sherlock_holmes
01.02.09, 12:38
Podobno marzenia trzeba spełniać. A ja byłem o krok od spełnienia jednego motomarzenia: może dla niektórych to będzie śmieszne, ale zawsze chciałem stare, duże, kanciaste Volvo. I było takie: 6-cylindrowy potwór chłepcący benzyne bez opamiętania, do tego skrzynia automat, siedzenia skóra z elektryczną regulacją, zintegrowany fotelik dla dziecka, klima, elektryczne szyby i lusterka, centralny z pilotem, fabryczne radio, alufelgi. Co lepsze, miał autentyczny przebieg 264tys.km i potwierdzona historię serwisowania, w tym 30tys. km temu wymeiniony rozrząd. Jedyne co było do zrobienia to tarcze i klocki z przodu. Do tego nie był skłądany z trzech.
I ja się za długo namyslałem. Bo to nie miałoby być auto kolekcjonerskie, ale do codziennej jazdy. I zanim rozważyłem za i przeciw, znalazło się ...trzech chętnych (na pewno to nie podstawiane osoby, bo sprzedawał człowiek, którego znam).
Pewnie to dobrze, że go nie kupiłem, dłubałbym w kolejnym starym grzmocie. A ceny części na pewno są "nieco "wyższeniż do Lnosa. No i nie zrobię 300km w mieście za 55zł :)
PS. Jak się pracuje przy autach, strasznie ciężko coś kupić, bo człowiek zbyt wiele widzi i jest przesadnie ostrożny. I wiem jedno: dobre samochody używane sprzedają się zanim ukaże się ogłoszenie, i nie trafiają do komisów. Zaraz się znajdzie ktoś znajomy lub z rodziny, kto weźmie takie auto z pocałowaniem ręki - coś jak auto mojej żony.