pawel.zary
11.10.05, 09:46
Poniżej tekst z "Lubuskiej". /:-)/ /:-((( / Palce lizać i obgryzać.
11 Października 2005
Dom jak twierdza
Po odwołaniu Ewy Bortnik z funkcji dyrektorki, domu dziecka w Łęknicy panuje
przygnębienie. – Dlaczego starosta z nami nie rozmawiał? – pytają
wychowankowie.
W połowie drogi prowadzącej do domu dziecka stoi metalowa brama. Wisi na niej
żółta tabliczka z napisem „Uwaga! Zakaz fotografowania i filmowania”. W
drzwiach budynku kolejna żółta tabliczka: „Wejście do placówki tylko za zgodą
dyrektora”. Obie pojawiły się po odwołaniu Bortnik.
Co czują dzieci?
Obowiązki dyrektora pełni Karina Aksamit, oddelegowana z Powiatowego Centrum
Pomocy Rodzinie. Nie chce rozmawiać z dziennikarzem „GL”. – Proszę uzyskać
zgodę starostwa – kwituje. Kiedy na dziedzińcu zagadujemy kilku starszych
wychowanków, Aksamit żąda, żebyśmy opuścili teren placówki. Udaje się nam
porozmawiać z młodzieżą w innym miejscu.
- Po odejściu pani Ewy czujemy się strasznie – mówią wychowankowie. – Tyle
dobrego zrobiła dla nas, a starosta ją wyrzucił w ciągu jednego dnia. Bo
uderzyła chłopców? Dostali klapsa, bo im się należał. Dlaczego starosta z
nami nie rozmawiał, nie zapytał, co czujemy i co myślimy o pani dyrektor?
Chcemy, żeby pani Ewa do nas wróciła.
Po co tabliczki?
Starosta Edward Skobelski zgodził się odpowiedzieć na pytania „GL”, ale
zażądał dostarczenia ich na piśmie. Zapytaliśmy Aksamit, w jaki sposób chce
sobie poradzić z poczuciem niepewności wychowanków, jak chce uzdrowić
atmosferę w domu, a także, po co wywieszono tabliczki ostrzegawcze – czy to
oznacza, że są jakieś sprawy do ukrycia?
Aksamit odpowiedziała, że teren domu dziecka jest własnością powiatu
żarskiego, a ona jest odpowiedzialna za placówkę. „Bez mojej zgody nikt nie
ma prawa wejścia do domu oraz fotografowania i filmowania terenu domu. Dzieci
z naszego domu potrzebują wyciszenia i spokoju, czas powinny spędzać na
nauce, a nie na udzielania wywiadów” – napisała m.in.
Zamiast sądu
Przypomnijmy, że Bortnik odwołano pod koniec września. Na sesji rady powiatu
wyszło na jaw, że prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie domniemanego
pobicia przez dyrektorkę kilku wychowanków, którzy dopuścili się czynu
lubieżnego na trzylatku (o sprawie pisaliśmy w sierpniu, w tekstach pt. „Taka
brzydka zabawa” i „Dom dla lalek”). Jeden z prawników starostwa stwierdził,
że skoro postępowanie nadal trwa, to pewnie zostaną postawione zarzuty. Ta
opinia sprawiła, że zarząd powiatu odwołał Bortnik. Część radnych
zaprotestowała, bo uważała, że nie można wyręczać sądu. Po burzliwej dyskusji
rada uznała, że decyzja o odwołaniu dyrektorki powinna zostać powtórnie
rozpatrzona. Zarząd może, ale nie musi tego zrobić.
Bortnik przeżywa rozstanie z dziećmi, z którymi była przez cztery lata. Ma
zamiar dochodzić swoich praw w sądzie pracy.
JANCZO TODOROW