Gość: JA IP: *.domlab207.studmat.uni.torun.pl 08.01.04, 12:44 Nie ogladalem jeszcze tego filmu, ale biorac pod uwage zlozonosc jego tytulu to nie jestem pewien czy w ogole bede mial ochote sie na niego wybrac :) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: LukasK złożoność tytułu IP: 213.25.88.* 22.01.04, 10:57 > biorac pod uwage zlozonosc jego tytulu > to nie jestem pewien czy w ogole bede mial ochote sie na niego wybrac To idź na "Porno". Tylko nie przyznawaj się, że jesteś z UMK. Odpowiedz Link Zgłoś
ppatka Re: Koyaanisqatsi 22.01.04, 13:09 nie jestem pewna czy film ten leci w jakims kinie bo jest z 82 roku, chyba ze przy pokazie "Naqoyqatsi", chociaz ten film byl w naszych kinach w pazdzierniku 2003 roku... no ale pokazywali go juz przynajmniej dwa razy na dwójce, pewnie bdzie i kolejny raz... a film jest niesamowity i tytulem nie warto sie zrazac, tym bardziej powinien ciekawic... "qatsi" z jezyka Indian oznacza zycie (nie pamietam o jakich Indain dokladnie chodzilo) cale wyrazenie moze miec kilka znaczen (tak w filmie bylo to tlumaczone): - zwariowane zycie - zycie w zamieszaniu - zycie w rozpadzie - zycie, które zatracilo równowage - sytuacje zyciowa, która trzeba zmienic Film ten jest pierwsza czescia trylogii, Koyaanisqatsi przedstawia ped naszego zycia w zestawieniu metropoli ze spokojna i przede wszystkim czysta przyroda, w Powaqqatsi zestawiono ludnosc Trzeciego Swiata z zachodem, a Naqoyqatsi ukazuje wspólczesna kulture masowa. Nie ma tu konkretnej fabuly, brak takze bohaterów i dialogów, ale zdjecia i muzyka sa niepowtarzalne... naprawdo warto :):):) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LukasK jest, jest IP: 213.25.88.* 29.01.04, 11:41 > nie jestem pewna czy film ten leci w jakims kinie Koyaanisqatsi jest w Poznaniu w kinie Malta. Za tydzień albo dwa będzie Powaqatsi, a później chyba Naqoyqatsi. > "qatsi" z jezyka Indian oznacza zycie (nie pamietam o jakich Indain dokladnie > chodzilo) Indian z plemienia Hopi > cale wyrazenie moze miec kilka znaczen (tak w filmie bylo to tlumaczone): prości Amerykanie przetłumaczyli to "Life out of Balance" > Nie ma tu konkretnej fabuly, brak takze bohaterów i dialogów, ale zdjecia i > muzyka sa niepowtarzalne... Filmem zainteresowałem się około dwóch lat temu, kiedy przypadkiem oglądałem w dwójce samą końcóweczkę (ludzie idący ulicą, a później start i rozpad statku Apollo). Przeczytałem o nim masę doskonałych recenzji w Internecie. Spodziewałem się czegoś absolutnie doskonałego. Będąc niedawno w kinie na całości mogę stwierdzić, że film nie jest doskonały. Pomysł Godfreya Reggio jest oczywiście bardzo dobry, ale chyba trochę go przerósł. Może za bardzo starał się, żeby wyszedł z tego film długometrażowy. Moim zdaniem wiele scen albo nawet ujęć jest niepotrzebnie wydłużonych, niektóre zupełnie nie pasują do sąsiednich. Muzyka często nie bardzo odpowiada temu, co widać na ekranie, kontrasty dynamiczne też nie licują z obrazem. Podsumowując: warto zobaczyć film, żeby poczuć specyficzną treść (przeciwstawienie natury i cywilizacji). Warto dla kilkudziesięciu wspaniałych ujęć i wielu ciekawych fragmentów muzycznych. Nie warto oglądać go całego kilka razy. Fragment z opuszczonym blokowiskiem i jego demontażem jest dla mnie najlepszym kawałkiem filmu. Podobała mi się też scena na początku, gdzie ludzie wylegują się na plaży kilkaset metrów od potężnej fabryki (elektrowni?). No i oczywiście słabość potężnej mocy, objawiona w katastrofie lotniczej, o której pisałem na początku. Nie podoba mi się przepowiednia indiańska, mająca chyba nawiązywać do tej sceny. To się kojarzy z Nostradamusem albo horoskopami. Łukasz Odpowiedz Link Zgłoś