white.falcon 14.01.04, 00:34 Sądzę, że dalsze dzieje Rogatka, zgodnie z sugestią, będzie milej czytać na mniej "zaśmieconym" wątku. Dziękuję serdecznie wszystkim sympatykom rogatego kotka (wiecie za co ) i zapraszam do lektury dalszej pisaninki. Falconetta Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
white.falcon Dalsze podróżne przygody Rogatka :) 14.01.04, 00:35 - Przepraszam Panią, - odezwał się lekko stropiony damski głos w komórce, - Chciałam zapytać się o - hmmm - kotka. - Jakiego kotka? - usiadłam ze zdziwienia na stołku. - Tego, no takiego z różkami, - bardziej niespokojnie odpowiedział damski głos. - O co chodzi? Już odwołałyśmy alarm, kotek się znalazł. Może poprostu wieść nie dotarła do Pani, - odpowiedziałam, - Uruchomiłyśmy z koleżankami sporo ludzi i mogłyśmy przegapić Pani numer w tym tłumie, - usprawiedliwiałam się, - Przepraszam. - To dobrze, że kotek jednak dotarł do domu, - głos znormalniał, - Ja chciałam przeprosić. - Za co? - zdziwiłam się ale podejrzliwie, bo żywo mi w oczach wyobraźni stał płonący baraczek z koszulkami, - Nie zrobił Pani jakiejś - hmm - krzywdy? - Nie. Nie - no prawie nie, - odrzekła moja Rozmówczyni, - Ja przepraszam za to, że go wypuściłam z samochodu, gdy dojeżdżałam do Warszawy. Nie umiałam go utrzymać na miejscu, a on koniecznie chciał bawić się kierownicą, właził mi na plecy, gdy go umieściłam na przednim siedzeniu, to próbował mi wejść pod pedały. Nie wytrzymałam. Przepraszam. - Chwileczkę, - zainteresowałam się, - Gdzie go Pani znalazła? - Szedł środkiem szosy z Lublińca w kierunku na Warszawę. Świtało., - odpowiedziała nieznana mi Pani, - Zatrzymałam się, podeszłam. Kotek nie uciekał, choć śmierdział spalenizną. Miał obrożkę po drugiej stronie której były zapisane dwa telefony komórkowe i stacjonarny numer warszawski. Uznałam, że kot komuś się zgubił i postanowiłam go odwieźć. Lubię zwierzęta i szkoda mi było jego łapek, bo szedł środkiem szosy z podniesionym dumnie ogonkiem - po takim pasie. Dzwoniłam na numery komórkowe ale były zajęte (nic dziwnego - wisiałyśmy na komórkach jak dzikie), stacjonarny też nie odpowiadał (byłam w pracy), więc postanowiłam go podwieźć. Najpierw siedział spokojnie, a potem - potem złe w niego chyba wstąpiło, bo zaczął mi przeszkadzać. Nie wytrzymałam i przed Warszawą go wypuściłam. Wie Pani, gryzły mnie wyrzuty sumienia i chciałam się usprawiedliwić. - Nie szkodzi. Niech się Pani czuje usprawiedliwiona, bo z nim nikt tak długo nie wytrzymałby, chyba, że go zna, - powiedziałam, - Niech Pani nie ma absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Dziękuję za podwiezienie kocia. Następny telefon wykonałam do Mateo. - Po co na obrożce wpisałeś numer mojej stacjonarki? - zapytałam bez zbędnych wstępów. - A tak jakoś pomyślałem, - łagodnie odpowiedział Mateo, - Ty mi zawsze pomagasz, a inni niezbyt chętnie. Zatkało mnie na dość długo. Odpowiedz Link
rubeus Re: Dalsze podróżne przygody Rogatka :) 14.01.04, 08:54 No widzisz... Jesteś jedyną opoką Matea A swoją drogą - ciekaw jestem ile czasu zbrałoby rogatkowi, znaleźienie innej dobrej duszy, gdyby 'pierwsza' próba się nie powiodła... Odpowiedz Link
white.falcon Re: Dalsze podróżne przygody Rogatka :) 15.01.04, 01:04 Pan Waldek z Lublińca chyba słusznie stwierdził, że kotka trzyma się szczęście. Popada w tarapaty, otoczenie ma problemy, a jemu nic złego w gruncie rzeczy nie staje się. Sądzę, że gdyby nie Pani Maria, to ktoś inny by go podwiózł. Kotek ma jednak jakąś smykałkę w rogatej łepetynce. Nie przemykał przestraszony poboczem, tylko wylazł na środek drogi. Fakt, ryzykował, że ktoś go przejedzie ale szedł po pasie i chyba każdy kierowca by się zainteresował kotkiem, tuptającym w kierunku Warszawy po szosie. Odpowiedz Link
white.falcon Sałatka Rogatka :) 17.01.04, 16:54 Cały tydzień minął od cudownego odnalezienia się Rogatka i nie działo się nic. Nawet Mateo zauważył, że kocio zachowuje się niezgodnie z jego dotychczasowym charakterem. - Może on jakieś postanowienia noworoczne przedsięwziął? - zastanawiał się Mateo, - Może postanowił zmienić się i sporządnieje. Popatrzyłam na niego z litościwą pogardą: - W duchy wierzysz? Jak znam życie, to nic podobnego mu nie grozi. Obawiam się, że to kolejna cisza przed burzą. - A może? - Mateo popatrzył na harpie z nadzieją. - Ech, - westchnęła Wańdzia, - Nadzieja matką ubogich i głupich ale, Mateo, nie martw się - ona kocha swoje dzieci. - A właściwie to, co Rogatek robi? - zapytała Ania. - Nic specjalnego. Żre i śpi i tak w kółko, - odpowiedział Mateo. - Hiii, - zachichotała Ania, - On odpoczywa po przygodzie. Poczekaj trochę. To trochę nie trwało długo. Ania słusznie się domyśliła powodów spokoju Rogatka, bo już nazajutrz Mateo przyszedł zdenerwowany jak z reguły bywa po jakimś "występie" kotka. Padł na krzesło i nawet nie ściągając rękawiczek zaczął opowiadać: - Wiecie, ja nie umiem wytrzymać. Tego pacana trzeba ciągle pilnować i samemu pilnować się w jego obecności. I najgorsze - jemu nie wytłumaczy się, że jego pomysły może i są ciekawe ale lepiej by było, gdyby ich z takim uporem nie realizował. - A nie mówiłam, - Wańdzia zsunęła na czoło okulary, - Lepiej mów, co tym razem. - Rogatek spaskudził mi sałatkę, - ze smutkiem powiedział Mateo. Patrzyłam na Mateo, próbując zrozumieć, co ma na myśli i wychodziło mi to więcej niż kiepsko. Twarz Ani wyrażała odczucia zblizone do moich. - Mów, - łagodnie poprosiła Ania, - I nie przerywajcie mu, bo zgłupieję. Mateo przyjrzał się Ani: - To Ci nie grozi. Chciał rozwinąć myśl ale w porę zauważył marsowiejącą minę Wańdzi, więc stropił się lekko i opowiedział: - Przyjechała do mnie siostra i postanowiliśmy na kolację zrobić sałatkę z tuńczyka z ryżem. Jakoś tak nam wychodziło, że ciągle coś nas odciągało od tego zajęcia: to ktoś przyszedł, to telefon dzwonił, to staraliśmy się obejrzeć kawałki filmu. Tak sobie wchodziliśmy do kuchni, wychodziliśmy. Rogatek plątał się pod nogami. W końcu skończyliśmy robienie sałatki, nakryliśmy na stół i ... okazało się, że ani ja, ani siostra nie zjemy za żadne skarby świata tej sałatki. Żadna z Was by jej też nie tknęła. - Dlaczego? - zdziwiła się Wańdzia. - Tam nie było tuńczyka, choć mogło wyglądać, że jest, - smutno powiedział Mateo. - Tylko co było? - zainteresowałam się. - Kocia karma, - jeszcze smutniej powiedział Mateo, - W międzyczasie kocio przeniósł zawartość swojej miseczki do salaterki, a siostra, sądząc, że to ja dorzuciłem tuńczyka, zamieszała wszystko, nie przyglądając się specjalnie zawartości. Niezjadliwe to było kompletnie. Całą salaterkę sałatki musiałem wyrzucić do kosza i w efekcie zjedliśmy kanapki na kolację. - Hiiiii, - Wańdzia wycierała oczy, bo się popłakała ze śmiechu, - Jaki dobry kocio, jaki uczynny, chce z dobrego serca Cię dokarmiać, a Ty - niewdzięczny - nie szanujesz kociego trudu. Odpowiedz Link
malidar Re: Sałatka Rogatka :) 17.01.04, 21:05 Śliczne!!! Sto razy śliczniejsze od Twojej dyskusji z Oko i Łabędziem, choć i tam, chylę głowę nisko, wsięłaś się na wyżyny, ja bym nie wytrzymała, powyzywałabym do cna, dna i wypęu. Proszę, pisz dalej, Rogatek jest mi coraz bliższy Odpowiedz Link
white.falcon Re: Sałatka Rogatka :) 18.01.04, 01:25 Dziękuję za ocenę kotkowej historii. Ja nie umiem być inna niż taka, jak w normalnym życiu - realnym. Nie umiem robić z siebie nie bardzo wiadomo co. Można mnie lubić lub nie, ale ja szanuję ludzi, więcej - lubię - i sądzę, że net daje nam możliwość wyjścia poza swoje środowisko - pracy, domu - by poznać sympatycznych ludzi z którymi można poznać się, bawić, zaprzyjaźnić. Chyba myślimy podobnie. Odpowiedz Link
white.falcon Re: Sałatka Rogatka :) 18.01.04, 01:26 Toteż piszę. Musicie poczekać, aż niesforny kotek coś znowu "zmaluje". Wątpicie w to? Odpowiedz Link
fifti Re: Sałatka Rogatka :) 18.01.04, 00:50 czy on, ten kicio zawartość swojej miseczki przenosił pojedyńczo, tzn po jednym okruszku, czy przesypał zawartość jednorazowo= hurtem? to jest o tyle ważne, że pisząc pracę o psychice kotów, miałabym dane "z pierwszej renki" pozdrawiam fifti Odpowiedz Link
white.falcon Re: Sałatka Rogatka :) 18.01.04, 01:20 Chyba odpowiednio odpowiedziałby sam Rogatek. Ja nim nie jestem, więc trudno by mi było mówić. A kotek jest niesamowity - chyba takie rodzą się raz na tysiąclecie. Lubię go i próbuję zrozumieć, o co mu chodzi w tych jego "przypadkach", ale nie jestem kotem, więc nie wiem. Odpowiedz Link
white.falcon Rogatek "wrabia" Dunię.:) 20.01.04, 16:05 - Ja mam dosyć, - nieomalże płakał Mateo, - Już wolałem, gdy pacan jadł i spał. Odżył tak, że ja nikomu tego nie życzę. Patrzyliśmy na Mateo ze zgrozą w oczach, bo nie bardzo wiedzieliśmy, co się stało. Z rozmów telefonicznych wynikały rzeczy bardzo tajemnicze i dla nas niezrozumiałe, a mianowicie - małe kotki. Skąd się wzięły małe kotki, do tego nie w "sezonie" i co robią u Mateo, tego już można było tylko domyślać się, bo rozmowa ze zdenerwowanym Mateo przez telefon wygląda mało sensownie. - Masz mi powiedzieć normalnie, - powiedziała z naciskiem Ania, - Co się stało i nie zbaczaj mi w jakieś rozważania. - Popieram, - Wańdzia machnęła ręką i rozsypała po podłodze swoje statystyczne papiórki. Ledwo zerknęła na nie ale nie kwapiła się pozbierać. Zrobił to uczynnie Mateo. Wyrównał je w zgrabną stertę, zgarnął Wańdzine brudnopisy i też je dołączył do stertki, czego nikt wtedy nie zauważył, a później "przekopaliśmy" cały pokój, szukając Wańdzinych obliczeń. - Dunię Rogatek "wrobił" w opiekę nad małymi kotkami, - powiedział ze smutkiem Mateo, - Mam w domu trzy małe kotki, które Rogatek skądś przyniósł i oddał pod opiekę Duni. Jeszcze są malutkie, ale już można je dokarmiać z puszeczki dla kociąt, co też i robię. Dunia się cieszy, bo ma małe. One nawet próbują doszukać się u Duni mleka. Inna bajka, Dziewczyny, czy ja mam kociniec? Czy mam napisane na czole, że prowadzę Rogatkowe schronisko wszystkiego, co zabiedzone. I gdzie on je znalazł? - Zapewne na dworzu, - stwierdziłam, - Przecież nie ukradł je jakiejś kociej mamie. Żadna kotka by na to nie pozwoliła. Prawdopodobnie to sieroty, a może być też tak, że ktoś kotki wyrzucił z domu. I co masz zamiar zrobić? - Odchodować i rozdać dobrym ludziom, - powiedział Mateo, - To są trzy koteczki szaro-rudo-bure. - Powodzenia, - mruknęła Wańdzia i zajęła się poszukiwaniem swoich obliczeń. Teraz Mateo ma pięć kotków w domu. Dunię, Rogatka i trójkę małolatów. Nie wybieramy się do niego z odwiedzinami i staramy się nie wyobrażać jak wygląda teraz jego dom. Odpowiedz Link
edeka5 Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 21.01.04, 10:01 Falconetto, czy to nie mógłby być portret Rogatka? www.retardedpictures.com/funny-pictures/246.html oczywiście jak śpi i nie rozrabia. Odpowiedz Link
white.falcon Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 22.01.04, 17:28 Mógłby - bardzo podobny, tylko mu małych różków brakuje - tak by symetrycznie na czółku były. To są właściwie takie coś obciągnięte skórką, ale dość widoczne. A sypiać właśnie tak lubi. Pozdrawiam, Falconetta Odpowiedz Link
white.falcon Rogatkowe przedszkole i dobre serce Mateo.:) 09.02.04, 19:46 Jeżeli myślicie, że mieszkanie w zakoconym nie z własnej woli domu należy do niewątpliwych przyjemności, to bardzo się mylicie. Jeżeli myślicie, że Rogatek sporządniał, stając się głową samodzielnie zaadoptowanej gromadki kociaków, to też się mylicie. Natomiast wątpliwości nie może budzić fakt, że Mateo czuje się z każdym dniem coraz bardziej nieszczęśliwy. Ma dobre serce, na czym rogaty potwór bezlitośnie żeruje i przebłyski zdrowego rozsądku, które jednak są skutecznie tłamszone przez mateuszowe serce. - Ja uduszę, - stwierdził pewnego chlupotliwego dnia Mateo, - Ja UDUSZĘ, - powtórzył z naciskiem, siadając na brzeżku biurka i smętnie wgapiając się w buty zimowe, które nie tak dawno wyglądały elegancko, a teraz były oznakowane licznymi zadrapaniami i sladami kocich pazurków i chyba ząbków. Wolałyśmy nie dochodzić zbytnio, kogo Mateusz zarzeka sie udusić. I tak było wiadomym, że tego nie zrobi i z pewnością nie mówi serio. - Rogatka, czy któreś z małych? - w końcu z nikłym zainteresowaniem spytała Wańdzia. Nikłe zainteresowanie kotkowymi sprawami Mateusza starałyśmy się prezentować wszystkie trzy, bo obawy, iż Mateo będzie chciał nam wcisnąć któreś z kociąt rosły proporcjonalnie do czynów Mateo, który namiętnie obfotografowywał kociaczki i podtykał ich zdjątka nam pod nos. Reklamę czynił nieudolnie, bo Ani zachwalał koteczkę tri-color, w przypadku Wańdzi - podtykał zdjęcie łaciatej śmiesznej koteczki, a mi prezentował fotosy sympatycznej rudawej buraski. - Nie wiem, - wypowiedź Mateusza tchnęła ponuractwem, - Rogatek je szkoli i co z tego będzie, to ja nie wiem. Jak można było nie zainteresować się? Mateusz nie przyszedł osmalony, więc strasznych opowieści o pożarze lub innych niepokojących czynach raczej nie należało się spodziewać. - Rogatek postanowił koteczki nauczyć życia, - w końcu opowiedział Mateo, - Na pierwszy ogień poszedł garnek z zupą. Wróciłem do domu i zastałem całą kuchnię dokładnie upapraną w zupie cebulowej. Cała zawartość wylądowała na podłodze. Co tak się na mnie patrzycie? Z rana ugotowałem zupę, bo małe cholery mi spać nie dają i brykają od czwartej nad ranem, urządzając wyścigi pokoju przez moje łóżko wspólnie z pacanem. Do końca jeszcze nie była zimna, więc zostawiłem gar na kuchence i poszedłem do pracy. Sądzę, że Rogatek najpierw postanowił nauczyć swoje przyszywane dzieci kraść. Sam przecież w ich wieku kradł gołąbki z balkonu sąsiadki. Chyba któreś poślizgnęło się, wleciało do zupy i rozhybotało garnek tak, że gar się wywrócił i zupa wylała się na podłogę. Nie wiem, która koteczka tam wpadła i chyba się nie dowiem, bo Dunia je ciągle myje, - jeszcze bardziej ponuro stwierdził Mateo. - Ty się ciesz, że kociak nie utopił się w tej Twojej zupie, - jakimś dziwnym głosem powiedziała Ania, - Bo znając życie, to byś topielca przez niedopatrzenie ugotował. Wańdzia nagle wstała i biegiem udała się do łazienki. - Co Ci jest? - w ślad za nią krzyknęła Ania. - A słyszałaś to, co powiedziałaś? - spytałam się Anię głosem dobrze wychowanej tygrysicy, starannie usuwając sprzed oczu własnej wyobraźni koszmarny widoczek. - O kurcze, rzeczywiście, - stropiła się Ania, - Mateo, masz nie gotować zup, - z naciskiem zwróciła się do Mateusza. - Hiiii, - nagle coś mi przyszło do głowy, - Mateo, przypomnij sobie, co w latach kocięcych robił Rogatek, pomnoż to razy trzy i niedługo będziesz "przerabiał" potrójnego Rogatka. Przecież on założył przedszkole. Mateusz popatrzył na mnie tak błędnym i rozpaczliwym wzrokiem, że wolałam upuścić długopis i schować się pod biurkiem. Odpowiedz Link
edeka5 Re: Rogatkowe przedszkole i dobre serce Mateo.:) 10.02.04, 10:09 Żeby to się nie skończyło - Rogatek i 40 rozbójników. Ale im więcej się dzieje, tym lepiej dla nas - czytelników. Odpowiedz Link
jotka13 Re: Rogatkowe przedszkole i dobre serce Mateo.:) 10.02.04, 11:24 super, jak ja uwielbiam koty, to są charaktery i ... charakterki. Czekamy na dalsze dzieje Rogatka. Pozdrowionka. Odpowiedz Link
white.falcon Rogatek ustosunkowuje się.:) 24.02.04, 22:06 Fakt, iż Mateo jest bardzo przywiązany do rogatego kotka i reszty bandytów, z litościwej łapki Rogatka zamieszkującej jego dom, nie oznacza, że inne uczucia są mu obce. Może to powiew wiosny, może inne tajemnicze rzeczy sprawiły, że Mateo, jak twierdzi, spotkał bratnia duszę w osobie niejakiej Oli. Ola nam się spodobała, bo Mateo nie omieszkał przedstawić swojej sympatii harpiom. Jednak dość długo nie kwapił się przedstawić jej Rogatkowi. Ba, naradził się pewnego dnia z nami. - Wiecie, co, - stwierdził pewnego późnego popołudnia, wgapiając się jakoś zaciekle w osnieżone rachityczne drzewko za oknem, - Ja się boję. Zainteresowanie nasze było uzasadnione, bowiem Mateo z reguły nie okazywał jakiejś osobliwej bojaźni. - Ja się boję Rogatka, - powiedział wyjaśniająco. - Najwyższy czas, - pokiwała głową ze zrozumieniem Wańdzia, i widząc zdumienie w oczach Ani, dodała: - Nie kota się boję, tylko jego czynów. - A ja boję się zaprosić do domu Olę, - wyjaśnił Mateo. - I słusznie, - znów kiwnęła głową Wańdzia, - Jak zobaczy Twoją menażerię z której jedynie Dunia sprawia wrażenie poczciwe, to odechce jej się znajomości z Tobą. - Otóż to, - westchnął Mateo. Na westchnieniach jednak nie poprzestał. Widocznie za bardzo mu się podobała Ola, że jednak ją zaprosił, o czym, mało nie płacząc opowiedział nam parę dni później. - Nie uwierzycie, - zaczął opowiadać, nawet nie zdejmując kurtki, - Połowę wieczoru koty zachowywały się poczciwie. Ola się przyglądała im, a oni jej. Dunia dała się pogłaskać, tylko Rogatek nie pokazał się. Najpierw schował się pod tapczan w mniejszym pokoju, a potem przemykał kątkami, nie kwapiąc się do zawarcia bliższej znajomości z Olą, - Mateo smętnie zwiesił nos i zamyslił się głęboko. - I co dalej? - pogoniłam go. - Ola chyba do mnie się więcej nie odezwie, - z żalem powiedział Mateo. - Dlaczego? - zapytałyśmy chórem. - Ola to stwierdziła przy wyjściu, bo ogólnie była zadowolona z wizyty. Ale nastapiło ogólnie rzecz biorąc - nieszczęście, krach, jak chcecie. Sięgnęła do torebki, którą zostawiła na małym zydelku w przedpokoju po telefon komórkowy i okazało się, okazało się... Mateo nie mógł wydusić dalszego ciągu historii z siebie. - Co się okazało? - Ania klapnęła dłonią o biurko. - Okazało się, że Rogatek nasiusiał jej do torebki, w tym na komórkę, - powiedział ze smutkiem Mateo, - Komórka leżąła na wierzchu i odmówiła posłuszeństwa. Mało, cała zawartość torebki charakterystycznie śmierdzi. Wszystko - notes, chustka do nosa, portfel. - Pieniądze też? - zapytałam. - Chyba tak, - odpowiedział przygnębiony Mateo, - Nie sprawdzaliśmy... Ola więcej chyba się nie odezwie, bo popatrzyła na mnie tak, że lepiej nie mówić. Potwór - nie kot. Przygnębienie Mateo zostało rozwiane dopiero w drugiej połowie dnia. Zadzwonił telefon na połączonych biurkach Wańdzi i Mateo. Odebrała Wańdzia. - Ach, to Pani, Pani Olu, - miło powiedziała nasza koleżanka, - Już daję Mateusza. Mateusz długo słuchał, odzywając się monosylabami i coraz bardziej promieniał i promieniał na twarzy. - Ależ oczywiście, mam czas, będę w kawiarni o 18-tej, - zakończył rozmowę. Mordka mu się śmiała, gdy powiódł po nas rozmarzonymi oczkami. - Wiecie co powiedziała Ola? - zapytał. - Nie musisz mówić. Nie obraziła się - to główne, - stwierdziła Ania. - Ależ muszę, - zaprotestował Mateo, - Ola powiedziała, że fakt niecnego czynu Rogatka został spowodowany tym, że on uznał ją za swoją i poprostu oznakował jej własność. Może wrodzona skromność i nieśmiałość Rogatka nie pozwoliła mu zbyt nachalnie oznakować samej Oli, ale była przecież niepilnowana torebka. Ola sprawdziła to w jakiejś książce. Umówiliśmy się dziś w kawiarni i idziemy do kina, - promieniał Mateo. Wszystko dobre, co dobrze się kończy, choć żadnej z nas nie przekonało twierdzenie Mateo, iż Rogatek grzeszy wrodzoną skromnością i nieśmiałością. Takie wrażenie może odnosić chyba tylko Mateo, ale wolno mu mieć takie zdanie - w końcu Rogatek jest jego kotem. Odpowiedz Link
edeka5 Re: Rogatek ustosunkowuje się.:) 24.02.04, 22:21 Falconetto, nareszcie się odezwałaś. Tak dawno Cię nie było. Mam nadzieję, że przyjdziesz do Szpulki. I serdeczne dzięki za następny odcinek Rogatka Odpowiedz Link
white.falcon Re: Rogatek ustosunkowuje się.:) 24.02.04, 22:27 Byłam przytłoczona nadmiarem pracy. Oczywiście, że przybędę. Napisałam o tym w stosownym wątku. Przyniosę też moje uwagi, dotyczące statutu. Najlepiej, jak mi się wydaje, dyskutować o tym "na żywo". Co zaś do Rogatka. Wymysliła sobie kocinka sposób okazania sympatii. Nie mógł zachować się tak, jak Dunia? Musiał tak? ;D Odpowiedz Link
rubeus Re: Rogatek ustosunkowuje się.:) 24.02.04, 22:43 a kiedy jest spotaknie... i o której ??? nie chce mi się szukać... Odpowiedz Link
white.falcon Re: Rogatek ustosunkowuje się.:) 24.02.04, 22:46 W czwartek - 26.02.04 - około 18-ej w "Szpulce". Odpowiedz Link
paniciocia Re: Rogatek ustosunkowuje się.:) 24.02.04, 23:46 Falkonetto, dzieki za kolejne przygody, bardzo się stęskniłam. Odpowiedz Link
rubeus Re: Rogatek ustosunkowuje się.:) 25.02.04, 20:56 może dotrę... w piątek byłyby kłopoty bo do 19.40 na bemowie pracuję... Odpowiedz Link
white.falcon Siła nieczysta ;) 14.03.04, 13:44 Niemrawo wchodziłyśmy po schodach. Ja i Ania. Niemrawo, bo we dwójkę niosłyśmy bardzo nieporęczną rzecz, którą Mateo zażyczył sobie mieć w ramach urodzinowego prezentu, a mianowicie - piętrowy drewniany stojaczek na gazety i kwiatki. W autobusie dało się go postawić, ale przenoszenie go i zaczepianie nim wszystkiego dookoła sprawiało niezły kłopot. Ściśle rzecz biorąc, sam stojak niosła Ania, ja targałam wyjęte półeczki. Dość niewygodne w noszeniu to było i trochę ciężkie, ale w końcu czego nie robi się dla Przyjaciela. Zaabsorbowane stojaczkiem słabo zareagowałyśmy na indywiduum, które w momencie naszego wchodzenia na klatkę schodową ukazało się w drzwiach piwnicy i w zdenerwowaniu oświadczyło nam, a może nie nam - tylko gdzieś w przestrzeń głosem przerażonym: "Diabeł, tam siedzi diabeł. Słoik z ogórkami, diabeł." Indywiduum po bliższym przyjrzeniu okazało się być mocno starszym osobnikiem płci męskiej, który - jak nie na swój wiek - żwawo wbiegł po schodach i znikł gdzieś w odmętach górnych pięter. - Ludzie nie mają wyobraźni, - stwierdziła Ania, - Nie idą z duchem czasu. Diabły były popularne w ubiegłym wieku. Teraz na topie są terroryści. - Terroryści nie siedzą w słoikach z ogórkami w piwnicach bloków mieszkalnych na obrzeżach stolicy, - odparowałam, - Jakiś szczur zapewne lub coś podobnego. Temat przestał nas frapować, tym bardziej, że dotarłyśmy do mieszkania Mateo i wzięłyśmy udział w urodzinowym przyjęciu. Rogatka najpierw nie było ale dołączył do towarzystwa później, bardzo uradowany ilością obecnych ludzkich istot. Dunia zignorowała towarzystwo zapewne nie mogąc przeboleć rozstania z przyszywanymi dziećmi, którym po wielu trudach Mateo znalazł nowe domy daleko od Rogatka, co z pewnością będzie miało kojący wpływ na charaktery maluchów. W poniedziałek, nie przeczuwając nic poza nadchodzącą i wypatrywana z niecierpliwością wiosną, dotarłyśmy do pracy. Wzburzenie Mateo, który wpadł do pokoju w charakterze nabuzowanego granatu, zostało przyjęte z rozleniwiającym łagodnym zainteresowaniem. - Mnie wykwaterują, złożą donos w spółdzielni mieszkaniowej, naskarżą się, może nawet policję sprowadzą, - zaczął wylewać żale Mateo. Ania się stropiła: - Za jedną imprezę? Przecież powiedziałeś sąsiadom, że będzie ciut głośno, no i w końcu nie puszczaliśmy muzyki do białego rana, nawet po 22-iej ściszyliśmy ją maksymalnie. A to, że stłukło się kilka kieliszków i talerzyk - to przecież nie ich sprawa. - Nie o imprezę mi chodzi, - westchnął Mateo, - Sprawa jest grubszego kalibru chyba. Mianowicie, na pierwszym i drugim piętrze mieszkają mocno starsi ludzie - emeryci. To, że od jakiegoś czasu widząc mnie, usuwali się z drogi i nie odpowiadali na moje pozdrowienia, uznałem za fanaberie wieku starczego. Wolno im. Ale wczoraj sąsiad powiedział mi w sekrecie, że chcą sporządzić petycję, by odpowiednie służby mi się przyjrzały, bo chyba jestem satanistą. We wszelkim wypadku - trzymam w domu diabła, który chodzi do piwnicy i straszy ludzi. Podobno diabeł komuś tam ukradł wielgachny słój z kiszonymi ogórkami. - Skądś ja znam tego diabła, - zaczęła się śmiać Wańdzia, - I nawet miałam z nim kontakt trzeciego stopnia, bo mieszkał przez tydzień u mnie. - Nie takie śmieszne, - powiedziała Ania, - Petycje petycjami - nikt nie potraktuje takiego pisma poważnie, no chyba że powiadomią jakiś program telewizyjny z tych, które lubują się w niesamowitych historiach. Gorzej by było, gdyby wpadli na pomysł zrobienia krzywdy domniemanemu diabłu. - Myślisz? - zaniepokoił się Mateo. - Wszystko mozliwe, - włączyłam się ja, - Kota w domu nie zamkniesz, bo uzna to za naruszenie jego wolności osobistej i rozniesie Ci dom. Ale chyba możesz zaprosić tych starszych ludzi do siebie do domu, by obejrzeli sobie Rogatka i przestali się bać. - Słusznie, - poparła mnie Wańdzia, - Strach ma wielkie oczy i może być opłakany w skutkach. Tylko zaproś ich w dzień, bo znając Rogatka, gotów będzie zmajstrować coś takiego, że rzeczywiście wyjdziesz na satanistę, czy kogoś podobnego. - Aha, - dodała Ania, - Jesteś pewien, że Rogatek nie ma nic wspólnego z ogórkami i ich zniknięciem? Warto tą sprawę wyjaśnić, bo jak go znam... Popatrzyłam na Anię karcąco: - Nie wszystko z tego, co dzieje się dookoła jest koniecznie sprawka Rogatka. Ogórki zapewne nie. I tu się jednak myliłam, bo w sprawie ogórków Rogatek jednak maczał łapki, ale wyszło to już po spotkaniu Mateo i Rogatka ze starszymi osobami. Odpowiedz Link
paniciocia Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 25.03.04, 23:17 a może to właśnie wcielenie Rogatka? <kotek, który urodził się z czterema uszami szuka nowego domu. Jego właściciele nie chcą trzymać już "dziwnego zwierzaka" - pisze Reuters. 6-miesięczna Lilly urodziła się na jednym z gospodarstw w Bawarii w Niemczech i ma jedną dodatkową parę uszek, tuż za normalnymi. Weterynarze twierdzą, że ten fenomen to jakaś mutacja genów. Odpowiedz Link
lol21ndm Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 26.03.04, 00:02 LOL! To samo sobie pomyslalam czytajac powyzsza notatke prasowa w gazecie... Odpowiedz Link
paniciocia Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 26.03.04, 00:26 Falkonetto! Tesknie za Rogtkowymi przygodami. Forum staje sie coraz bardziej elitarne. Aż strach sie wpisywać.Towarzystwo nie powinno się zamykać. Guruę kochamy z zasady, a nie z przynależności. Wątki są coraz bardziej osobiste, a myśle, że chodzi tu głównie o miłość do Guruy. Nie chcę być agresywna, ale dajcie nam ,nowym , możliwość bycia wśród Was. Odpowiedz Link
stara.gropa Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 26.03.04, 07:58 Ależ Paniciociu, wielokrotnie już pisałam, że cały czas czekamy na nowe osoby. Wcale nie chcemy być Towarzystwem Wzajemnej Adoracji, uważam, że im nas będzie więcej tym lepiej dla TWCh. Wiem, że teraz wpisanie się nowej osoby to akt odwagi z jej stony (zwłaszcza jak ktoś przeczytał wątki z naszych spotkań i ulubionego obrządku pasowania), ale cieszymy się z każdej nowej osoby, która zechce się z nami zaprzyjaźnić. W końcu wiele nas łączy - przecież wszyscy jesteśmy fanami, a właściwie fanatykami J.Ch. Czyż nie? W tej chwili jesteśmy jeszcze ciągle w fazie tworzenia, póki TWCh nie zostanie zarejestrowane to nawet nie wiem dokładnie ile osób będzie liczyło. Paniciociu nie opuszczaj nas. A tak na marginesie gdzie jest Twój siostrzeniec Bejod? Jakoś milczy jak zaklęty, to zresztą dotyczy nie tylko jego. Nawet ktoś (nie będę wymieniać po nickach))ubolewał, że nie ma co pisać i siedzi cicho i tylko czyta. A to zwykłe wygodnictwo! Zawsze można coś napisać, np. dowcip. Proszę bardzo: Co to jest - siedzi na ścianie i płacze? (Odpowiedź później) Pozdrawiam wszystkich nieśmiałych! Wasza stara.gropa Odpowiedz Link
white.falcon Narzeczona dla Rogatka, saga o Rogatku i NOWI! :) 26.03.04, 23:24 Oooo!!! Toż to byłaby wymarzona Panna na wydaniu dla rogatego pacana. Ciekawe, jaki ma charakter. Chętnie bym ją "przysposobiła", choć byłoby jej ciut smutno, bo chodzę do pracy, no ale czego nie robi się dla Rogatka. ;D Jutro część dalsza Rogatka. Paniciociu, nie martw się - brak czasu przekłada się na brak możliwości napisania dalszych części rogatkowej sagi. I tak, jak Stara.gropa, zapraszam na forum - do pisania, nie tylko do czytania. Nie jesteśmy żadną elitą, zamkniętą w sobie, nieufną i nieprzyjazną. Wszyscy nowi są jak najbardziej mile widziani, zachęcani, zapraszani i przyjmowani z piskiem uciechy. Odpowiedz Link
rubeus Re: Narzeczona dla Rogatka, saga o Rogatku i NOWI 07.04.04, 21:58 falco - a gdzie opowiastka o rogatku... he... ? już drugi tydzień idzie to 'jutro' )) Odpowiedz Link
calluna_1 Re: Narzeczona dla Rogatka, saga o Rogatku i NOWI 12.05.04, 18:19 Przepraszam jeśli kogoś urażę, ale mój braciszek podrzucił mi adres z zapytaniem: czyżby to był Rogatek, gdy po kolejnej przygodzie wyobraża sobie minę Mateo? www.spokorobi.prv.pl A tak w ogóle: co u niego? Mam nadzieję że zdrowym pozostaje? Odpowiedz Link
edeka5 Rogatek 12.05.04, 18:38 Ucieszyłam się, że to może nowy odcinek o Rogatku Ale portrecik też sympatyczny Falconetto, możemy liczyć na jakiś odcinek w najbliższym czasie? Odpowiedz Link
white.falcon Re: Rogatek 12.05.04, 19:13 Rogatek pokaże się, tylko poprostu obowiązki mnie przytłaczają. Właśnie dziś wyprawiłam do domu delegację z Łotwy, którą musiałam "opiekować się" słuzbowo, towarzysząc im praktycznie przez cały czas - również po godzinach pracy. Dzisiaj przywieziono mi nowe okna, będę miała mały remont, ale jak się wygrzebię, to dam znać nową porcją historyjek. Poprostu mam za dużo zajęć w świecie realnym i mało czasu na pisanie. Musicie cierpliwie poczekać. Wybaczcie. Odpowiedz Link
edeka5 Re: Rogatek 23.06.04, 18:06 Falconetto, co u Ciebie słychać? Nie odzywasz się prawie wogóle. A Rogatek? Czyżby wyrósł i spoważniał? Odpowiedz Link
lol21ndm Re: Rogatek 23.06.04, 21:02 Czy to nie podejrzane, ze wlasnie sama nosilam sie z mysla odkopania tego watku z podobnym pytaniem? Odpowiedz Link
edeka5 Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 29.12.04, 00:41 I dalsze przygody Rogatka. Falconetto, czy możemy liczyć na następną część? Odpowiedz Link
gocha59 Re: Rogatek, czyli przygody kota (2):) 29.12.04, 01:58 Rogatku wróć!!!!!!!!!! bez Ciebie Falkonetto cierpimy! Odpowiedz Link