Dodaj do ulubionych

Przeczytałam

21.05.09, 21:05
Może niektórzy z Was znają ten blog. Dla tych, którzy nie znają,
wklejam tę notkę w całości.

Koleżanka, której nigdy nie miałam, czyli wspomnienia z niepamięci

Nie wiem, jakby mogła mieć na imię. No nie wiem, bo nigdy jej nie
było. Moja mama mogłaby znać jej mamę, a może babcia – babcię. To
chyba nie ma żadnego znaczenia. Miałabym koleżankę. Może miałaby
warkoczyki jako dziecko? Może nosiłaby w nich różowe wstążki? A może
zielone? Może grałaby na fortepianie i razem występowałybyśmy w
duecie? Pod stodołą cioci Mani opowiadałybyśmy sobie o naszych
pierwszych miłościach. W sadzie cioci Mani szukałybyśmy zagubionego
białego kociaka i wpadałybyśmy w dziury wykopane przez królika-
uciekiniera.

Mogłybyśmy skakać w gumę pod oknami jej mieszkania, mogłybyśmy się
kłócić. Mogłybyśmy siedzieć na drzewie bawiąc się naszymi misiami.
Mój miał na imię Niua, jej mógłby być Kubą. Pewnie byłby
ciemnobrązowy. Moja babcia haftowałaby dla mojej koleżanki sukienki,
tak jak dla mnie, bo byłybyśmy nierozłączne i wszystko chciałybyśmy
mieć takie samo.

Pewnie chodziłybyśmy potem do tego samego liceum i siedziałybyśmy w
tej samej ławce, podobnie zbuntowane, podobnie wątpiące i
kontestujące wszystkie aksjomaty tego świata. Może odrabiałaby za
mnie zadania z fizyki? A ja bym pisała jej wypracowania? A może to
ona pisałaby wiersze, a ja bym zazdrościła, że ona to potrafi? Pod
ławką czytałybyśmy powieści, wiersze, obie tak samo znudzone
przeskakującymi po orbitalach elektronami. A może ona byłaby
zafascynowana chemią? Kto to wie…

Chodziłybyśmy do jej ciotki na najlepszy czulent w mieście.
Paliłybyśmy papierosy siedząc na ławce niedaleko teatru. Popierałaby
moje wybory, a ja byłabym wobec niej lojalna. Lubiłaby Łasica i
mówiłaby, podobnie jak ja, że przy Łasicu Tadeusz Mazowiecki to
nieodpowiedzialny nerwus. Ja lubiłabym jej partnera, albo partnerkę.
Gdyby miała dzieci chodziłybyśmy z nimi na plac zabaw. Wyśmiewałaby
mój idealizm, moje pryncypia, a ja mrużąc oczy, czekałabym na
podobną okazję. Och, z pewnością byłaby tak złośliwa jak ja. Z
pewnością nie byłaby taką choleryczką, bo wówczas nasze spory
kończyłby trzask rozwalanej porcelany. Miałaby ładne dłonie i piękne
włosy. A jeśli byłoby inaczej? No to co?

Przywoziłabym jej różne rupiecie z moich podróży. Miałaby
pierdyliardy macedońskich ikon i tony kamyczków z różnych plaż. A
może nie? Pewnie nie, bo ja zawsze zapominam o prezentach. W związku
z tym nigdy nie oczekiwałaby mnie w dniu swoich urodzin, czy
imienin, bo i tak by wiedziała, że zapomniałam. Może byłaby zła z
tego powodu? Może byłoby jej przykro? Pewnie nie, bo wiedziałaby, że
ja po prostu nigdy nie wiem, jaki jest dzień. Ona nie odwiedzałaby
mnie w szpitalu, bo wiedziałaby, że tego nie znoszę. Jeździłaby na
rowerze, a ja kupiłabym jej wiklinowy koszyk. Ot tak, kiedyś na
wiosnę.

Chodziłybyśmy razem na basen, zawsze we wtorki i piątki. Wieczorem,
a potem piłybyśmy herbatę u niej w kuchni, a może w mojej kuchni.
Miałaby u mnie swój kubek i byłaby wściekła, gdyby ktoś inny z niego
pił. Wówczas cedziłaby tak śmiesznie przez zęby: “ktoś pił z mojego
kubeczka”. Tak mogłoby być. Mogłoby tez być zupełnie inaczej. Siedzę
na schodach synagogi Izaaka i zastanawiam się, jakby wyglądało moje
życie. I jej życie.

Siedzę tam dość długo, że aż bileter wychodzi i życzliwie zadaje
pytanie na kogo czekam. Odpowiadam, że na koleżankę. Siada obok i
chyba zaczyna mnie pocieszać, że pewnie są korki, że może jeszcze
przyjdzie. Wstaję, otrzepuję spodnie, biorę do ręki tomik poezji.
Mówię mu: Nie, nie przyjdzie… Radzi mi zadzwonić. Gdybyż to było
takie proste. Nie wiem, jaki jest numer telefonu koleżanki, której
nigdy nie miałam. XX wiek dał nam tyle wynalazków, tyle możliwości.
XX wiek, takim jak moje nieistniejąca koleżanka przyniósł Zagładę. I
już nie ma tych miasteczek, gdzie szewc był poetą. A moja koleżanka
nigdy się nie urodziła. Co pozostało z niej, z potencjalnej
możliwości osoby, której przez splot wydarzeń, przez ambicję jednego
chorego malarzyny z kabotyńskim wąsikiem, nie dane było ziścić
swoich marzeń? Nie kładę kamienia, ale szepcę przekonana, że mogłaby
to usłyszeć: róża jest różą, jest różą, jest różą…

19.04.1943


pawianprzydrodze.wordpress.com/
Obserwuj wątek
    • april02 Re: Przeczytałam 22.05.09, 00:39
      Piękne i ściska...
    • konopika Re: Przeczytałam 22.05.09, 20:14
      Piękne, wzruszające. Przypomina mi o słowach pewnej znajomej, które, na szczęście dla mnie, wzięłam sobie do serca "o przyjaciela warto się postarać".
      • edyta95 Re: Przeczytałam 22.05.09, 22:00
        smutne, szkoda
        • ida14 Re: Przeczytałam 22.05.09, 23:50
          hmmm a mnie jakoś nie ruszyło...
    • naamach7 Re: Przeczytałam 02.06.09, 14:44
      Tez przeczytalam, scisnelo... Niby mialam jakies kolezanki, ale zawsze przy
      zmianie szkoly wynikajacej ze zmainy poziomu edukacji jakos sie nasze drogi
      rozchodzily, smutne... Moze jeszcze bede miala taka kolezanke. Czego wszystkim
      Chmielewszczykom i nie tylko zycze smile
      • lylika Re: Przeczytałam 02.06.09, 21:55
        No cóż, ja nie muszę sięgać do "niepamięci" i wymyślać sobie koleżanek. Po 68 roku pożegnałam tyle najbliższych koleżanek i tylu wspaniałych kolegów, że czuję się bardzo zubożona. Rozbiegli się po całym świecie i choć czasami się odzywają i tak czuję się pozbawiona moich przyjaciół bez ich, czy mojej winy.
        W blogu zraziła mnie użyta data. Współczesny blog i data likwidacji Getta. To prawie nadużycie.
        • lylika Re: Przeczytałam 02.06.09, 22:02
          Przemyślałam jeszcze raz. Pewnie nie mam racji. Pewnie autorka chciała uczcić tę datę.
          Cofam i przepraszam.
          Stara i głupia, ot co!
          • heniulaa Re: Przeczytałam 03.06.09, 18:48
            Wcale nie jesteś stara a tym bardziej głupia! Masz prawo do własnego zdania.
    • gastonlemiel Re: Przeczytałam 02.06.09, 23:58
      Piekne. I swietnie napisane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka