mejson.e
24.10.04, 17:24
Znowu zbliża się ten najsmutniejszy dzień w roku - 1 listopada.
Oprócz tego, że jest najsmutniejszy, jest też najbardziej ruchliwy i
niebezpieczny.
Jak nie może być ruchliwy, skoro wtedy prawie każdy samochód osobowy, oprócz
niektórych służbowych, zmierza w kierunku jakiegoś cmentarza, często
przemierzając w tym celu kawał kraju.
A ponieważ w naszym kraju cmentarze leżą często w pobliżu dróg, nawet tych
głównych, to o tłok nietrudno.
Obserwując swoje własne zachowanie w te dni często zastanawiam się, jak
możliwe jest bezpieczne objechanie w moim przypadku czterech cemntarzy w ciągu
jednego dnia i to cmentarzy położonych w odległości klkudzisięciu km jeden od
drugiego?
Nie ma szans - ryzyko i tłok będzie, choćby nie wiem jak rozsądnie do tych
jazd podchodzić.
Oprócz ilości pojawia się problem jakości - oprócz frontowców otrzaskanych z
codziennym ruchem drogowym i różnymi warunkami atmosferycznymi, pojawiają się
ludzie jeżdżący bardzo rzadko, raczej niedaleko i to w dobrą pogodę.
Gdy dojdzie do tego intensywny ruch, pogoda zamieniająca szyby w matówki a'la
karetka i pośpiech, to mamy koktail bliski Mołotowa.
Policyjne akcje, nagłośnienia w mediach gówno, za przeproszeniem, dają jeśli
ginie nam z oczu główny cel tych pielgrzymek, czyli zaduma i pragnienie
bezpiecznego powrotu całej rodziny.
Jeśli pozostaje tylko pośpiech w celu zaliczenia wszystkich "swoich"
cmentarzy, odbębnienie kwadransa na każdym, to wychodzi figa z w/w głównego celu.
Jeśli jeszcze dodamy obiad na łonie rodziny, zakrapiany dla rozgrzewki, to już
armia aniołów stróżów nie poradzi.
I największym przekleństwem tego święta jest fakt, że spora grupa tych
oddających czasami powierzchowny szacunek zmarłym, następnego takiego święta
nie doczeka, bo sama polegnie w podróży.
A wtedy może liczyć na taki sam powierzchowny szacunek pozostałych członków
rodziny.
I kolejny zimny znicz i kwadrans odbębniony przy grobie.
Gdy byłem dzieckiem bardzo lubiałem to święto - zjeżdżała się cała, czasami
bardzo odległa rodzina.
Od paru lat natomiast tego święta się boję.
Im więcej jeżdżę, im bardziej doświadczonym kierowcą jestem , tym bardziej
wolałbym wtedy zostać w domu.
Życzę wszystkim Wam szczęśliwych powrotów i pięknej zadumy.
Pozdrawiam,
Mejson