Dodaj do ulubionych

To ci glupek

11.09.06, 20:28
Dzisiaj mialem pomocnika. Ciagle mi marudzil, ze on chce do domu, i zebym
jechal szybciej. Kategorycznie postawilem sie i powiedzialem, ze nie bede
przekraczal dozwolonej predkosci. Wyjasnilem mu, ze nie lezy to w moim
interesie, bo raz, ze narazam sie na mandat a dwa, ze szybciej wroce - mniej
czasu bede w pracy, mniej zarobie.

Obrazil sie i tylko patrzyl na zegarek. O 17 rozpial pasy, zaciagnal reczny
(w czasie jazdy!!! Dobrze, ze akurat skrecalem w mala uliczke!), o malo nie
rozwalil sobie ryja o deske rozdzielcza (co sie dziwic skoro najpier rozpial
pasy!) powiedzial "i'm finished" i wysiadl. Kopara mi opadla do ziemi ;-)
Obserwuj wątek
    • bart.ez Re: To ci glupek 11.09.06, 20:56
      To było mu tą koparą przyp***ć i na przyszłość więcej takiego idiotyzmu by nie zrobił.

      A teraz lamerskie pytanie:-) W ciężarówkach ręczny to też jest taka wajcha między fotelami jak w osobówkach?
      • crannmer Re: To ci glupek 11.09.06, 21:05
        bart.ez napisał:

        > A teraz lamerskie pytanie:-) W ciężarówkach ręczny to też jest taka wajcha
        > między fotelami jak w osobówkach?

        Polozenie dzwigni zaworu hamulca pomocniczego moze byc miedzy siedzeniami (czyli
        blisko siedzenia kierowcy - pasazer ma troche dalej :-) albo na desce przyzadow
        z prawej lub lewej strony kierownicy. Czasem dzwignia jest wkomponowana w uchwyt
        przy zawiasach drzwi.

        Zaciagniecie hamulca pomocniczego owocuje natychmiastowym zablokowaniem tylnych kol.

        MfG

        C.
        • tomek854 Re: To ci glupek 12.09.06, 17:08
          Natychmiast po zrobieniu PSSS. Im bardziej zgruchociala ciezarowka tym dluzej
          sie robi PSSS :-)

          Ale to pryszcz, bo np. w druga strone mozna spuscic hamulec i wcale nie
          ruszyc ;-)
          • crannmer Pryszcz, czyli stopniowanie nieszczesc 12.09.06, 19:38
            tomek854 napisał:

            > Ale to pryszcz, bo np. w druga strone mozna spuscic hamulec i wcale nie
            > ruszyc ;-)

            I wtedy zaczyna sie analiza, czy ma sie szczescie, czy ma sie pecha.
            Jesli ma sie szczescie, to wystarczy postac z pracujacym silnikiem.

            Nieco mniej szczescia owocuje koniecznoscia samodzielnego uszczelniania
            przewodow, li tez wzywania lotnego mechanika.

            Dalszy stopien obnizenia poziomu szczescia to niemozliwosc uszczelnienia na
            miejscu i koniecznosc recznego zluzowania hamulca w celu umozliwienia dojechania
            do warsztatu.

            I tu mamy stopniowanie nieszczescia:
            osoby szczesliwsze otrzymuja pojazd, w ktorym luzowanie odbywa sie przez dwa
            mocne, acz celne walniecia mlotem w wyzwalacz.

            Osoby zupelnie pechowe spedzaja kwadrans pod samochodem, luzujac hamuec (czyli
            napinajac sprezyny) poprzez pokrecanie odpowiednimi srubami. Najczesciej ciezko
            chodzacymi.

            MfG

            C.
            • tomek854 Re: Pryszcz, czyli stopniowanie nieszczesc 13.09.06, 17:39
              ...osoby zatrudnione w Szkocji zas dzwonia pod numer telefonu ktory maja
              zapisany w papierach, wystawiaja trojkat, jezeli jest to konieczne i ida sobie
              na zielona trawke poczekac az przyjedzie pomoc drogowa ;-)

              Osoby zatrudnione w Szkocji potrafia nawet dostac opierdziel za pomysl
              sprawdzenia poziomu oleju przed wyjazdem - gdyz od tego jest transport
              supervisor. :P
              • tomek854 Re: Pryszcz, czyli stopniowanie nieszczesc 16.09.06, 21:50
                To ci glupek powiedzial szefowi ze jezdze za szybko. Szef wyslal drugiego
                kierowce zeby obejrzal moje tarczki. Oczywiscie byly OK. Poza tym z definicji
                nikt mu nie uwierzyl, bo to ci glupka nikt w firmie nie lubi.

                Tego samego dnia trafilo sie, ze to ci glupek zrobil zakupy w firmie
                macierzystej i mialem mu dostarczyc je do domu. Wsiadl ze mna do ciezarowki,
                ale wytrzymal jakis kilometr. Jechalem 10 mil na godzine tlumaczac mu, ze jest
                bardzo niebezpiecznie, bo deszcz pada, i nie chce, zeby potem bylo mowione, ze
                jezdze za szybko. Przesiadl sie do osobowki i kazal mi jechac za soba, ale
                strasznie ciezko bylo za nim nadazyc - przeciez nie moge jechac tak szybko
                ciezarowka jak on osobowka, bo to bardzo niebezpieczne :P

                W rezultacie spoznilem sie ponad pol godziny z powrotem do firmy, ale poniewaz
                wszyscy wiedzieli co bedzie (sami mi mowili 'jedz teraz wolno') czekal na mnie
                jeden facet i jeszcze odwiozl mnie do domu ;-)

                Tymczasem pomoglem tociglupkowi rozladowac rzeczy z ciezarowki, co go bardzo
                zaskoczylo (nikt go nie lubi, wiec to, ze ktos mu chce pomoc bylo dla mnie
                czyms nowym) i teraz mnie lubi. Nawet proboje namowic szefa, zeby mnie przyjal
                do pracy na stale ;-)
    • pap10 Nie dawaj takich tytulow... 17.09.06, 20:06
      Niektorzy czytaja dalsze rozwiniecie z sercem na ramieniu czy jak sie to mowi :)

      Pozdrowka,
      Niezbyt Rozgarniety Pap :)
      • tomek854 Re: Nie dawaj takich tytulow... 17.09.06, 20:11
        Teraz to chyba ja jestem niezbyt rozgarniety, bo nie wiem, co moglo cie tak
        wystraszyc...
        • pizza987 Oryś, do netu się dorwałeś?? 17.09.06, 20:14
          Bo jakoś Ciebbie dzisiaj tu sporo. Miłe to bardzo. Jak tam plany na najbliższe dni? Jakieś ciekawe trasy się szykują?
          • tomek854 Re: Oryś, do netu się dorwałeś?? 17.09.06, 20:22
            Na razie ostatni tydzien rozwoze drewno po budowach w Glasgow i okolicy. Na
            kolejny tydzien zapowiada sie to samo...

            Wykupilem sobie 48 w kafejce i grzebie po ogloszeniach za samochodami,
            sprawdzam ubezpieczenia, nadrabiam zaleglosci forumowe i mejliczne, czytam co w
            kraju piszczy i tak dalej.

            Jeszcze jutro bede i pojutrze pewnie :-)
          • bart.ez Re: Oryś, do netu się dorwałeś?? 17.09.06, 20:23
            Nie chwali się, bo mu wcięło "blog szkockiego trakera" i czeka aż mu ktoś znajdzie ;-)
            • tomek854 Re: Oryś, do netu się dorwałeś?? 17.09.06, 20:24
              E, juz mi sie odechcialo pisac. I tak nikt nie czytal. Co kogo zreszta
              obchodzi - ostatnio w kolko robie jakies dostawy lokalne po Glasgow - nic
              ciekawego. A jak mam cos ekstra - to wrzucam nowy watek ;)
              • pizza987 Re: Oryś, do netu się dorwałeś?? 17.09.06, 20:39
                tomek854 napisał:

                > E, juz mi sie odechcialo pisac. I tak nikt nie czytal. Co kogo zreszta
                > obchodzi - ostatnio w kolko robie jakies dostawy lokalne po Glasgow - nic
                > ciekawego. A jak mam cos ekstra - to wrzucam nowy watek ;)

                Nide pierdziel że nikt nie czytał: poza mną jeszcze czytał Typson, pewnie Bajka (chociaż ostatnio ją wcięło), Lexus i jeszcze kilka innych osób. Miło dow2iadywać się o realiach życia w innych krajach.
                • tomek854 Re: Oryś, do netu się dorwałeś?? 17.09.06, 20:50
                  A skoro tak, to bede czytal. Tylko dawajcie jakies informacje zwrotne. 'mhm'
                  albo 'oooo'. Zebym wiedzial, ze nie pisze do sciany :-)
                  • tomek854 Re: Oryś, do netu się dorwałeś?? 17.09.06, 20:50
                    tfuj. Pisal bede :-)
                    • speedone Re: Oryś, do netu się dorwałeś?? 18.09.06, 00:03
                      oooo wystarczy ? :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka