Wczoraj wzięłam się za powtórkę z ostatniej części Autobiografii i
znalazłam tam kilka perełek, które wcześniej umknęły mi. Np. czy
ktoś pamięta w jakich okolicznościach przyrody "paru facetów
spędziło czas na moich kolanach" - jak pisze Gurua?
Gurua pisze tam, że uwielbia kotlety mielone, ale ich nie robi bo
jej się nie chce, a jak już zrobi to i tak cudze są zawsze
smaczniejsze. W związku z tym niejaki pan Ryszard, budowniczy domu
smaży te kotlety i czasami przywozi w prezencie. Może usmażymy dla
Guruy 365 kotletów na każdy dzień roku, zamrozimy i jak Gurua będzie
miała na nie ochotę to gotowe będą czekały w zamrażarce? Albo koty
je zjedzą, żeby się nie zmarnowały?