Dodaj do ulubionych

Ale osso cho?!

23.08.13, 17:24
Takie coś dziwnego z urlopu.
Przyjechało z 10 przyczep kempingowych na angielskich numerach. Auta same takie dość drogie (SL350, Cayenne itp). Gadali po angielsku i ....
MASAKRA

Dzieciarnia niszczyła cały kemping. Nikt się nimi nie interesował. Lały się, rozrywały żaby, poniszczyli zieleń i ogródki. Kobiety prały przez 1 tydzień na okrągło na 10 pralek (w nocy też). Ileż można tego prać? Faceci podobno gdzieś do pracy do Niemiec jeździli. O co tu chodziło?
Obserwuj wątek
    • mrzagi01 Re: Ale osso cho?! 23.08.13, 17:49
      Anglosaska LUMPENLOWMIDDLECLASS...

      Btw- Ja z kolei miałem arcypozytywne doświadczenia nad Klimkówką.
      Ekipa na 3 przyczepy z nowosądeckiego- miłośnicy podhalańsko-cygańskiego turbofolku. Pierwszy raz doświadczyłem balangi przy której się milo zasypialo. Puszczali muzę, pili śpiewali, gadali i tańczyli nawet i (uwaga!) nie uslyszałem ani jednego bluzgacza :) Była to miła odmiana od warszawskiego ( nie że sie czepiam- takie byly tablice WT, WU,WJ) "szczerego Polaków bełkotu" znad Czorsztyna...
    • tomek854 Re: Ale osso cho?! 24.08.13, 14:43
      A chcesz odpowiedź politycznie poprawną czy nie? Bo ja sie domyslam kto to był...

      Politycznie poprawna odpowiedź jest taka, że są to tzw. Irish Travellers. Jest to grupa etniczna wciąż pielęgnująca styl życia podobny do naszych Cyganów (przy czym nie mają oni nic wspólnego rasowo z Romami) - podróżują, utrzymując sie z prac dorywczych, pielęgnując swoją kulturę obudowaną wobec życia w drodze oraz swoje tradycyjne wartości. Przez długie lata nieakceptowani i przesladowani, w ostatnich latach prawodawstwo brytyjskie robi ukłon w ich stronę, regulując kwestie długości dopuszczalnego zatrzymania w danym miejscu itp... W kulturze mogliśmy obejrzeć sobie ich społeczność w filmie Snatch, gdzie jednego z nich grał sam Brad Pitt.

      Politycznie niepoprawna odpowiedź jest taka, że to są travelersi, Gypsies, i że jest to plaga. Gdziekolwiek się pojawią zaraz robi się syf, znika wszystko co nie było dość dobrze przytwierdzone do podłoża i w ogóle masakra. Niby oni na tych busach mają napisane (bo często oprócz bogatych samochodów maja transity i takie tam) że wykonują rózne prace takie jak wycinka drzew, układanie bruku itd, ale nie znam nikogo, kto by ich zatrudnił...

      Pecha mamy, że ślepa uliczka nieopodal siedziby firmy w której pracuje jest jednym z takich ich "spotów" wyznaczonych przez lokalny council. Jak tylko przyjeżdżają zakłada się kłódkę na szlaban na cały teren (nie tylko naszej firmy, ale i dostaw do pobliskiego centrum handlowego), pobliska rozlewnia Whisky zatrudnia dodatkowych ochroniarzy. To rasistowskie i jakże dyskryminujące podejście jest uzasadnione, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że są oni niezwykle szybcy. Pewnego razu wyjeżdżałem w niedzielę o 12:00 w trasę - jeszcze ich nie było. Kiedy o 18:00 do firmy przyjechał patrol ochrony zaniepokojony tym, że uszkodzono kamerę filmującą podwórko, nie było już sterty palet o wielkości takiej, że pewnie ze trzy razy sprinterem trzeba by obrócić. Pod firmą stały dwie przyczepy, ale oczywiście oni nic nie widzieli podejrzanego...

      Generalnie na sam widok zbliżającej się przyczepy kempingowej szef zarządza złożenie wszystkich palet i wszystkiego co by się dało ukraść do magazynu, nawet kolesie z biura rzucają wszystko i zakasują rękawy. Na czas kiedy travellersi stoją u nas pod firmą (a czasem i na bezczela na naszym firmowym trawniku) wszystkie busy i samochody pracowników chowane są na noc do magazynu, a te, które się nie mieszczą parkowane są "u sąsiadów" w rozlewni whisky pod okiem ochroniarza.

      Dzieciaki generalnie robią co chcą, wieszają sie na cysternach jeżdżących do rozlewni whisky, grają w piłkę i srają gdzie popadnie (zapewne aby oszczędzić sobie problemu z wymianą chemicznych toalet) nie kryjąc sie przy tym zbytnio - kiedyś w nocy wróciłem do firmy to nastolatka srała jakieś 3 metry w bok od wejścia do przyczepy na trawniku pod naszą firmą. Kiedy zajechałem krzyczała do mnie, że oślepiam ją światłami, nie przejmując się zbytnio niezręcznością owej sytuacji.

      Ta dziwna korelacja pomiędzy obecnością travellersów w okolicy a niewyjaśnionym znikaniem różnych rzeczy jest szeroko obserwowanym zjawiskiem w Wielkiej Brytanii. Niedawno byłem po towar w małym Industrial Estate gdzieś w Peak District, była tam atmosfera oblężonej twierdzy - przed rozstawionym na trawniku po drugiej stronie ulicy obozem barbarzyńców, terenu broniła cała armia ochroniarzy którzy bardzo zaniepokoili się faktem, że zajechałem nieoznakowanym busem. W fabryce trumien do której przyjechałem (bo my taki towar wozimy) usłyszałem, że w nocy mieli włamanie skradziono im kilkanaście sztuk...

      Jakiś tydzień temu w Aberdeenshire był duży zlot travellersów, rezultatem była plaga kradzieży ropy z ciężarówek. Policja zatrzymała kilku z nich kręcących się wokół ukrytych w krzakach 100 metrów od drogi beczek, od których do pobliskiego parkingu prowadził gumowy szlauch, ale z tego co wiem, nie udało się nikomu nic udowodnić.

      Kiedyś też nadziałem się na ich brygadę w Belgii. Pod Antwerpią cały parking zajęty był przez nich. Na drodze do Gent i dalej w kierunku Dunkierki (nie wiem, jakaś godzina jazdy może) policja zatrzymywała mnie do kontroli TRZY RAZY, przepraszając i tłumacząc "wie pan, w takiej sytuacji chyba pan się nie dziwi, że zatrzymujemy do kontroli wszystkie furgonetki na brytyjskich numerach..."). Jak widać Belgowie to też straszni rasiści.

      NIemniej jednak Travellersi pojawiaja się, trzeba wtedy uważać na wszystko i przeczekać a potem znikają. I wtedy zaczyna się sprzątanie...

      Kiedyś nawet zrobiłem zdjęcie. Dwie rodziny (trzy przyczepy) - w sumie jakieś 10 osób koczowały u nas pod firmą przez 6 dni (policja ich pogoniła, bo lokalne zarządzenie mowi, że mogą tam stać tylko przez 4). Po ich odjeździe okolica wyglądała jak Japonia po Tsunami. Ta fotka przedstawia sytuację po tym, jak już "z grubsza" posprzątano. Te dwie wielkie torby to są takie, w jakich firmy budowlane sprzedają żwir do wysypywania alejek w ogródku, obie sa pełne śmieci (w tym butelek po najdroższych alkoholach). Przypominam, 10 osób przez 6 dni. Żeby te torby zabrać musieliśmy z firmy wypożyczyć wózek widłowy żeby je załadować na councilową furgonetkę:

      https://img208.imageshack.us/img208/1950/ty26.jpg

      * * *

      Generalnie społecznosć travellersów to jest takie zjawisko, które po bliższym zapoznaniu się pozwala wyleczyć się z myślenia ze "stereotypy rasowe czy kulturowe są złe" i generalnie jest dobrym ćwiczeniem które powinno być zadawane wszystkim miłośnikom multikulti, tolerancji i nadgorliwej politycznej poprawności.

      Oczywiście, ja nie twierdzę że wszyscy travellersi są źli. Na pewno jest tam wiele uczciwych osób, profesorów uniwersytetów i w ogóle. Ale fakty sa takie, że prawdopodobieństwo pewnych wydarzeń w ich pobliżu wzrasta o rząd wielkości. Możliwe, że to tylko przypadek - tak jak ten kierowca TIRa z "Autostopem przez galaktykę" który ściągał deszcz nie mając z tym nic wspólnego - nie wiem. Ale fakty są jakie są.
      • mrzagi01 Re: Ale osso cho?! 24.08.13, 16:02
        Acha- to np. przedstawiciela tej grupy, nacji, subkultury (co tto właściwie jest?) grał Brad Pitt w filmie "Snatch"? W polskim tlumaczeniu występowali jako "cyganie" nie przysłuchiwałem się jak leciało w oryginale.
        • tomek854 Re: Ale osso cho?! 24.08.13, 17:38
          Z "rasy" to oni są teoretycznie irlandczykami, ale mówią jakimś swoim dialektem i kulturowo są odmienni. Podobno to są jacyś Irlandczycy co stulecia temu zostali uchodźcami z okazji wojen czy głodu i tak im zostało.

          W "snatchu" o nich chyba mówili tinker jesli dobrze pamiętam.
          • tomek854 Re: Ale osso cho?! 24.08.13, 17:39
            ...albo Pikeys!
            • dr.verte Re: Ale osso cho?! 24.08.13, 21:57
              a propos Pikejow , piotr kukulski , czyli pikej , samozwanczy raper mnie po prostu rozwala

              gosc jest na poziomie gracjana rostockiego z ta roznica , ze gracjan ma dystans
              do siebie i swojej tworczosci

              posluchajcie:

              www.youtube.com/watch?v=C4knF-K1agQ
              • mrzagi01 Re: Ale osso cho?! 24.08.13, 22:05
                O w dupe! Ale leszcz! :)))))
                • tomek854 Re: Ale osso cho?! 25.08.13, 00:10
                  Z komciów:

                  "Tekst i muzyka - Gracjan Roztocki" :D :D :D
            • mapmuh Re: Ale osso cho?! 24.08.13, 22:08
              Fuckin' Pikeys :)
              www.youtube.com/watch?v=4LJw6PAi5Q8
      • qqbek OT - gdzie w "Autostopem" jest... 25.08.13, 00:50
        ...jakiś kierowca TIR-a?
        Bo zaraz ściągnę oryginał (drugie wydanie, co prawda softback, ale zawsze) z półki i zacznę wertować.
        Jestem niemalże pewny, że Doug Adams nie zawarł w "The Hitchhiker's Guide..." żadnej postaci kierowcy TIR-a.
        • yamasz Re: OT - gdzie w "Autostopem" jest... 25.08.13, 01:17
          Ten film jest rewelacyjny, mogę go oglądać na okrągło, podobnie jak "Lock stock and two smoking barrels". Moje filmowe klimaty. :)
        • tomek854 Re: OT - gdzie w "Autostopem" jest... 25.08.13, 15:01
          No jest ten kierowca ciężarówki, u ktorego zawsze deszcz pada, bo on nie wie, że jest jakimś bogiem deszczu i wszystkie deszcze na niego lecą... W dalszych częściach coś było, że mu płacili, żeby nie jechał do jakiś kurortów na wakacje :)
        • tomek854 Re: OT - gdzie w "Autostopem" jest... 25.08.13, 15:05
          Pora sobie odświeżyć, postać nazywa się Rob McKenna, dobrze pamiętałem:

          Described by the scientific community in the novel So Long, and Thanks for All the Fish as a "Quasi Supernormal Incremental Precipitation Inducer," Rob McKenna is an ordinary lorry driver who can never get away from rain and he has a log-book showing that it has rained on him every day, anywhere that he has ever been, to prove it. Arthur suggests that he could show the diary to someone, which Rob does, making the media deem him a 'Rain God' (something which he actually is) for the clouds want "to be near him, to love him, to cherish him and to water him". This windfall gives him a lucrative career, taking money from resorts and similar places in exchange for not going there. Rob McKenna is, in So Long, and Thanks for All the Fish, a "miserable bastard and he knew it because he'd had a lot of people point it out to him...he disliked...everyone." In the book, he is shown only twice, first when he splashes Arthur Dent, who is hitchhiking in a normal environment, on the side of a desolate road in England, for the first time on record. Second when Arthur meets him in a cafe, in "Thundercloud Corner," Rob McKenna's personal spot, which most people wouldn't venture near. But McKenna is mentioned continuously throughout the book, especially when he is hailed by the media as a "Rain God," though not in those terms. In the radio show, however, he picks Arthur up instead of ignoring him, and meets him again later, after he acquired his fame. He then has a much more positive attitude towards Life, the Universe, and Everything, and is thrilled to meet Arthur again. He explains, as the narrator does in the book, that "Quasi Supernormal Incremental Precipitation Inducer" means, in layman's terms, a Rain God, but the media couldn't call him simply that, because it would suggest that the ordinary people knew something they didn't.
          He appears in fit the nineteenth of the radio series, fit the twentieth of the radio series and fit the twenty-first of the radio series and is played by Bill Paterson, who also played one of the Arcturan Megafreighter crew in fit the seventh of the radio series.
          Rob McKenna is assumed to be English because that is where he is always driving round, trying to escape the elements, and where, thanks to the summer resorts who've heard of him, he will be confined until his death in the Quintissential Phase; but in the Quandary Phase, he has a Scottish-sounding voice.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka