Na jakimś kursie przeżycia uczyli, że nie należy krzyczeć: "ratunku!". Na
"pali się" więcej ludzi reaguje podobno. No, więc właśnie, jakaś reakcja
potrzebna, bo znikamy, nikniemy, nie ma nas. Po takiej kupie luda - śladu, ni
popiołu. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?
Rozdziobią nas kruki i wrony, zostaną ruiny i zgliszcza... Tfu, co ja gadam.
Szanowni, proszę się trochę zmobilizować, albo co. Ustawić się w rządek,
zaczerpnąć w co tam kto ma pod ręką i starą strażacką metodą: un unemu, un
unemu... Bo nam się chałupa całkiem sfajczy