Sobie właśnie czytam. Staroć, pana Kerna, który twierdzi, że imię to coś, co w
szczęściu, czy też w bidzie, jak cień za człowiekiem idzie. Fakt.
O Joannie pisze tak:
"Gdyby rangi imionom zwierzchność nadawała,
Joanna z pewnością dostałaby rangę generała.
Kto obserwował Joanny (i to w rozmaitych stadiach),
Wie, że duma z nich bije.
I woli mają nadmiar.
Mężczyznę zdominują i dadzą mu niezłą nauczkę..."
A o Irenie tak:
"Ze wszystkim sobie radę da,
Zawsze dobry humor ma,
Nie opuszcza też jej nigdy wena..."
Jak myślicie, kogo opisał pan Ludwik Jerzy Kern?