xurek
25.11.13, 17:34
Po prawie 4 latach podan i odwolan, szesciu przesluchaniach przez rozne „rady gminne i kantonalne“, przelknieciu paru ropuch powaznych rozmiarow i uiszczeniu oplat wszelkich w wysokisci co najmniej 6‘000 CHFow (dokladnie nie pamietam) dostalam „go“ od rady gminnej na stanie sie Eidgenossin razem z Piranha. Reszta to katonalna formalnosc i pare pomniejszych oplat ukoronowanych czerwonym paszportem z krzyzem.
Na tej cierniowej drodze pozbylam sie calej masy iluzji i stalam niemalze ekspertem w zakresie OR (Obligationsrecht, czyli tutejsza biblia).
Zaczynajac pelna bylam podziwu dla Szwajcarii, dzisiaj pelna jestem uznania dla siebie.
Zaczynajac mylsalam ze bede cieszyc sie z tego obywatelstwa, teraz ciesze sie z tego, ze nie bedzie juz zadnego nastepnego przesluchania badz odwolania, najbardziej jednak ciesze sie chyba z tego, ze rada gminna, zmuszona przez wladze kantonu musi przelknac te gigantyczna ropuche w postaci nadania mi owego obywatelstwa.
Gdyby ktos chical zapytac, czy polecam badz czy powtorzylabym te droge jeszcze raz to odpowiadam z gory: nie.
Szwajcarzy to narod xenofobiczno-konserwatywnych hipokrytow do szpiku kosci i jedyne co w tym obywatelstwie naprawde cieszy to to, ze moge im teraz przynajmniej jedym glosem bruzdzic.
Ten przypadek chyba doskonale obrazuje tzw „pyrrusowe zwyciestwo“ .