Dodaj do ulubionych

Mulholland Drive...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.04, 00:14
Film zdecydowanie nieprzecietny i zaskakujacy. No wlasnie- czy nie za bardzo?
Czy ten film ma w ogole jakis sens, czy jest to tylko sztuka dla sztuki?
Jaki byl zamysl rezysera, co chcial przekazac?
O czym tak na prawde opowiada "Mulholland...', co nowego wnosi?
Jak wy go rozumiecie>??
Ja obejrzalam film jakis czas temu i do tej pory nie umiem sobie wszystkiego
poukladac, splesc wszystkich watkow, rozgryzc scen, stad moje poszukiwanie
odpowiedzi na tym forum...
Obserwuj wątek
    • klee Fabuła 15.08.04, 00:41
      Odpowiedzi tutaj raczej nie znajdziesz. No może kilka podpowiedzi. :-)
      Interpretować warto jednak samemu. Na tym przecież polega cała zabawa. Co się
      zaś tyczy rekonstrukcji przedsatwionych zdarzeń, samej historii, to pomóc może
      tekścik pochodzący ze strony dystrybutora filmu. Oto on:

      "Mulholland Drive - wyjaśnienie zagadki:
      Klucz do zagadki, czyli misterna konstrukcja thrillera Mulholland Drive
      (na podstawie tekstu w Sight and Sound oraz wypowiedzi internautów
      analizujących film)
      Do Los Angeles przyjeżdża Diane Selwyn, marząc o wielkiej aktorskiej karierze.
      Z czasem zaczyna otrzymywać niewielkie role w serialach. Na planie jednego z
      nich spotyka Camillę Rhodes. Ich znajomość przeradza się w namiętny romans.
      Niestety Camilla poznaje reżysera filmowego Adama Keshnera i otrzymuje główną
      rolę w jego najnowszym filmie. Po burzliwej kłótni Camilla porzuca Diane. Jakiś
      czas potem Camille zaprasza Diane na przyjęcie, w trakcie którego Camilla i
      Adam zaręczają się (sceny te pojawiają się dopiero pod koniec filmu)
      Zrozpaczona Diane nie potrafi zapomnieć o Camilli i poradzić sobie z palącym
      ją, wyniszczającym uczuciem zazdrości. Wynajmuje płatnego zabójcę, by zgładził
      Camillę. Zabójca przyjmuje zlecenie. Wkrótce Diane znajduje w swoim mieszkaniu
      niebieski klucz: umówiony z zabójcą znak, że zlecenie zostało wykonane. Zamyka
      się swoim mieszkaniu i nie chcąc dopuścić do siebie myśli o tym co właśnie
      zrobiła, kładzie się do łóżka i ucieka w świat snu. Tą właśnie sceną zaczyna
      się film. Widzimy jak kamera "kładzie się" w różowej pościeli i przez chwilę
      słychać nawet oddech osoby leżącej pod kołdrą Diane we śnie wyobraża
      sobie "inną" wersję zdarzeń. Pełna poczucia winy, chciałaby by wypadki
      potoczyły się inaczej. I to właśnie jej "wymarzona" wersja zdarzeń wypełnia
      pierwszą część filmu (do sceny kiedy widzimy Diane budzącą się w swoim pokoju,
      bezpośrednio po tym jak obie wracają z klubu Silencio z niebieskim pudełkiem).
      Sen Diane zaczyna się od tego, że Camilla zostaje cudem ocalona z zastawionej
      przez nią samą pułapki. Diane zaś wyobraża sobie siebie jako niewinną, dopiero
      co przybyłą do Hollywood dziewczynę o imieniu Betty. Betty spotyka w
      zaskakujących okolicznościach Camillę (we śnie nosi ona imię Rita). Camilla, na
      skutek wypadku straciła pamięć, a więc nie pamięta nieudanego związku z Diane!
      Betty pomaga rozwikłać Camilli zagadkę jej tożsamości. Co najważniejsze utrata
      pamięci Camilli powoduje, że ta jeszcze raz zakochuje się w Diane. Spędzają
      upojną noc, jednak, co jest znaczące, Camilla ani razu nie składa Betty
      miłosnych deklaracji. We śnie Diane (jako Betty) nie tylko odnajduje miłość,
      ale też okazuje się być niezwykle utalentowaną aktorką. Diane tak 'kieruje'
      swym snem, by nie dopuścić do spotkania Camilli z reżyserem Adamem Keshnerem
      (jak wiemy z drugiej połowy filmu ich spotkanie na planie filmowym przerodziło
      się w romans zakończony zaręczynami). Jednocześnie, niejako chcąc pozbyć się
      poczucia winy w związku ze zleceniem zabicia Camilli, Diane we śnie wyobraża
      sobie, że na życie dziewczyny czyha mafia. W klubie Silencio, do którego idą po
      wspólnie spędzonej nocy, Diane - ciągle pogrążona w sennych rojeniach - zaczyna
      sobie uświadamiać, że wszystkie dotychczasowe wydarzenia, to iluzja, że Camilla
      ją zdradza, że jej nie kocha. Pojawia się wtedy znienacka niebieska szkatułka -
      przejście między rzeczywistością snu i jawy... niebieska szkatułka, którą
      otwiera niebieski klucz - znak, że zlecenie zabójstwa zostało wykonane! Diane
      tuż przed przebudzeniem uświadamia sobie, że to na jej zlecenie Camilla została
      zamordowana... "
      • Gość: ja Re: Fabuła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:49
        Wielkie dzieki za podpowiedz, teraz rzeczywiscie wszytsko wydaje sie w miare
        jasne...;)
        Mam jednak jeszcze jedno pytanie- co miala oznaczac scena z dwoma mezczyznami w
        barze; sen o 'potworze' i potem sam potwor, ktory zreszta pojawil sie tez
        pozniej, ze szkatulka.
        Albo rzeczywiscie moja inteligencja nie pozwala mi na zrozumienie, albo
        wyobraznia nie ta- nie lapie tych metafor...
        • klee L.L. [Labirynty Lyncha] 18.08.04, 01:47
          Scena z dwoma mężczyznami za budynkiem baru jest - jak podpowiada sam Lynch -
          bardzo ważna. Do tego dochodzą te inne, które wymieniasz, i jeszcze scena
          zabójstwa mężczyzny, i jeszcze pewnie kilka innych. Cóż, gdyby reżyser wyjawił
          nam zupełnie wszystko, to nie byłoby żadnej zabawy. ;-)
          • Gość: ja Re: L.L. [Labirynty Lyncha] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 11:52
            Jasne, zgadzam sie, w tym tylko problem, ze ja na te sceny nie mam zadnego
            konkretnego pomyslu. Widze za to, ze jestes sympatykiem Lyncha, moze wiec
            podzielisz sie swoimi przemysleniami, bo takowe zapewne masz:)
    • mallina Re: Mulholland Drive... 15.08.04, 01:10
      www.gutekfilm.com.pl/mulholland-drive/
    • swmikus Re: Mulholland Drive... 15.08.04, 01:29
      w filmach Lyncha tj. Mullholland Drive, czy Lost Highway, a ostatnio w Donnie
      Darko - cenię w nich to, że interpretacja zależy od oglądającego. Obraz tu
      stanowi pożywkę dla wyobraźni którą musisz zaprząc do jakiegokolwiek ogarnięcia
      tegoż filmu. Nie piszę 'zrozumienia' bo sam, oglądając kolejny raz ten czy ów
      film postrzegam go inaczej. Cały smaczek jest w tym, że w tych filmach nic nie
      jest proste, przewidywalne i zapięte w sztywny gorset konwenansów. I na
      szczęscie nie da się odpowiedzieć na szkolne pytanie 'co autor chciał
      powiedzieć?'.
      • Gość: P.S.J. Re: Mulholland Drive... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.04, 22:13
        ... A jak nie wiadomo, co chciał powiedzieć (autor), to pewnie nic sensownego
        nie powiedział. I takiż jest Mulholland Drive - bezsensowny. I w dodatku dość
        nudny. To tak, jak napisać książkę bez fabuły.

        P.S. tak, to prawda, ale z drugiej strony książki beatników nigdy mnie nie
        ruszały :))
        • klee (Bez)sensowność fabuły, a przekaz ukryty 16.08.04, 03:21
          Zaraz, zaraz. Bezsensowny, czy bez fabuły? Nie mieszajmy dwu płaszczyzn.
          Pytanie, co chciał przekazać twórca, należy do sfery interpetacji dzieła. Jeśli
          trudno znleźć na nie odpowiedź, to istotnie może oznaczać, że nie miał nic do
          przekazania i utwór jest bez sensu. Zakładać jednak należy, że jest wręcz
          przeciwnie, a mianowicie, że przekazał tak wiele znaczeń i w sposób tak
          złożony, że z tego powodu trudno znaleźć nam je odszyfrować. W przypadku
          twórców tej miary co Lynch ta druga ewentualność jest znacznie bardziej
          prawdopodobna.

          Co zaś do fabuły, to jest ona nieco skomplikowana, ale tak naprawdę klarowna.
          Zdarzenia składające się na nią dają się zrekonstruować. Taką rekonstrukcję
          przedsatwiłem dwa posty wyżej.

          Szukanie łatwych, szybkich odpowiedzi i rozleniwienie intelektualne nie są
          chyba czymś właściwym w przypadku obcowania ze sztuką.
          • Gość: P.S.J. Re: (Bez)sensowność fabuły, a przekaz ukryty IP: *.itpp.pl 16.08.04, 10:02
            Jakaż więc głęboka myśl, jakiż przekaz, jakież odwołanie do archetypu czyha na
            nas w Mulholland Drive? Z chęcią usłyszę...

            Jak dla mnie Lynch mimo wszystko należy do twórców kina rozrywkowego (owszem,
            oglądając kilka odcinków Twin Peaks czy też pocięta okrutnie, ale ciekawą
            stylistycznie Diunę, bawiłem się całkiem dobrze, nie jestem uprzedzony do
            rozrywki a la Lynch), więc doszukiwanie się tam jakiś głębokich przekazów może
            być mylną strategią. Ale być może się mylę.

            Natomiast w kwestii fatalnego poprowadzenia ciągu zdarzeń, które tylko dzięki
            duzej dozie wyobraźni mozna złożyć w logiczną fabułę, raczej nie ustąpię. Film
            fabularny, podobnie jak książka z dziedziny literatury pięknej, powinien przede
            wszystkim przedstawiać opowieść. fabułę. A z tym w MhDrv jest ciężko... Można w
            niesamowicie wystylizowany sposób opisać wizytę w toalecie, ale nie zmieni to
            faktu, że w swej FABULE będzie to utwór o robieniu kupy.
            • cze67 Re: (Bez)sensowność fabuły, a przekaz ukryty 16.08.04, 11:25
              Owszem, Lynch bawi sie z widzami. Ale jest to, dla mnie, zabawa wciagajaca,
              zmuszajaca do wysilku umyslowego... Mnie MD pozostawil oszolomionego, czulem sie
              zdruzgotany, probowalem z tego wszystkiego zlozyc logiczna calosc.
              Twoje PSJ pretensje do rezysera, ze akcja filmu nie jest prowadzona jak po sznurku sa
              bardzo dziecinne. Tak jakbys krzywil sie na malarstwo Salvadora Dali, ze nie maluje
              czegos prostszego, w stylu Matejki.
            • klee Po co robić filmy? 16.08.04, 12:18
              Ja w interpretowanie Lyncha bawił się tu nie będę. Możemy na użytek tej rozmowy
              przyjąć, że brak tam przesłania czy jakichkolwiek sensów naddanych. Ci, którzy
              tak twierdzą, potrafią to zresztą dość przekonująco wykazać (Ty tego nie
              zrobiłeś, ale co tam). Zresztą tym, którzy twierdzą inaczej, również trudno
              wybić argumenty z ręki. Są równie przekonujący. A co do archetypów, to można by
              ich tam szukać, gdyby potraktować Lyncha Jungiem (jak to mawiają moi
              przyjaciele), ale nie wiem, czy psychoanaliza jest do końca trafnym kluczem w
              tym przypadku. Na pewno łatwym i narzucającym się, ale nie jestem przekonany,
              czy efektywnym.

              Co do fabuły zaś i wspomnienia o literaturze, to istnieje mnóstwo książek, w
              których fabuła nie jest prowadzona linearnie ("Gra w klasy" Cortazara to jeden
              z najbardziej znanych i dobitnych przykładów), są i takie, w których fabuły nie
              ma wcale. Jeśli by zaprzęgać wyobraźnię przy rekonstruowaniu ciągu wydarzeń
              zaprezentowanych w "Mulholland Drive", to trzeba by być skazanym na
              niepowodzenie. W przypadku tego tytułu wymagana jest bowiem od analityka
              niesłychana precyzja, logiczne, jasne myślenie i umiejętność łączenia faktów, a
              nie tworzenia jakichś wyobrażeń na ich temat. Potrzebny jest zmysł
              dtetektywistyczny. O tym, że tak właśnie jest, przekonuje opis wydarzeń, który -
              znowu odsyłam - przytoczyłem w pierwszym moim poście w tym wątku.

              Film fabularny - jak piszesz - powinien mieć pewnie przejrzystą fabułę. Inaczej
              ten termin by mu nie przysługiwał. Kto jednak powiedział, że "Mulholland Drive"
              jest filmem fabularnym? To przecież kino autorskie i nie o fabułę tu chodzi.
              Ona jest tylko pretekstem, nośnikiem innych znaczeń. Zresztą film w ogóle nie
              ma za zadanie li tylko opowiadać jakiejś historii. On ze swej natury jest
              dziełem intersemiotycznym i w związku z tym należy wykorzystywać wszystkie jego
              elementy do przekazywania treści. Należy je zaprzęgać do komunikowania się z
              widzem. Gdyby chodziło tylko o opowiedzenie historii, to równie dobrze można by
              ją spisać w postaci ksiażki. Po co robić film?
              • cze67 Re: Po co robić filmy? 16.08.04, 13:17
                Brawo, Panie klee!
                • klee ??? 16.08.04, 15:51
                  ??? :-/
                  • charade Re: ??? 18.08.04, 10:23
                    Pozwólcie, że skopiuję swoją wypowiedź na temat filmów Lyncha z innnego wątku
                    (bo już mi się nie chce tego samego pisać w inny sposób):

                    Lubię jego "Dzikość serca", lubiłam "Miasteczko Twin Peaks", ale jego nowsze
                    dzieła wskazują na to, że facet miewa oryginalne i zakręcone wizje, ale
                    kompletnie nie ma pomysłu na kreatywne pociągnięcie całej intrygi i
                    inteligentną puentę. W pewnym momencie filmu po prostu zostawia go, puszcza
                    samopas - a niech się dzieje co chce, widz przecież się tego po Lynchu
                    spodziewa, że nie będzie wiadomo o co w filmie chodzi. Mnie się to jednak nie
                    podoba, zwłaszcza że facet ciągle stosuje ten sam trik. Dla jednych może to
                    być "tym rozpoznawalnym stylem Lyncha", ale dla mnie to jest manieryczność i
                    twórcze utknięcie na mieliźnie.

                    Tak więc, odpowiadając na pytanie zadane przez autora wątku: moim zdaniem ten
                    film nie ma głębszego sensu, co oznacza że to sztuka dla sztuki.
                    • klee Sens 18.08.04, 13:46
                      To, że się sensu nie dostrzega, nie znaczy, że go nie ma. To, że się sens
                      widzi, nie znaczy, że on jest. ;-)
                    • cze67 Re: ??? 18.08.04, 14:38
                      charade napisała:
                      > Tak więc, odpowiadając na pytanie zadane przez autora wątku: moim zdaniem ten
                      > film nie ma głębszego sensu, co oznacza że to sztuka dla sztuki.

                      Dla mnie to film o niespelnionych marzeniach, ktore wielu ludzi wiaze z wyjazdem do
                      Hollywood. Przyjazd do tego miasta mial byc dla bohaterki niemal przepustka do raju,
                      tymczasem nie zostala wielka aktorka, jak sobie wymarzyla, jej partnerka ja opuscila, i
                      w rezultacie cos co mialo byc wielka przygoda skonczylo sie tragicznie. Ucieka wiec w
                      swiat marzen, w ktorych to ona jest gora.
                      Fabula jak wiele innych. Nie widze tu tworzenia "sztuki dla sztuki".

                      Dla mnie fascynujace jest, jak juz pisalem, ze do tej opowiesci trzeba dotrzec, ze te
                      fabule trzeba odkryc. Ze czuje sie zaskoczony i oszolomiony. Tego oczekuje od filmow,
                      ktore ogladam: przezywania.
    • Gość: ja Re: Mulholland Drive... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 12:26
      Znalazlam taki oto link:
      dir.salon.com/ent/movies/feature/2001/10/23/mulholland_drive_analysis/index.html?pn=1

      Ciekawe odpowiedzi, dla wszystkich ktorym tez to sie nie trzyma kupy.
      pzdr
    • Gość: Zoran Re: Mulholland Drive... IP: *.radio88.com.pl 18.08.04, 16:58
      Na początku zastrzegę, że nie przeczytałem dokładnie wszystkich postów w tym
      temacie, więc może już ktoś podjął kwestię, którą i ja chcę poruszyć. Otóż
      Mulholland Drive był pomyślany jako serial. Niestety Lynchowi nie udało się
      zdobyć funduszy na produkcję serialu właśnie - zrealizował tylko pilota. Rozwój
      zatem wielu wątków i scen z pozoru nie mających sensu i jakiegokolwiek
      uzasadnienia w wersji Mulholland, którą znamy, wyglądałoby zupełnie inaczej
      gdybyśmy mieli do czynienia z serialem. Pamiętajmy, że bardzo podobna sytuacja
      miała miejsce z "Miasteczkiem Twin Peaks". Lynch nakręcił początkowo tylko
      siedem odcinków i jedynie zdecydowana reakcja oczarowanych atmosferą serialu
      widzów wymusiła przyznanie dalszych funduszy na dokręcenie kolejnych
      części "Miasteczka". Szkoda, że najpradopodobniej nigdy już nie będzie nam dane
      poznać "Mulholland Drive" w pełnym wymiarze.
    • Gość: kinoman Re: Mulholland Drive... IP: *.nyc.rr.com 19.08.04, 04:33
      Film niezwykle pogmatwany.
      Niezapomniane wykonanie a capella "Llorando/Crying" Orbisona przez Rebekah Del Rio.
      Ciarki po kregoslupie..........
    • kuna85 Re: Mulholland Drive... 06.09.04, 17:56
      ale o co chodziło z tymi staruszkami???????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka