09.01.07, 21:24
Gurui, nie nasze. Żeby nie było, że my tylko wszystko jednostronnie widzimy.
Poruszamy się po twórczości, a nie realu oczywiście.
W "Większym kawałku świata" wyd. Egida Westy z 1991 na stronie 13 jest
fragment:

"- ... Przez Łomżę przepływa Biebrza, ta rzeczka też wpada do Biebrzy...
Przez Łomżę przepływa wprawdzie Pisa, a nie Biebrza, ale na owej mapie
niełatwo było to stwierdzić, Pisa wyglądała jak Biebrza."

Drugie zdanie pochodzi od narratora. Ale przecież przez Łomżę nie przepływa
ani Biebrza, ani Pisa, tylko Narew. Czy w innych wydaniach też tkwi ten błąd?
Biebrza wpada do Narwi przed Łomżą, a Pisa za.
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Wpadki 09.01.07, 23:56
      W Wyd. INTERART 1993 na str 12 tez tkwi smile).
      W momencie kiedy znajomy sie popsul i odjechal na dragu, Tereska z Okretka
      znalazly sie za Łomżą, no tam im ta Pisa wypadla. A ze na mapie rzeki sa
      podobne to wlasciwie wszystko gra. Od upalu moglo im sie zle spojrzec, co nie?

      Kiedys dopatrzylam sie wpadki w Przekletej Barierze, chodzilo o lokowki do
      wlosow. Poszukam to powiem gdzie.
    • groha Re: Wpadki 10.01.07, 00:59
      O, będziemy się czepiaćsmile Bardzo dobrze, dostatecznie, tylko, że ja, niestety,
      żadnej wpadki nie pamiętam. Albo nie zwracam uwagi, albo zaraz mi z głowy
      wylatuje. Tendencja taka, brak spostrzegawczości, lub niestety, co tu szklić -
      zwykła skleroza sad
    • dorka_31 Re: Wpadki 10.01.07, 08:28
      Do tego tematu pasuje też poruszany tutaj już wcześniej wątek Chabrowego ogona
      (którego to najpierw nie było, a potem zdecydowanie odrósł) wink)
      ...Ale do tej wpadki to już się Gurua przyznała smile)
    • bumbecki Re: Wpadki 10.01.07, 09:27
      to jest moja ulubiona wpadka smile) która unaoczniła mi się w zeszłym roku jak
      spływaliśmy Pisą smile)) tylko jakoś nie udało mi się usiąść i to napisać smile))
    • g0p0s Re: Wpadki 10.01.07, 12:24
      W starym wydaniu Krokodyla jest jedno zdanie, którego myślę, że teraz nie ma.
      Teraz to ono jest zdecydowanie niepoprawne politycznie.
      • stara.gropa Re: Wpadki 10.01.07, 13:57
        Jakie???
        • g0p0s Re: Wpadki 10.01.07, 14:00
          Antykapitalistycznesmile
          • stara.gropa Re: Wpadki 10.01.07, 14:02
            Proszę mówić całymi zdaniamismile
            • g0p0s Re: Wpadki 10.01.07, 14:06
              Ja nie Xkropka i na pamięć nie znam. Jak nie zapomnę, to sprawdzę. A co z
              rzekami? Nadal w nowych wydaniach pomieszane?
              • stara.gropa Re: Wpadki 10.01.07, 14:08
                Nie wiem, mam stare wydanie.
              • g0p0s Re: Wpadki 11.01.07, 11:07
                Szukałem i nie znalazłem. Gdzieś ono jednak jest, tylko się ukryło.
                • xkropka Re: Wpadki 11.01.07, 11:46
                  Pewnie chodzi Ci o to, że jak dla Joanny, to cały zgniły zachód może popaść w
                  narkomanie?
                  • g0p0s Re: Wpadki 11.01.07, 11:57
                    Właśnie o towink
                    Ciekawe, czy jest dalej na swoim miejscu?
                    • aasiek Re: Wpadki 17.07.07, 17:14
                      To chyba było też w "Całym zdaniu nieboszczyka".
                    • eulalija Re: Wpadki 16.09.07, 13:11
                      Nie kojarzę tego zdania o narkomanii w zachodnich państwach z
                      Krokodyla, ale właśnie czytam "Całe zdanie", wydanie drugie
                      Wydawnictwo Alfa z 1988 i tam ten pogląd jest, obok obojętnego
                      stosunku do przemytu dowolnych rzeczy w dowolną stronę.
    • stara.gropa Re: Wpadki 10.01.07, 14:15
      W Bułgarskim bloczku - wydanym w 2003 roku - było napisane, że targ staroci
      jest na ul. Bagno. Na Bagnie był sto lat temu, a teraz (też już od dawna) jest
      na Kole.
      • g0p0s Re: Wpadki 10.01.07, 14:42
        Na Bagnie były (i częściowo są) sklepiki z wszelakim technicznym żelastwem i
        innymi akcesoriami. Nie pamiętam kontekstu w Bloczku, ale może to był skrót
        myślowy. A czy na Koło pchli targ z Mariensztatu się nie przeniósł? Na
        Mariensztacie gazeta Ekspress Wieczorny go rozkręciła.
    • eulalija Re: Wpadki 10.01.07, 15:05
      Wydanie Kobra 2002 też ma ten wodny błąd.

      Inna wpadka to ciąże Balbiuny. Z książki jasno wynika, że dzieci jej i
      Pafnucego przychodzą na świat w odstępie roku. Niedźwiedzice brunatne rodzą
      młode co dwa lata.

      Jest też jakaś datowa wpadka w "Harpiach" ale musiałabym przeczytać jeszcze raz
      (pewnie już 15-ty raz), coś tam się z sobotą, niedzielą i poniedziałkiem nie
      zgadzało.
      • eulalija Re: Wpadki 10.01.07, 15:23
        Co nagle to po diable, BALBINY a nie Balbiuny!

        I jeszcze jedna wpadka, też "Harpie". Jak Dorotka jedzie na lotnisko, to
        wspomniane jest o korku na Czerniakowskiej. Korek na Czerniakowskiej, przez
        wiele lat, nie wiem jak teraz, bo bywam tam albo w godzinach mocno wieczornych
        albo jadę mostem Siekierkowskim, stał do Bartyckiej, owszem, potrafił zaczynać
        się w okolicach kościoła Bernardynów. Według mnie doświadczony taksówkarz, i
        uczciwy, nie powinien z Jodłowej jechać na lotnisko przez Czerniakowską. Z
        Jodłowej, a konkretnie z Gołkowskiej, bo tam Dorotka wsiadła do taksówki Jacka,
        należało pojechać na durch przez Wisłostradę, dojechać do al.Wilanowskiej,
        przekroczyć Puławską, pchać się konsekwentnie do Żwirki i Wigury i tam
        skręciwszy w lewo, dojechać do lotniska.
        • mzrr21 Re: Wpadki 10.01.07, 15:29
          Taksówkarz jedzie tak jak on chce, ja miałam taki moment że przez 4 miesiące
          codziennie rano odwoziła mnie taksówka na budowę i ja w którymś momencie
          uświadomiłam starego taksówkarza, jak ominąć światła na Piłsudskiego
    • edeka5 Re: Wpadki 10.01.07, 23:06
      Od dłuższego czasu próbuję wrócić do "Dzikiego białka" i nie mogę się zdobyć. Czytając ją po raz pierwszy, zaraz po wydaniu, tak mnie zirytowały jakieś bzdury związane z żywieniem, że odrzuciłam książkę i nie wróciłam do niej więcej. Może teraz bym tak nie zareagowała, bo i moja wiedza "fachowa" wyblakła w tzw. międzyczasie smile
      • groha Re: Wpadki 11.01.07, 12:29
        Edeko, przypomniałaś mi, że mną kilkakrotnie miotnęły podobne uczucia, gdy
        czytałam o tych tonach surowych ryb, którymi były pasione koty w "Kocich
        workach". Te żywe, które atakowały złych ludzi, tak same z siebie, jak dzikie
        tygrysy. To też bzdurka, ale nie czepiam się, bo potrzebna była do konstrukcji
        powieści. Podobnie, jak ze sposobem określenia płci tych potworów, które w końcu
        zostały uznane za kocury, gdyż się nie rozmnażały, hihi. Zawsze mnie rozbawia,
        gdy ktoś nie widzi u kocura tych, no, pierwszorzędnych cech płciowych, skoro
        każdy normalny kot nosi je, że tak powiem, ostentacyjnie, na wierzchu, pod
        wysoko zadartym ogonem, ale mniejsza z tym. Widocznie trzeba wiedzieć, gdzie
        popatrzeć. Nie mówiąc o tym, że tamte mogły być kastratami.
        I jeszcze parę innych dziwnych kocich obyczajów oraz poglądów na kocie sprawy
        zauważyłam u Guruy, ale nie pamiętam już gdzie. Z mety o tym wszystkim
        zapomniałam, gdy zobaczyłam zdjęcie Jej łóżka z kocim wałem w "Starym próchnie" smile
        • dorka_31 Re: kocie ataki 11.01.07, 12:49
          Co do kotów, to uwierzę już chyba we wszystko...
          Widziałam kiedyś następującą scenę (byłam z mężem, więc może saświadczyć!).
          Szliśmy chodnikiem wzdłuż domków jednorodzinnych razem z naszą psicą. W każdym
          ogrodzeniu pies, więc jazgot towarzyszył nam prawie cały czas, bo widząc moją
          psicę zwierzaki reagowały gwałtowniej (mimo iz moja psica nie zwracała uwagi na
          to co za płotem). W kolejnym ogrodzeniu było ciszej. Na ganku siedziały trzy
          koty, więc pomyslałam, że nie ma psa i będzie spokój. Wtedy jeden z kotów
          dostrzegł moją psicę, po czym... zerwał sie na równe łapy, przemknął przez całe
          podwórko i jak tygrys podbiegł do ogrodzenia miotając się i wściekle prychając.
          Raz jeden w życiu coś takiego widziałam i patrzyłam z oczami jak spodki.
          Jestem więc w stanie uwierzyć w atakujące koty.
          • groha Re: kocie ataki 11.01.07, 13:13
            Och, podobnych, a nawet bardziej krwistych scen też widziałam kilka, ale zwykle
            były to kotki broniące małych, lub, że się tak wyrażę: ataki międzyzwierzęce.
            Kot, o którym piszesz, też raczej nie do Was miał pretensje, lecz do Waszej
            psicy. Zresztą, koty, jak ludzie - każdy ma inny charakter. A jeśli chodzi o
            tych ostatnich, to od kiedy na własne oczy zobaczyłam pewną dorosłą osobę, która
            będąc w gościach u malutkiego kociątka, dostała autentycznej histerii, gdy
            maleństwo dotknęło ją niechcący mięciutkim ogonkiem - też jestem skłonna
            uwierzyć we wszystko, nawet w Blekota smile
            • dorka_31 Re: kocie ataki 11.01.07, 14:16
              groha napisała:

              > zwykle były to kotki broniące małych, lub, że się tak wyrażę: ataki
              międzyzwierzęce.
              > Kot, o którym piszesz, też raczej nie do Was miał pretensje, lecz do Waszej
              > psicy.

              No właśnie nie! Też widziałam już kocicę broniącą małych, ale tam małych nie
              było. Poza tym - psica nie zwracała kompletnie uwagi na koty, nawet nie
              widziała ich. One były spory kawał dalej. Leżały i siedziały spokojnie
              wygrzewając się na słońcu. Tylko ten jeden tak zareagował, tamte nie drgnęły.
              On tak sam, całkiem nie sprowokowany podbiegł gotów bronić posiadłości. Dla
              mnie to było zupełnie nietypowe. Taki kot o "psim" charakterze smile)
              • asia.sthm Re: kocie ataki 11.01.07, 14:24
                > ...mnie to było zupełnie nietypowe. Taki kot o "psim" charakterze smile)

                Pies tam pewnie tez byl, ale musial wziac wolne z powodow wyzszych i akurat
                tego jednego kota o zastepstwo poprosil. To sie czesto zdarza, ze zwierzeta
                przejmuja swoje obowiazki, wspolpracuja harmonijnie....wszystko musi grac i
                juz.
                • g0p0s Re: kocie ataki 11.01.07, 14:33
                  Słuszałem o takim prawdziwym przypadku:
                  Kot został nauczony, że po załatwieniu się w kuwetę leciał do pokoju i bębnił
                  łapami w skurzanego pufa. Kuweta była opróżniana i wszyscy zadowoleni. W domu
                  pojawił się malutki i młodziutki psiaczek. W nocy właściecieli obudziło
                  bębnienie. Jakieś takie trochę inne, mniej zdecydowane. Poleciał ktoś do
                  kuwety - nic. Kot za to się patrzył z wyrzutem na szczeniaka. Okazało się, że
                  psiak nasikał na dywan, a obowiązkowy kot o tym uprzejmie doniósłsmile
                  • maalza Re: kocie ataki 11.01.07, 14:58
                    Kocie ataki są możliwe. Mój kot uprzejmie przegania wszystko co sie rusza wokół
                    naszego bloku. Nieważne, czy to pies czy kot.
                    Moja siostra była świadkiem jak pogonił spod klatki psa 2 x wiekszego od
                    siebie. A ten pies, jak ten głupi kurczak, uciekł z wrzaskiem.
                    Przy mnie pogonił kociczkę sąsiada, która spokojnie szła chodnikiem. Generalnie
                    przegania ją jak tylko ją zauważy. Straszny bezczel smile
                    Nie wiem skąd mu się to wzięło, bo jest kastratem i nie powinien byc tak
                    wyczulony na punkcie posiadania swojego terytorium. Może sie od psów moich
                    nauczył?
                  • lezbobimbo Re: kocie ataki (OT kocie historyje) 03.10.07, 01:10
                    g0p0s napisał:
                    > Słuszałem o takim prawdziwym przypadku:
                    > Kot został nauczony, że po załatwieniu się w kuwetę leciał do >pokoju i bębnił
                    łapami w skurzanego pufa. Kuweta była opróżniana i >wszyscy zadowoleni.

                    Piekne! Aczkolwiek tu zapytam niesmialo, czy wlasciciele moze stracili zmysl
                    powonienia, skoro kot musial im zaznaczac lapami, ze spelnil powinnosc.. chyba
                    ze karme mial tak wypasiona, ze rzeczywiscie nic nie czuli - albo palacze? wink

                    >W domu
                    > pojawił się malutki i młodziutki psiaczek. W nocy właściecieli obudziło>
                    bębnienie. Jakieś takie trochę inne, mniej zdecydowane. Poleciał ktoś do> kuwety
                    - nic. Kot za to się patrzył z wyrzutem na szczeniaka. Okazało się, że> psiak
                    nasikał na dywan, a obowiązkowy kot o tym uprzejmie doniósłsmile

                    A to jeszcze piekniejsze! Boszu jezu kolczasty, jak ja uwielbiam zwierzeta. Czy
                    ja moge sobie wpisac niniejsza historyje do sztambucha?

                    Zeby juz calkiem zoftopikowac, to sama mialam kota przeslodkiego, Zlotokota,
                    który sam z siebie nas pilnowal jak pies. Gdy tylko ktos obcy przechodzil klatka
                    schodowa obok nas, Zlotokot biegl do przedpokoju i _warczal_ najgrozniej jak
                    potrafil. Wieczorami zas dostawal kiciu na muniu i biegal po domu, stroszac
                    szczote z ogona, po czym wbiegal na sciane, odbijal sie od tapety i wpadal za
                    kanape wink Bardzo mi go brak..sad
            • lezbobimbo Re: kocie ataki 03.10.07, 01:02
              groha napisała:
              >na własne oczy zobaczyłam pewną dorosłą osobę, któr>a> będąc w >gościach u
              malutkiego kociątka, dostała autentycznej histerii, gdy
              > maleństwo dotknęło ją niechcący mięciutkim ogonkiem

              Och! Opowiesc o malenstwie rozsmarowala mnie po scianach z rozczulenia. Zaraz
              tez histeryi dostane, ale zgola inszego rodzaju, a to jest spazmozji
              bulgoczacego sentymentem serdca!
              Przy okazji zapytam, czy aby kociatko nie przerazilo sie histeryzujacej osoby, a
              ta z kolei nie zaczela histeryzowac jeszcze bardziej, itd sruba bez konca wink
          • szarafiga Re: kocie ataki 18.01.07, 19:09
            Mnie też żaden kot nie jest w stanie niczym zaskoczyć...
            Kotka koleżanki jest używana jako tester ryb - jeśli łaskawie raczy dokonać
            konsumpcji, reszta rodziny może spokojnie pożreć resztę rybki, bez obawy o jej
            wiek.
            Moj szary stworek bezbłędnie ocenia ludzkie jednostki. A jeśli ktoś jej się nie
            spodoba, biada mu, kot nie odstąpi go na krok, wlepiając morderczy wzrok,
            fukając i warcząc. Absolutnie nie pozwoli się pozbawić towarzystwa. I niestety
            jeszcze nigdy się nie pomyliła...
            Aha, uwielbia groszek konserwowy...
            • croyance Re: kocie ataki 22.10.07, 15:46
              Moje koty uwielbiaja miod, suszone sliwki i awokado. Raz je
              zlapalam, jak pily oliwe z oliwek. Nic mnie juz nie zdziwi.
        • jolunia01 Re: Wpadki 11.01.07, 19:39
          groha napisała:

          >.. mną kilkakrotnie miotnęły podobne uczucia, gdy
          > czytałam o tych tonach surowych ryb, którymi były pasione koty ...

          Mam mocno starszą sąsiadkę, w dodatku inwalidką, która praktycznie nie wychodzi
          z podwórka, a że nie mieszkamy przy "żyjacej" ulicy, więc i obserwowanie
          blixnich w rachube nie wchodzi jako rozrywka. Otóż ta pani ma 4 koty własne i
          od czasu do czasu jakies przybłędy. Wiele razy w lecie widziałam jak obiera
          pomidory (prawdziwe, ze swojego ogródka) ze skórki i daje swoim kotom. Jadły,
          aż im się uszka trzęsły. Czasem sama podrzucam jakieś kocie żarełko, bo z renty
          to trudno stadko utrzymać i musze stwierdzić, że najbardziej sa szczęśliwe jak
          uda mi się kupić świeże ryby, ale tylko słodkowodne, więc jak tylko trafie na
          dostawe jakichs płotek czy czegoś podobnego to zawsze z przyjemnością im niosę,
          bo lubie patrzeć, jak się zajadają. Te dochodzące też lubią ryby.
          • meduza7 Re: Wpadki 11.01.07, 23:22
            Wpadka w "Przeklętej barierze": bohaterka po przeniesieniu w przeszłość
            stwierdza że może rozmawiać przez komórkę tylko z Romanem (tak mu było? bo nie
            pamiętam), bo oczywiście tylko on ma drugą. A stacje przekaźnikowe to
            przepraszam bardzo, gdzie, przeniosły się razem z nimi? Czy może sygnał leciał
            sobie w XX wiek i wracał w XIX?
            O wpadkach natury techniczno- policyjnej wspominałam już parę razy, a moją
            ulubioną jest ta w "Trudnym trupie". Jako fanka Grissoma i jego ekipy czytając
            to aż się skręcałam w środku. Ja wiem, że Warszawa nie Las Vegas, ale chyba
            poziomem techniki aż tak bardzo nie odstajemy?
            • woloduch1 Re: Wpadki 11.01.07, 23:30
              Ta wpadka w "Przekletej barierze" jest tylko wpadka czesciowa. Mozna bowiem
              uzywac komorek bez stacji przekaznikowych w zasiegu wzroku (tzn. dopoki drugi
              aparat nie znajdzie sie ponizej linii horyzontu, albo innej naturalnej lub
              sztucznej przeszkody). Tak przynajmniej zrozumialem, ale moge sie mylic. Jest
              jakis specjalista pod reka?

              Pozdrawiam

              Woloduch
              • joasia72 Re: Wpadki 12.01.07, 06:37
                I kto był w końcu mężem Alicji?
                W "Krokodylu..." miała wyjść za Gunnara a później była wdową po Thorkildzie?
                • berek_76 Re: Wpadki 16.01.07, 20:54
                  > I kto był w końcu mężem Alicji?
                  > W "Krokodylu..." miała wyjść za Gunnara a później była wdową po Thorkildzie?

                  Tego to bym się akurat nie czepiała, bo jeśli chodzi o bohaterów, to czasem im
                  tam coś z książki na skiążkę Gurua zmienia w życiorysie. Sobie, na przykład smile
                  Taki Bożydar - raz jest, raz go nie ma, raz stanowi jakby alter ego Marka, ale
                  też nie do końca...

                  -----------------------
                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                  • anmanika Re: Wpadki 17.01.07, 12:35
                    Ja pamietam tylko jedna. w "Harpiach" jest taka scena gdzie osoba postronna w
                    czasie rozmowy "wsypywala budyn do mleka". Wtedy jeszcze nie bylo takiego
                    wsypywanego budyniusmile))
                    • czekolada72 Re: Wpadki - Budyń 12.09.07, 09:28
                      anmanika napisała:
                      w "Harpiach" jest taka scena gdzie osoba postronna w
                      > czasie rozmowy "wsypywala budyn do mleka". Wtedy jeszcze nie bylo
                      takiego
                      > wsypywanego budyniusmile))

                      Wiec tak - miałam budyń wsypywany prosto do mleka, a nawet do wody
                      (błyskawiczny), dostany z Francji, juz ok roku 1990. W ksiazce nie
                      pisze, skad tenze opisywany budyn pochodził, nie pisze, ze był to
                      produkt polski. Nie mam ksiązki przy sobie, ale czy tam jest zreszta
                      napisane, ze wsypuje budyn do gotujacego sie czy goracego mleka?
                      Moze wsypuje do zimnego, by go rozmieszac?
                  • mkostki Re: Wpadki 09.03.07, 00:19
                    Wcieleń Marka się nie czepiam, bo wiadomo, że nie logika tu kieruje, a emocje,
                    zawsze się jakiś pacan pęta o cechach to Marka, to Diabła, ale kurcze dlaczego
                    Gaweł w "Upiornym legacie" nazywa się Rakiewicz a "Dużej polce" Rojewski? Bo
                    przecież bogaty człowiek interesu, i chichoczący i w dodatku Gaweł i z willą
                    na Mokotowie, to musi być ta sama osoba.

                    Moi synkowie: Antek 2l, Karol 8 mies.
              • autumna Re: Wpadki 17.07.07, 08:46
                > uzywac komorek bez stacji przekaznikowych w zasiegu wzroku (tzn. dopoki drugi
                > aparat nie znajdzie sie ponizej linii horyzontu, albo innej naturalnej lub
                > sztucznej przeszkody). Tak przynajmniej zrozumialem, ale moge sie mylic.

                Też zwróciłam uwagę na tę wpadkę. Ja nie specjalista wprawdzie, ale z praktyki - przecież przy braku przekaźnika komórka będzie pokazywać "szuka sieci" i tyle. Więc raczej sobie nie podzwonili.
                • lezbobimbo Re: Wpadki z komórkowa propaganda ;) 03.10.07, 01:14
                  Moze to wcale nie komórki wzieli ze soba w Barierze, tylko krótkofalówki, a
                  archaiczna wszak bohaterka nie rozróznia hihi wink
        • the_dzidka Re: Wpadki 15.05.07, 15:47
          > Edeko, przypomniałaś mi, że mną kilkakrotnie miotnęły podobne uczucia, gdy
          > czytałam o tych tonach surowych ryb, którymi były pasione koty w "Kocich
          > workach". Te żywe, które atakowały złych ludzi, tak same z siebie, jak dzikie
          > tygrysy. To też bzdurka, ale nie czepiam się, bo potrzebna była do konstrukcji
          > powieści.

