Dodaj do ulubionych

Dzieckiem przestac byc :-)))

12.07.04, 20:25
Oczywiscie zerzniete od X. ( tantiemy za kopirajt przesle na wskazany numer
konta w Banque de Suisse ).
Mnie zadziwia jak szybko tu mlodziez dojrzewa :-))) Znaczy sie w Norge. Dla
Rodziny w PL moja Mloda to dziecko ktore trzeba prowadzic za reke jeszcze
wiele lat.
W Norge Jej rowiesnice z mety robia prawo jazdy jak ukoncza osiemnascie lat,
pracuja troche juz przed ukonczeniem pelnoletnosci. Jak skoncza szkole to
albo ida do roboty albo na studia. Zamieszkuja z narzeczonym i same sie
finansuja.
Niemalze polowa fizycznych w mojej fabryce ( a latem to dobrze ponad polowa )
to mlodziez studiujaca. Maja ledwie ze dwadziescia lat, sa samodzielni i
czasem wydaje mi sie, ze troche za wczsne musza wchodzic w to dorosle
zycie. K.
Obserwuj wątek
    • lucja7 Re: Dzieckiem przestac byc!!! 12.07.04, 20:48
      Co za kraj, ta Norwegia!!!!
      Torturuja nastolatkow!!!!!
      Mateusz powinien to zanotowac i oglosic we wszystkie strony!!!!!!!
      O ile to prawda, oczywiscie!!!
      lucja
      • jan.kran Re: Dzieckiem przestac byc!!! 12.07.04, 21:14
        lucja7 napisała:

        > Co za kraj, ta Norwegia!!!!
        > Torturuja nastolatkow!!!!!
        > Mateusz powinien to zanotowac i oglosic we wszystkie strony!!!!!!!
        > O ile to prawda, oczywiscie!!!
        > lucja

        Ja nie uwazam tego za torture. Poza tym napisalam wyraznie , ze glownie dot.
        to osob po dwudziestce czyli juz malo nastoletnich.

        Mysle o swoich czasach studenckich kiedy za wszelka cene sie chcialam wyrwac
        spod opiekunczych skrzydel a nie dalo rady. A z drugiej str. mialam pare lat
        beztroskiego zycia :-)))
        Mnie po prostu lekko zastanawia , ale tez i zazdroszcze samodzielnosci mlodych
        norweskich studentow czy w ogole mlodych Norwegow. Oni po prostu w pewnym
        momencie staja na wlasnych nogach i to stosunkowo szybko.
        Ciekawi mnie czy to zjawisko ino skandynawskie czy ogolno swiatowe :-))) K.
        • a.polonia Re: Dzieckiem przestac byc!!! 12.07.04, 22:36

          Ja tez kiedys myslalam, ze mlodzi Holendrzy bardzo szybko staja sie
          samodzielni, ale ich samodzielnosc polega tak naprawde na tym, ze fakt -
          wczesnie wyprowadzaja sie od rodzicow (sila rzeczy, bo studiuja w roznych
          miastach), ale duza pomoc finansowa (na studia) otrzymuja od panstwa, reszte od
          rodzicow, pracuja czasem po kilka godzin/tyg. Pranie czesto woza do rodzicow,
          oraz jak tylko moga do tychze na obiadki, weekendy.
          Mam kolezanke, ktora jest ode mnie tylko dwa lata mlodsza, rodzice oplacaja jej
          czesne, sama dostaje kilkaset euro dofinansowania, na obiady jezdzi do siostry,
          ta rowniez placi jej r-nki za telefon itp. Hm, taka samodzielnosc mnie sie
          podoba, czemu nie ;-).
          A tak powaznie, to calkiem podoba mi sie ten moj kieracik i jak patrze rok
          wstecz, to jestem z siebie dumna, ech, ale juz nie skrecam watku ;-).
          Pozdrawiam
          Pola
          • a.polonia w Polsce..... 12.07.04, 22:38
            Zaczelam pracowac od razu po ukonczeniu liceum i tak mi zostalo, studia
            skonczylam zaoczne i musialam zarabiac sama na czesne.
            Mysle, ze wszystko zalezy od wychowania i sytuacji w domu rodzinnym.
            • lucja7 Apolonia? 12.07.04, 22:46
              Co ty chcesz powiedziec moja droga?
              Jestes z siebie dumna ze nie chodzilas do szkoly oraz dlatego ze Holendrzy
              piora gacie u mamusi?
              Dziwne to zycie!
              Pozdrawiam moja narzeczona i mowie jej ze galicyzm zawsze wiazalam z Galicja,
              skad Franzjozef.
              mru, jutus,
              lucja.
              • a.polonia Re: Apolonia? 12.07.04, 22:50
                Co ty chcesz powiedziec moja droga?
                > Jestes z siebie dumna ze nie chodzilas do szkoly oraz dlatego ze Holendrzy
                > piora gacie u mamusi?
                ---------yyyyyyy?????
                Chce powiedziec MOJA DROGA, ze udaje mi sie pogodzic prace z nauka (do szkoly
                chodzilam, chodze i przez jakis czas jeszcze bede chodzic), w wolnych chwilach
                piorac swoje gacie, panimajesz?
                P.
                • lucja7 niepanimaju 12.07.04, 22:56
                  Bo nie wiem jak sie ma pranie gaci do dojrzewania. Znam takich co nie piora i
                  sa dojrzali i odwrotnie. Podobnie ze studiami. Ale oczywiscie mozesz byc z
                  ciebie dumna, to lepiej dla twojego ego, apolonio.
                  lucja
                  • a.polonia Re: niepanimaju 12.07.04, 23:01
                    Po pierwsze primo watek nie byl o dojrzewaniu, a o samodzielnosci, a imho te
                    dwie rzeczy nie zawsze musze sie ze soba pokrywac, masz problemy ze
                    zrozumieniem tekstu?
                    Po drugie primo zycze spokojnej nocki.
                    P.
                    • lucja7 Apolonia i dojrzale pranie 12.07.04, 23:04
                      Dziekujac, przyjemnych wrazen przy praniu gaci, przed wszczesciem sudiow, zycze.
                      lucja
                      • jan.kran Re: Apolonia i dojrzale pranie 12.07.04, 23:55
                        Czesc Pola ! Zara bendzie na temat :-))) Ale musze skrecic :-pppp
                        Ex ma 50 lat i wozi bielizne ( wole to slowo niz Lucji wulgaryzm hihi....
                        z Chociebuza do Breslau. I to tyz jest jakas opcja zyciowa.

                        Opcja samodzielnego staniecia na nogi w Twoim wydaniu podoba mi sie bardziej :-
                        ))))
                        Mlodzi Norwegowie dostaja pozyczki na studia, ale konczac je zaczynaja zycie z
                        pokaznym dlugiem. Pomoc Rodzicow z tego co obserwuje ogranicza sie do obiadkow,
                        drobnych sum i wspolnych weekendow.
                        Nie jest to malo jak sie jest skazanym tylko na siebie.
                        Na jednym wozku jedziemy Pola :-)))
                        Sciskam Cie mocnao i pisz na poczte GW jak masz co na watrobie. Zagladam z
                        doskoku ale obiecuje , ze odpowiem.

                        I ponawiam zaproszenie do Oslo:-)) Mozesz przyjechac z praniem, nawet Ci
                        wyprasuje.
                        Twoj Jan Henryk
              • jutka1 Re: Apolonia? ---- Lucja? galicyzm 13.07.04, 00:04
                lucja7 napisała:

                > Pozdrawiam moja narzeczona i mowie jej ze galicyzm zawsze wiazalam z Galicja,
                > skad Franzjozef.
                > mru, jutus,
                > lucja.
                **********
                Przepraszam ze sie wtrace, chérie, to spolszczona wersja "gallicism" i OK OK,
                pewnie to z mojej strony anglicyzm, hunouz.... ;)))))
                Bylam grzeczna jakniewiem co...
                MRU ;))))))
        • i.p.freely Re: Dzieckiem przestac byc!!! 12.07.04, 22:55
          kran napisal-a:
          >Ciekawi mnie czy to zjawisko ino skandynawskie czy ogolno swiatowe :-)))

          U mnie jest zupelnie tak samo. Mlodziez ubiega sie o prawo jazdy w 4 klasie
          high-school. Nauka jazdy i egzamin sa czescia curriculum i dla wiekszosci
          mlodziezy prawdziwym 'egzaminem' samodzielnosci (przynajmniej tak im sie
          wydaje) a nie jakies tam egzaminy wiedzy ogolnej. Matury, w postaci takiej jaka
          my znamy, tutaj nie ma.
          Przyznam, ze dla mnie bylo prawdziwa ulga kiedy nie musialam juz szoferowac na
          zawolanie mojego nastolatka.

          Tak jak u cibie 19-latki wynajmuja sobie mieszkania (najczesciej pospolu z
          kumplami) za wlasne zarobione pieniadze. Ci z zacieciem i poparciem finansowym
          rodzicow ida na studia ..... no i co poniektorzy, odurzeni samodzielnoscia,
          zakladaja rodziny.







    • xurek Co to jest koniec dziecinstwa? 13.07.04, 09:00
      Czy dziecinstwo sie konczy, kiedy przstaje sie byc materialnie zaleznym od
      rodzicow? Albo kiedy zamieszkuje sie oddzielnie? Albo kiedy idzie sie do
      pierwszej pracy?

      Dla mnie nie. Dziecinstwo konczy sie dla mnie wtedy, kiedy przestaje
      sie „psychicznie liczyc na rodzicow“, przestaje sie miec to wewnetrzne
      poczucie, ze jak sie cos namaci to oni to wyprostuja. To trwalo u mnie znacznie
      dluzej niz zaleznosc materialna.

      Materialnie bylam „dzieckiem“ do konca studiow – nie pracowalam prawie wcale a
      jezeli to po to, by zarobic na „wymarzone extras“. Mysle, ze jest tak bylo
      wtedy w Polsce u wielu dzieci, ktorych rodzice byli w stanie je utrzymac.

      W Szwajcarii dzieci wyprowadzaja sie wczesnie i dorabiaja wczesnie, sa jednak
      dofinansowywane praktycznie przez cale zycie, jezeli rodzicow na to stac. Poza
      tym nie znam osobiscie ani jednego Szwajcara, coby nie zalozyl niemowlakowi
      ksiazeczki oszczednosciowej – przewaznie do doroslosci nazbiera sie ok 50'000
      CHF, z ktorymi dzieci zaczynaja start w dorosle zycie.

      Ja osobiscie uwazam, ze dziecinstwo jest piekne i powinno trwac jak najdluzej,
      co nie znaczy, ze dziecko nie ma miec swoich obowiazkow i w mozliwy dla niego
      sposob dokladac sie do „wspolnego dobra rodziny“. Jezeli jednak nie jest to
      konieczne, nie musi moim zdaniem „myc garow w knajpie“ – moze rownie dobrze
      przejac te obowiazki w domu w zamiana za rodzicielska pomoc materialna.

      Co zas do studiow, to bez koniecznosci pracowania byly one dla mnie
      wystarczajaco absorbujace – pol dnia na uczelni, pare godzin nauki, dodatkowa
      praca musialaby sie odbywac w moim przypadku albo kosztem wakacji albo
      przedluzenia czasu studiow. Dlatego tez podziwiam ludzi, ktorzy sobie w tak
      mlodym wieku radza „z wszystkim na raz“, ale „zamienic sie“ bym nie chciala.

      Xurek
      • go.ga Re: Co to jest koniec dziecinstwa? 13.07.04, 16:14

        > Dla mnie nie. Dziecinstwo konczy sie dla mnie wtedy, kiedy przestaje
        > sie „psychicznie liczyc na rodzicow“, przestaje sie miec to wewnetr
        > zne
        > poczucie, ze jak sie cos namaci to oni to wyprostuja.

        Moge sie pod tym podpisac. Najwazniejsze jest psychiczne przeciecie pepowiny.

        >> Co zas do studiow, to bez koniecznosci pracowania byly one dla mnie
        > wystarczajaco absorbujace – pol dnia na uczelni, pare godzin nauki, dodat
        > kowa
        > praca musialaby sie odbywac w moim przypadku albo kosztem wakacji albo
        > przedluzenia czasu studiow. Dlatego tez podziwiam ludzi, ktorzy sobie w tak
        > mlodym wieku radza „z wszystkim na raz“, ale „zamienic sie
        > 220; bym nie chciala.

        Tutaj tez sie zgadzam. Oczywiscie sa sytuacje, kiedy nie ma innego wyjscia, bo
        rodzice pomoc finansowo nie moga chocby i chcieli i w czasie studiow trzeba
        pracowac. Ale czasem mozna odniesc wrazenie, ze pracujacy z musu studenci maja
        pewnego rodzaju poczucie wyzszosci w stosunku od osob, ktorym rodzice sa w
        stanie pomoc (takie wrazenie odnioslam czytajac wpis A.polonii)
        • maja92 Re: Co to jest koniec dziecinstwa? 13.07.04, 16:40
          W Eire 95% szesnastolatkow wyrusza do supermarketow, pubów i innych takich
          miejsc na "summer jobs". I to jest normalne - rodzice sie dziwia jak ktos nie
          chce sobie dorobic latem.
          Ze wzgledu na kryzys mieszkaniowy, zdarzaja sie dwidziestoparolatkowie
          mieszkajacy z rodzicami, ale taka osoba jest wysmiewana przez towarzystwo.
          Normalnie po szkole sredniej ida do pracy albo na studia i tu uzaleznienie
          finansowe od rodzicow sie konczy.
          Szkoly (jeszcze) sa za darmo, wiec kazdy irlandzki student zarabia na
          utrzymanie, ksiazki i piwo.
          Uzaleznienie psychiczne od rodzicow chyba nigdy nie wygasa do konca. Tutejszy
          narod jest bardzo rodzinny - rodzice zostawieni samym sobie to grzech.

          Jak przyjechalismy tutaj pare lat temu, Pani sasiadka w wieku moich rodzicow
          powiedziala mi, ze "adoptuje" nas jako Jej dzieci w tym "adoptowanym" przez nas
          kraju, bo tak bez rodziny (nawet adoptowanej)to nie da sie zyc.

          Jak ja sie ciesze, ze Ja mam - bylo by mi duzo trudniej bez jej wsparcia:-)))
        • jutka1 Re: Co to jest koniec dziecinstwa? 13.07.04, 16:47
          go.ga napisała:

          > Tutaj tez sie zgadzam. Oczywiscie sa sytuacje, kiedy nie ma innego wyjscia,
          bo rodzice pomoc finansowo nie moga chocby i chcieli i w czasie studiow trzeba
          > pracowac. Ale czasem mozna odniesc wrazenie, ze pracujacy z musu studenci
          maja pewnego rodzaju poczucie wyzszosci w stosunku od osob, ktorym rodzice sa w
          > stanie pomoc (takie wrazenie odnioslam czytajac wpis A.polonii)
          ********
          Ja odnioslam wrazenie, moze bledne, ze nie chodzi o to, ze studenci za-(do-)
          rabiajacy maja poczucie wyzszosci wobec osob, ktorym rodzice moga pomoc. Czy
          jakiekolwiek poczucie wyzszosci.......

          Nie jest latwo studiowac i pracowac, tak jak Xurek napisala, cos na tym cierpi,
          albo nauka, albo organizm studenta ze wzgledu na zmeczenie. Wiem cos o tym, na
          studiach w PL rodzice dawali mi pieniadze, sporo jak na owe czasy, ale to mi
          starczalo jedynie na wynajecie kawalerki - w akademiku nie wytrzymalam, i
          trafilo sie mieszkanie. Na cala reszte zarabialam, czy korkami, czy
          tlumaczeniami. W Stanach znowu moje stypendia starczaly mi tylko na mieszkanie
          i telefon. Reszte musialam zarobic, pracujac w knajpie na roznych "robotach",
          od kelnerki poprzez barmana do manago. Moj dzien wiec wygladal: rano uczelnia,
          potem szybko biblioteka, pedem do domu, przebrac sie, do knajpy na 17:00,
          wychodzilam czesto o 1:00-2:00 nad ranem, bo po jakims czasie wlasciciel
          zostawial mnie sama z interesem i zamykalam kase i knajpe. W week-endy
          pracowalam w sobote, ale niedziele mialam wolna, wiec odsypialam i nadrabialam
          uczelniane zaleglosci.

          Bylo mi trudno, ale takiego wyboru dokonalam (wlasne mieszkanie zamiast room-
          mates, studia tam a nie gdzie indziej), a poza tym bylam mlodsza, mialam
          zdrowie, i szybko sie regenerowalam. Jedno moge powiedziec, ze ten okres
          nauczyl mnie finansowej odpowiedzialnosci za siebie sama oraz wartosci
          zarobionego pieniadza, cos, co potem sie bardzo przydalo.

          Co mnie osobiscie irytowalo i irytuje, to postawa mlodych ludzi, ktorzy -
          wiedzac, ze rodzicom sie nie przelewa, i ze ostatnie grosze pakuja w studia
          dziecka - nawet nie pomysla, zeby chociaz w wakacje popracowac i odciazyc.
          Tylko ssa i ssa.

          A studentom, ktorych rodziny bylo stac na oplacenie wszystkiego, zazdroscilam,
          ale na zasadzie: tobie to dobrze....

          J.:)
          • xurek Takich & & #35; 8222;krwiopijcow& & #35; 8220; tez nie 13.07.04, 17:53
            Ale czesto rodzice sami tak to „ustawiaja“. Moja przez lata przyjaciolka byla
            takim przykladem. Jej rodzice zarabiali znacznie mniej od moich a ona zawsze
            miala lepsze ciuchy, wiecej kasy na wyjscie i nawet malego fiata pod koniec
            studiow. Do tego ja musialam co sobote zajezdzac do domu, by posprzatac „moja
            czesc“ wielkiej chalupy, ona nie robila nic, bo przeciez sie uczy.... J. jest
            bardzo piekna i inteligentna kobieta – reszta rodziny, lacznie z siostra,
            jest „normalna“. To doprowadzilo do tego, ze wszystko ladowano w J. zmuszajac
            rowniez starsza siostre do brania udzialu w tym “niesprawiedliwym podziale”. Im
            J. robila sie starsza tym niechetniej chodzilam do niej do domu, bo bylo mi
            bardzo nieswojo widzac jej mame, siostre i ojca chodzacych juz czwarty rok w
            tych samych ciuchac, nie kupujacych nic do mieszkania i nie majacych samochodu
            tylko dlatego, ze przeciez „J...si trzeba umozliwic rozwoj“, do ktorego
            nalezaly ciuchy z Pewexu, samochod i wycieczki zagraniczne plus nic w domu do
            roboty....
            Ale to nie J. tak ustawila sprawy rodzinne – to glownie „robota“ rodzicow,
            ktora zreszta dzisiaj sie msci, bo J nadal uwaza, ze nalezy sie jej wszystko a
            dac z siebie nie musi prawie nic – sama jej obecnosc to przeciez juz „nagroda
            dla otoczenia“.....

            Xurek
            • go.ga Re: Takich & & & #35 35; 8222;krwiopijcow& 13.07.04, 18:26
              Znam ten typ. Mialam taka znajoma, rozpieszczona jedynaczke. Rodzinie powodzilo
              sie srednio, nie bylo biedni ale tez nie byli bogaczami. Corka odstrzelona w
              najmodniejsze ciuchy, jak staly z matka wygladaly jak ksiezniczka i jej
              sluzaca. Przykro bylo patrzec.
          • go.ga Re: Co to jest koniec dziecinstwa? 13.07.04, 18:40
            > Ja odnioslam wrazenie, moze bledne, ze nie chodzi o to, ze studenci za-(do-)
            > rabiajacy maja poczucie wyzszosci wobec osob, ktorym rodzice moga pomoc. Czy
            > jakiekolwiek poczucie wyzszosci.......
            >

            Ja troche tak, ze niby jaka to samodzielnosc skoro dostaja wciaz pieniadze od
            rodzicow. Ale niewazne, bo w koncu to nie o tym dyskusja.

            > Nie jest latwo studiowac i pracowac, tak jak Xurek napisala, cos na tym
            cierpi,
            >
            > albo nauka, albo organizm studenta ze wzgledu na zmeczenie. Wiem cos o tym,
            na
            > studiach w PL rodzice dawali mi pieniadze, sporo jak na owe czasy, ale to mi
            > starczalo jedynie na wynajecie kawalerki - w akademiku nie wytrzymalam, i
            > trafilo sie mieszkanie. Na cala reszte zarabialam, czy korkami, czy
            > tlumaczeniami. W Stanach znowu moje stypendia starczaly mi tylko na
            mieszkanie
            > i telefon. Reszte musialam zarobic, pracujac w knajpie na roznych "robotach",
            > od kelnerki poprzez barmana do manago. Moj dzien wiec wygladal: rano
            uczelnia,
            > potem szybko biblioteka, pedem do domu, przebrac sie, do knajpy na 17:00,
            > wychodzilam czesto o 1:00-2:00 nad ranem, bo po jakims czasie wlasciciel
            > zostawial mnie sama z interesem i zamykalam kase i knajpe. W week-endy
            > pracowalam w sobote, ale niedziele mialam wolna, wiec odsypialam i
            nadrabialam
            > uczelniane zaleglosci.

            Tez musialam dorabiac (tez korkami glownie, to byla "zyla zlota"), na szczescie
            dostawalam tez wysokie stypendium naukowe a jak wyjechalam do NL to stypendium
            ktore wystarczalo mi na utrzymanie.


            > Co mnie osobiscie irytowalo i irytuje, to postawa mlodych ludzi, ktorzy -
            > wiedzac, ze rodzicom sie nie przelewa, i ze ostatnie grosze pakuja w studia
            > dziecka - nawet nie pomysla, zeby chociaz w wakacje popracowac i odciazyc.
            > Tylko ssa i ssa.

            > A studentom, ktorych rodziny bylo stac na oplacenie wszystkiego,
            zazdroscilam,
            > ale na zasadzie: tobie to dobrze....

            Tez :-) I wcale nie uwazam, ze tych ludzi cos ominelo, w sensie ten nauki
            samodzielnosci, szkoly zycia itd. Wiekszosc z nich bezproblemowo po skonczeniu
            studiow znalazla prace i sie calkowicie finasowo uniezaleznila od rodzicow.
    • a.polonia Re: Dzieckiem przestac byc :-))) 13.07.04, 22:53
      Juz gdzies pisalam, ze dla mnie dojrzalosc i samodzielnosc to dwie odrebne
      sprawy. Akurat w moim przypadku nastapilo to w mniej wiecej tym samym czasie,
      tak na dobra sprawe, to nie przypominam sobie, zebym kiedykolwiek liczyla na
      wsparcie rodzicow czy wyprostowanie moich bledow (no, pomijajac czas, kiedym
      dziecieciem byla).Nie przypominam sobie, zeby moich rodzicow interesowalo, co
      bede robic w zyciu, przynajmniej nigdy mi o tym nie mowili, wiec sila rzeczy
      trzeba bylo dojrzec. Samodzielnosc natomiast dla mnie jest nieodlaczna z
      samodzielnoscia finansowa, dlatego pisalam o pracy i pieniadzach. Nie odczuwam
      wyzszosci z tego powodu, ze pracuje po to, aby moc utrzymac sie na studiach.
      Wrecz przeciwnie, jak jest mi bardzo ciezko (a zdarzaja sie takie chwile), to
      nawet uzalam sie nad soba.
      Pzdr
      Pola
    • tos.ka Re: Dzieckiem przestac byc :-))) 14.07.04, 15:49
      a ja uwazam- ze dziecinswto (a wlasciwie szkola- to nie do konca to samo- no
      ale-w jakiejs mierzy- pokrywa sie; nauka -studia-praca- te etapy bardziej chyba
      informuja nas o nszej dojrzalosci- niz metryka) trwa zdecydwoanie za dlugo .
      mature powinno sie robic jak we francji czy rosji- wieku 17 a nie 19-tu lat.
      wczesniej zaczynac studia. w miare mozliwosci- wczesniej prace.
      • xurek Re: Dzieckiem przestac byc :-))) 14.07.04, 16:32
        co Twoim zdaniem "skrocenie dziecinstwa" zmieniloby na lepsze?

        Xurek
        • tos.ka Re: Dzieckiem przestac byc :-))) 14.07.04, 18:14
          xurek napisała:

          > co Twoim zdaniem "skrocenie dziecinstwa" zmieniloby na lepsze?

          wydluzyloby mlodosc:).
          a ta jest cenniejsza od dziecinstwa.
          wczesniej zaczynasz studia. wczesniej zaczynasz prace.
          masz wiecej czasu- na ewentualne zmiany w zawodzie.
          to praca zawodowa- jest kamieniem milowym doroslego zycia, nie studia- nawet
          jesli sfinansowane samodzielnie.
          A zaczynanie "doroslego zycia" kolo 30-tki jest denerwujace (choc zdaje sobie
          czlowiek sprawe dopiero jak ta 30-tka juz dobrze na karku wisi:)).
          czuje to doskonale teraz- ze chcialoby sie miec- te dwa lata "zapasu".

          pzdrw.

          ps. michal aniol- poslany w wieku 12 lat do szkoly rzezbiarskiej- byl juz na
          nia "za stary". czy jednak nie miano racji drzewiej- nie rozczulajac sie az tak
          bardzo "nad dziecinstwem"?
          • szfedka masz racje toska.... 14.07.04, 18:19
            co siem szczuny byczyc beda? i na biednych rodzicach pasozytowac?
            spieprzac do szkoly najlepiej od kolyski a w wieku 12 do pracy.
            Niech beda juz dorosli jako pietnastolatki, zakladac rodziny i rodzic dzieci.
            Nie ma co jak sredniowiecze!!!!!
          • xurek no nie wiem... 15.07.04, 08:45
            konczenie 1-szych studiow w wieku 30-lat i na "garnuszku mamusi" to
            rzeczywisice nieco przesadne przedluzenie dziecinstwa. Mnie sie wydawalo, ze
            wiekosc studiow konczy sie w wieku 25, jezeli oczywiscie nie trzeba ciagnac
            studiow i utrzymywania samego siebie rownoczesnie.
            Nie zgadzam sie jednak z tym, ze "mlodosc spedzona w pracy" jest milsza badz
            dluzsza niz ta spedzona na studiach.
            Moja znajoma ma 13-letnie blizniaczki, ktore wlasnie zaczely gimnazjum. Te
            dziewczynki to naprawde jeszcze dzieci, ktore wlasnie wchodza w pierwszy
            mlodzienczy okres z wszystkimi jego fascynacjami, dolami, zakochaniami
            i "egzystencjalnymi pytaniami". Watpie szczerze, ze gdyby w tym czasie mialy
            podjac prace bylaby to "zmiana na lepsze"...

            Xurek
            • tos.ka Re: no nie wiem... 15.07.04, 13:44
              > konczenie 1-szych studiow w wieku 30-lat i na "garnuszku mamusi" to
              > rzeczywisice nieco przesadne przedluzenie dziecinstwa.

              ta "moja 30-tka" to oczywiscei nie konczenie studiow. to uzyskanie jako takiej
              samodzielnosci zawodowej (chociaz w niemczech- jest to czesto wiek konczenia
              studiow). moze mam tez nieco skrzywione spojrzenie, gdyz moej studia trwaly de
              facto siedem lat (szesc lat plus roczyn obowiazkowy i do niczego sie nie
              liczacy staz). ale zasada, ze - po studiach nauka sie dopiero zaczyna- dotyczy
              chyba wszystkich. wczesniejsza matura (moze byc "zrownowazona przeciez
              dluzszymi studiami- dla chcacych- czy tez niechcaccych jeszcze pracowac)- to
              wczesniejsze zmuszenie do samodzielnej nauki. do decydowania czego checsz sie
              uczyc (chyba polskie studia coraz czesciej daja taka mozliwosc). wg mnie- 17-
              latek jest do tego juz jak najbardziej dojrzaly. zdecydowanie zazdroszcze
              francuzom i rosjanom tych dodotkowych- samodzielnych lat.
              a michal aniol poszedl do szkoly rzezbiarskeij nie do pracy:) zreszta takie
              przygotowanie zawodowe od dziecinstwa- ma miejsca rowniez i dzisiaj-sa to
              szkoly muzyczne i sportowe. 12-latek rozpocynajacy gre czy uprawianie sportu-
              to rzeczywiscie troche pozno (nikt nad tymi dziecmi nie zalamuje rk- szfedko).

              pzdrw.




    • wkrasnicki Re: Dzieckiem przestac byc :-))) 04.08.04, 13:42
      Skrocenie dziecinstwa nie powoduje niczego dobrego. Faktem jednak jest, ze
      kiedys znow badzie mozna do niego powrocic w nieco zdeformowanej formie.
      Wprawdzie gulgoczacy 100 kilogramowy bobas, ktoremu trzeba zmienic pampersa
      rozni sie od autentyku, chociazby belkocikiem, ktorym domaga sie sepleniac
      golonki z chrzanem zamiast papki ryzowej z marchewka, a takze pozadliwie lypie
      za dekolt pielegniarki, choc juz nie bardzo pamieta po jaka cholere to robi, bo
      przecie juz i ...wzrok nie ten.
      Podobnie jednak jak oryginal, lubi wypic, choc sklad chemiczny cieczy znaczaco
      inny, i trzeba ja kupowac u palacza w kotlowni osrodka przystosowujacego do
      pobytu w niebie lub okolicach, po znacznie wygorowanej, a przynajmniej
      nieporownywalnej do mleka cenie. ;-)
      • gagapisa Re: Dzieckiem przestac byc :-))) 04.08.04, 15:35
        We Wloszech "dziecinstwo" przeciaga sie jak najdluzej, bo gdzie im bedzie tak
        dobrze jak u "mamma", ktora ugotuje, wyprasuje i opierze. I znam niestety
        takich synkow mamusi w wieku pod 40-stke, ktorzy ciagle w maminym gniezdzie
        strosza piorka. Ja, niestety, w wieku 21 lat musialam pojsc do pracy i
        zapracowac na studia. Siostrzeniec mojego meza jest w tym wieku co ja (troche
        po 30-tce) i ciagle zyje na koszt rodzicow, mimo, ze ma zone. Pomyslow ma 1000
        na minute, tylko, ze jakos nie umie zadnego wprowadzic w zycie i trzyma sie tej
        maminej sukienki jakby to bylo zbawienie. I jeszcze mnie poucza (otumaniana
        cudzoziemke ;), jak trzeba zyc w slonecznej Italii. BRRRR!!!!!
        Szkoda tylko, ze nie przyjdzie mu do glowy, ze jestem w stanie i pracowac i dom
        prowadzic (dzieci, niestety, nie mamy) i normalnie zyc, nie pytajac tesciow o
        kase.

        Pozdrawiam,

        Gaga
      • akawill Re: Dzieckiem przestac byc :-))) 06.08.04, 04:36
        wkrasnicki napisał:

        > Skrocenie dziecinstwa nie powoduje niczego dobrego. Faktem jednak jest, ze
        > kiedys znow badzie mozna do niego powrocic w nieco zdeformowanej formie.
        > Wprawdzie gulgoczacy 100 kilogramowy bobas, ktoremu trzeba zmienic pampersa
        > rozni sie od autentyku, chociazby belkocikiem, ktorym domaga sie sepleniac
        > golonki z chrzanem zamiast papki ryzowej z marchewka, a takze pozadliwie lypie
        > za dekolt pielegniarki, choc juz nie bardzo pamieta po jaka cholere to robi,
        bo
        > przecie juz i ...wzrok nie ten.
        > Podobnie jednak jak oryginal, lubi wypic, choc sklad chemiczny cieczy
        znaczaco
        > inny, i trzeba ja kupowac u palacza w kotlowni osrodka przystosowujacego do
        > pobytu w niebie lub okolicach, po znacznie wygorowanej, a przynajmniej
        > nieporownywalnej do mleka cenie. ;-)

        Hehe, aż by się chciało klapsa dać w znów pomarszczoną pupę, ale w tych czasach
        nie można :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka