iwannabesedated
03.07.07, 10:44
Moje osiedle od tygodnia jest w stanie oblężenia, naporu, natłoku i
rozchełstania. Wskutek ciepłości i mokrości teren zdecydowały się przejąć
PIECZARY. Są wszędzie, wydobywają się zewsząd, pojedynczo, kupami, małe jak
guziki i duże jak drzewa. Pstrzą trawniki, wyrastają wzdłuż krawężników,
spomiędzy szpar w chodnikach. Niedługo zaczną porastać domy, samochody i
ludzi, wydobywać się zza kierownicy, zza uszu, z dziur w zębach okolicznej
dresiarni. Odwykli już od tak intensywnych kontaktów z przyrodą ludzie nie
wiedzą co z tym począć - nikt tego nie zbiera, nie marynuje w occie, nie smaży
na maśle, nie robi pieczarkowej. Jakby ta obfitość nieoczekiwana i
niezasłużona jest witana z podejrzliwością. Pieczara w markecie, płatna 2
złote za kilo to wiadomo o co chodzi. Pieczara darmowa, wolnostojąca i ogólnie
dostępna - chuj wie co to znaczy, lepiej omijać szerokim łukiem.