          Kotka mojej sąsiadki zaatakowała faceta, ktory siłą wdarł się do jej
          mieszkania, zapewne w celu dokonania czynów niecnych. Śmignęła skądś z kąta i
          przerobiła mu buziuchnę na świeżego tatara. Moja sąsiadka jest prawdomówną
          osobą i nie posądzam jej o taką konfabulację.
    • groha Re: Wpadki 17.01.07, 14:55
      Jak Wy mi zawsze wspaniale rozjaśniacie mroki niepamięcismile Z tym sypanym
      budyniem, to przypomniałam sobie, że podczas czytania myślałam właśnie o
      potwornych glutach i o tym, że Gurua chyba nigdy przepisu na zwykłym budyniu nie
      przeczytała, ale potem mi umknęło.
      P.S. Berku, jak miło Cię znów tutaj widziećsmile
    • szarafiga Re: Wpadki 18.01.07, 19:19
      Ja się pochyliłam nad kwestią testamentów. Historii się nie czepiam, nie
      kopałam głęboko. Jednak według mojej wiedzy, zawarcie przez kobietę małżeństwa
      nie pozbawia mocy panieńskiego testamentu.
      • paskudek1 Re: Wpadki 19.01.07, 11:31
        owszem pozbawia. W myśl prawa naturalnym prawnym spadkobiercą jest małżonek i dzieci a potem
        reszta. Chyba że sobie ustalą intercyzą inaczej bo chyba nawet rozdzielność majątkowa tego nie zmienia.
        • szarafiga Re: Wpadki 19.01.07, 20:42
          Przy dziedziczeniu ustawowym zgadzam się, małżonek i dzieci przede wszystkim.
          Chyba, że istnieje testament spadkodawcy rozrządzający inaczej. A testament
          zasadniczo pozbawia się mocy tylko przez odwołanie go, nie przez wydanie się za
          mąż.
          • paskudek1 Re: Wpadki 04.05.07, 15:04
            wiesz co, pewności nie mam, jak dorwe któraś nauczycielke od prawa to sie zapytam. Oczywiście jak mnie skleroza nie dopadnie smile A właściwie jak szybko drowę nie którąś tylko konkretnę, ta druga za sztywna jest, choć młodszasmile
            • paskudek1 Re: Wpadki 15.05.07, 15:13
              no dobra, dużo czasu mi zajęło ale matury po drodze były, a mnie od sieci odcięli, swinie niemyte sad
              dorwałam nauczycielkę i spytałam, niestety gurua palneła gafę - małżeństwo nie unieważnia testamentu.
      • dominikjandomin Re: Wpadki 17.07.07, 16:56
        szarafiga napisała:

        > Ja się pochyliłam nad kwestią testamentów. Historii się nie czepiam, nie
        > kopałam głęboko. Jednak według mojej wiedzy, zawarcie przez kobietę
        małżeństwa
        > nie pozbawia mocy panieńskiego testamentu.

        Moze zrąbała z Agathy? W któryms jej kryminale cos takiego było.

        A u naszej to w której ksiązce?
        • lezbobimbo Re: Wpadki 03.10.07, 01:17
          dominikjandomin napisał:
          > A u naszej to w której ksiązce?

          P, r, prrrrrr! Jak testamynt, to musowo w awanturze o Bolnicka studnie
          faszerowana Boticellim wink
          • the_dzidka Re: Wpadki 22.10.07, 16:15
            Wola koło prrrr!! to nie była awantura o Bolnicką, tylko o naszyjnik
            młodej Zendlerowej chyba?
    • woloduch1 Re: Wpadki 19.01.07, 01:17
      Wlasnie odswiezam sobie "Kocie worki" i znalazlem niezla wpadke. Chodzi mi o los
      zwierzatek Benvenuta. Otoz Gurua napisala, ze mamusia facetki byla kapo w
      obozie, potem ja trzasneli, ale nikt sie nie interesowal co przywiozla lub
      przyslala z obozu. Kilka bledow. Po pierwsze, kapo byl rowniez wiezniem obozu,
      wiezniem, a nie straznikiem (czyli esesmanem). W zwiazku z tym jedyna
      korespondencje, jaka mogl wysylac, byla (bodajze raz na dwa miesiace) kartka z
      tekstem "Ich bin gesund und fuehle mich gut". Nic wiecej nie mogl wysylac, a juz
      na pewno nie paczki z nadzieniem. Jedyna szansa, to ze mamusia (jako kapo)
      zrobila ten przekret juz po wyzwoleniu obozu, ale zazwyczaj wiezniowie nie
      zywili cieplych uczuc do kapo, wiec ich przezywalnosc staje pod znakiem
      zapytania. Wyzwoliciele mieli podobne uczucia, ale raczej ich zamykali (stad ew.
      trzasniecie), ale wtedy nie ma czasu na dostarczenie zwierzatek do domku. Chyba,
      ze w przelomowej chwili prysnela z bagazem a zlapali ja troche pozniej. Jednak z
      tresci wynika raczej, ze byla SS-czymstam, czyli strazniczka.

      Pozdrawiam

      Woloduch
    • eulalija Re: Wpadki 05.02.07, 08:52
      Wiedziałam, że coś w "Harpiach" jest jeszcze nie tak. Wprawdzie nie o tę wpadkę
      mi chodziło, coś tam jest pokręcone z dniami ale jeszcze nie doczytałam, za to
      znalazłam takie coś. Na stronie 73 wydanie wydawnictwa Vers, 1998 rok, mamy
      imię męża babci chrzestnej: Józio. A podczas przyjęcia dla uhoredowania
      testamentu mamy Stasieczka, który drugi milion do banku odłożył.
      • eulalija Re: Wpadki 06.02.07, 14:27
        Doczytałam, 174 strona w/w wydania. Bieżan proponuje: "Odtwórzmy sobie zatem
        wszystkie szczegóły sobotniego wieczoru" - przyjęcie zakończone zejściem
        śmiertelnym babci chrzestnej odbyło się w piątek. Zaraz na następnej stronie
        jest już o piątku, albo błąd Guruy albo składającego tekst. Uff, mogę odczepić
        się od "Harpii".
        • g0p0s Re: Wpadki 06.02.07, 14:35
          Jak widać książki Gurui przed wydaniem powinny wpadać w nasze ręce, a raczej
          oczysmile))
    • karodziejka Re: Wpadki 22.02.07, 17:13
      Ostatnio w pociągu czytałam sobie ponownie Złotą Muchę. Jest tam informacja, że
      za 1kg kulek (bursztynowych) Japończycy płacili 3000 ($ chyba... ale może to
      były zł...). Po zabójstwie Frania Japończyk chce wyciągnąć od policji 1,5kg
      kulek i zapłacić za to 3500- powinno być chyba 4500?
      W Babskim Motywie- Urszulka Borkowska de domo Biełka zabija Felę a pod
      ścierkami w kuchni razem z bronią chowa klucze do domu Zeni.
      I typowo z mojej specjalności- dwie klacze i jeden wałach to nie hodowla, tylko
      chów koni (Najstarsza Prawnuczka) i chyba było coś końskiego jeszcze w
      Wyścigach, ale tego już nie pamiętam.
      Oj, czepiam się, wiem...
      • felis2 Re: Wpadki 23.02.07, 10:22
        O ile pamiętam, to ten Japończyk wcześniej wpłacił 1000 zaliczki.
    • mamapodziomka Re: Wpadki 26.02.07, 14:50
      Niestety nie pamietam w ktorej z ksiazek, ale na pewno w jednej z tych nowszych,
      przestepca mial niemiecki paszport, bo urodzil sie w samolocie przelatujacym nad
      Niemcami. W Niemczech obowiazuje prawo pochodzenia, nie prawo ziemi, wiec mogl
      sie rodzic i w niemieckim szpitalu, obywatelstwa i tak by nie dostal.
      • groha Re: Wpadki 26.02.07, 16:07
        A jeśli był to pokład samolotu Luftwaffe? wink
    • eulalija Zapalniczka 03.05.07, 15:25
      Widzę dwie. Jedna to zmiana nazwiska. Długo był Szrapnel (nawet Nabój, Pocisk,
      Raszpla), nagle na 348 stronie pojawił się Szmergiel, został użyty ze trzy razy
      i powrócił Szrapnel.

      I jeszcze jedno, to innego kalibru błąd. Otóż pojawiły się domy "umeblowane i
      zamieszkałe". Umeblowane to one mogą być, ale zamieszkałe to już nie, domy są
      zamieszkane i słownik języka polskiego nie dopuszcza tu innej formy.
      • groha Re: Zapalniczka 03.05.07, 15:58
        Eulalijo, pardon, ale z tym ostatnim stwierdzeniem ośmieliłabym się polemizować,
        bo nawet mały słownik języka polskiego dopuszcza użycie takiej formy:
        "Zamieszkały - 1. "taki, który zamieszkał, osiedlił się gdzie: Z. w Krakowie.
        2. "zajęty przez kogo na mieszkanie, obrany na miejsce zamieszkania" (Mały
        słownik języka polskiego, Wydawnictwo Naukowe PWN Wa-wa, 1993)
        Szrapnela się nie czepiam, każdemu mógł się pomylić.
        • eulalija Re: Zapalniczka 03.05.07, 16:10
          Ja za Słownikiem Języka Polskiego pod redakcją Rafała Łąkowskiego z 1984 roku,
          fragmenty:


          - zamieszkać, zamieszkiwać - obszary zamieszkane przez Słowian, nie zamieszkany
          dom, teren, obszar

          - zamieszkały - mieszkający gdzieś stale, osiadły gdzieś, obywatel stale
          zamieszkały za granicą

          Może przez 9 lat, między wydaniami słowników, coś się zmieniło, ja już taki
          matuzalemowy wiek osiągnęłam, że zostałam przy tamtej wersji.

          Nie ośmlielam się krytykować Guruy, tam jeszcze jacyś pośrednicy przy tekście
          są, a może to mój słownik za stary jest. Ja nie jestem z wykształcenia
          polonistką i jak mi coś szepcze za uchem, że po polskiemu to inaczej powinno
          być, to sprawdzam.
          • groha Re: Zapalniczka 03.05.07, 18:35
            No, zmienia się, nie tylko w słownikach, i chwała Bogu. Znaczy - wciąż żyje,
            rozwija się, bogaci. I mnie się to bardzo podoba. Gdyby wszystko tak szło do
            przodu, jak nasz język ojczysty, to ho, ho... smile
            • eulalija Re: Zapalniczka 03.05.07, 20:13
              Akurat mnie się zmiana zamieszkany na zamieszkały i ponoć na odwyrt, nie podoba.

              Ale to drobiazg, mnie się wiele rzeczy nie podoba.

              Mnie się nawet rzeczywistość przestaje podobać.
      • lylika Re: Zapalniczka 03.05.07, 22:02
        eulalija napisała:

        Widzę dwie. Jedna to zmiana nazwiska. Długo był Szrapnel (nawet Nabój, Pocisk, Raszpla), nagle na 348 stronie pojawił się Szmergiel, został użyty ze trzy razy i powrócił Szrapnel.
        ...
        Możliwe, że Szrapnel na jakiś czas dostał szmergla a później wrócił do równowagi. smile))
        I to jest jeszcze jeden powód, żeby zacząć czytać ponownie. Wcale tego nie zauważyłam. smile
        • floridastory Re: Zapalniczka 03.05.07, 22:04
          A mnie sie tak strasznie nie zgadzalo, Szmergiel, jaki Szmergiel, co on
          powrocil po kilku latach..... ??? A tu widze ciemna masa, ze po pierwsze primo
          pomylka, a po drugie primo nie zaden Szmergiel, tylko Sprzegiel byl sie
          przewinal, w "Dwoch glowach i jednej nodze".... Ale balagan sobie
          zafundowalam smile
          • mkostki Re: Zapalniczka 07.05.07, 21:12
            Jeszcze był Szmagier, wspominany przez niedokładnych świadków jako Szmergiel,
            w "Dużej polce". Ten rozmachany.
            A swoją drogą, co ja się tak w tym wątku tej jednej książki czepiam?
    • asia.sthm Re: Wpadki 15.05.07, 15:57
      Ja tam nie wiem czy to wpadka, ale w Zapalniczce Gurua odmlodzila wszystkich
      starych bywalcow hurtem o jakies 20 lat, glownie siebie i Gururzatka.
      Tak mi wyszlo z liczenia na palcach.
      • g0p0s Re: Wpadki 15.05.07, 16:02
        Przytoczę za Krystyną Sienkiewicz - kobieta powinna się zdecydować, ile ma lat.
        Im wcześniej, tym lepiej, i potem się tego trzymaćsmile)
        • lylika Re: Wpadki 15.05.07, 16:04
          Stanowczo za długo z tym zwlekałam a teraz już za późno. smile)))
        • dorka_31 Re: Wpadki 16.05.07, 09:13
          g0p0s napisał:

          > Przytoczę za Krystyną Sienkiewicz - kobieta powinna się zdecydować, ile ma
          lat.
          > Im wcześniej, tym lepiej, i potem się tego trzymaćsmile)

          Ooo, podoba mi się!
          To ja sie już decyduję - mam 20! smile))
          • lylika Re: Wpadki 16.05.07, 09:20
            Za późno. Na 20 trzeba się było decydować jak miałaś 20. smile))
            • the_dzidka Re: Wpadki 12.09.07, 11:52
              Ja mam zawsze 7 lat mniej niż pokazuje metryka smile
            • ewa9717 Re: Wpadki 16.09.07, 13:46
              E tam. Ja mam góra trzydzieści i tego się będę trzymać!
    • g0p0s Re: Wpadki 10.09.07, 13:41
      Może nie wpadka, ale naciągnięcie dla potrzeb literackichsmile
      W Pechu Iza Brant narzeka, że z mrożonym bobem będzie się kotłowała
      40 minut. Z mojego doświadczenia wynika, że od momentu zawrzenia
      wody potrzeba hibernatusowi dokładnie 8 minut, potem się pacia. Plus
      owej wody z zamrożonym warzywem zagotowanie (10 - 15?), co w sumie
      nijak nie daje 40. Ale Iza musiała sobie pomarudzić na rodzinę i
      padło na bóbsmile
      • bbbzyta Re: Wpadki 12.09.07, 13:16
        G0p0sie, może p. Iza wliczała do czsu gotowania także kopsnięcie się do sklepu po ten bób? Albo wydłubanie go z zamrażalnika/zamrażarki, nastawienie gara z wrzątkiem, odczekanie aż się zagotuje po raz pierwszy, potem drugi z bobem, etc., etc. Te 40 minut mogło z czegoś wynikać smile
        • g0p0s Re: Wpadki 12.09.07, 13:19
          Po co 2 razy wrzenia pilnować? Ja wzrucam do zimnej wody i niech się
          grzeje.
          • bbbzyta Re: Wpadki 12.09.07, 13:41
            Ha, G0p0sie, bardzo mi się spodobało twoje niekonwencjonalne podejście do bobu-hibernatusa:
            1. oszczędza się czas i energię (chyba też?)
            2. traktuje się go subtelnie, podgrzewając zwolna, bez brutalnego wrzucenia w war
            3. jakieś witaminki w środku chyba nie wyginą w znaczącym stopniu od takiego postępowania.
            Bo ja to niestety zawsze się przejmowałam zaleceniami, żeby jarzynki topić we wrzątku (może świeże tak, ale mrożone to rzeczywiście bez większego sensu) - i p. Iza pewnie też tak mogła. A może w ogóle była grzebalska z natury smile (nie wiem, bo dzieła jeszcze nie czytałam)
            • g0p0s Re: Wpadki 12.09.07, 13:52
              Nad czymś obranym, to można dyskutować o tym warze, ale przez skórę
              nic chyba się nie wypłuczesmile)
              • lezbobimbo Re: Wpadki 03.10.07, 01:23
                g0p0s napisał:
                > Nad czymś obranym, to można dyskutować o tym warze, ale przez skórę
                > nic chyba się nie wypłuczesmile)

                Niestety, witaminki B & C bardzo wrazliwe sa, i juz od samego ciepla niszczeja
                (a i tez od swiatla). Natomiast mineralów nieco zostaje, ale jak dlugo sie
                gotuje, to tez sie potrafia wyplukac.
          • groha Re: Wpadki 12.09.07, 13:47
            Mgliście mi się kojarzy, że gdzieś było też o makaronie wymagającym tyle samo
            czasu gotowania, więc może te 40 minut, to jakiś symbol? Poniekąd kuchenny. Coś,
            jak: a życie jego - trud trudów, a imię jego czterdzieści minut... wink
            • mkostki Re: Wpadki 12.09.07, 16:56
              Czuję sie w obowiązku sprostować o nieuciekaniu witamin przez skórę
              w razie niepotraktowania wrzątkiem. nie wiem, jak inne warzywka, ale
              z takimi ziemniakami to jest tak:
              witaminę C w sobie zawierają w dużej ilości, kwas askorbinowy się to
              nazywa po naukowemu. Także enzym zwany askorbinazą mają. I rzeczony
              enzym uaktywnia się w temperaturze 40 stopni i blokuje nam
              witaminkę. A w temperaturze bodajże 90 stopni askorbinaza ginie i
              niec złego witamince nie robi. Skórka nie ma tu nic do rzeczy.
              Zrealizowawszy część misyjną, uciekam do domu, pa.
            • goonia Re: Wpadki 28.09.07, 17:28
              Moze gotowala od razu 4 paczki makaronu? To pewnie trwa nieco dluzej. tak jak z
              kurczakiem - jak jeden to godzina a na dwa juz potrzeba poltorej.
    • eulalija Re: Wpadki 16.09.07, 13:51
      Zła strasznie za zmiany w wydaniach autobiografi ze szczególną uwagą
      czytam "Całe zdanie nieboszczyka" by bezlitośnie obnażyć jakąś
      wpadkę.

      I coś znalazłam. Jak bohaterka ogląda jacht "Stella di mare"
      osobiście, nie przez lornetkę, to ogląda również sterówkę. I widzi
      wskaźniki paliwa "tank" i "tank reserve" ustawione na "full" Chyba
      nie ...

      Jak już kradnie, przepchnie, dobierze klucz do stacyjki, to po
      przekręceniu do oporu w prawo uruchamiają się silniki wszystko się
      rozświetla. Podejrzewam, że to jest jak w samochodzie. Dopóki nie ma
      kluczyka w stacyjce, nie ma wskazań poziomu paliwa w baku,
      temperatury itp. Trzeba włożyć kluczyk.

      Inna rzecz, że wiedziała, że jacht jest absolutnie gotowy do drogi i
      mogła przypuszczać, że zatankowany do pełna. Ale widzieć bez
      włożenia kluczyka do stacyjki nie mogła poziomu paliwa.
      • asia.sthm Re: Wpadki 02.10.07, 12:07
        eulalija napisała:

        > Podejrzewam, że to jest jak w samochodzie. Dopóki nie ma
        > kluczyka w stacyjce, nie ma wskazań poziomu paliwa w baku,
        > temperatury itp. Trzeba włożyć kluczyk.

        Bez kluczyka wszystko opada ale nie paliwo, paliwo stoi mi jak byk.
        Jachty tez tak maja, nie dam glowy ze wszystkie. O samoloty spytam
        dziecko, bo sie nigdy nie przyjrzalam. Dziecko bedzie wiedzialo wink))
        • bumbecki Re: Wpadki 09.10.07, 16:05
          u mnie w aucie bez kluczyka jest ustawione na full ...dopiero po
          włączeniu pokazuje się prawidłowe wskazanie
          • eulalija Re: Wpadki 22.10.07, 16:43
            Czyli jachtu nie możemy zaliczyć do wpadki, skoro w samochodach jest
            różnie, w moich kolejnych trzech było na minimum, łada jak fiat,
            Samara a teraz Skoda Fabia, jak nie przekręcę kluczyka, nie wiem ile
            mam marchewki.
            Tą wpadkę odszczekuję w takim razie. Hau hau hau.
    • g0p0s Re: Wpadki 02.10.07, 10:53
      Korekta czasami zawodzi.
      W (Nie)boszczyku (Kobra 2002) na stronie 23 koniec ostatniego
      zdania: "... od początku zresztą orientował się, że nie o rozmów
      sobie żonę bierze." Zgubiło się "d" od "do".
      W Zapalniczce też coś zauważyłem, ale teraz nie pamiętam. Przy
      następnym czytaniu doniosę.
      Takie błędy to można poprawiać, prawda?
      • groha Re: Wpadki 02.10.07, 13:54
        Można, a nawet należy. Ale widziałam, jak to się potrafi odbywać, hihi.
        Chodziło, rzecz jasna, o Bardzo Ważne Wydanie i wielkie emocje, bo autor był
        żyjący i z gatunku tzw. szczególikowatych. Umarły aż tak się nie czepia,
        wiadomo. Pierwszy wydruk - czytał autor, czytał korektor, a po nich, to już
        niemal każdy, kto się akurat nawinął, żeby broń Boże nie było żadnej literówki,
        żadnej! I każdy po kolei swoją głową ręczył, że nie, tym razem, to już czysto,
        bezbłędnie,
        cud, miód i ultramaryna, można drukować. Poszło. A kiedy wyszło z maszyn, takie
        śliczne, eleganckie i pachnące farbą drukarską, na pierwszej stronie ukazało się
        wdzięczne imię autora: Krzystof. Makabra. Więc potrafię zrozumieć, że czasem, to
        wynik czystej złośliwości liter, po prostu. Co innego, gdy oszczędza się na
        korekcie, wtedy to już zwykłe niechlujstwo, niestety.
        • g0p0s Re: Wpadki 02.10.07, 14:02
          W dobie komputerów Krzystof byłby wyłapany, ale jest mnóstwo
          możliwości błędów, które przez automat przejdą bez echa. Dla
          maszyny 'o' jest tak samo dobre jak 'do' smile
          • meduza7 Re: Wpadki 02.10.07, 18:50
            a "stróżka" jak "strużka", "warzyć" jak "ważyć", "karze" jak "każe" itp.
            Ostatnio zęby mi zdrętwiały, jak przeczytałam w książce kucharskiej Bikonta i
            Makłowicza coś o śmietanie, która się zważyła.
            • lylika Re: Wpadki 02.10.07, 18:59
              Ona się zważyła żeby proporcje przepisu się zgadzały. smile)
    • groha Re: Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki 09.10.07, 15:23
      Ja się wpadek specjalnie nie czepiam, ale czasem coś mnie gryzie, nie ukrywam.
      Tak, jak z tą rzeką... Pamiętacie, jak w "Starym próchnie" Gurua twierdziła, że
      to bzdura, bo do tej samej rzeki można sobie wejść i pięć tysięcy razy, i będzie
      to wciąż ta sama Wisła, czy Sekwana, bo chodzi o wodę, a nie o akwen, a więc
      powinno się mówić:
      nie wchodzi się do tej samej WODY i koniec. Niby logiczne, ale przyznam, że coś
      mi się w tym jednak nie zgadzało. I jak się okazało - słusznie. Otóż bowiem się
      okazuje (vide www.obcyjezykpolski.interia.pl), że to wstępowanie wymyślił nie
      kto inny, jak niejaki Heraklit z Efezu na grubo przed naszą erą, który różne
      przenośnie lubił i filozoficznie głosił, że panta rhei, czyli nic nie stoi w
      miejscu, a więc niepodobna ponownie wstąpić do tej samej RZEKI, bo już inne
      napłynęły w nią wody i owa rzeka nigdy nie jest taka sama, bowiem zmienia się
      płynąc. A więc, gdyby ktoś nadal miał wątpliwości, czy wchodzi się dwa razy do
      tej samej rzeki, czy wody, to literatura dostarcza liczne przykłady takich, co
      jednak do tej samej wody wchodzili. Całymi rodzinami nawet. W soboty przeważnie.
      Do tej w wannie, balii, albo w cebrzyku wink
      • g0p0s Re: Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki 09.10.07, 15:37
        Zawsze się słyszało/czytało o rzece. Z wodą ma też sens.
        Zostajemy przy zdaniu efeziana H.
        • jotka13 Re: Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki 09.10.07, 15:56
          "Wszystko płynie" wink)
          cytat ale nie pamiętam skąd...
          Też wolę przysłowie z rzeką, jakoś tak logiczniej brzmi.
          • edeka5 Re: Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki 09.10.07, 17:35
            "Panta rhei" - Heraklit z Efezu
            • ewa9717 Re: Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki 22.10.07, 15:56
              edeka5 napisała:

              > "Panta rhei" - Heraklit z Efezu
              W nowszej wersji gimnazjalnej: pan Tarej. Tradycja nie ginie,
              kolejny dołącza do Pita Golasa, pana Kracego i innych Waniów Gogów i
              Adnokamiencewów.
    • felis2 wpadka w przypadkach? 25.10.07, 16:40
      w 'krokodylu' rozwiązują słownikowy szyfr Alicji i jest tak:
      - ścięgno, mięsień. Rodzaj zeński, liczba pojedyncza, szósty przypadek - czytał
      dalej major
      -ściegnem, mięśniem - odpowiedziałam odruchowo

      Jak mi wbijali gramatykę do głowy, to szósty był miejscownik czyli powinno być
      'ścięgnie, mięśniu', ewentualnie piąty przypadek.
      Chyba ze kiedyś była inna kolejność?
      • meduza7 Re: wpadka w przypadkach? 28.10.07, 23:50
        W "Romansie wszechczasów" Joanna w nocy, w lesie, natyka się na czyjś samochód
        (Marka? wstrętnej dziwy? nie pamiętam, a nie mogę sprawdzić) i zauważa, że jest
        równomiernie zakurzony, co świadczyło o długiej jeździe przy dobrej pogodzie.
        Jakoś mało prawdopodobne zawsze mi się wydawało zauważenie tego kurzu w nocy.
        • lylika Re: wpadka w przypadkach? 29.10.07, 12:19
          A jak pełnia była? Z bliska można zauważyć. smile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka