W celu odseparowania się od świata, ludzi i rzeczywistości która skrzeczy
wziołem i zaczołem " Romans..." i opłułem się ze smiechu na fragmencie "(...)
harpia w szampańskim humorze miotała się po plaży tam i z powrotem we
wdzięcznych podskokach rozbrykanej sarenki, wierzgała nózką w wodzie i
uciekała przed falą. Nie odrywałam od niej zachłannego oka, z nadzieją, że
wreszcie poslizgnie się na którejś meduzie albo na rybich flakach. (...)" Cos
pięknego, nieprawdaż ?