Dodaj do ulubionych

Opowiadania emigracyjne....

25.12.06, 22:49
Pami wykopietacie?
Ponad rok temu drapieżnik z Ewcia wepchnął we mnie ducha aby szukać mej
rodziny w USA. Nie tylko że znalazłam tych włąsnie, byłąm spotkałam częśc z
nich, mam śietne kontakty ale też zaczęłam szukać kontaktó z innych stron.
Okazało się ze z matki mojej strony emigranckie losy są o wiele wcześniejsze.
Nikt wiele nie wiedzial o tym
Dwa miesiące temu byłam w Warszawie u ciotki (nie znalam jej przedtem) i
wykopała dokumenty po mojej prababce, notabene nikt nie sądził że cokolwiek
przeżyło gdyż rodzinna chałupa spalona zostala przez UPA w 1945 r.
Najstarszy dokument z 1867 gdzie moj praprapradziadek zabezpiecz nowoupieczoną
synową na swym gruncie. Syn jego do wojska austriackiego mial iść i w razie
gdyby nie wróci ł synowa miała prawo do swgo wiana.
Ale...okazuje się ze syn ten jan K... razem ze swym synem Filipem do Ameryki
pojechał aby zarobić troszku pieniędzy i wyjść z kłopotów ekonomicznych...
Te właśnie listy wczesnych emigrantó chcę z Wami podzielić...
Dostałam, skany tych listó niedawno i...nie wyobrażam sobie wspanialszych
prezentow swiątecznych...
Obserwuj wątek
    • szfedka List Filpa nr 1 25.12.06, 22:51
      Tawares dnia 25 Marca 1889

      Kochana Mamuńciu

      Najsamprzód dowiadujemy się o waszym zdrowiu i powodzeniu my z łaski Boga zdrowi
      a powodzenie dosyć dobre.
      Zajechali my bardzo daleko animy się niespodziewali tak daleko jechać. Z Nowego
      Jorku jechali my 5 dni morzem a jedną dobę koleją. Tam jest tak, dobra są tam
      ogromne pustynie lasy aż teraz niedawno przeprowadzili do porzątku plac. tam
      jest bardzo wesoly. Są tam Pomarańcze cytryny i sadzą fasole, kapuste, marchew,
      ogórki, dynie, jagody, same tylko rzeczy ogrodowe co się tyczy zborza to tu nie ma
      pomiedzy te lasy ogrody ciągną się odnogi morza Drzew owocowych nie ma innych
      tylko Pomarańcze, Cytryny i Orzechy takie wielkie jak kwarty we śrotku w orzechu
      jest woda do picia i do jedzenia takie jak masło. Tylko wody tu nie ma dobry.
      Studnie nie kopią tak jak u nas tylko rury w spód, robili rure 12 metrów a woda
      taka ciepła jak by stała na kuchni. Robota bardzo letka można rachować za zabawkę.
      A pieniądze jak za dwa miesiące wam przeszlemy. Tam tak robią na kilka parti ale
      dozorcy to tam niema żadnego tylko zrób wielo chcesz ale dobrze i w porzątku.
      Pomarańcze tam wiecznie rosną jedna opada i zaraz kwitnie i z owocy są,
      O zimie tam nikt niewie. Jak my tam poprzychodzili w czapkach to ludzie na nas
      patrzyli jak na komedya. Tam ludzie takie czarne jak węgiel nazywają mużynami.
      Gadów żółwi ryb jak błota. Wódka tam bardzo droga taki kieliszek wódki 20 zł
      amerykańskich. Święta tam niema tylko niedziela ale my swięcimy polskie święta i
      wolno święcić tylko trza pokazać kalendarz.
      Wikt bardzo dobry. Słoniny mięsa kawy cukru mąki kartofli tam nikt nie wydziela.
      Gotujemy pierogi kluski wszystko. Trza iść do magazynu wziąść tyle co trza.
      Odpiście nam jak najprędzej co tam słychać i jak się wam powodzi. Niema co
      więcej pisać tylko was pozdrawiamy was wszystkich w domu. Co tam mówią dzieci
      Michola Walercia.
      Co tam było jak my pojechali.
      Tatuńcio wódki niechcą widzieć
      Całą droga i tam ?...? (nieczytelne) mnie bardzo dobrze jeżdżą końmi do koleji
      wozi pomarańcza i co trzeba czasem i powozem. Adres taki.
      L E Sherman
      Osceola Truck Farm
      Tavares, Lake county Florida
      Jan Filip K.....
      • szfedka Re: List Filpa nr 2 25.12.06, 22:52
        Kochana Mamuńciu

        Dowiaduje sie o waszym zdrowiu i powodzeniu my z łaski Boga jesteśmy zdrowi a
        powodzenie dosyć dobre. U nas w Ameryce całkiem inaczy, robota taka. Jagód tak
        jak błota, obrywamy jagody fasole strączkami a kapusty to furami wozimy do
        koleji ogórki dynie różne rzeczy ogrodowe.
        Bardzo my się zasmucili listem wójtowym ale się ucieszyli waszym. Jakiem
        sposobem wrócili Bolika z Breslau to ja nie wiemale musiał coś cyganić. Jak by
        miał pieniadze to niech jedzie jeszcze raz, oj żyłby tam jak bąk, jeno żeby miał
        rozum.Niech do mnie napisze.
        Pszyślijcie mi adres do Leśniaka, do Furły, do Wolańszczyka i do księcia
        Siedleckiego.
        Tam w Ameryce bardzo babom dobrze bo nic nie robiom.
        Ja mam po czterdzieści reńskki na razie pieniadze. Wikt opranie i wszystko.
        Kochana mamuńciu jakby była wam bieda to dajcie te poprzeczniece obie i w potoku
        Patronikowi i ...tylko żeby nie na wieki a co w Bogu nadzieja że oddamy. Niech
        wezmą obie poprzecznice i potok i niech poprzypopłacają długi a zostawić na
        cztery lata a ja wam rady dodam.. Jabym wam posłął ale cóż tatuńciu roili cztery
        dni i leżą chory a ja ich mószę chować. Kosztuje mnie doktor i wszytsko 130
        reńskich.
        Kochana mamuńciu wy w Ameryce być musicie a będziecie wiedzieć że żyjec ie na
        świecie. Ja wynajdę miejsce, weżcie mienie dzieci i Marysię (przypisek: moja
        prababcia) i będzie nam badzo dobrze i zarobmy piniendzy.
        Pozdrówcie tam Sołtysika, Benedyka, Kuklę, Jasia Koweckiego i wszystkicj
        znajomych i Mikolaja pozdrowcie.
        Prosi was Maruniakżebyście odpisali co tam słychać z jego babom a tak żeby nikt
        nie wiedział
        Napiszcie mi kogo oddali. Głupi pan, na tamtym drugim mozu sie nie zatopi bo
        woda tam mała a życie takie że on spewnoscią tak nie żyje.
        Tatuńcio proszom abyście nie rozpowiadali że on chory bo by się ludzie ucieszyli.
        Jakże tam się powodzi Mikołąjowi przy wojsku.Kto ma 140 reński to może jechać do
        Ameryki i to mądry bo głupi i za 200 reński nie dojedzie.
        Baby nie wrócą bo powie że do męża jedzie.
        Tam wszystko bardzo tanio płótno i wszystko.
        Niemam co pisać tylko was pozdrawiam poznieliczone razy
        Bądzcie zdrowi.
        Do miłego zobaczenia się.Filip K.......

        Piszcie do nas co tydzień co słychać
        Nie gryżcie się tatuńciem

        Przyszły świetoani kościoła ani nic. Co siętyczy jedzenia to każdy dzień jak
        unas na święta ja jem. Na święta popłakałem se trocha to tylo bo mi bardzo żal.
        Nie gryżcie się nic.
        Jak sięja tylko po angielsku nauczębo już pół umię to mi bardzo dobrze bedzie bo
        ja roię zawody z Anglikami a po cały Ameryce mówią po angielsku.

        A Ty Marysiu (moja prababcia) i Walerciu napiszcie sami list do mnie.
        Filip K.....
        • szfedka Re: List Michala 25.12.06, 23:02
          Michal to młodszy brat Filipa. Duzo młodszy. Filip mial 17 lat gdy z ojecem do
          Ameryki wyjechal. Michal dzieckiem jeszcze małym był, jeszce nie wiem kiedy się
          urodził.
          Najprawdopodobniej w 1902 Michał pojechał do brata który już w Pittsburghu mieszkał.
          Żartowniś z niego był bo pisze:
          Powiedzcie Anielce Ynglotowey aby mnie nie żałowała, ja wróce wnet ale niech na
          mnie nie czeka cha cha cha
          a jak się wyda niech Feliks kobyłom wyjedzie do Nowego Jorku to na wesele przyjade
          I przypisek
          Maryś (moja prababcia) nie pisz Szanowny Pan bo angliki sie smiejom jeno Mr.
          • szfedka Re: List Michala 25.12.06, 23:29
            List Jana...
            Mój prapradziadek...wyjechał aby dorobić i pisze list do wójta o swoich
            problenmach finansowych w ktore wrobił go właściciel ziemski w jego wsi...
            Opisuje jak chodzil do Pana aby oddac należne ale Pan wszytsko robil aby nie
            odebra ć pieniedzy ale pozwać biednego chłopa do sądu.

            Jan zdaje się zmarł tam w USA, jeszcze do tego nie dotarłam.
            Ale...już zaplanowałam z moją kuzynką aby odwiedzić Tavares, poszukać miejsce
            gdzie Jan z Filipem pracowali.

            Raport z Florydy już niedługo ;)
            • jutka1 Re: List Michala 26.12.06, 00:31
              Szfedziu, niesamowite.
              Jestes szczesciara, ze znalazlas te dokumenty, ze znalazlas tych ludzi.
              Zazdroszcze, szczerze.
              :-)
            • chris-joe Re: List Michala 26.12.06, 00:36
              Swietne, szwedka, takie wykopaliska.

              Ja zas dostalem zdjecie ze spotkania mej klasy gimnazjalnej na 25 lecie matury.
              Siedze teraz i sie glowie kto jest kto na tym zdjeciu. Wiekszosc osob nie
              widzialem od cwierc wieku, gdy towarzystwo mialo po 19 lat. Dzis zas to nobliwi
              panstwo po czterdziestce.
              Ach, kiedy ten czas przelecial... :)))
              • kan_z_oz Re: List Michala 26.12.06, 07:56
                Dzięki Szwedko za podzielenie się z Nami tymi listami.

                Pozdrawiam przy okazji Świąt i nie tylko.

                Kan
                • szfedka Re: List Michala 26.12.06, 13:09
                  Dzięki Kanie i pozdrawiam też.
                  Tak mi te listy pasowały i do forum i do Swiąt.
                  No i dopowiem że ze dwa miesiące temu znalazłam prawnuka Filipa w Kalifornii.
                  Bardzo się ucieszył z kontaktu no i wszelkich opowieści o rodzinie gdyż jego
                  wiadomości były mniejsze od moich

                  Bardzo duzo radości daje mi to moje nowe hobby ;)
                  Bye
    • luiza-w-ogrodzie Re: Opowiadania emigracyjne.... 26.12.06, 22:47
      Szwedziu, jakie wspaniale historie! Poszukiwania genealogiczne wciagaja,
      prawda? Zycze Tobie odnajdywania wielu takich rodzinnych perelek, tym bardziej,
      ze masz jeszcze zyjaca rodzine, ktora przechowuje dokumenty.

      Moje poszukiwania ze strony Mamy padly na prapradziadku, co uciekl do Francji
      ze stryjami z Polski po Powstaniu Styczniowym i tam zmienil nazwisko. Znamy
      nazwisko jakie przybral po powrocie, ale nie mam pojecia, jak ta rodzina sie
      nazywala przedtem... no i nie moge szukac dalej.

      Pozdrawiam
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • chris-joe Szczur, wieprzek, psy i owoc zywota 26.12.06, 23:47
        Mnie takie poszukiwania fascynuja, ale sam nie mam do nich ni serca, ni
        cierpliwosci, ni uporu.
        Moj ojciec z kuzynem strasznie w tym dlubia, ale wszystko sie rozbija o akt
        zgonu naszego pierwszego polskiego szczura: stoi tam, ze urodzil sie w roku 1870
        bodajze, w Hessen-Kassel, oraz ze w wersji niemieckiej nazwisko mialo H na koncu.
        Niestety, jest ono na tyle w Niemczech popularne, ze Hessen-Kassel to
        niewystarczajace zawezenie. Wiec dupa.

        Oni tu jeszcze przez dwa pokolenia z roztoczanskimi Niemcami sie tylko mieszali
        i dopiero moj pradziadek wzial sobie Polke.

        Niemcy za okupacji wpychali im pod nosy folksdojcz-listy, ale tylko jeden krewny
        podpisal. Zreszta zle skonczyl, bo prowadzil szmerane interesa i w czape od
        konkurencji dostal. I tak za wieprzka, a nie za folksdojcza, poszedl do piachu.

        Jest tyz troche hamerykanskich krewnych- ale ci albo zeszli na psy, albo
        dziewuchy same plodzili i wszystko sie rozmylo. Z kims tam kilka lat temu w
        imieniu ojca sie kontaktowalem, ale to bylo troche na sile i dalem spokoj.
        Tak wiec brat moj w imieniu rodziny na nowo Hameryke zaludnia.
        Zas linia kanadyjska najpewniej wymrze bez owoca zywota mego, amen.
      • szfedka Re: Opowiadania emigracyjne.... 27.12.06, 14:47
        luiza-w-ogrodzie napisała:

        > Szwedziu, jakie wspaniale historie! Poszukiwania genealogiczne wciagaja,
        > prawda? Zycze Tobie odnajdywania wielu takich rodzinnych perelek, tym bardziej,
        > ze masz jeszcze zyjaca rodzine, ktora przechowuje dokumenty.
        >
        Niestety ale tych dokumentow nie ma wiele, ze to przezyło tych kilka jest to
        istny cud. To z matki strony.
        Mam jeszcze nadzieje znalesc coskolwiek z ojca strony, pradziadkow po kadzieli
        bo po mieczu nie ma nawet pary fotografi. Jezeli uda mi sie znalesc gdzie ci
        ostatni sie urodzili bedzie to graniczyc z cudem. Jedynym sladem jest miejsce
        urodzenia mojego dziadka. Za tydzien pewnie bede grzebac w archiwum z tamtych
        stron to sie okaze. No ale...dwa lata temu ani mi sie nie snilo znalesc tyle
        krewnych opowiesci...Szczegolnie jedna historia jest niesamowita...
        No dobra, nie bendem Wam już nudzic...ponudzę dzieciom ;)
        C-J, jesli chodzi o zaludnienie Ameryki to moi sie o to juz postarali...minimum
        połowa Hamerykanów to moi krewniacy hahaha
        • lucja7 Re: Opowiadania emigracyjne.... 28.12.06, 01:05
          Sa to naprawde historie magiczne. Zycia po raz drugi, piekne.
    • ewa553 Re: Opowiadania emigracyjne.... 05.01.07, 18:48
      Dzieki za piekne opowiesci, szfedziu! Czekam na ciag dalszy.
      c-j - naprawde miales praszczurow niemieckich? Czesto slyszales o takich
      wypadkach, gdy potomkowie niemieckich rodzuin palaja nienawiscia do tego
      narodu? Ubawilam sie tym odryciem:)))
      • chris-joe Re: Opowiadania emigracyjne.... 05.01.07, 20:07
        Szczurow niemieckich -jak i nazwisko- mam, jak bum cyk cyk!
        (Nazwisko moge ci zapodac prywatnie, jeslis ciekawska :)
        Osobiscie na Niemcow patrze z niejaka sympatia, ale to chyba nie z wspolnoty
        krwi pochodzi.
        Poza tym nie znam i nie znalem wielu Polakow o niemieckich korzeniach. A z
        tymi, ktorych znalem, nigdy tematu nie drazylem poza zdawkowym "Ty tez?".

        Tak wiec zjawiska nie znam. Czy jednak ci germanofobiczni Polacy, nie sa tacy
        dlatego, ze sa Polakami, a nie Polakami niemieckiego pochodzenia?
        • ewa553 Re: Opowiadania emigracyjne.... 05.01.07, 22:03
          az taka ciekawska nie jestem, c-j:))))

          a co do tego:
          Tak wiec zjawiska nie znam. Czy jednak ci germanofobiczni Polacy, nie sa tacy
          > dlatego, ze sa Polakami, a nie Polakami niemieckiego pochodzenia?
          to moze jednak jest tak, ze im niemieckie korzenie ciaza, ze probuja sie (moze
          i podswiadomie) od tych korzeni odciac?
          • ertes Re: Opowiadania emigracyjne.... 06.01.07, 03:51
            Ja sie probuje podswiadomie odciac od mocih francuskich korzeni wiec dlatego nie
            cierpie Francuzow. hehe
            • lucja7 Re: Opowiadania emigracyjne.... 06.01.07, 14:36
              Cos mi nie pasuje w przedstawianiu, przez poprzednikow, fobii wobec kogos, bo
              przodek.
              Bo skoro mowa juz szumnie o korzeniach, to chec odciecia sie od korzenia jest
              proba samobojstwa!

              Mysle wiec ze chodzi w tychze rozwazaniach bardziej o bunt nastolatka przeciw
              tatusiowi (zrobic wszystko zeby nie byc podobnym do znienawidzonego ojca, byc
              innym w kazdym kawalku zycia).
              Lecz taki mlodzienczy bunt, w koncu wyraz dojrzewania, z wiekiem przechodzi i
              czesto, w pozniejszych latach zycia, powoduje frustracje przejscia obok tegoz
              ojca, bez rozmowy, bez wyrazenia jakichkolwiek uczuc. Frustracji wynikajacej
              niedojrzalosci i nieumiejetnosci komunikowania.

              Dlatego wiec nie bardzo rozumiem wasze rozwazania.

              Ja staram sie (co mi sie nie zawszae udaje) czerpac szeroko ze wszystkiego co
              daje mi zycie, w czym korzenie odgrywaja role ogromna. Jakieby one nie byly.

              :-)))
              • ewa553 alez Lucjo, alez Ertesie, 06.01.07, 16:26
                z mojej strony byla to tylez cienka aluzja co i zarcik z pewnego forumowicza
                ziejacego nienawiscia do Niemiec/Niemcow, ktory jak sie okazuje, ma niemieckie
                korzenie:)))))
                • ertes Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 06.01.07, 16:42
                  Dobrze ze sie przyznalas bo juz myslalem ze ty tak na powaznie.
                  • ewa553 Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 06.01.07, 17:54
                    hehe, zaczne jak Jutka umieszczac "joke alert" po wpisach:)))
                    • lucja7 Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 06.01.07, 18:01
                      Powinnas rzeczywiscie ostrzegac ze zart, ale rowniez mowic kiedy sie smiac.
                      ;-)))

                      Nie bedzie watpliwosci.
                      A poza tym nic to nie zmienia.
                      • lucja7 Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 06.01.07, 18:10
                        Kiedys kolega powiedzial mi ze w Niemczech humor nie istnieje, a ja,
                        latwowierna, uwierzylam. Czyzby zartowal?
                        • ewa553 Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 06.01.07, 19:25
                          a mnie mowiono, ze Polacy - nawet jesli dlugo przebywaja na emigracji, nie
                          potrafia zlagodzic swojej zlosliwosci i niedelikatnej checi dokuczenia innym.
                          Widze, ze sie nie mylili.
                          • lucja7 Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 07.01.07, 00:49
                            hehe. No to jednak powiedzial mi prawde....
                            • ewa553 Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 07.01.07, 12:59
                              nie mam ani niemieckiego ani polskiego poczucia humoru; mam SWOJE. I wg mnie
                              fakt, ze ktos kto stale podkresla swoja nienawisc do wszystkiego co niemieckie,
                              a sam ma niemieckie korzenie, jest wprawdzie bez znaczenia, ale amuesant.
                              • chris-joe Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 08.01.07, 02:03
                                Gwoli malego wyjasnienia- to prawda, ze wspominany Swiatlo czesto wyrazal swa
                                niechec do Niemcow (jak i do Kanadyjczykow, Szwedow, Holendrow i wielu innych
                                nacji), jednak ta konkretna niechec moze miec zwiazek nie tyle z jego
                                "etnicznymi" korzeniami, co z faktem, ze on w Niemczech kiblowal przed laty na
                                poczatku swej emigracyjnej drogi. Napomykal on kilka razy na forum, ze ten
                                krotki niemiecki epizod nie zostawil w nim wielu milych wspomnien. Moze wiec to
                                ta "trauma" ma cos do rzeczy? Tak sie tylko glosno zastanawiam.
                                • ewa553 Re: alez Lucjo, alez Ertesie, 08.01.07, 10:04
                                  alez c-j, to jest - jak juz napisalam, zupelnie bez znaczenia. kazdy ma prawo
                                  lubic/nie lubic kogo chce. Mnie rodzina np. tepi za wielka niechec do Turkow, a
                                  przeciez naprawde nie tam moje korzenie. Tak tylko Twoj wpis mnie lekko ubawil,
                                  bo to naprawde wesoly zbieg okolicznosci. Powody niecheci do innych narodow
                                  moga byc jeszcze bardziej irracjonalne. Tak np. moj kolega w pracy strasznie mi
                                  dokuczal a potem jak sie zaprzyjaznilismi to mi wyjasnil, ze po wojnie polscy
                                  jency zwolnieni, wyglodzeni, zdemolowali ogrod jego dziadka w poszukiwania
                                  czegos do jedzenia:)))) Zyczwe wszystkim molego dnia, bez ogladania sie na
                                  korzenie.
      • szfedka Re: Opowiadania emigracyjne.... 08.01.07, 16:38
        Lojezu jezu ile bym mogla opowiadac ale...kurde, historie swej rodziny na forum
        pisac nie bede przecie, opowiem przy okazji.
        Hahaha gawendziarom siem stajem na stare lata a to stokrotka swiadkiem...
        Tego Filipa i Michala siostrzeniec a dziadka mego brat ulanem juz w austriackim
        wojsku byl i kariere jako kawalerzysta niesamowita zrobil ale...jak skonczyl
        swoj zywot dopiero ja rodzince opowiedzialam...niesamowicie ciekawe acz
        tragiczne losy jego samego i dzieci tez.

