chris-joe
29.03.07, 14:28
W chalupie na chorobowym. Nic specjalnego, drobne zatrucie.
Wiosna chyba wreszcie nastala. Snieg zszedl, slonecznie, choc zimnawo.
I miast sie cieszyc, nastroje mnie nachodza i humory, chimery jakies i
zachciejstwa: zabilbym na ten przyklad za spacer po vancouverskim Stanley
Park'u; za zapach Rio de la Plata w nosie i zgielk miasta w uszach, gdy sie z
portu Buenos Aires wchodzi w miasto; za mocnego drinka przy paczce papierosow
w przyciemnionej i pustawej knajpie do muzyki Stinga. Czyli za wszystkim,
czego wlasnie miec nie moge.
Rachuje i kombinuje, co by mnie zadowolilo, a co mam pod nosem- i nic nie moge
wypatrzec.
Moze do knajpy, choc i bez paierosow, bym sie wybral... Ale o 8:30 rano!? :))