wczoraj uscisnalem reke znajomemu w usa - kupi mojego cadillaca
przed moim wyjazdem do polski
z jednej strony powinienem sie cieszyc - od rzucenia hasla pt. "moze
chcialbys kupic" do zgody na cene minelo moze 10 sekund. nie wahal
sie nawet chwili.
z drugiej, strasznie bedzie mi brakowalo tej lodki. chyba do zadnego
samochodu nie mialem tak emocjonalnego podejscia jak do tego. to
wreszcie byl samochod, ktorym jezdzilem dla samego jezdzenia.
wyciszalem radio, zeby sluchac jak cicho jedzie. nadkladalem trase,
zeby sie cieszyc tym jak miekko plynie. w zadnym samochodzie nie
kladlem dodatkowego dywanika na podlodze, zeby nie pobrudzic grubego
bordowego dywanu z wyhaftowanym logiem w laurowym wiencu. w zadnym
nie kladlem koca pod fotelik dzieci, zeby nie odgniotl sie welur.
zadnego nie parkowalem na najnizszym, najodleglejszym miejscu w
podziemnym parkingu pod biurem, zeby miec pewnosc ze nikt kolo mnie
nie zaparkuje i nie odcisnie mi wspomnienia swoimi drzwiami na moim
lakierze. dziwactwa? z pewnoscia. ale auto po prostu wspaniale.
"they don't make'em like that anymore"