        A zeby Cie uglaskac to powiem ze korzeni niemieckiej u mnie masa. Prababka
        Niemka, drugiej prababki nazwisko panienskie okazuje sie pochodzi z
        niemieckiego i z miejsca na Podkarpaciu gdzie to nazwisko wystepuje juz od
        XIIIw. A w tamtym tygodniu grzebiac w archiwum wygrzebalam jedna ktora nazywala
        sie Szmit ...ze juz cholera bardziej orygilnego nazwiska miec nie mogli
        Aaaaa...no i jeszcze jedno z moich najbardziej szlachetnych -skich okazuje sie
        najwieksze guru nazwiskowe w Polsce prof. Rymut napisal w swoim slowniku ze z
        niemieckiego pochodzi, fuj, swinstwo po prostu. Nie wierze mu...co mi tam jakis
        zapyzialy profesor takie bzdury bendzie opowiadal...
        Ja Polka jezdem i basta...

        Pozdrawiam
        Szwedka ;)
    • szfedka alem plamem dala hehehe 17.01.07, 09:52
      Znalazlam na necie wywiad z pewnym profesorem o jego dzialalnosci wojennej
      gdzie wspomnial czlonka rodziny ktorym sie interesuje. Napisalam natychmiast
      maila do wydawnictwa i diostalam odpowiedz od profesora ze chetnie podzieli sie
      wspomnieniami. Wiec nabazgralam wiele pytan zakanczajac ze jesli nie lubi
      opisywac (mam ciotke naukowca ktora nienawidzi pisac hahaha) to moge zadzwonic
      do niego i odpowie mi ustnie.
      A dzis poszukalam go na necie i okazuje sie ze jest prof w polskiej literaturze
      i sam napisal kilka ksiazek m.in ze wspomnieniami.
      Jak mozna byc tak glupim hahahaha
      • jutka1 Re: alem plamem dala hehehe 17.01.07, 14:40
        :-)))

        Widzisz, ze warto najpierw wyguglowac? (tez a propos czystosci jezykowej ;-D)
        :-)))
        • szfedka Re: alem plamem dala hehehe 18.01.07, 00:12
          no wlasnie, najpierw a nie po
          ale wisz przecie ja bardzo spontaniczna osoba...

