Jan Klata a Stanisław Bareja

26.04.06, 12:27
pewien dziennikarz z "Rzeczpospolitej" widzi podobieństwa między Klatą a
Bareją. Według mnie w niektórych miejscach pisze o Barei co najmniej mętnie.
Co wy o tym sądzicie?

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060424/kultura/kultura_a_1.html
TEATR
Weź, przestań Klata, czyli o kiczu i uproszczeniach

"Weź, przestań", tytuł najnowszego spektaklu Jana Klaty trzeba odnieść do
reżysera, obecnie jednego z najważniejszych twórców teatralnych, ale często
irytującego niedopracowanymi scenopisami, brakiem gustu i wulgarnością.

Przedstawienie w warszawskim TR rozpoczyna piosenka w wykonaniu ulicznego
grajka, który jest gorszą kopią Wesołego Romka z filmu "Miś". Gdyby Klata miał
śmiałość powtórzyć ulubiony refren Romka: "Dzień dobry, cześć i czołem,
pytacie skąd się wziąłem?" - odpowiedziałbym, że z filmów Stanisława Barei. A
raczej z ducha bareizmu, czyli tego, co gorsze, chaotyczne i prostackie w jego
scenariuszach i skeczach.

Pamiętamy wszyscy, że kiedy z reżyserem "Misia" pracował Stanisław Tym i
wspomagali go znakomici aktorzy, m.in. Jacek Fedorowicz, Wojciech Pokora czy
Krzysztof Kowalewski - powstawały dobrze skrojone, niebanalne komedie. W
innych przypadkach oglądaliśmy takie gnioty jak "Zmiennicy".

Podobnie jest z Klatą. Adaptując klasykę - Szekspira, Słowackiego, Gide'a czy
Dicka, mając do dyspozycji najlepszych artystów Starego w Krakowie,
Współczesnego we Wrocławiu czy Wybrzeża w Gdańsku - potrafi błyskotliwie, w
nowoczesnej, popowej formie opowiadać o najważniejszych problemach
współczesności: wyprzedaży narodowych mitów, upadku ideałów "Solidarności",
hipokryzji i manipulowaniu religią, a także o wojnie w Iraku. Ale gdy, tak jak
teraz, sam chwyta za pióro i współpracuje z grupą mniej doświadczonych aktorów
- tworzy spektakl chwilami tak żenujący, że określenie bareizm wydaje się zbyt
delikatne. To klatyzm!

Nie jest to kategoria jednoznacznie negatywna. Bo przecież w "Weź, przestań",
podobnie jak w wałbrzyskim "Rewizorze" czy "... córce Fizdejki", Klacie
przyświecał szczytny cel obrony najsłabszych, pokazania Polski, nie salonowej,
lecz biednej, bezrobotnej i bezdomnej. Bareja z sympatią portretował
lawirantów, pijaczków i degeneratów, by pokazać absurdy i buble PRL. Klata,
żeby obnażyć paranoje naszego kapitalizmu - zetknął w warszawskim przejściu
podziemnym młodą żebraczkę, sprzedawczynię sznurowadeł, biznesmenów i gwiazdę
"Idola", Roberta Leszczyńskiego, grającego samego siebie. Tak jak w
poprzednich spektaklach, nawet z gorszej materii teatralnej, potrafił zbudować
sytuacje i postaci, które w błyskotliwym skrócie pokazują nasze rozdarcie.

Niektóre sceny są jak dynamit rzucony za bramy ekskluzywnych osiedli, gdzie
najbogatsi Polacy uciekli przed okrutną prawdą o rzeczywistości.

W "Weź, przestań" jeden z nich skrywa pod modnym garniturem złotą bombę i
depresję, która musi skończyć się samobójstwem. Ochroniarz (znakomity Rafał
Maćkowiak) w dyżurce - konfesjonale spowiada się Janowi Pawłowi II na zdjęciu.
Zuchy pielgrzymują przed tablicę poświęconą pomordowanym żołnierzom AK...
miejsca oblanego uryną bezdomnych. Klacie udaje się wtedy pokazać, jak dziś
wygląda podziemna Polska, męczeństwo jej mieszkańców w walce o przetrwanie,
ale i wielkie fortuny. Jednych toczy rak biedy i ubóstwa, drugich - konsumeryzmu.

Powstało widowisko słuszne w społecznych diagnozach, ale wyjątkowo słabe
dramaturgicznie, rozpadając się na skecze i monologi, bez wyrazistego końca.
Sceniczny fast food, dla zabicia kiepskiego smaku, polany w nadmiarze
pieprznym sosem wulgaryzmów. Nawet jeśli po latach spektakle Klaty okażą się
równie wiernymi portretami Polski, jakimi były i są filmy Barei - lepiej niech
już dziś poszuka życzliwego sobie dramaturga i zacznie pracę w takim tandemie,
jaki z Bareją stworzył Stanisław Tym. W przeciwnym razie przylgnie do niego
stereotyp Wesołego Romka z mandoliną.
JACEK CIEŚLAK
    • jagaciarz Re: Jan Klata a Stanisław Bareja 11.05.06, 09:23
      Panie Jacku-autorze recenzji-mógłby mi Pan wyjaśnić,czemu nazywa Pan Zmienników
      gniotem?Bo nijak tego nie mogę zrozumieć.
      A może po prostu warto obejrzeć serial jeszcze raz i wychwycić ile w nim
      świetnych scen...
Pełna wersja