Dodaj do ulubionych

O pierdulach -- Odc. 34 :-)))

21.06.08, 17:23
Tu link do poprzedniego, w ktorym sa m.in. moje przygody poczatkowo-paryskie,
przeprowadzka Chrisa:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14420&w=80399509
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: O pierdulach -- Odc. 34 :-))) 21.06.08, 21:07
      No to tak.
      Pojechalam na Canal St. Martin na lunch.
      Zjadlam brandade de morue, czyli takie puree z dorsza i ziemniakow, do tego
      salata. Tzn. zjadlam pol porcji, bo wiecej sie nie dalo, zoladek skurczony od
      stresow wszelakich. Do tego 2 lampki chablis.
      Po czym poszlam do mej lunchowej towarzyszki (pardon ;-) ), ktora mieszka za
      rogiem, i pilysmy kawe na tarasie, kontynuujac gadanie.
      Potem male zakupy w Monoprix, powrot do domu, i moszczenie sie.
      Jutro mam do przeczytania 60 stron, nie ruszam sie.

      Wlasnie ku memu zdziwieniu zaczal Cohen spiewac "In my secret life". Stereuo
      przyjaciolki ma jak widac zmieniarke plyt. Kurdebalans, mam te plyte tez, ale
      dawno nie sluchalam. Wspomnienia, wspomnienia.

      I tyle.
      :-)
    • roseanne Re: O pierdulach -- Odc. 34 :-))) 22.06.08, 07:02
      no i odbyl sie pokaz sztucznych ogni, przy muzyce z
      kosmicznej odysei
      gwiezdnych wojen
      star treak'a
      i bliskich spotkan 3-go stopnia

      pewnym panom sie nie podobalo :)



      Cris, slowo, ktrego szukales to nie petticoat tylko peniuar
      • chris-joe Re: O pierdulach -- Odc. 34 :-))) 22.06.08, 07:25
        No, bo jak Francuzi sie popisuja, to musi byc merveille, a nie byl :)
        A o czym mowa, to tu:
        www.internationaldesfeuxloto-quebec.com/en/programmation/calendrier.aspx
        Ale ja jestem zblazowany, i dlatego sie wynosze na wygwizdow. Cale 10 minut
        metrem na wschod i pitole.

        Ale dla Cohena do srodmiescia nawet sie doczolgam, jak metro nawali.

        I nawet nie wiesz, rose, jak dobrze mi bylo z wami przez tych pare godzin
        wyszarpnietych z tygodnia from hell.

        Cheers, babes :)
    • jutka1 Niedziela 22.06.08, 08:12
      Obudzily mnie dziwne dzwieki. Deszcz, jak sie okazalo.
      Sprawdzilam w meteo: ma padac przed poludniem i wieczorem, ale ma byc cieplo -
      25-27C. Jednym slowem laznia.
      Nic to, i tak pojde na spacer, moze odwiedze Becketta na cmentarzu Montparnasse,
      posiedze na jakims tarasie. Reszte dnia spedze w domu, czytajac pracowe "zadanie
      domowe" i rozkladajac po kątach reszte rzeczy.

      Puscilam sobie Mitiajewa, dobrze mi na dusze robi.

      Chyba bedzie fajny, spokojny dzien.

      Czego sobie i Wam zycze. :-)
    • jutka1 Najfajniejsze moje miejsca pracy 22.06.08, 10:10
      Sluchajac Cohena napadly mnie rozne wspomnienia i refleksje, i z zeszlego
      tygodnia sceny wszelakie. Najcieplejsze powitania przy okazji - w wiekszosci
      nieplanowanych - spotkan byly z ludzmi z mojej pierwszej tu pracy, w ktorej
      spedzilam ponad piec lat. Byla nas garstka, ze 20 osob, mielismy jakies tam
      poczucie misji, robilismy cos, co uwazalismy za pozyteczne i majace sens, ekipa
      byla dosc miedzynarodowa, byl fajny mix osobowosci-historii-poczucia
      humoru-umiejetnosci. Co piatek zostawalismy wieczorem w biurze i u szefa
      "odbywalismy" nieformalny koktajl, po tutejszemu "pot" - czasem siedzielismy do
      poznego wieczora. Jak ktos wracal ze wschodu to zawsze przywozil kilo kawioru
      kupionego taniej po znajomosci, i robilismy "caviar party". :-))) W roznych
      konfiguracjach spotykalismy sie prywatnie, pomagalismy sobie przy
      przeprowadzkach, w chorobach, rozwodach, klopotach. Nie to, ze nie bylo zadnych
      konfliktow ani animozji, bo byly oczywiscie, ale czas je przykryl swa zielonkawa
      patyna. Teraz sa niewazne.
      W pewnym momencie musiano obciac budzet, i zlikwidowac dwa departamenty (duze
      slowo jak na taki maly zespol :-D). Czesc osob znalazla prace w innych krajach i
      innych bańkach. Czesc - jak jorstruli i kilka innych osob - zglosila sie do
      konkursow o inne stanowiska w tej samej firmie i dostala inna prace. Ale i tak
      piatki wieczorem u (bylego juz wtedy) szefa byly swiete. Pozostawalismy w
      kontakcie mailowym/telefonicznym/lunchowym/kolacyjnym. Odeszlam stamtad 8 lat
      temu - a zeszlotygodniowy entuzjazm z powodu mojego powrotu i intymne prawie
      cieplo powitan mnie przez chwile zaskoczyly i zafrapowaly. Ale teraz sobie
      mysle, ze tamto miejsce pracy bylo dla wszystkich tak wyjatkowe, ze chyba do
      konca zycia pozostaniemy sobie bliscy, i bedziemy sie wspierac i sobie pomagac
      bez wzgledu na to, gdzie pracujemy, dla kogo i po co. Bo to bylo magiczne
      miejsce i magiczny czas.

      Bylo jeszcze drugie takie miejsce na poczatku lat 90., kiedy wzielam urlop z Los
      Angeles i dokladalam mala cegielke do "budowania nowej Polski". Tez maly zespol,
      tez poczucie misji i robienia czegos waznego, praca czasem po 14 godzin na dobe,
      tez wspanialy szef. Teraz kazdy poszedl w swoja strone, niektorzy zaszli
      baaaardzo daleko, ale ciagle w kontakcie, nawet jesli raz do roku, i wszyscy
      wiemy, ze jakby co, to mozemy na siebie liczyc. I doswiadczylam ich pomocy, i te
      pomoc tez dalam, niejednokrotnie.

      Nie wiem, czy jeszcze bedzie mi dane pracowac w podobnym miejscu, czasie,
      zespole. Nawet jesli nie, to mam wspomnienia, dwie grupy ludzi, i to jest wazne.

      PS. Jedno, czego mnie nauczylo doswiadczenie pracy dla siebie i bycia sobie
      sterem, zeglarzem i okretem: najbardziej mnie kreci praca z ludzmi, wtedy jestem
      najbardziej tworcza i produktywna. Wazna lekcja. :-)
      • jakotakot Re: Najfajniejsze moje miejsca pracy 22.06.08, 14:33
        Oh Jaddzia, az mnie zazdrosc chwycila za wlosy ( bez lupierzu - za
        to tluste, bo tego do codziennego uzytku... ech ) od tych Twoich
        wspomnien. Ja sobie zawsze roilam, ze jestem najbardziej produktywna
        jak mi sie nikt w parade nie wpieprza. Ale jak sobie tak dobrze
        pomysle, to chyba najfajniejsze rzeczy zrobilam jak mnie inni
        irytowali, bawili i zabierali mi czas :))) Chyba duzo stracilam
        pracujac w samotnym mozole... Ale czy jakis zespol ludzi fajnych
        potrzebuje takiej nieprzytomnej (thus nieuzytecznej), co raz na
        jakis czas ma jakis pomysl ?
        • iwannabesedated Re: Najfajniejsze moje miejsca pracy 22.06.08, 15:56
          Ja też dokładnie po latach sobiepaństwa do tych samych wniosków doszłam.
          Najfajniesze rzeczy robiło się gdy był fajny zespół. Wtedy mi się wydawało, że
          te pomysły które wtedy miałam, cała ta para i furia, to ze mnie samej - a
          konieczność omawiania tego z innymi, brania pod uwagę ich pomysłów, koordynacja,
          negocjacje i dyskusje - to tylko upierdliwość zbędna.
          Teraz wiem, że ten twórczy ferwor i cug, to była zasługa właśnie tych tarć,
          sporów, wzajemnego nakręcania, twórczego międlenia, porównywania i dydkania.
          Bardzo tęsknię do tego i tamte czasy i tamte odczucia to jedne z moich
          najulubieńszych nenufarów.
    • iwannabesedated Noc Kupalna 22.06.08, 16:05
      Najpierw grupowy wypad rowerami do portu czerniakowskiego gdzie na barce
      Herbatnik śpiewał Kleyff, na drzewach porozwieszano lampiony, gruszki i banany i
      można się było wylegiwać na leżakach. Amatorów ujeżdżania na kanałku dymanych
      stworów jakoś nie było. Potem przemieściłam się też rowerowo pod Zamek na
      koncert Rock&Chopin i pokaz fajerwerków. Fajny kontrast bo pierwsza impreza była
      kameralna, alternatywna, nastrojowa, palili ognisko, kadzidełka, były
      rozstawione leżaki, kwiaty w doniczkach, lampy i lampki. A druga była joptwoju
      mać, mrowie ludności, zamknięty kawał wisłostrady robił za mega-promenadę, pito
      piwo i wino, pożywiano się w pawilonach z różnymi żarciami, koncert odbył się na
      czteropoziomowej scenie ustawionej naprzeciw skarpy wiślanej która robiła za
      trybunę. W połowie koncertu odpalono fajerwerki, trwały ponad pół godziny i były
      niewyobrażalnie wspaniałe, a potem cały tłum ruszył wielką kupą we wszystkich
      kierunkach naraz.
      • jutka1 Re: Noc Kupalna 22.06.08, 21:40
        No i co z tym?

        I saw you this morning.
        You were moving so fast.
        Can’t seem to loosen my grip
        On the past.
        And I miss you so much.
        There’s no one in sight.
        And we’re still making love
        In My Secret Life.

        I smile when I’m angry.
        I cheat and I lie.
        I do what I have to do
        To get by.
        But I know what is wrong,
        And I know what is right.
        And I’d die for the truth
        In My Secret Life.

        Hold on, hold on, my brother.
        My sister, hold on tight.
        I finally got my orders.
        I’ll be marching through the morning,
        Marching through the night,
        Moving cross the borders
        Of My Secret Life.

        Looked through the paper.
        Makes you want to cry.
        Nobody cares if the people
        Live or die.
        And the dealer wants you thinking
        That it’s either black or white.
        Thank G-d it’s not that simple
        In My Secret Life.

        I bite my lip.
        I buy what I’m told:
        From the latest hit,
        To the wisdom of old.
        But I’m always alone.
        And my heart is like ice.
        And it’s crowded and cold
        In My Secret Life.
      • blues28 Re: Signing off... 22.06.08, 18:08
        chris-joe napisał:
        tuszac, ze jutro juz uda sie powrot na lono wirtualu.
        D-Day. May day! May day!!!!
        ---------
        Trzymamy kciuki!!
        Watpliwe to wsparcie, ale ku pokrzepienie powiadamiam, ze ja
        jesienia (chyba) tez sie bede przeprowadzac ;)
        Jak tylko znajde ladne miejsce w górach.
    • luiza-w-ogrodzie Pierwszy prawdziwie zimowy poniedzialek 23.06.08, 03:05
      Co sie tak przeprowadzacie, jakies wedrowki ludow ogarnely polnocna
      polkule czy co? Tymczasem na moim poludniowym zadupiu spokoj,
      wedrowki ludow zaczna sie za dwa tygodnie wraz z wakacjami
      szkolnymi: jedni na polnoc na rafe, inni na poludnie na narty.

      Od przesilenia zimowego w sobote zaczela sie prawdziwa zimowa pogoda
      a la Sydney: tak sloneczna ze w poludnie mozna sie opalac w ponad
      dwudziestu stopniach a w nocy temperatura spada do kilku stopni i
      rozpalamy kominek. Cudnie jest, wstaje z ochota co rano i brodze w
      gestej rosie idac nakarmic robaki. Co najlepsze, dlugoterminowa
      prognoza zapowiada ze nastepne cztery tygodnie tez beda takie, z
      przerwa na kilka dni deszczu w pierwszym tygodniu szkolnych wakacji.
      Wyglada na to ze La Nina sie na dobre rozsiadla w Australii. Znow
      nadejda wielkie zimowe wyze rozciagajace sie na caly kontynent,
      ktore potrafia siedziec nieruchomo przez miesiac lub dwa i przynosza
      sloneczne dni, mrozne noce oraz zimowa opalenizne dla nizej
      podpisanej, plywajacej w otwartym basenie w weekendowe poludnia.

      Oczywiscie wykorzystalismy z Buszmenem pogode na ile sie dalo w te
      krotkie, dziesieciogodzinne zimowe dni. W sobote nie musialam
      zawozic corki na mecz, jako ze boisko hokejowe bylo jeszcze zbyt
      zablocone po zeszlotygodniowych deszczach, wiec rano wpadlam w ogrod
      i przerzucilam jakas tone kompostu. Ten dobrze przetrawiony zuzylam
      a dwa przedzialy niedokonczonego kompostu przerzucilam razem do
      jednej przegrodki z ktorej wyciagne gotowy kompost na wiosne.

      Caly przerobiony kompost poszedl na zalozenie paprociarni pod
      drzewem ognistym (wsadzilam cztery asplenium, jedna paproc
      drzewiasta i jeden cykas - Macrozamia, dwie pomaranczowe kliwie oraz
      fiolki australijskie w podszyciu). Podlalam i zasypalam calosc 20 cm
      warstwa lisci z wielkiego ambrowca. Ciekawa jestem jak szybko te
      paprocie sie rozrosna, powinna tam sie zrobic niezla dzungla.
      Zapomnialam zrobic zdjecia, trzeba to nadrobic. Wieczorem zabralam
      zbolale miesnie do przyjaciol i wrocilismy do domu po polnocy.

      W niedziele mialam pozna pobudke - Buszmen zniknal rano zeby sie
      powspinac a mnie obudzilo dopiero slonce swiecace mi w oczy. Po
      sobotniej gimnastyce z widlami mialam lzejsze prace do zrobienia -
      wsadzilam dwa drzewka, ozdobna trawe i australijskie stokrotki,
      wypielilam dookola schodow do szopki i drozke w romantycznym zakatku
      pod plotem. Buszmen wrocil i gesto rzucajac slownictwem zaczal
      rozpinac siatke budujac zagrode dla kur. W poludnie pozostawilam go
      temu zajeciu i poszlam na basen zeby poplywac (no i sie poopalac) a
      potem odebralam corke z imprezy urodzinej jej kolezanki az za City.

      No i tak minal weekend, pisze teraz z pracy patrzac na zerwany po
      drodze kwiat hibiskusa w wazoniku. Ten tydzien zapowiada sie
      spokojnie i rutynowo a w nastepny weekend znowu to samo co zawsze:
      ogrod, basen i wieczory przy kominku. A zatem byle do weekendu,
      czego i Wam zycze :o)

      Z zimowym pozdrowieniem
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jakotakot kot Buster 23.06.08, 04:22
        Kot Buster jest moim jedynym towarzyszem ostatnio. Nie mowie, ze moj
        kot, bo koty sa samoswoje, i ja jestem mu bardzo wdzieczna, ze
        wogole uwaza za stosowne wracac do domu raz na dwie noce... Nie wiem
        co je, bo do miski podchodzi zblazowny, powacha, polize i ma w
        nosie. Chudy nie jest, siersc blyszczaca - znaczy sie okoliczne
        ptastwo jakoz i gryzonstwo ofiara pada. Dzisiaj dotarlam do domu
        pozno, wykonczona fizycznie i krucha emocjonalnie. Obalilam z
        sasiadem zeberka zapijane pyfkiem, siedzac zadkiem na cieplym
        betonie ganku gapilismy sie na nadchodzaca burze. Jakies ptaszyska
        spanikowane uciekaly od burzy w kierunku zlotej poswiaty na
        zachodzie - chyba to cykorie byly. Po czwartym pywku z chrzestem w
        kosciach zasiedzialych powstalam i udalam sie niechetnie do domostwa
        opuszczonego przez dziecie na tydzien. Kot Buster chyba wyczul lekko
        histeryczna nute w moich nawolywaniach, bo pojawil sie (mimo, ze to
        nie byla noc "domowa" wedle jego grafika zajec) suchy jak pieprz,
        wbrew wszelkiej logice, bo ulewa byla tropikalna. Porwany w
        emocjonalnie niestabilne objecia zamienil sie w kluske bez kosci,
        worek z piaskiem, limp noodle - kwintesencje ufnosci i cierpliwosci
        zarazem, bo rzeczy wyprawialam z nim straszne - jakies chuchanie w
        futro, stek szmalcowatych slodkosci wylany na koci leb i ogolna
        zgroza. Po czym rozeszlismy sie do swoich zjec w indywidualnych
        podgrupach. Nie wiem co on z tego ma, ale ja sie mam duzo lepiej,
        wiedzac, ze on gdzies siedzi (chyba w szafie) i jest w domu....

      • jutka1 Pierwszy w miare normalny poniedzialek 23.06.08, 07:24
        Normalny poniedzialek, bo obudzil mnie budzik, bo przespalam cala noc, bo nie
        mam stresu.
        Spokojnie powloke sie do pracy, zjem lunch z dawno niewidzianym kolega z
        pierwszej tu pracy, w drodze do domu kupie jakies warzywa w nowoodkrytym
        sklepiku na drugim rogu i zrobie z nich cos na kolacje.
        Do tego szef w podrozy, spokoj i luz.

        Milego dnia :-)
    • iwannabesedated poziomki 23.06.08, 13:25
      Wczoraj w bezkrwawej walce uzbieraliśmy litr poziomek w celu późniejszego
      zjedzenia jako deser z odrobiną śmietany i miodu. Poziomek mężnie broniły żółte
      mrówki które nas oblazły gryząc dotkliwie oraz rzadka żółta kupa która się
      przylepiła do buta i do opony rowerowej. Mrówki też mi oblazły i pogryzły po
      jajkach psa, który nimi (jajkami)najpierw jeździł a potem poleciał się wykąpać w
      jeziorku. Na pohybel kupie i mrówkom (żółte to wredne) udało się jednak poziomki
      zgromadzić - i powiem Wam - były pyszne.
      Bo tak ogólnie, to jest nastrój jakiś taki dziwny, jakby cisza przed burzą. W
      wawce na burzę od trzech dni się zbiera, ale nie może zebrać. W powietrzu się
      kluje jakieś zdarzenie które chce się wydarzyć, coś się ściąga i nie może
      ściągnąć, coś się przebija i nie może przebić. Mnie się w nocy śniło, że chcę
      się odlać - wpadam do publicznego kibla a tu drzwi szereg, więc otwieram jedne,
      a one odpadają, za drugimi nie ma sedesu, wpadam do trzeciej kabiny, a tu od
      drzwi odpada klamka, i okazuje się że z boku nie ma ściany...
      • jakotakot Re: poziomki 23.06.08, 15:20
        Stokrota, mnie tak kiedys tez mrufcy oblezli przy poziomkach. Nie
        swiadoma stanelam na kopcu, po chwili poczulam laskotanie w okolicy
        kostek i spojrzawszy w dol malo nie zemdlalam, bo mialam czarne,
        mrowiace sie skarpety... A byly to mrowy konskie dla lepszego
        efektu. Sny podobne do Twojego przesladuja mnie czesto, a czasami i
        jawa do nich szlusuje. Kupilam sobie wczoraj kawe prozniowo pakowana
        i nie domacalam sie, ze w calych ziarnach (ktoby tam czytal napisy
        na torebce). Jako ze ex-tfuj-malzonek wykroczyl z mlynkiem do kawy,
        to mi nie pozostalo nic innego jak zgryzac niczym Turecki. Ale mam
        swiezo zalozony aparat, wiec nijak sie nie dalo. Utluklam wiec w
        mozdzierzu, ale wyszla lura...
        • iwannabesedated Re: poziomki 23.06.08, 15:38
          O, to może założymy wątek wzajemnej adoracji, tfu, interpretacji. Snów znaczy
          się. Bo mnie się ciągle coś śni, a swoje sny własne zinterpretować to jakby
          biegając w kółko usiłować obejrzeć sobie tyłek.
          Na przykład mnie od pewnego czasu namolniakuje sen, że zbieram pieniądze, a one
          w moich dłoniach zmieniają się w śmieci bez wartości, znajduję stos lapis-lazuli
          a to się szkiełka okazują. Pisałam o tym. Na to mnie kumpela zinterpretowała, że
          to sen o marnowaniu możliwości, zdolności i talentów - no bulzaj i tyle. Ale
          sama bym na to nie wpadła.
          • jakotakot Re: poziomki 23.06.08, 15:49
            Takie tyz miewalam, bo to jakis Jungowski arche-costam musi byc. A po
            latach marnowania tzw "talentu" doszlam do wniosku, ze on sie marnuje,
            tylko moze marny jest sam w sobie hehe. A moze sie inkubuje on i
            buchnie na stare lata, gdy sie zadekuje z mlodym asystentem cudnej
            urody w jakims adobe niczym Georgia O'Keeffe ?
            • iwannabesedated Re: poziomki 23.06.08, 16:39
              Jasne, jasne. Wykręcaj się. Samo-umniejszanie to wybryk wybujałego ego ego ego
              Sory, zacięłam się. Ego.
              Po co ryzykować robienie czegoś, skoro istnieje szansa że świat nie padnie na
              kolana? Lepiej już nic nie robić, hodując w duszy przekonanie iż się inkubuje
              jajo co wykluje na przykład T-Rexa i świat nie będzie miał wyboru tylko stanąć z
              rozwartą paszczą i zrobić aaaaa...
            • iwannabesedated Jeszcze w temacie talentów 23.06.08, 17:27
              Przez lata miałam znajomą, która robiła wiele rzeczy - tak sobie. Była rzetelnym
              lecz bez polotu architektem, tańczyła w lokalnej formacji tanecznej jakieś
              układy pod hity z lat '80 i hodowała dwoje ciastowatych dzieci. Usiłowała co i
              raz to zahodować jakieś zwierzę domowe, ale królikowi złamali nogę, kot
              sparszywiał, a pies mały jebik dostał raka .
              Wszystko to niemniej czyniła z wielkim zaangażowaniem, upodobaniem i betonowym
              przekonaniem iż jest debest, dzieci są indygo, a formacja jest topowa. Częstymi
              wpadkami nie przejmowała się zrzucając je na czynniki zewnętrzne.
              Mnie to jakby zniesmaczało, bo po pierwsze, to tak szczerze mówiąc mało ją
              lubiłam. Bo po drugie uwielbiam ludzi, którzy w tym co robią są wybitni.
              Wyjątkowi. Mierzi mnie miernota, bylejakość i nijakość.
              Więc wolę nic nie robić, nic robić coś tak sobie.
              I zastanawiam czy ja w ogóle mam rację w tym. Bo znajoma w tym co lubiła się
              realizowała i uzyskiwała zadowolenie z siebie. A komu w końcu oceniać, co jest
              mierne a co nie?
              • jakotakot Re: Jeszcze w temacie talentów 23.06.08, 18:01
                Ja przez Ciebie do roboty sie wieczorem chyba wyzbieram, i nawet na
                rower nie zarobie. Ale nie moge sie tu nie dopisac, bo temat bardzo
                sercu bliski. Ryzykujac opierdol za wymadrzanie sie (hehe) zapodaje
                teze nastepujaca, ktora usilnie sama wprowadzam w zycie (czsem w
                rzyci laduje, ale to juz inna historia..) Mnianowicie postuluje o
                odrzucenie wszelkich miar i liczenia na efekty jakiekolwiek (bo to
                masakra jest zawsze..) i skupienie sie na procesie samym, ktoren
                powinien byc wartoscia sama w sobie. Robienie czegos dla czystej
                rozkoszy wylezienia z siebie na pare godzin - idzie mi jak po
                grudzie to wprowadzanie....
              • kielbie_we_lbie_30 Re: Jeszcze w temacie talentów 23.06.08, 19:59
                Teza troche utopijna bo ilez to ludzi jest naprawde wybitnych w tym
                co robia? I gdzie postawic granice wybitnosci? Co robi wybitnosc
                jesli nie wlasnie bylejakosc?
                Ale, ale...nie lubie gdy robi sie cos z nastawieniem na bylejakosc,
                znaczy tak zwana fuche. Jak robic to zawsze na topie swoich
                mozliwosci albo wcale ;)
              • go.ga Re: Jeszcze w temacie talentów 23.06.08, 22:03
                >Wszystko to niemniej czyniła z wielkim zaangażowaniem, upodobaniem i >betonowym
                > przekonaniem iż jest debest, dzieci są indygo, a formacja jest >topowa. Częstymi
                > wpadkami nie przejmowała się zrzucając je na czynniki zewnętrzne.

                Ze robila to z zaangazowaniem? Super. Ze z upodobaniem? Rowniez super. Jedyne co by mnie razilo, to chyba brak umiejetnosci obiektywnej oceny swoich osiagniec i chyba rowniez brak dystansu do tego, co robi (tak wnioskuje na podstawie jej przekonania o wybitnosci wlasnej oraz progenitury, moze sie myle, nie znam jej).

                > Więc wolę nic nie robić, nic robić coś tak sobie.

                Takie perfekcjonistyczne podescie moze bardzo blokowac, wrecz paralizowac. Strach, ze nie wyjdzie idealnie tylko "tak sobie".
              • maya2006 Re: Jeszcze w temacie talentów 25.06.08, 09:30
                iwannabesedated napisała:
                uwielbiam ludzi, którzy w tym co robią są wybitni.
                > Wyjątkowi. Mierzi mnie miernota, bylejakość i nijakość.
                > Więc wolę nic nie robić, nic robić coś tak sobie.

                mowisz mi z serca.
                ale z drugiej strony, czesto sie nad tym sama zastanawiam, kto ustala normy
                spoleczne ? kto ustala co jest wyjatkowe, wybitne? owszem w rozumieniu
                socjologicznym pojecie normy mowi o tym, ze normy sa tworzone przez wiekszosc
                spoleczenstwa. czyli wychodziloby na to, ze wlanie miernota i nijakosc ustala
                normy, a wybitne jednostki sa anomalia;-) i wtedy rodzi sie pytanie, skad wiemy,
                ze ze jestesmy wybitni, wyjatkowi?
                ;-))
    • maria421 Re: O pierdulach -- Odc. 34 :-))) 23.06.08, 23:05
      Wczoraj bylam w Düsseldorfie i przeszlam cale nadbrzeze Renu z polnocy na
      poludnie. Do domu wrocilam z dwoma pecherzami na stopach i z zamiarem ze sobie
      je dzis wylecze, ale gdzie tam. Wieczorem kumpela wyciagnela mnie na spacer .
      Siedmiokilometrowy! Teraz siedze przed kompem na boso i czuje ze sie nawet do
      sypialni nie dowloke:(
      Auaaa :(
    • jutka1 A siodmego dnia... 24.06.08, 07:57
      Siodmy dzien pracy. Boginia nie jestem, wiec nic chyba nie stworze dzis - ale
      mam pare setek stron do przejrzenia, czesc do dokladniejszego przeczytania.
      Zdalam sobie wczoraj sprawe, ze impreza ogrodowa to sroda, nie czwartek. Kjap, a
      butow do zaplanowanych ciuchow jak nie bylo, tak nimo. Trza kuncepcje ciuchow
      zmienic.
      Kjap, spoznie sie do roboty.
      Baj.
    • jutka1 Lato, ciuchy i dylematy 25.06.08, 07:31
      Przez to, ze w dooparyza nie znalazlam wymarzonych butow do ansambla na
      dzisiejsza garden party, mam dylemat ciuchowy. Najlepiej mi pasuje jeden
      ansambel, ale jest quasi-sportowy, a ja bym chciala tak bardziej
      elegancko-nie-biurowo. Badz madry i pisz wiersze.

      Lato w pelni. Porno i duszno. Metro paruje, ludzie w godzinach szczytu sa
      wsciekli, bo zapakowani jak sardynki. Bidule.

      Wczoraj po raz pierwszy mialam poczucie, ze zaczynam miec pare tematow
      zawodowych pod kontrola. Uffff.

      Ide sie kompac. Tyle pierdul porannych.
      Milego dnia :-)
    • jutka1 Czwartek... 26.06.08, 07:43
      ... i juz prawie koniec tygodnia.
      Jesssssss........

      Pierduly dzisiejsze: w robocie bede dzis pisac. Bzdety jakies, ale ma byc
      napisane, to napisze, co mi tam.
      Niebacznie zgodzilam sie na wczorajszej bibce pojsc dzis na kolacje, czego
      natentychmiast pozalowalam, i po przespanej nocy nadal nie mam ochoty. Trza sie
      wywinac. Czy tez po pytonowemu od-winac z wlasnej osi. ;-)
      Nic mi sie nie chce :-\
      Nic to, damy rade, damy rade, ryjem do przodu.

      Tyle pierdul porannych.
      Milego czwartku :-)
        • iwannabesedated Re: Czwartek... 26.06.08, 14:02
          Obyś miała rację, i oby nie był od down-suck.
          Szkoda żeś nie poszedł na te party boso Pytonie, bo już Ci miałam doradzić żeby
          na następne iść w szpilkach, z torebką i nago.
          Chyba mi się wątki pomyliły...
          • jutka1 Re: Czwartek... 26.06.08, 14:14
            Przeklej tutaj, 100Krocie, a administracje poprosimy o gumke-myszke
            na tamtym. W czym problem.

            Co do nago i w szpilkach-z torebka, to mysle, ze na to jeszcze moj
            pracodawca nie jest gotow. ;-)))
            Wprawdzie wczoraj jedna z reakcji na moj powrot brzmiala "Now all
            hell will break loose", ale chyba nie to mieli na mysli ;-)))
    • jutka1 TGIF :-))) 27.06.08, 07:31
      Obudzilam sie sama, minute przed budzikiem. Znak, ze sie przestawilam wreszcie
      na nowy rytm. Jesss.

      Mam nadzieje, ze uda mi sie w robocie skonczyc to, co zaplanowalam na ten
      tydzien. Po pracy pogaduchy z kolezanka, a jeden z dni week-endowych spedze z
      inna kolezanka. Zaplanowalysmy kino, spacer i posilek. Jeszcze nie wiemy
      cogdziejak, ale cos sie wymysli.

      Zapomnialam dodac, ze wczoraj z rozpedu nabylam sobie droga kupna lniany
      ansambel, pasujacy kolorystycznie do obu par espadryli. W Paryzu letnie
      wyprzedaze, i baba grzech zaniechania popelnia, jesli nic sobie nie kupi. ;-)))
      W weekend w ramach spaceru z kolezanka polaze w poszukiwaniu mitycznych
      czerwonych butow. :-)

      Ma byc pochmurno, 23 C. Czemu nie.

      Tyle pierdul poranno-piatkowych.

      Milego dnia :-)
    • luiza-w-ogrodzie Sloneczny zimowy piatek 27.06.08, 12:27
      Jest bajkowo, zima przyszla taka jaka powinna byc w Sydney: sucha, sloneczna, w
      dzien mozna sie opalac nago, w nocy temperatura spada do 3 stopni (a niedlugo i
      przymrozki`przyjda) wiec wieczorami rozpalamy w piecyku. Weekend spedze w
      ogrodzie, jutro wpadna przyjaciele na kolacje a w niedziele biore corke do jej
      ulubionej polskiej restauracji bo przynosla ladne polroczne swiadectwo.
      Nic sie nie dzieje, jest dobrze :o)
      Milego weekendu Wam zycze
      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • jakotakot Re: Sloneczny zimowy piatek 27.06.08, 15:28
        Jutka po paryskim bruku w espadrylach popierdyla , Luiza pali w
        kominku w mimozowo-hibiskusowe noce, a ja nie zlaze z drabiny i mam
        zgage od tego co w tym momencie robie. Klientka dobra, niemarudna,
        wyplacalna, ale ma kompletna schizofrenie stylowa. W master-
        bedroomie ma loze ala Ludwik dla ludu, szafki nocne chyba ukradla z
        zakladu pogrzebowego, kanapke fasonem i kolorem odstajaca od
        wszystkiego, DWA ent-centy (dla niewtajemniczonych - szafiska, do
        ktorych "dyskretnie" pakuje sie ogromne telewizory...) - jeden to
        meksykanski mebel recznie dlubany i malowany, drugi - obsrupiony
        kremowy falszywy antyk, ktory bylby na miejscu w jakims malym domku
        na wsi w stylu shabby chic i do tego zaslony prosto z weneckiego
        pallazzo - wszystko to we wnetrzu z architektonicznymi detalami
        typowymi dla "builder's special", czyli neo-federalnymi.... I nie ma
        to nic wspolnego z ulubionym przeze mnie eklektyzmem - poprostu
        brekekeks i tyle. I jak ja mam to wszystko pozenic farba - ha ?
        Chyba sie pochoruje od tego, bo robie przez zeby i targaja mna
        nudnosci...
    • jutka1 Sobotnio przy kawie 28.06.08, 08:53
      Dzien mam zupelnie dla siebie.
      Pojde na targ, do Monoprix, na spacer, poczytam, poslucham muzyki.
      Cos tam napisze.

      Pije poranna kawe, slucham radia FIP, jestem wyspana i wypoczeta, jest dobrze.

      Tyle pierdul sobotnich.

      Milej soboty i week-endu. :-)
    • jutka1 Niedziela -- dziwne noce 29.06.08, 09:39
      Noce przeciete na pol. Dziwne i nie spelniajace funkcji odpoczynkowej. Niby
      spalam w sumie ponad 9 godzin, ale nie liczy sie. Jestem niewyspana i zmeczona.

      Za jakies 2 godziny wyrusze w miasto na spotkanie z kumpelka. Jakis taras w
      okolicy Trocadero, obiad, spacer, i moze kino - jesli ugodzimy sie co do filmu.
      Wezme Pariscope i bedziemy negocjowac, moje preferencje juz mam zaznaczone. :-)))

      Za miesiac ma wizytowac Paryz moj ukochany kuzyn. Wreszcie sie zebralam, zeby mu
      wyslac liste rzeczy do przywiezienia: MiM integralna wersje bez cenzury, bo moja
      pojechala do Luizy; DVD z serialem MiM (wysmienity!), adżyke i kawior. Ehem. Jak
      mawiaja Jankesi: "comfort zone".

      A propos serialu MiM: rzadko sie zdarza, zeby podobaly mi sie ekranizacje
      czegokolwiek, ale tutaj szapoba. Niestety, w Polsce pokazywali go raz w tygodniu
      bardzo pozno, i udalo mi sie trafic tylko kilka odcinkow. Na Youtubie sa
      fragmenty, ale najwyzej dziesieciominutowe, wiec czlek sie tylko irytuje i gubi.

      Tyle pierdul niedzielnych.

      Dobrego dnia zycze :-)
    • sabba Pchle targi 29.06.08, 13:58
      chyba nie musze na nich nic kupowac. rzadko planuje cos nabyc. wystarczy ze tam
      jestem i juz mi jest lepiej. a miejsce tez jest uroczyskowe, bo w starych
      wagonowniach. miedzy zdezelowanymi halami, miedzy teatrem a trawka. jakos
      zaczynaja znow wylazic rzeczy stare, zaprzeszle i przypominaja jak moze byc dobrze.
    • jutka1 Poniedzialek, zadziwiony 30.06.08, 06:17
      Zadziwiony, bo ciagle patrze na swoj telefon i oczom nie wierze.
      Bo patrze na drugi telefon, i negatywnie oczom nie wierze.
      Bo obudzilam sie o jakiejs dziwnej godzinie.
      Bo ludzie od opieki nad kotami jednak zostana do polowy sierpnia.
      Bo.

      Mam dzis do odbebnienia spotkanie z pracowym lekarzem, napisanie kilku stron,
      spotkanie z bylym szefem, wycieczke do banku.

      Moze jak wyjde z wanny, to mi zadziwienie odejdzie.
      Pojde wczesniej do pracy, to wczesniej wyjde, O!

      Milego dnią zycze.
    • roseanne Re: O pierdulach -- Odc. 34 :-))) 30.06.08, 16:51
      zachcialo nam sie poogladac darmowe koncerty w ramach Jazz festival

      no to sie wreszcie wybralismy do centrum, polazilismy od sceny do sceny
      w koncu znalezlismy cos , co w sumie nam sie podobalo a tu jak nie lunie
      muzycy wszelcy zmietli sie w ciagu liku minut i tyle bylo




      dzis proba powtorki z rozrywki, w koncu festival trwa do 6 lipca, moze w koncu
      nam sie uda
    • luiza-w-ogrodzie Witamy Nowy Rok! ....finansowy 01.07.08, 07:17
      Pierwszego lipca zaczyna sie u nas nowy rok finansowy. Do konca
      pazdziernika trzeba zaplacic podatki za poprzedni. Generalnie nowy
      rok finansowy zapowiada sie dobrze: obnizono nam podatki (ekstra, bo
      wlasnie dostalam nagrode i bedzie nizej opodatkowana), podniesiono
      becikowe i doplate do kosztow zlobkow i przedszkoli oraz wprowadzono
      mozliwosc odpisania do 750$ rocznie za wydatki poniesione na ucznia
      szkoly sredniej. Za to wzrosna niektore oplaty stanowe (np za
      paszporty), cena wody, podatek za luksusowe samochody no i
      wprowadzono dodatkowa oplate na koszty odsalarni wody morskiej
      budowanej w sydnejskiej dzielnicu Kurnell.

      Ale co tam, ogolny bilans wychodzi na plus. Pogoda podtrzymuje moj
      dobry nastroj: w nocy nie wiadomo dlaczego pokropilo, za to od rana
      jest znowu blyszczace slonce; minelo dziesiec dni od przesilenia
      zimowego i zaczynam czuc ze dzien sie wydluza. W ogrodzie zakwitly
      rosliny srodka zimy: pnacza hardenbergii i zlota akacja (Acacia
      baileyana), grevillee roznych ksztaltow i kolorow. Na kwitnace
      drzewa banksii i kalistemonow przylatuja co rano papuzki lori zeby
      jesc slodki nektar kwiatowy. Indygofera jest juz metrowym krzakiem i
      ma pionowo sterczace paczki - a dopiero pol roku temu sadzilam w
      ziemie maly patyk z kilkoma listkami. Zapowiada sie przepiekna,
      wyjatkowo ukwiecona wiosna.

      Na basenie jeszcze czuje sie zime - malo ludzi plywa; jak tylko
      zrobi sie cieplej, znowu bedzie po 5 osob w jednym pasie :o(
      A na razie przerabiam raporty i mysle o porzadkowaniu biurka, bo od
      przeprowadzki miesiac temu wszystko mam zwalone na bezladne stosy :o)

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • maria421 Cuda w butach 01.07.08, 13:44
        Bylam dzisiaj u mojego pana ortopedy bo mi bardzo dobrze robi jego lozko wodne
        masujace tudziez jego "madejowe loze" rozciagajace. Pan ortopeda zamiast na
        lozko mnie poslac, kazal mi tylko stopy obnazyc. I powiedzial ze cos dla mnie ma
        co mi wszystkie moje problemy rozwiaze. Miesnie mi sie wzmocnia, krazenie tez,
        kregoslup mi sie wyprostuje, bede jak nowa.
        Ten cudowny srodek to wkladki sensomotoryczne, robione na miare po specjalnej
        analizie chodu i innych misteriach.
        Koszt - jedyne 330 Euro. Na szczescie za pare.

        Powiedzialam ze sie namysle....
        • iwannabesedated Re: Cuda w butach 01.07.08, 14:15
          Tiaaa....
          Jak ja chodziłam z psem do weterynarza, powiedzmy z infekcją ucha. To
          powiedzieli, że to wina diety i trzeba kupić specjalistyczną karmę za 300 zł
          worek z kurkumą i rybą tropikalną skompilowaną po specjalnej analizie przewodu
          pokarmowego i innych misteriach. Jak pies miał zapalenie oskrzeli, to
          powiedzieli że to wina diety i trzeba kupić specjalistyczną karmę, itd...
          Jak się zapchlił i chciałam kupić szampon przeciw pchłom za 20 złotych to
          powiedzieli, że to wina diety...
          Więc przestałam chodzić do weterynarzy, psu czyszczę uszy roztworem octu lub
          zieloną herbatą, jak kaszle daję zaraz Pectosol, a sprej na pchły kupiłam w
          supermarkecie za 10 zeta...
          Namyśl się i za 330 Eur kup sobie perfumy Chanel a za resztę idź na kolację w
          szałowej knajpie i w miłym towarzystwie. Co do stóp, to polecam masaż
          refleksoryczny. Ponoć uzdrawia całe ciało - ja tam nie wiem, ale stopy czują się
          po tym bosko...
    • jutka1 Sroda 02.07.08, 07:22
      Sprawdzilam meteo, maja byc burze. :-/
      Dopijam kawe trzeba sie rychtowac, jak mawiaja gdzies-tam w innym kraju.

      Tyle pierdul.

      Milego dnia.
        • jutka1 Re: Sroda 02.07.08, 15:26
          Rzeczywiscie chlodniej, dzieki Niebiosom.
          Ale za to leje jak z cebra.
          Jak szlam na lunch bylo slonce zza chmur. W czasie lunchu blyskalo i
          huczalo, potem zaczelo lac, i leje do teraz.
          Oczywiscie parasol zostawilam w biurze, wiec mnie przemoczylo do
          szczetu.
          Teraz dosycham i czytam w przygotowaniu do pisania.

          I tyle... :-)
      • chris-joe Eee, tam... 02.07.08, 19:31
        oczy macie do kitu, majaki i kurza slepote. Wymyslacie, klamiecie,
        kombinujecie. Ciekawym kto za tym stoi, w czyim interesie, kto komu sie
        wysluguje, kto placi.

        A jesli jestem na niebiesko, to pewnie od golubstwa. Czyli koniec 'don't ask,
        don't tell'; jestem outed, wygnany z szafy mieczem gorejacem, z szafy won! :)))
              • jutka1 Stresy 03.07.08, 00:49
                No Mystere de Rochas. Nimo.

                Ide spac, jestem zestresowana do immentu grafikiem wizyt, a tym bardziej ze
                przyszlotygodniowa wizyta kolegi z dawnych lat z corka, planowana od jakiegos
                czasu, okazala sie byc wizyta U MNIE. Coz za siurpriza.
                Dzisiaj sie dowiedzialam, ze nie maja hotelu, bo przeciez u mnie. Na wiadomosc,
                ze w moim paryskim mieszkaniu nie bedzie miejsca dla gosci - no problem, kupimy
                materace.
                QRVA, dla mnie dwie osoby pare dni w mojej przestrzeni kilka dni po preprowadzce
                to stres niemozebny.
                Jutro napisze, ze zarezerwuje im hotel.
                Sorry batory, mialam wystarczajacy stresujacy miesiac.

                Lekcja asertywnosci do jasngo gwinta.

                Ide spac.
                • jutka1 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 07:37
                  Nie wplynely te przemyslenia najlepiej na jakosc mojego snu. :-/
                  Dobrze chociaz, ze para z gory nie wrzeszczala na siebie o piatej nad ranem, jak
                  wczoraj. Tutaj jest dla mnie ta roznica miedzy fajnymi dzielnicami "populaires"
                  i nudnymi dzielnicami ze starszymi paniami z pieskiem. BCBG raczej sie na siebie
                  o piatej rano nie wydzieraja ku rozpaczy spiacych sasiadow :-)))

                  Zadzwonie dzis do hotelu i zamowie kumplowi z corka pokoj. Zaplace. Wysle maila. O.

                  W robocie mam dzis dosc pracowicie. Rano koncze jedna rzecz, na szczescie
                  niewiele mi po wczorajszym popoludniu zostalo, potem hop! przerzucam sie na
                  nastepna, zeby jak najwiecej zrobic do popoludnia, bo potem mam spotkanie z
                  bylym szefem. Cel kurtuazyjny, ale odbebnic trzeba, niemaletko.

                  Tyle pierdul.

                  Milego dnia :-)

                  Tyle
                  • maria421 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 10:10
                    jutka1 napisała:


                    > Zadzwonie dzis do hotelu i zamowie kumplowi z corka pokoj. Zaplace. Wysle maila
                    > . O.

                    Moge sie wtracic?
                    Uwazam ze nie powinnas placic za hotel ludziom ktorzy nie licza sie z Twoim
                    czasem i Twoimi potrzebami.
                    Co to nie tak dawno mowilysmy na temat nieproszonych gosci?

                    Bo rozumiem ze goscie na ten akurat termin nie byli zaproszeni?

                    P.S. A jaki hotel masz na mysli? Bo wiesz, jak juz tak placisz za hotel gosciom
                    ktorych w tym terminie nie zapraszalas, czy wcale nie zapraszalas, to moze i ja
                    sie zalapie? Poprosze o rezerwacje w Ritz :)))

                    • blues28 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 10:46
                      maria421 napisała:
                      "Poprosze o rezerwacje w Ritz :)))"

                      Moja preferencja jest George V ;)
                      Jutko, jesli goscie byli zaproszeni ogólnie (a nie szczególnie na
                      okreslana date i wyraznie do domu), to mysle, ze mozna jasno
                      powiedziec, ze termin bardzo nie odpowiada, a mieszkanie stanowczo
                      za male! Ewentualnie zasugerowac inny termin (i niedrogi hotel,
                      jesli takowy jest) ;) Ja wiem, ze to jest szalenie niewygodne, mnie
                      sie juz takie sytuacje zdarzaly i z powodu czyjejs nahalnosci
                      musialam sie czuc zle, prawie z wyrzutami sumienia. Ale juz
                      dwukrotnie zwarlam sie w sobie i odmówilam robienia za przewodnika,
                      hotelarza, etc. w terminie, który mi zupelnie nie pasowal.
                      • jutka1 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 10:57
                        Napisalam juz Marii - termin byl uzgodniony kiedy bylam jeszcze w
                        Polsce.
                        Wtedy nie moglam wiedziec, ze moj pierwszy paryski miesiac bedzie,
                        jaki byl, i ze ta zblizajaca sie przeprowadzka bedzie ukoronowaniem
                        tylu stresow.
                    • jutka1 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 10:55
                      Termin byl uzgodniony, ale na wizyte w Paryzu, nie spanie w moim
                      mieszkaniu. To znaczy nastapil communication breakdown, nie
                      dogadalismy sie i nie zroozumieli, i kazda ze stron zakladala co
                      innego.
                      No wlasnie, trza zadzwonic do hotelu. :-)
                      • maria421 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 11:53
                        jutka1 napisała:

                        > Termin byl uzgodniony, ale na wizyte w Paryzu, nie spanie w moim
                        > mieszkaniu. To znaczy nastapil communication breakdown, nie
                        > dogadalismy sie i nie zroozumieli, i kazda ze stron zakladala co
                        > innego.
                        > No wlasnie, trza zadzwonic do hotelu. :-)

                        Zadzwonic mozesz, zarezerwowac mozesz, tylko nie plac za hotel.
                  • go.ga Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 11:56
                    > Zadzwonie dzis do hotelu i zamowie kumplowi z corka pokoj. Zaplace.

                    Ze co? A ja Ci przed chwila juz pogratulowalam asertywnosci. Zapraszalas ich? Nie. Skontaktowali sie z Toba odpowiednio wczesniej i grzecznie zapytali, czy masz ochote na odwiedziny z ich strony? Tez nie.
                    • jutka1 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 13:35
                      Gogus, toz juz Marii et. al. wytlumaczylam wczesniej.
                      Zapraszalam na zasadzie, jasne, ze przyjedzcie, weekend wczesniej
                      nie bede miec czasu, bo sie przeprowadzam, ale weekend pozniej bede
                      juz po przeprowadzce.
                      JA mialam na mysli "bede miec czas sie z wami pospotykac".
                      ONI zrozumieli: "to sie u niej zatrzymamy".

                      Wlasnie pisze mu maila, ze zatrzymanie sie u mnie nie bedzie
                      mozliwe, koniec kropka punto point final.
                      Wysle link do pobliskiego hotelu, niech sobie sami
                      kurwajegopierdolonamac zamawiaja.
                      A jak nie to nie, spadowa na baniak.
                      Wole isc z Lulu na dluga wodke.
                      Pyton sie odpytunil i ulegl wkurwieniu.
                      Amen.
                        • jutka1 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 14:14
                          Zostanmy przy czwartku.
                          Jak przylatujecie po poludniu, to bez problemu na 19:00 traficie do
                          hotelu, i dojedziecie do knajpy.
                          Tak czy siak sprawdzaj poczte regularnie, bedziemy w kontakcie.
                          I przyslij mi mailem numer Twojej komorki.
                      • maria421 Re: Stresy, i noc pozniej... 03.07.08, 14:47
                        jutka1 napisała:

                        > Gogus, toz juz Marii et. al. wytlumaczylam wczesniej.
                        > Zapraszalam na zasadzie, jasne, ze przyjedzcie, weekend wczesniej
                        > nie bede miec czasu, bo sie przeprowadzam, ale weekend pozniej bede
                        > juz po przeprowadzce.
                        > JA mialam na mysli "bede miec czas sie z wami pospotykac".
                        > ONI zrozumieli: "to sie u niej zatrzymamy".
                        >
                        > Wlasnie pisze mu maila, ze zatrzymanie sie u mnie nie bedzie
                        > mozliwe, koniec kropka punto point final.
                        > Wysle link do pobliskiego hotelu, niech sobie sami
                        > kurwajegopierdolonamac zamawiaja.
                        > A jak nie to nie, spadowa na baniak.
                        > Wole isc z Lulu na dluga wodke.
                        > Pyton sie odpytunil i ulegl wkurwieniu.
                        > Amen.

                        No i dobrze.
                        No i nasze foromowe perswazje poskutkaly :-)

                        nb. blad zamierzony. U mojej corki ktora kiedys powiedziala "Tak dlugo probuj az
                        poskutka" nie byl zamierzony:)
              • jutka1 Re: Prada , Infusion d´Iris 03.07.08, 08:22
                jakotakot napisała:

                > a ktore to teraz Twoje, bo zawsze te roszasy byly ulubione. Zeznaj, to moze Ci
                przywioze :)
                *************
                PS. Jesli znajdziesz tam za oceanem Mystere de Rochas, to mi kup 2-3 butelki
                (dwie wieksze-trzy mniejsze). PLIZ.
                No zeby z Hameryki DoopaRyza wozic chrancuskie perfumy, swiat sie konczy.
    • jutka1 Ano... 02.07.08, 23:42
      ... widze, ze pierduly sie zaraz zaczna przelewac, wiec zanim odpelznem kroczonc...

      Patrze po mieszkanku przyjaciolki, i przypominam sobie moje paryskie mieszkanka,
      i zdaje sobie sprawe...
      ... a wlasciwie to pojde na prawdy objawione.
      Tam lepiej to pasuje.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka