kkeicam
01.12.03, 00:02
[z nudow napisalem kawalek. dopiszecie, oczywiscie w stylu J.Ch. dalszy ciag]
W pierwszej chwili po wejściu do Cafe Szpulka zdębiałam i zatrwożyłam się.
Przy złączonych stołach siedziało kilkanaście podobnie ubranych kobiet. Nie
znałyśmy się jeszcze dobrze, choć korespondowałyśmy od miesięcy.
Wszystkie w czerwonych strojach, wystrojone specjalnie na tę okazję. Czerwone
wino na stole. Czerwone świece palące się nikłym płomieniem. Istne Wszystko
czerwone. No, ale okazja ku temu była wyjątkowa. Czerwień była uzasadniona w
pełni.
Zgroza, która mnie ogarnęła przy wejściu, z wolna przeradzała się w
rozbawienie. A z rozbawienia zaniechałam dyplomacji.
- To ja, Maciejka – powiadomiłam bez wstępów. - A wy?
Po kolei przedstawiały się. Wszystkie jedenaście. Wszystkie podobne do
siebie. Choć nie... Ta siedząca na końcu, w przejściu do toalety, była jakaś
inna. Cholera, czemu tu tak ciemno?
- No tak... Trzeba będzie iść do okulisty – pomyślałam - Dopiero wtedy bowiem
zauważyłam, że siedząca na końcu stołu kobieta to... mężczyzna. Wysoki
blondyn. Niebieskie oczy patrzące zza okularów. I ten uśmiech, zdradzający
pewien niepokój.
- Jurek – przedstawił się uprzejmie, starając się nie okazywać zdenerwowania
i wrócił do pisania smsa.
Bez trudu wciągnęłam się w dyskusję. Sprzeczne opinie na temat zaproszenia na
spotkanie naszej ulubionej Autorki rozgrzewały nie mniej, niż kolejne
kieliszki wina. Stojące, na stolikach, czerwone świece dawały niesamowite
odblaski. Milczałam większość czasu, przeklinając w duchu moją nieśmiałość.
Miałam własną koncepcję spotkania z Autorką, ale nie mogłam zabrać głosu. W
celu pozbycia się onieśmielenia piłam więc kieliszek za kieliszkiem.
Po dwóch godzinach rozmowy większość ustaleń zapadła. Pozostało tylko
porozumieć się w sprawie prezentów dla naszej Ulubienicy.
Czułam, że lekko się wstawiłam, ale działające resztki mózgu nie pozwalały
dopuścić do kompletnej kompromitacji. W końcu zebrałam się w sobie i wstałam,
żeby powiedzieć o moim pomyśle. W zasadzie chciałam wstać, bo przeszkodziła
mi w tym torebka przewieszona przez krzesło. Walnęłam się torebką w ramię, a
z ramienia spadł mi sweterek, który zdjęłam wcześniej. Schylając się pod stół
po to czerwone dzieło sztuki, które wyszło spod szydełka ciotki Karoliny,
dostrzegłam leżące tam nogi.
- Po coś tyle piła, stara gropo? – pomyślałam – i zamknęłam oczy na ułamek
sekundy. Kiedy jednak je otworzyłam, nogi znajdowały się dalej w tym samym
miejscu.
- Dlaczego same nogi? – pomyślałam i spojrzałam dalej, celem sprawdzenia co
znajdowało się na końcu nóg. Ba, żarta ciekawością, wlazłam nawet pod stół
głębiej. Za nogami był, co normalne w większości przypadków, tułów. Za
tułowiem głowa. Męska. Głowa Jurka.
- Na szczęście nie schlałam się sama – pomyślałam – ale żeby facet miał tak
słabą głowę?
Wycofując się wzruszyłam ramionami nad męską marnością, niestety przy okazji
uderzając nimi w stół. Dzięki temu wydarzeniu, udało mi się zrzucić ze stołu
popielniczkę wprost na swoje plecy.
Przekleństwo, które wypłynęło z moich ust spowodowało zainteresowanie
siedzących przy stole.
- Dobrze się czujesz? – zapytała Beata schylając się do mnie.
- Ja tak, w każdym razie są tacy, co chyba czują się gorzej – powiedziałam
wygrzebując się spod stołu i otrzepując się z popiołu.
Beata zachichotała złośliwie.
- Połowa dziewczyn czuje się nienajlepiej. Nadmiar wina – krótko podsumowała
- Ale jeszcze się trzymają – odpowiedziałam – a Jurek się schlał i śpi pod
stołem.
- No to trzeba się nim zająć.
- Ja powinnam raczej zająć się sobą. Idę się umyć i wytrząsnąć popiół z
włosów – powiedziałam i ruszyłam do toalety.
Stojąc w wc patrzyłam na odbicie w lustrze. Koncertowa idiotka – pomyślałam.
Przemyłam jednak szybko twarz zimną wodą i wróciłam do salki.
Zdziwiła mnie ilość światła w pomieszczeniu. Prócz świec włączone było także
górne światło. Równie dziwne było zgromadzenie przy samym przejściu do
korytarzyka wiodącego do toalety.
- Podnoszą tego pijaka – pomyślałam.
- Maciejka, chodź tu, szybko – Agata była wyraźnie zdenerwowana – ON NIE ŻYJE.
[cdn?]