waldek.usa
27.07.04, 15:18
Ktos zapyta...
Fantastycznie!
Oczywiscie jest to odpowiedz z punktu widzenia "rich Americans", gdyz bylo
nas ok. dwadziescia osob na tej wyprawie na wesele w Zakopcu i pieciodniowym
pobycie w Krakowie.
Ale po kolei, male sprawozdanie mniej wiecej obiektywne sie nalezy.
Boston - Paryz, Airbus 330, znakomita obsluga francuska, jedyne dobre zarcie
(oprocz Lotowskiego). Chyba najlepszy pilot, wyladowal w rekordowym
dystansie, niemalze w miejscu. Paryz do Krakowa Lot-em, bardzo mila obsluga,
brak zgrai pijanych rodakow. Celnik na Balicach zapytal mnie, czy
przylecialem z Chicago (hehehe!), odprawa w sekundy. Nota bene: odprawa w
drodze powrotnej byla rownie szybka i pulapki paszportowej nie zaznalem,
urzednik spojrzal w paszport i oddal.
Loty powrotne rowniez OK, z wyjatkiem stewarda z Rzymu do JFK, ktory spojrzal
na mnie przeciagle i badawczo, gdy do posilku przed ladowaniem w Stanach
zarzadalem kolejnej buteleczki czerwonego (szostej, pewnie dlatego...). No i
udalo im sie zgubic bagaz, ale jest juz w drodze.
Generalnie rzecz biorac ludzie sa uprzejmi, przyjacielsko nastawieni i
calkiem fajni, w kolejkach nie wlaza czlowiekowi na plecy, jak to niegdys
bylo, i tu mowie o mlodziezy raczej niz o starszych, choc i oni wydaja sie
lzej oddychac. Na lotnisku wpadlem do lazienki, wychodzac zoczylem faceta
otwierajacego drzwi w zamiarze wiadomym. Facet aktualnie cofnal sie o krok,
przytrzymal drzwi i powiedzial: "prosze bardzo", za co podziekowalem. I tak
bylo dalej, uprzejmi i pomocni ludzie, chociazby security w Kefirku (siec
supermarketow w Krakowie), ktory aktualnie radosnie pomagal klientom. Pani na
kasie byla wyrozumiala w czasie szamotaniny z "obca" waluta.
Sklepy znakomicie zaopatrzone, ceny zdecydowanie nizsze, niz w Stanach,
paczka fajek Davidoff ok. 6.5 PLN na ten przyklad. Z drugiej strony,
zarabiajac 600-800 na miesiac w Polsce...
Z Krakowa autobusem do Zakopanego, 11 PLN. Autobusy sa nowoczesne, jak
powinno byc. Droga byla w duzej czesci jednopasmowa, kreta, waska i widokowa.
Kierowcy sa dobrzy i szybcy, zatrwazajaco szybcy. W Zakopcu taryfa do brata
panny mlodej, gdzie zatrzymalem sie na pierwsza noc. Z taryfami trzeba
uwazac, te z numerami, np. 919, naleza do sieci, inne, "gole", to naciagacze.
Poszedlem naprzeciwko do knajpy osiedlowej na pierogi i "jednego". Okazalo
sie, ze towarzystwo bylo uprzedzone o moim przyjezdzie i przyjeto mnie jak
swojaka. W trakcie biesiady padlo pytanie; skad w Stanach
jestem...Powiedzialem ze z Polski, urodzony i wychowany, skad taki pomysl.
Aaa, bo ty masz akcent.
Okazalo sie, ze inni tez tak mysleli, taksowkarze, kelnerki, itp. W koncu
jezeli tych kilkanascie lat tylko po angielsku, to geba sie przestawi na
angielska plynnosc i akcentuacje.
W koncu wszyscy Amerykanie przylecieli, zabralismy ich autobusem do hotelu i
uroczystosci sie rozpoczely. Jak zwykle, do wyboru byl jeden gatunek szkla -
male kielonki na lufki. Zabawa udala sie nieslychanie, niespodziewanie
okazalo sie, ze miejscowi wymiekli, a Amerykanie jeszcze chwiejna reka
polewali. Oczywiscie "ofiary" do wyniesienia trafily sie po obu stronach, ale
mecz wygraly Stany.
Zakopiec podobal sie bardzo, szczegolnie hotel.
Nastepnie przenieslismy sie do Krakowa, ten sam autobus wyrentowany na nasz
pobyt.
Poniewaz nie zapuszczalem sie w nieznane, informacji o realiach zaczerpnalem
od kierowcy autobusu, taryfiarza z minivan, ktory tez zrobil sie naszym
stalym (tu moj polski rowniez sie przydal), barmanek i kelnerek-przewaznie
studentek itp.
Kierowca i taryfiarze byli doskonalym zrodlem, powiedzieli jak jest. Jest
bieda, przecietne zarobki 600-800, bezrobocie po byku, rzad i politycy nic z
tym nie robia, oraz sa zgraja zlodziei, lapowkarzy i aferzystow. jedyna
nadzieja w UE.
Jest rownierz sporo ludzi radzacych sobie, nasz taksowkarz np., ktory w
zasadzie byl zadowolony. Studenci rowniez narzekali na powyzsze.
Zakopane bylo czyte, na ulicach brak smieci, kosze mialy specjalne pojemniki
na pety, i nawet tych specjalnie nie bylo widac. "Samochodow" PRL-owskich jak
na zbawienie, zatrzesienie kilkuletnich zachodnich.
W Zakopcu, a szczegolnie w okolicy, jest pelno niedokonczonych domow. Nie, ze
wlascicieli na wykonczenie nie stac, wlasciciele na dachach Chicago. Dopoki
dom nie jest wykonczony, dopoty mozna odpisac jakies pieniadze od podatku.
W Krakowie stanelismy w malym hoteliku na Kazimierzu, 10 minut od Rynku.
Obsluga niezwykle mila, jakkolwiek koncept codziennego sprzatania pokojow nie
nalezal do znanych i jakos to bylo.
Codziennie zwiedzanie, czesc pojechala do Oswiecimia, ja z moja grupka do
Wieliczki, a poznym popoludniem na obiad i biesiade na Rynku, dokonczenie w
hotelowej knajpie/restauracji pod parasolami. Ktorejs nocy pociagnelismy do
switu, kelnerka pracowala przez nas 24 godziny, dowiedzialem sie o tym od
niej kolejnego dnia. W dzien odjazdu dostala koperte.
Krakow jest pelen nowoczesnosci wplecionej w stulecia historii.
Poszlismy z kolezanka na zakupy. Ulice czysciutkie, dorozkarze maja obowiazek
zbierania kup swoich rumakow. Wiedziony doswiadczeniem wiedzialem, ze
wczesniej czy pozniej druga para rak sie przyda. Sklepy z ciuchami,
kosmetyczne, znakomicie zaopatrzone i w dalszym ciagu przystepne na
amerykanska kieszen. Zakupow nie mialem zamiaru robic, damskiej mentalnosci
nie mam, ale kolonska zakupilem, takiej w domu nie ma i podobal mi sie zapach.
Restauracje sa jak zwykle super, jakkolwiek pewne dania sa
pulapko/niespodziankowe.
Danie indyjskie majace byc soczystym mieskiem okazalo sie byc sucha podeszwa,
pizza sama w sobie niezla, zamiast sosu miala ketchup, i jeszcze pare innych
takich eksperymentow.
Suma sumarum warto pojechac, np. do Krakowa oczywiscie, nie do jakiejs
miesciny, gdzie bieda piszczy. Wiele zmienilo sie na dobre, sporo na gorsze.
Miejscowi powiedzieli mi, ze kapitalizm wplywa negatywnie na wielu ludzi, ze
Tatry zadeptane, ze zrodla cieplych wod leczniczych pod Zakopanem sa
niewykorzystane, ze wladze sa do doopy, ze to, ze tamto.
Ale warto I jeszcze sie tam wybiore, szczegolnie, ze mam tam wtyczki.