sherlock_holmes
15.07.04, 15:13
Klienci salonów samochodów zmuszani są do podpisywania oświadczeń, że nie
sprzedadzą kupowanego auta. Oświadczeń wymagają dilerzy, których zmuszają do
tego koncerny. A wszystko przez różnice cen aut w Polsce i na Zachodzie.
Samochody w polskich salonach są dużo tańsze niż w Niemczech czy Holandii,
nawet o kilkanaście procent. Na różnicy zarabiali zachodni dilerzy, a nie
koncerny. Te ostatnie postanowiły więc zabronić polskim handlarzom sprzedaży
aut zachodnim dilerom. I żądają w tej sprawie specjalnych oświadczeń.
Polacy nie chcą podpisywać "lojalek"; uważają, że koncerny nie mają prawa
żądać takich oświadczeń. Dilerzy twierdzą też, że to nie salony z Zachodu
kupują samochody, ale jakieś inne firmy, np. z Niemiec, Francji i Holandii.
Właściciele salonów oficjalnie zapewniają, że nie wiedzą, co się z nimi dalej
dzieje. Wiadomo jednak powszechnie, że owe firmy odsprzedają je zachodnim
dilerom.
Największe oburzenie budzi jednak to, że owe deklaracje muszą podpisywać
zwykli klienci. Gdy Kowalski idzie do salonu i kupuje samochód, pod nos
podsuwa mu się pismo: "Kupujący oświadcza, że nie nabywa samochodu w celu
dalszej odsprzedaży". Oznacza to, że Kowalski nie będzie mógł sprzedać
swojego samochodu, by kupić np. większy.
To absurd. Klienci muszą mieć świadomość, że kupując samochód będą zmuszeni
do jego eksploatacji do końca jego żywotności - komentuje właściciel jednego
z trójmiejskich salonów. Dodajmy, że dzięki różnicy cen w Europie rodzimi
dilerzy przeżywają hossę. Sprzedaż wzrosła nawet o 30 procent.
www.rmf.fm/wiadomosci/index.html?id=71122
Spokojni sa na pewno klienic Saaba, Subaru i Volvo - ich samochody sa u nas
DROZSZE nawet o 25% niz w Niemczech czy chocby Czechach. Rekordzista jest
Mitsubishi Pajero - drozsze u nas o ponad 31%