasz wielkich czynów i nie będe słyszał o tobie tylko w tym pięknym mieście.
Tym razem i Razjasz się uśmiechął. Młodzieniec wiedział co ojciec ma na myśli
o zmianie charakteru. Jego ojciec za młodu był bardzo impulsywny.
Byle co wyprowadzało go z równowagi, najczęściej byli to zbiry szukające
zaczepki,
niestety zazwyczaj kończyli na podłodze karczmy. Lecz lata służby na dworze
króla Cedrika ,zmieniły go do bez poznaki. Zrobił się bardziej cierpliwy i
pokorny.
Człowiek z czasem dojżewa jak dobra butelka trunku, czym starsza tym bardziej
dojżała i smaczna.
- Nie zawiedziesz się na mnie ojcze obiecuje. Słyszałeś może o kolejnych
napadach krakena? - Ojciec pokręcił głową. Razjasz opowiedział mu to co usłyszał.
Charles myślał długo nad tym co przekazał mu młodzieniec. Poczuł promienie
zachodzącego słońca na swoich plecach. Reszta żołnierzy przypatrywałą się
rozmowie z zaciekawieniem.
Po dłuższej chwili dowódca odpowiedział. Miał srogą mine.
- Soren! Przejmujesz teraz dowódctwo, trenuj z resztą. Żołnierz stanął na
bacznośc po czym wydał rozkazy i zrobiło się troche głośno od szczękotu
metalu. -Wybacz,
niektórzy są tutaj nowi, muszę nauczyc ich bezwzględnej dyscypliny. Odnośnie
krakena, to nastały dla nas ludzi ciężkie
czasy. Na morzu grasują potwory, których nie można się pozbyc od wieków.
Natomiast na lądzie ludy barbarzyńców plądrują pobliskie wioski,
w tej chwili jesteśmy bezradni. Jutro wyruszamy na bitwe położyc kres tym
barbarzyńcom. Krasnoludy i elfy odwróciły się od nas po poprzedniej wojnie z
orkami. Krótko
mówią, ludzie nie znajdowali się w takiej krytycznej sytuacji od bardzo dawna.
Razjasz zauważył jak z dzwiach zamku wyłania się żołnierz i zmierza w ich
strone, przeczuwał, że nie będzie przynosił dobrych nowin. Ojciec chłopaka
odwrócił się w stronę idącego zbrojnego i czekał w milczeniu.
Kiedy doszedł popatrzył swojemu dowódcy prosto w oczy, po czym powiedział z
głębokim szacunkiem.
- Szanowny dowódco, przysyła mnie król musi pilnie z tobą porozmawiac.
Sytuacja wygląda bardzo poważnie. Ludy barbarzyńców niszczą kolejne miasta i
posuwają się
w głąb państwa. Wiemy gdzie są w tej chwili od naszego posłańca, niedaleko
miasta Penirth, mniej więcej trzy dni drogi stąd.
- Na świętę miecze boga Ottara - warknął Charles. Trzy dni! Ale lepsze i to,
przynajmniej mamy ich trop. Powinnliśmy ich szybko dopaśc i rozprawic się z
nimi raz na
zawsze. To jest nasza jedyna szansa, musimy ją wykorzystac.
Charles odwrócił się do swojego syna, na jego twarzy widniało pomieszanie
zdenerwowanie z radością. Po chwili odpowiedział z powagą.
- Razjaszu widzisz jaka jest sytuacja, możemy ich w końcu dopaśc, nie
przepuszcze takiej okazji synu. Soren! - Pocwicz troche z Razjaszem, musze
omówic z królem Cedrikiem szczegóły planu.
Po czym odwrócił się i poszedł w strone wrót zamku. Za nim podążył żołnierz.
Soren podszedł do Razjasza po czym z uśmiechem zapytał.
- Przygotowany na lanie? - kiedy to mówił poprawił skórzaną rękawice -
Przygotowałem dzisiaj dla ciebie coś specjalnego. Wyjął z kieszeni czarną huste,
którą noszą damy, po czym zawiązał mu ją wokół głowy zasłaniając oczy. W
momencie zrobiło się ciemno. Teraz Razjasz mógł wyostrzyc zmysł słuchu.
- Dzisiaj naucze cię, przynajmniej się postaram, o ile nie będziesz taki
arogancki jak ostatnio. Razjasz uśmiechnął się - posługiwania się zmysłem
słuchu i
węchu, które nie są doceniane przez wiele dobrych żołnierzy.
Zobaczmy jak sobie poradzisz, pamiętaj musisz mnie przechytrzyc. Nieraz
spotkasz się w takiej sytuacji, kiedy będziesz oślepiony, bądż z niewyjaśnoionych
okoliczności będziesz zdany na reszte zmysłów i będziesz musiał je
wykorzystac, aby przeżyc. Musisz byc sprytny i przewidziec ruch przeciwnika
to ci pozwoli przeżyc w trudnych sytuacjach. Powiedz mi jaki musi byc myśliwy,
aby upolowac sarne?
Razjasz zastanawiał się przez chwilę po czym odpowiedział.
- Musi byc przewidywalny. Powinien zapanowac nad emocjami, zachowac zimną krew
oraz przewidziec nastepny ruch. Te zdolności pozwolą mu przechytrzyc zwierzyne.
Chłopak nie widział twarzy Sorena, lecz wiedział, że ta odpowiedz go
usatysfakcjonowała.
- Dobrze zatem, przejdzmy do rzeczy. Na początek zaniże poziom trudności,
wyjme grzechotki i przypne do pasa oraz wleje na zbroje zapach, który pomoże
ci mnie odnaleźc w tych ciemnościach.
Po dłuższej chwili do ręki Razjasza został wręczony miecz.
- Nie obawiaj się, jest stępiony tym razem nie zrobisz mi krzywdy. Soren
zaśmiał się, a młodzieniec ponownie się uśmiechnął.
Poczuł zapach ziół z polany, musiał byc to jakiś wywar sporządzony u wiedźmy
Moren.
Nagle usłyszał dźwięk przezcinającej stali powietrze, Nie zdążył zablokowac i
tępe ostrze ugodziło go pod żebra. Chłopak zawył z bólu.
- Razjaszu! Musisz byc gotowy w każdej chwili. Przeciwnik nie będzie czekac,
aż łaskawie zablokujesz cięcie. Musisz zachowywac się jak myśliwy. Przewidywac
każdy ruch,
skradac się. Twój wróg musi byc zastraszony przez ciebie, zdezorientowany,
zaskoczony to ci da przewage. A teraz uważaj, spróbóje jeszcze raz.
Razjasz poczuł, że krew coraz szybciej przepływa przez jego serce. Skupił się
bardzo mocno, chciał udowodnic po raz kolejny Sorenowi, że jest zdolny i wart
tych treningów.
Ponownie usłyszał dzwięk miecza, za pleców. Instynktownie się odwrócił i
zaparował z całych sił. Poczuł silny opór, ale jego mięśnie nie poluzowały
chociażby na ułamek sekundy.
Soren ponownie zaatakował z tyłu, Razjasz okręcił się w miejscu i zablokował.
Po chwili uskoczył jak zwinny kot i ugodził Sorena w ramię.
- NIeźle Razjaszu zaczynasz coś powoli rozumiec, o to chodzi. Musisz się
skoncentrowac, przewidziec atak wroga i zaatakowac. Wykorzystac sytuacje.
Młodzieniec zaczynał rozumiec co miał na myśli Soren mówiąc "wyostrzenie
zmysłów". Miało to za zadanie wyłączenie jednego ze zmysłów i skoncentrowaniu
całej siły na jednym z nich.
Jakie to proste. Jak ludzki organizm nie jest na tyle poznanyy, aby zauważyc
że, kiedy traci się jeden ze zmysłów, inne zastępują jego funkcję.
Razjaszowi szło coraz lepiej. Co prawda przewidywał już troche ruchy Sorena,
jednakże nie zawsze w starciu udawało mu się wyjśc bez potłuczonych żeber i nóg.
Kiedy Razjasz zaczął dochodzic do wprawy, Soren kazał mu zdjąc opaskę. Troche
mu to zajęło, była mocno zawiązana, lecz możlowośc popatrzenia na wspaniałe
rozlane przenicą pola,
widok cudownie ogrzewającego słońca, które codziennie wstaje razem z ludzmi
oraz bezchmurnie, błękitnego nieba, nadawało temu światu piękna, które jest
bezcenne a zarazem nie do opisania.
Zadowolony z siebie Soren podszedł do Razjasza uśmiechając się. Poklepał go po
ramieniu i powiedział.