luiza-w-ogrodzie
13.09.20, 11:18
Podobno sa jakies ogienki w USA? Przypomnijcie sobie pozary na Syberii czy nasze pozary 2019/2020. Australia jest przyslowiowym kopalnianym kanarkiem, na tym plaskim kontynencie wszystkie systemy pogodowe i zjawiska klimatyczne sa widoczne w znacznie wiekszej skali. To samo czeka reszte swiata.
Wahadlo sie wychylilo, o tej porze roku pali sie na polnocnej polkuli, w Australii tymczasem juz sie zaczal nowy sezon pozarowy (chociaz w stanach Victoria i Nowa Poludniowa Walia niewiele zostalo do spalenia - patrz na obrazek). Sezony pozarowe polnocnej i poludniowej polkuli sie nakladaja i nie bedzie mozna jak dotychczas wysylac sprzetu i strazakow przez ocean zeby wzajemnie sie wspomagali.
U nas wladze bronily sie rekami i nogami przed uzyciem terminu "zmiana klimatu" czy "globalne ocieplenie" jako powodu olbrzymich pozarow, probowali tez zwalac wine na gospodarke lasow. Raporty naukowe na ten temat nie pozostawiaja cienia watpliwosci: katastrofalne susze, nienormalnie gorace lata, tzw. "suche burze" (czyli burze bez deszczu a z piorunami podpalajacymi drzewa i trawe), brak wody w lokalnych tamach, rzekach i jeziorach (uzywanej do gaszenia a sprzedawanej obcym inwestorom z naszego najwiekszego systemu rzecznego). wszystkie te zmiany spowodowane ociepleniem klimatu przyczynily sie do tragedii zeszlego lata. Podpaleniom przypisano bodajze 2% pozarow (wliczajac faceta, ktory postanowil ocalic swoja nielegalna plantacje konopii wypalajac trawy dookola i puscil z dymem 5400 hektarow...)
Wladze federalne nie potrafily skoordynowac dzialan roznych agencji i za pozno wlaczyly do akcji wojsko (transport, zaopatrzenie, ewakuacja ludnosci) a w szczycie pozarow nasz premier pojechal na wakacje na Hawaje... Wydatki na organizacje strazy pozarnych (a mamy ich kilka glownych) byly sukcesywnie obcinane przez rzady tzw. liberalne (czyli konserwatywne) do tego stopnia, ze strazacy musieli kupowac wlasne maski tlenowe i inne wyposazenie za swoje pieniadze. Straz pozarna jest u nas w wielkiej czesci ochotnicza, ludzie walczyli z pozarami i nie chodzili do pracy, wiec nie mieli pieniedzy. Bohaterem narodowym zostal Commissioner Shane Fitzsimmons, opanowany, logiczny, zawsze widoczny w telewizji szef stanowej agencji RFS (Rural Fire Service). Zalamal sie tylko kiedy wreczal posmiertne medale za odwage malym dzieciom strazakow .ktorzy zgineli gdy przewrocila sie ich (niedoinwestowana, starego typu) ciezarowka. Jego ojciec zginal w pozarze.
A wracajac do zmian klimatu, jednym z ich skutkow jest to ze powstaja olbrzymie pozary, tzw. megafires, ktorych nie mozna zwalczyc normalnymi metodami. Megapozar znany pod nazwa Gospers Mountain Fire zaczal sie od pojedynczego uderzenia pioruna, byl to najwiekszy tego rodzaju pozar w historii Australii, ktory spopielil cwierc miliona hektarow zanim polaczyl sie z innymi systemami pozarowymi... spalil sie milion hektarow, wiekszosc w parku narodowym Blue Mountains, obszar objety klasyfikacja UNESCO World Heritage. Pozarow byly setki. Zniszczone zostaly cale wsie i miasteczka, szczegolnie wzdlug poludniowego wybrzeza mojego stanu, gdzie tysiace ludzi zostaly odciete od drogi idacej wzdluz wybrzeza i ratowaly sie ucieczka na plaze i do wody.
W poazarach zginely MILIARDY zwierzat, w tym 70% koali w moim stanie. Zwierzeta gospodarcze. Gleba zostala zniszczona na wielkich polaciach farm - palila sie tam prochnica w glebie do glebokosci 10 cm... Spalily sie lasy deszczowe, pozostalosci po Gondwanie, ktore NIGDY sie nie palily. Znajomy ktory utknal na wybrzezu opowiadal jak szedl wzdluz plazy i linia przyplywu byla uslana cialami tysiecy ptakow, zdezorientowanych dymem i ogniem, ktore sie w dymie udusily. Mam te obrazki i opowiadania do dzisiaj w pamieci a przeciez bylam bezpieczna, na oczy nie widzialam pozaru. Jako to musi byc trauma dla tych, ktorzy tam byli?
To byl koszmar. Nie wyobrazacie sobie jaki. Rece mi sie trzesa jak to pisze, a przeciez widzialam tylko poczatek tej sytuacji i to tylko w mediach, dusilam sie dymem tylko przez miesiac. Najgorsze pozary ogladalam w Polsce w telewizji i na Internecie, patrzalam jak znikaja miejsca ktora dobrze znam - Gory Blekitne, wakacyjne miasteczka wzdluz wybrzeza, zaglebie sadownicze w Bilpin, ogrod botaniczny Mount Tomah... Sytuacje uratowaly niespodziewane ulewne deszcze, inaczej kto wie co jeszcze by sie spalilo.
A z ulewnymi deszczami przyszly powodzie. Po nich wirus. Tymczasem rzad po cichu zmienia ustawy dotyczace ochrony srodowiska, daje ulgi kopalniom, zatwierdza nowe plany wydobycia gazu i ropy lupkowej. Zamiast inwestowac w odnawialne energie. Fundusze na odbudowe zniszczonych pozarami miasteczek, biznesow i farm sa zamrozone. Setki osob, ktorych domy sie spalily do dzis mieszkaja w przyczepach kempingowych.
Witamy w przyszlosci.
Luiza-w-Ogrodzie
Forum AUSTRALIA