xurek
02.09.03, 10:40
dawno (ale nie az tak) temu, dokladnie (albo prawie) w sloneczne, upalne,
niedzielne poludnie mamusia powila Kameleona ku uciesze mamusi (bo juz dwa
tygodnie za dlugo byla w ciazy), tatusia (bo babcia przyniosla mamusi pyszny
obiad, ktorego owa juz nie mogla zjesc), babci i dziadka (bo wreszcie
pierwszy wnuk i wymarzona dziewczynka na dodatek).
Od owego pamietnego dnia 2 wrzesnia jest bardzo wazna data wsrod Kameleonow.
Kameleony swietuja ja (prawie) zawsze (czasem z przesunieciem), glownie w
kregu rodzinnym, ale czasem tez zupelnie inaczej.
Najpiekniejsze urodziny Kameleona to:
Jak mial siedem lat – dostal wtedy cala mase roznych cudownych przyborow
szkolnych i dumny byl jak paw.
Jak mial osiemnascie lat – pierwszy raz mogl sie napic szampana (naprawde tak
dlugo wytrzymal :)), dostal pierwsze w zyciu wlasne zlote kolczyki i cala
mase kasy (byl to standardowy prezent, ktory Kameleon zyczyl sobie zawsze),
tak duzo, ze nawet mial klopoty szybko ja wydac. No i wszystkie zyczenia byly
takie bardziej patetyczne i bardziej uroczyste.
Jak mial 25 lat – w lecie tego roku zaczal „tulaczke emigracyjna“ ktora tak
go zaabsorbowala, iz o urodzinach.........zapomnial. Z jakies dwa tygodnie po
owych, siedzac z kumpela w przytulnej kafejce w Lyon i rozmawiajac o znakach
zodiaku kumpela wywnioskowala, ze skoro Kameleon to panna to chyba gdzies
teraz musi miec urodziny. Wtedy Kameleon sobie przypomnial i zrobilo mu sie
smutno. Kumpeli tez zrobilo sie smutno i postanowila Kameleona rozweselic.
Zabrala go na zakupy i w ramach prezentu ubrala od stop do glow (nie calkiem,
bo bez butow, za to dessou inclusive) w stroj wieczorowy, zrobila mu fryzure
i makijaz i zabrala na wieczorny podryw :). Bylo przecudownie.
Jak mial 30 lat – wtedy postanowil zrobic wielkie party i zaprosil wszystkich
przyjaciol i rodzicow. Jak sie wszyscy zlezli to Kameleon byl zaszokowany,
ilu ich jest. Patrzac na tych wszystkich ludzi, slyszac co najmniej cztery
przeplatajace sie jezyki Kameleon po raz pierwszy tak naprawde sobie
uzmyslowil, ze emigracja stala sie domem pelnym przyjaciol i ze sie naprawde
zintegrowal. Kumpel latal jak wsciekly z aparatem fotograficznym a pare dni
pozniej sprezentowal Kameleonowi przepiekny, czarno-bialy urodzinowy album.
Urodziny zeszloroczne. Poniewaz Kameleon byl w tym czasie w Polsce, to
postanowil zaprosic cala rodzine i znajomych z dziecinstwa. Poniewaz rodzina
bardzo po kraju rozrzucona a zadanie organizacyje Kameleon scedowal na
kuzynke to nie wiedzial, ilu tak naprawde sie zjawi. Zjawilo sie ok. 70 osob,
krewni, ktorych Kameleon nie widzial od 16-tu lat z najdalszych wsi
przyjechali, dwoch ex-ow z rodzinami sie zjawilo, maz palnal taka mowe
urodzinowa ze panie lzy w oczach mialy a panowie nieswojo sie poczuli, byly
to tez pierwsze urodziny Kameleona w restauracji – w sumie byla to wieksza i
ladniejsza impreza niz wszystkie Kameleonowe sluby :).
W tym roku urodziny sa (a raczej byly) kameralne: swiece, drinki i (no
kameralnie i romantycznie i dlugo bylo), dlatego Kameleon jest bardzo
niewyspany. Zaplanowal sobie, ze sie w pracy na kanapie w poludnie zdrzemnie,
bo wieczorem wspolny dinner w ulubionej kameleonskiej restauracji.
Zorganizowany zostal ten baby sitter, ktory zawsze daje sobie rade, wiec
szansa na udany wieczor poza domem jest duza.
Rano daddy poinstruowal Piranhe, ktora zjawila sie z kwiatami i zaspiewala
(badz raczej wyrecytowala): happy brithday mamus to you I have today and now
give me prezent please!
Cala droge do przedszkola Kameleon tlumaczyl Pirahni, ze pojela nieco zle i
nie do konca i ze prezentu, niestety, ale nie dostanie :).
Zapraszam na wirtualnego drinka – prawdziwego moze w przyszlym roku w
Polsce :)?
Xurek