          hehehe ale napisal mi ze bardziej jest pisaty niz gadaty ale pogada ze mna tez
          jesli zadzwonie hehehe
          • szfedka no jaja no... 19.01.07, 09:11
            wierzyc sie nie chce ze tp prawda...
            Rozmawialam z profesorem wczoraj, bardzo sympatyczny pan ktory ma troche do
            opowiedzenia o osobie (mojego dziadka brat) mnie interesujacej. Byli razem w
            obozie dla internowanych zolnierzy AK. Obiecal mi napisac to co pamieta i wie...
            Pogadalismy sobie, ja powiedzialam co ja wiem, co ja sie dowiedzialam no i
            zaczelam opowiadac ze rodzina pochodzi z sanockiego. Na to on mowi: mojego ojca
            rodzina tez pochodzi z sanockiego. Wiec ja mowie nazwe wsi a on mowi: no wlasnie
            z tej wsi moi przodkowie pochodza...myslalam ze padne plackiem.
            Najdziwniejsze jest ze takie rzeczy mi sie ostatnio przytrafiaja...
            Dostalam numer telefonu i adres do pana ktory ponoc wiedzial cos na temat jego
            smierci i ew. pochowku. Patrze na adres i oczom nie wierze gdyz to ten sam
            adres, ten sam dom gdzie moj wujek mieszka (siostrzeniec tej osoby) ktory
            rowniez jest zainteresowany tematyka. I tak sobie mieszkali w tym samym domu, w
            tej samej klatce 10 latek nie wiedzac ze interesuja sie ta sama osoba...I zyli
            by tak pewnie do smierci a sa w zaawansowanym wieku gdyby nie jedna wariatka ze
            Szwecji ktora szum w rodzinie robi. Panowie sie spotkali, pogadali i wymienili
            cennymi wiadomosciami.
            A jak ksiazki napisza to mam nadzieje ze jedno slowko o mnie pisna to i ja do
            historyji wejde ;)
            • lucja7 Re: no jaja no... 19.01.07, 09:57
              Z tego wszystkiego co opowiadasz wynika ze to ty powinnas pisac ksiazke, serio.
              :-)))
              • ewa553 Re: no jaja no... 19.01.07, 13:24
                i ja jestem tego zdania co Lucja, szfedziu! Przeciez wszystkie nitki zbiegaja
                sie u Ciebie, Ty masz dosyc wiadomosci i zapalu, aby sie za to zabrac.
                A ja mam dodatkowe pytanie: czy to, ze tak wiele czlonkow Twojej rodziny z pld-
                wschodu Polski wyladowala w centralnej Polsce - czy to ma jakis zwiazek ze
                slynna akcja "Wisla"?
                • szfedka Re: no jaja no... 19.01.07, 15:05
                  Nie Basiu, nie ma nic wspolnego z akcja Wisla bo nie mamy korzonkow ani
                  Lemkowskich ani Ukrainskich, przynajmniej nie znalazlam takich.
                  To byl raczej mojej prababki wstret do pracy na roli...no i ped do nauki.
                  Zreszta, tez nie jest tak ze z tej galezi wyladowali w centralnej Polsce ale po
                  poludniowej sie rozsypali i tak po rodzenstwie dziadka wyladowali we Wroclawiu,
                  Krakowie, Rzeszowie, Lublinie, Warszawie, Bydgoszczy, Lublinie. Ladny rozrzut nie?
                  A tych z centralnej i poludniowej Polsce zawdzieczam moim tatowym korzonkom.
                  Ci z kolei panosza sie w Szczecinie, Gdansku, Olsztynie, Suwalkach i Chicago ale
                  jedna taka "awanturnice" to nawet w Zakopanym znalazlam...
                  • szfedka Re: no jaja no... 19.01.07, 15:20
                    szfedka napisała:

                    > A tych z centralnej i poludniowej Polsce zawdzieczam moim tatowym korzonkom.
                    > Ci z kolei panosza sie w Szczecinie, Gdansku, Olsztynie, Suwalkach i Chicago al
                    > e
                    > jedna taka "awanturnice" to nawet w Zakopanym znalazlam...
                    >

                    Sorry, mialo byc z centralnej i polnocnej Polski oczywiscie...
              • szfedka Re: no jaja no... 19.01.07, 15:16
                Cholera, coraz wiecej ludzi mi o tym truje a ja przeciez juz polski zapomniala.
                O moich lapsusach jezykowych w warszawskich taksowkach juz gadaja hahaha
                Kurde, jestem w drodze taksowka razem z dwoma kuzynkami co z racji zawodu(jedna
                romanistka, druga aktorka) dobrze polskim wladaja do wujka. Smiejemy sie i
                gadamy i cos opowiadam i zamiast powiedziec "leniuchuje" powiedzialam "leniuje".
                Smiech w taryfie po czym zaczelam opowiadac o moich roznych potknieciach
                jezykowych nie zapominajac oczywiscie o ekonomie, alkocholiscie czy karmie
                furzej (Jutka hehehe). Taksowkarz o malo nie wjechal w dziure tak sie smial i
                wypalil "Pani powinna to opowiedziec jakiemus kabareciarzowi" . No i wtedy byl
                smiech jeszcze wiekszy gdyz wujek do ktorego bylysmy w drodze to wlasnie dosc
                znany kabareciarz hahaha...
                A co do ksiazki to siem okaze w praniu...na razie zbieram, zapisuje wszystko co
                mozliwe - anegdoty, historie rodzinne. Mam strone (dostepna jedynie dla rodziny)
                na necie ktora ciagle rosnie...a co z tego wyrosnie?
                Obaczymy...
                • a.polonia Re: no jaja no... 20.01.07, 12:20
                  karmie> furzej..


                  a coz to takiego, szfedziu, rozwin prooooosze ;-)))

                  Ja juz dawno mowilam, ze powinnas pisac, tylko, ze ja chyba cos mowilam o haiku
                  a nie ksiazkach ;-))))
                  ale masz tyle informacji, ze juz teraz chyba spokojnie wyszlaby z tego ksiega :)


                  PS Zmien rok w sygnaturce :)
                  • szfedka Re: no jaja no... 20.01.07, 16:05
                    w hajku dobra bylam, szczegolnie jak winem depreche leczylam
                    jak potem na trzezwo przeczytalam to w samozachwyt wpadalam
                    a ze ani deprechy juz nie mam, wina tez ograniczenie teraz uzywam wiec
                    moje ambicje hajkowe sie wykonczyly, szkoda :(

                    z tego puenta jedna: jak hajku to na haju
                    ;)
                    • maria421 Re: no jaja no... 20.01.07, 22:36
                      Dopiero teraz przeczytalam ten watek i bardzo mnie to zainteresowalo.

                      Szwedziu, masz skarb w rekach, zrob cos z tym, ocal od zapomnienia.
    • szfedka rozwiazalam zagadke.... 30.01.07, 22:57
      Jak juz powiedzialam a moge i powiedziec b...
      Zastanawialam sie skad Jan, ojciec Filipa i Michala, zwykly chlop, potrafil tak
      dobrze pisac. Toc nie bylo szkol powszechnych wtedy a Jan ur. sie wedlug zapisow
      pewnego czlonka rodziny 1847.
      Byly gadki w rodzinie o jakiej kobiecie ktora tak uczona byla ze uczyla ludzi we
      wsi pisac i czytac, pisala dla nich listy do urzedow, podania i pomagala we
      dworze z papirami ale... nikt nie wiedzial kto to...
      Dzis znalazlam zapis chrztu Jana ur. 1843. Matka jego byla corka ekonoma na
      dworze. I zagadka rozwiazana...choc? teraz nowa zagadka...kim i skad byl jej
      ojciec...
      jak znajde to Wam napisze hehehe

      a tymczasem baj baj
      • luiza-w-ogrodzie Re: rozwiazalam zagadke.... 31.01.07, 01:26
        Szwedziu, koniecznie pilnuj, zeby te wszystkie historie i anegdoty nie
        przepadly!
        Strasznie Tobie zazdroszcze. Moze jak przyjade, tez troche pokopie w tych
        zapyzialych wiejskich parafiach gdzie moga byc ocalale dokumenty.

        Luiza-w-Ogrodzie
        .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
        Australia-uzyteczne linki
      • jutka1 Re: rozwiazalam zagadke.... 31.01.07, 19:24
        Szfedziu, juz teraz zacznij pisac te ksiazke...
        :-)
        • szfedka Re: rozwiazalam zagadke.... 31.01.07, 23:32
          Ksiazke pisac? Jak? Ja siem polapac nie moge w tych koligacjach przez glupich
          klechow. Nie mieli zadnej fantazji w nadawaniu imion wiec roi sie od Eudocii,
          Marii, Anny, Katarzyny. Wydaje sie ze niektorzy byli okresowcami i np 5
          nowourodzonych dziewczat dostawalo na imie Eudocia...albo Maria. I znajdz potem
          ktora jest ktora. No ale z wyjatkami...patrze i nagle wsrod kilku Eudocii
          wyskakuje Pelagia. A potem miedzy Marie wskoczyla Mandzia ni z gruszki i
          pietruszki...Oczom nie wierze ale widze ze Pelagia i Mandzia mialy cos
          wspolnego. Byly nieslubnymi dziecmi bez nazwiska ojca...
          Wiec dzieci napietnowane zostaly.
      • kielbie_we_lbie_30 wszystkie drogi prowadza do.... 24.05.07, 16:29
        szfedka napisała:

        > Dzis znalazlam zapis chrztu Jana ur. 1843. Matka jego byla corka ekonoma na
        > dworze. I zagadka rozwiazana...choc? teraz nowa zagadka...kim i skad byl jej
        > ojciec...
        > jak znajde to Wam napisze hehehe

        No i chyba mam...slady jej ojca prowadza do Iwonicza...i fakt, tam nadal zyje
        wiele ludzi o tym nazwisku. Ciekawe jest tez pochodzenia zarowno tego nazwiska
        jak i ludnosci Iwonicza. Znalazlam interesujaca ksiazke Wladyslawa Belzy z
        opisem.
        W opisie tym wymienione sa dwa nazwiska figurujace rowniez w moim drzewie
        rodzinnym...
        • kielbie_we_lbie_30 Opis Belzy... 24.05.07, 16:34
          Iwonicz i jego mieszkancy...Wladyslaw Belza 1885 r
          ******************************
          Do dzis dnia lud tutejszy odznacza sie religijnoscia., oswiata i
          omoralnieniem. Rzadko spotkac wiesniaka lub wiesniaczke nieumiejacych czytac. W
          kosciele modla sie z ksiazek i bardzo skwapliwie garna sie do nauki,
          szczegolniej mlodziez uczeszczajaca do miejscowej szkolki.

          Lud to nietutejszy – pochodzenie jego jest cudzoziemskie.
          Prawdopodobnie sa to jency wojenni z czasow wojen krzyzackich lub szwedzkich,
          ktorych w te strony na osadnikow przyslano. Typ tego ludu odmienny od reszty
          okolicznych mieszkancow; stroj rozny od uzywanego w sasiedztwie, a nadewszystko
          cudzoziemskie nazwiska ktore nosza, wskazuja, ze z dalekich stron sa
          przybyszami. Przypuszczaja takze, ze osada tutejsza siega daleko dawniejszych
          czasow anizeli wojny szwedzkie. Wiadomo, ze juz Chrobry zaludnial karpackie
          zabranymi w wyprawach na Sasow niewolnikami. A pozniej, Kazimierz Wielki
          sprowadzal w te strony kolonistow niemieckich. Tak czy owak, niemcy to czy
          szwedzi, wczesniej czy tez pozniej przybyli w te strony, - nie da sie
          zaprzeczyc, ze doskonale zaaklimatyzowali sie na polskich kluskach i na
          polskiej glebie, ta, ze dzis tylko po niektorych zewnetrznych cechach odroznic
          ich mozna od ogolu ludnosci.
          Jak daleko jednak siega moc tradycyi, jak silnym jest wezel laczacy
          czlowieka z pierwotna kolebka jego rodu, swiadczy fakt, ze mimo wiekowego
          bytowania tych przybyszow na polskiej ziemi, pomimo ich zupelnego ich prawie
          zaasymilowania sie z reszta ludnosci, nie porzucili oni dawnego obyczaju, i
          chrzcza sie po staremu na Karolow, Gustawow i Oskarow, choc zaden z tych
          patronow nie jest znanym w ludowym kalendarzu polskim. Bliskie sasiedztwo
          Mackow, Bartkow i Iwanow, pozostalo na nich bez zadnego wplywu, i tylko kobiety
          dobieraja sobie imiona bardziej pospolite – i bardziej swojsko wpadajace do
          ucha.
          Ta cudzoziemska cecha, ta plemienna odrebnosc, przechowuje sie takze w
          niektorych podaniach ludowych, w obrzedach gminnych, a nawet w piesniach
          koledowych. Jedna zwlaszcza z tych koled jest charakterystyczna, jako
          zawierajaca caly imiennospis iwonickiej ludnosci. Przytaczamy tu dla ciekawosci
          ow okaz miejscowej muzy:

          Gospodarze mili, dzisiaj w nocnej chwili,
          Pan Bog z nieba zeslany
          Z Panny narodzony, w zlobku polozony,
          Ach! To cud nieslychany.
          Pojdzmy mu oddac wszyscy chwale.
          Witajmy to dzieciatko male,
          Boc to jest Pan nad pany.

          Naprzod my z Iwonicza, od dolnego konca,
          Pospieszajmy z darami:
          Rajchel z pod kosciola, niech drugich zawola,
          Co z dobrymi gardlami.
          A potem jak z gory tak z dolu,
          Niech ida wszyscy wraz pospolu,
          Nie z proznymi torbami.

          Jaron, Jakubowicz, Kenar, Jozefowicz,
          Telesz, Rygiel z Prugarem,
          Barud, Maternowski, Smerecki, Turowski,
          Gladysz, Pyter z Kielarem,
          Kandefer, Murman z Grzegorczykiem,
          Kinel i Plaza, Pyter z Cwikiem,
          Szafranski, Wnek z Krukarem.

          Mlynar i Kaszycki, Szajna i Rachlicki,
          Gierlach i Nycz z Nowakiem,
          Kandefer, Kowalski, Szopa i Szadkowski,
          Kedzierski ze Stojakiem.
          Brendza, Such, Szuster i z Boczarem
          Niziolek, Gazda i z Kielarem,
          Tomkiewicz ze Swistakiem.

          Trygar zas z Gladyszem, Szwed i Litwin z Ryszem,
          Nycz, Krukar i Markowski,
          Trzeba i Baruda, Olbrycht, Boczar, Buda,
          Jozefczyk, Wyzykowski.
          Frydrych, Bold, Krupa, Mikosz z Klara,
          Aslar, Drozd, dostana gandziara,
          Tak powiedzial Chaczowski.

          Jeszcze tu brakuje, niech kto porachuje,
          Ze Zajaca niestaje.
          A Michny drugiego, takze Brzezinskiego,
          A coz to za hultaje.
          Bystrzycki, Sip z Deregiem i Las,
          Rodzinka takze z nimi gdzies wlazl,
          Zygmunt ich powydaje.

          Gazda i Rajchlicki, dla tej dziecineczki,
          Niech ida ze skrzypcami.
          Matus Jozefowicz, Szumbrowi tez powiedz,
          Niech ida z cymbalami.
          Zagrajcie Panu wszyscy wdziecznie,
          A on was za to w niebie wiecznie,
          Umiesci z Aniolami.

          Lud tutejszy nie grzeszy zbytnia uroda, ale jest rosly, silny i
          wytrwaly w pracy, a przy tem uczciwy i moralny, w czem przedstawia zupelne
          przeciwienstwo z sasiadujaca z nim ludnoscia ruska i mazurska, ktora nie
          posiada w tym stopniu zadnej z powyzszych zalet, choc pod zewnetrznym wzgledem
          przedstawia typ o wiele idealniejszy. Iwoniczanin, osiadly w gorach przejal
          zwyczaje ludu gorskiego; zamieszkuje jak on kurne chaty i ciezkim trudem okolo
          jalowej roli zdobywa sobie kes chleba. Przednowek dluzej tu niz gdzieindziej
          zawisa nad jego strzecha: czas tez sezonu kapielowego jest dla niego pora zniw,
          i wtedy stara sie on o zbyt swoich produktow gospodarskich, jakoto, drobiu,
          nabialu, warzywa i owocow lesnych pomiedzy gosci, ktorzy nabywajac to wszystko
          od miejscowych wloscian, ani przypuszczaja zapewne, jakie im przez to
          wyswiadczaja dobrodziejstwo. Trudni sie on takze furmanka, i chetnie za mierna
          oplata wynajmuje wozki na blizsze i dalsze wycieczki. W ogole, blizsze
          zetkniecie sie z tym ludem, daje nader korzystne o nim wyobrazenie.
          • jutka1 Re: Opis Belzy... 24.05.07, 22:55
            Fajne. :-D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka