typson
23.08.06, 14:06
[...]
Pracując jak automat, nie myślę. W godzinę robię 12 tac po osiem
cheeseburgerów. Zdejmuję z kosza nad głową bułki. Półokrągłe wierzchy odwracam
i kładę na tacce z bibułką. Wsuwam do tostera. Czekam ok. 20 s. Gdy toster
brzęczy, mówię: "Osiem na grill proszę", wyjmuję bułki z tostera, wkładam
osiem dekli. Póki mięso się smaży, a dekle tostują, mam ok. 25 sekund na
garnirowanie kanapek. Osiem psiknięć musztardą, osiem keczupem, szczypta
cebuli , po plasterku ogórka z zalewy, raz, raz i osiem plasterków sera. Obrót
do grilla. W tym czasie sam się otwiera. Zawieszam tackę przy grillu. Solę
kotlety i zdejmuję je metalową łapką w odpowiedniej kolejności. Broń Boże, nie
odsączam mięsa i z wytopionym tłuszczem i krwistym wyciekiem ściągam je łapką
na kanapkę, krzycząc: "Osiem dekli proszę!". Ktoś mi dziękuje i ściąga je z
tacki na kotlety. Kanapki podaję szefowi kuchni, który je pakuje i mocuje przy
nich metalowe znaczniki. To "data urodzenia" kanapki. Od strony kuchni, zaraz
obok "pułapki rażącej na owady" wisi zegar, gdzie zamiast minut są czerwone i
czarne cyferki. Gdy kanapka wchodzi do lady, dostaje numerek, na który
wskazuje wskazówka po zewnętrznej stronie cyferblatu, gdy wejdzie na tę samą
cyferkę po wewnętrznej, ktoś z kas musi oddać kanapkę na kuchnię, a szef
kuchni powinien ją wyrzucić, bo minęło właśnie jej dziesięć minut przydatności
do spożycia. Powinien, ale tymczasem podgląda ją i jeśli jest w miarę
"wyględna", zmartwychwstaje na pięć minut w ladzie. Jak jest rozmiękła, a ser
rozmazany, leci do kosza.
[...]
reszta tu: serwisy.gazeta.pl/zdrowie/1,51220,3567161.html
polecam