tortugo
07.06.04, 19:49
Chcem sie pochwalic i opowiedziec. Bylem w sobote w Meksyku i zbudowalem
dom. Znaczy ja i 40 innych osob. To byla nasza coroczna wyprawa w ramach
organizacji charytatywnej “Corazon”, ktora wspomaga biednych w Meksyku.
Nie jest to jalmuzna. Ludzie dla ktorych fundacja robi takie mile rzeczy jak
budowa domu musza najpierw na to zapracowac, dajac od siebie jakistam wklad
pracy i wysilku skierowany ku polepszeniu ogolnego bytu naokolo. i tak to, po
przepracowaniu ilustam godzin (powiedzmy, ze mierzonych na setki, nie
tysiace – jest to w koncu charytatywa i chodzi tylko o to, zeby wlaczyc jak
najwiecej osob w jej dzialalnosc), zarabiaja na wlasny dom.
Dom… to moze zbyt dumne slowo wg. Naszych pojec. To jest chalupina, na oko
4x6m. Bez kanalizacji, bez wody biezacej, elektrycznosc doprowadzona “po
swojemu” od drutow ktore tam sa porozciagane na bardzo niepewnie pozbijanych
z rozmaitych kawalkow drewna “slupach”. Malenka wioska, po marzycielsku
(typowe) nazwana Cerro Azul (Blekitne Wzgorze), polozona rzeczywiscie wsrod
wzgorz (jeno w rzeczywistosci szaro-brazaowych) niedaleko miasta Tecate, tuz
przy granicy z USA. Bida az piszczy. Nawet studni tam nie ma, bo sucho i
pod ziemia; wode dowoza cysterna. Ciekawe, ze wiekszosc ludnosci para sie
garncarstwem i produkcja cegiel, bo duzo tam gliny. Moze to jakas bardzo
mieka glina…
Zajechalismy tam o 8:00 rano i zastalismy prostokat betonowy jako fundament i
obok sterte materialow – deski, belki, papa, dachowki, itd. Bylo z nami z
pol tuzina szpecow z Corazon, ktorzy to robia czesto i wiedza dokladnie jak
rozdzielic robote, co przed czym, i w ogole wszyho cudnie potrafio. i w
osiem godzin postawilismy ten domek, 4 sciany i dach, 4 okna i drzwi, w
srodku 3 pomieszczenia plus loft na poddaszu do spania, kuchnia z okapem i
wywietrznikiem, nawet kafelki na blacie . Konstrukcja typowo kalifornijska:
szkielet z belek obity plyta pazdziezowa, na to 2 warstwy farby. W tym
wypadku, tynku nie bedzie.
Ale to luksus i skarb dla tej biednej rodziny. On lat 29, robotnik na
pobliskim rancho, zarabia $80 tygodniowo (sporo powyzej sredniej w okolicy),
ona lat 20, nie pracuje, dzieciak 6 mies (pierwszy…). Zrobili nam lunch.
Cala wiocha pomogla, upitrasili w wielkich kotlach fasole, ryz, mnostwo
pysznych tortilla i jakiegos nawet miesiwa troche – chyba mieszanka kurczaka
i swini, pyszne zreszto . Reszte czasu przestali/przesiedzieli w skrawkach
cienia naokolo, przygladajac nam sie. Od czasu do czasu jakis mlodzieniec
probowal sie dolaczyc, doniesc nastepna paczke dachowek czy cos, ale jakos
jakby oniesmielony wlasnym sukcesem dal za wygrana po jednym podejsciu. A
moze, rozsadnie, nie chcieli nam wlazic w droge, bo nas tam jednak bylo jak
mrowkow naokolo.
O 16:00 dom byl gotowy, mala uroczystosc wreczenia kluczy rodzinie i sio. Po
drodze obiad w Tecate, och jakie pyszne zarcie, ach jakie zimne piwo! (i
niecale $200 za 40 osob!) A do tego el proprietor czestowal wlasnymi
papierosami na deser ;)))
Cudnie spedzony dzien
~:O:=o