Dodaj do ulubionych

CIENKA CZERWONA LINIA

IP: *.chello.pl / *.chello.pl 30.10.02, 11:55
Komu się to podabało? Za co tyle tych nominacji do Oscara? Nudne, za długie,
przesycone sztucznymi egzystencjalnymi rozważaniami w stylu Paulo Coelho,
jedyne co tam dobre, to Adrien Brody (za urodę).
Ktoś się zgadza, czy tylko ja tak odbieram ten film?
Obserwuj wątek
    • Gość: Znawca Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: proxy / 198.208.26.* 30.10.02, 12:32
      Najlepszy film jaki ogladalem. Trudno zeby przemyslenia w nim dotyczyly wplywu
      faz ksiezyca na okres rozrodczy kotow. Przypuszczam ze czlowiek znajdujacy sie
      w takiej sytuacji zyciowej jak bohaterowie filmu skupia sie dokladnie na takich
      problemach.
      Adrien Brody (oprocz tego ze Ci sie podoba) raczej nie wywarl wplywu na
      caloksztalt tego arcydziela. Zauwazylem ze po Pianiscie publicznosc na kazdym
      jego nastepnym filmie w 99% bedzie skladac sie z kobiet.
    • Gość: qwerty Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.tlsa.pl 30.10.02, 15:46
      znakomity film! pamietam, ze wchodzil na ekrany niemal rownoczesnie z
      "szeregowcem ryanem" i pozostal troche w jego cieniu, mimo, ze pod kazdym
      wzgledem przerasta "dzielo" spielberga.
      wspaniale zdjecia, niesamowity klimat, mnostwo naprawde rewelacyjnych scen.
      jeden z najlepszych (jesli nie najlepszy) filmow o tematyce wojennej, jaki
      widzialem. doskonala obsada: penn, nolte, koteas, harrelson, brody, clooney.
      film o bezsensownosci wojny, wstrzasajacy. w sposob mistrzowski ukazano
      kontrast pomiedzy natura (uosobieniem spokoju i harmonii) a brutalnoscia i
      okrucienstwem wojny prowadzonej przez ludzi. goraco polecam!
      • Gość: pepito tomato Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.chello.pl / *.chello.pl 30.10.02, 22:37
        to moze meska wrazliwosc duzo rozni sie od kobiecej.
        aha, co do brodego, Znawco, to naprawde zauwazylam, ze w filmie nie gral
        znaczacej roli, wiecej- powiedzial wlasciwie jedno zdanie, a w dodatku rzadko
        pojawial sie w kadrze, jak juz, to jego nos, co nie zmienia faktu, ze nie
        wmowisz mi, iz sceny retrospekcyjne z udzialem zony (nie zony brodego)byly
        dobre i ze wcale nie tchnely tanim kiczem. jak zreszta polowa filmu.
        • Gość: Znawca Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: proxy / 198.208.26.* 31.10.02, 07:53
          Czasami trzeba odwolywac sie do pewnych spraw w posty sposob. Osobiscie bardzo
          to do mnie przemowilo. Przypuszczam ze czlowiek znajdujacy sie w tak krytycznej
          sytuacji ma wlasnie takie obrazy w glowie i to trzyma go przy zyciu.
          Zgadzam sie ze stwierdzeniem ze ten film bije na glowe "Szeregowca...."
          poniewaz jest o wiele glebszy. Film Spielberga rowniez uwazam za arcydzielo
          jednak jest skonstruowany tak zeby widz sie nie nudzil i w paru momentach
          trudno czuc to co na samym poczatku. Mnie np wogole nie "ruszyla" scena w
          ktorej postrzelony Caparsi przekazuje list to rodziny innemu koledze. Jest to
          pokazane w taki sposob ze zapomina sie o tej scenie po chwili a zamiar rezysera
          byl zupelnie inny. Zabraklo wlasnie jakiejs (kiczowatej wg Ciebie) retrospekcji.
          Te filmy sa w zalozeniu proste. Wojna jest prosta. Tu trzeba wszystko inaczej
          przedstawiac niz np w filmach obyczajowych.
      • Gość: the_foe Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 15.11.02, 01:24
        Chyba zle to interpretujesz. Film nie opowiada o bezsensownosci wojny. Bo sens
        jej jest tu ukazany. Raczej film opowiada o zetknieciu czlowieka z czyms czego
        nie moze powstrzymac. Natura jest tu, synonimem, jak pisales, harmonii. Wojna
        tez tak jest pokazana - jako harmonia interakcji. Tragedia nie jest tu wojna
        ale jej anonimowosc. Wojna jest abstrakcja, a mimo to zabiera czlowieczenstwo,
        zrownuje ja z dzika natura. Narracja przeskakuje miedzy postaciami by
        uswiadomic nam ze wojna sklada sie ze zwyczainych uczuc, milosci, szacunku,
        wiernosci, posluszentwa itd... Nie ma w niej nienawisci, checi zwyciestwa,
        brawury. Jak w naturze...
    • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.02, 10:43
      Każdy ma prawo do własnego zdania, trudno jednak ukryć, że nawet i subiektywne opinie czasami
      wykraczają poza pewne granice. Nie potrafię doszukać się sensu w stwierdzeniu, że "Cienka czerwona
      linia" to film górujący nad "Szeregowcem Ryanem".
      Niestety Tomato, ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie za co film Terrence'a Malicka otrzymał tyle
      nominacji do Oskara. Być może zamiar był słuszny, zresztą jeśli ma się wzorce w postaci dzieł takich
      pisarzy jak James Jones ... Dla mnie jednak efekt był taki, że choć film obejrzałem w całości, to z trudem
      broniłem się przed zaśnięciem, a w pamięci pozostały mi poszczególne sceny, każda z osobna, bo
      jakiejś logicznej całości nijak nie potrafiłem z tego w swojej świadomości skomponować. Jak widać,
      jeśli
      nawet powieść jest sukcesem, to samo skopiowanie jej do formy scenariusza nie wystarcza.
      Ujawnianie wzniosłych myśli i odczuć bohaterów nie jest wbrew pozorom żadnym zabiegiem
      powalającym widza na kolana, tym bardziej, jeżeli słyszy się np. "...Zabiłem człowieka, popełniłem
      najgorszą zbrodnię ..., gorszą niż gwałt ...", czyli teksty wykreowane na siłę z nauki którą pobierają
      pierwszoklasiści na lekcjach religii. Jeżeli to ma być takie fascynujące jak twierdzą Znawca i qwerty, to
      dziękuję za takie filmy.
      Dajmy też spokój takim banałom jak "film był rewelacyjny, bo któż tam nie grał ..."
      Ja zapamiętałem głównie Nicka Nolte, chyba jedna z niewielu ról, której można poświęcić uwagę, ale
      niewiele. A jeśli reżyser wybrał sobie kilkunastu gwiazdorów Hollywood, po to żeby zapewnić
      oglądalność
      (w dodatku obsadzając np. Clooney'a w takiej roli, że występował w całym filmie, z tego co pamiętam
      około 2 minut), a na wszystko inne machnął ręką, to wybaczcie ... Osobiście mam mu też trochę za złe, że
      być może w przypływie dobrego humoru, zwyczajnie zakpił sobie ze wszystkich widzów. Jest tam taka
      scena kiedy bohater grany przez Woody'ego Harrelsona odbezpiecza granat przypięty do pasa. Kiedy
      granat wybucha, gość pada, zaczyna ni to krzyczeć, ni to wyzywać na otaczających go żołnierzy, jednego
      nawet o mało co nie pobił, gada coś o tym, że "nie będzie się mógł pieprzyć", a kiedy po kilku minutach
      cała farsa się kończy, wtedy spokojnie umiera (w rzeczywistej sytuacji jego koledzy musieliby się sporo
      naszukać, żeby znaleźć strzępy jego ciała, o ile z nich samych cokolwiek by zostało). Nie wiem czy to była
      komedia, czy science fiction ...?
      Zwróciły też moją uwagę zdjęcia. Kiedyś przy okazji filmu "Blach Hawk down" Sławomir Idziak mówił o
      tym
      jak przygotowuję się do pracy ustalając barwy na filmie Kodaka, każdemu środowisku (np. morze, las,
      pustynia) przypisując oddzielnie skalę kolorów.
      W filmie "Cienka czerwona linia" operator chyba zbytnio się do tego nie przyłożył i odnosi się wrażenie
      jakby akcja rozgrywała się współcześnie (tak też było np. z filmem "Pearl Harbor"). A wystarczy porównać
      to ze wspomnianym "Szeregowcem Ryanem", którego samo ustawienie w jednej linijce z filmem Malicka
      jest według mnie dużym nietaktem.

      Pozdrawiam
      (przepraszam za obszernosć mojego wywodu)
      • Gość: Znawca Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: proxy / 198.208.26.* 31.10.02, 11:34
        Ok. Subiektywizm subiektywizmem ale troche przesadziles z tym nietaktem w
        porownaniu obu filmow. Przesadziles tez z porownianiem z Pearl Harbour. Filmow
        nie rozbiera sie na czynniki pierwsze. Analizowanie kazdego zdania nie ma
        sensu. Liczy sie caloksztalt, to co sie czuje. To nie wiersz. To jest obraz i
        dzwiek.
        Obrazy psychologiczne bohaterow sa bardzo rozne. Zupelnie inaczej mysla
        dowodzacy i podwladni. Jest to bardzo wyraznie przedstawione. Wlasnie ten
        kontrast powoduje ze zaczyna sie to wszystko czuc.
        Co do obsady to wiadomo ze te wszystkie nazwiska maja na celu rozreklamowac
        film a tak na prawde nie ogrywaja w nim zadnej roli.
        Zgadzam sie ze film moze nudzic ale dotyczy to osob raczej nie przyzwyczajonych
        do glebszych przemyslen bo mowic o tym filmie ze do nich nie sklania jest
        dowodem na brak uczuc.
        • Gość: bfhfr Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 31.10.02, 12:28
          a ja bardzo lubie ten film ogladalem go 3 razy (tylko w kinie)
        • Gość: pepito tomato Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.chello.pl / *.chello.pl 31.10.02, 13:00
          Gość portalu: Znawca napisał(a):


          > Zgadzam sie ze film moze nudzic ale dotyczy to osob raczej nie
          przyzwyczajonych
          >
          > do glebszych przemyslen bo mowic o tym filmie ze do nich nie sklania jest
          > dowodem na brak uczuc.

          dobra, Znawco Bufonie, wypraszam sobie, ze niby nie mam uczuc, bo rzekomo nie
          rozumiem glebszych refleksji w tym filmie. wyobraz sobie, ze jest odwrotnie,
          wiecej- rozumiem, ze te refleksje sa gowniane a nie glebsze. wszystkie te
          wywody w stylu "jestesmy wegielkami z wielkiego ogniska" to jedynie Kicz i
          Mialkosc, ktora ma dawac poczucie wyzszej wartosci wszystkim pseudowrazliwym
          pseudointeligentom siedzacym w kinie. ach, moj duchowy Znawco- przewodniku,
          wiec jestes tak wielki, ze widzisz dalej i glebiej, ze rozumiesz te wzniosle
          refleksje? moge powiedziec ci tyle, ze caly sek w tym, iz nie sa one wzniosle,
          anie piekne, sa Psedo i tyle.
          a Duncanowi dziekuje za glos rozsadku.
          • Gość: Znawca Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: proxy / 198.208.26.* 31.10.02, 13:39
            Ochlonelas juz ? Jesli tak to odpowiadam. Na poczatek to nic bardziej blednego
            niz stwierdzenie ze jestem bufonem. Po drugie ten film jest prosty, to
            oczywiste. Nie wyobrazam sobie takiej tresci przedtawionej w bardziej
            skomplikowany sposob. Lubie proste rzeczy bo z nich sie czerpie najwiecej
            rozsadku ktory tak w dzisiejszych czasach jest potrzebny.
            Nie uwazam sie rowniez za pseudointeligenta. Staram sie podchodzic do filmow w
            sposob trzezwy. Gdybym taki byl jak myslisz to pewnie klepalbym teraz sztuczne
            wywody w watku dotyczacym np filmu "Golasy" ktorego wogole nie czuje. Taki film
            bylby idealna pozywka dla mnie. W koncu taki kontrowersyjny.
            Zawsze staram sie zachowac zdrowy rozsadek w stosunku do takich dziedzin zycia
            jak kino czy muzyka.
            Pozatym sam czasami mam uprzedzenia do niektorych filmow co weryfikuje na plus
            lub minus po uplywie dluzszego czasu.
        • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.02, 13:45
          Filmow nie rozbiera sie na czynniki pierwsze. Analizowanie kazdego zdania nie ma
          > sensu. Liczy sie caloksztalt, to co sie czuje. To nie wiersz. To jest obraz i
          > dzwiek.
          > Obrazy psychologiczne bohaterow sa bardzo rozne. Zupelnie inaczej mysla
          > dowodzacy i podwladni. Jest to bardzo wyraznie przedstawione. Wlasnie ten
          > kontrast powoduje ze zaczyna sie to wszystko czuc.

          Nie bardzo mogę się z tym zgodzić. Liczy się całokształt, to znaczy to co napiszą w gazetach albo na
          opakowaniach kaset, a dialogi, poszczególne wydarzenia, epizody i cała otoczka jak scenografia, efekty
          itp są nieważne. Przecież własnie to składa się na całokształt. Ja np. często przywiązuję wagę do
          najmniejszych szczegółów. Jeżeli postać wykonuję najdrobniejszy gest, który wygląda w 100 %
          naturalnie, to doceniam to, bo wiem, że reżyser na nic nie przymykał oczu.
          "Szeregowiec Ryan" uważam za mistrzostwo m.in. własnie z powodu tych szczegółów.
          Poza tym tak jak wiele innych filmów pokazał pewne ogólne zjawisko poprzez pryzmat
          wyselekcjonowanego biegu wydarzeń, z których żadne tak naprawdę nie było zbędne, było częscią
          całosci i potrafiło zaciekawic. W przeciwieństwie do "Thin red line" nie słyszłem tam moralitetów, że to
          jest dobre, tamto złe, i że teraz człowiek się boi, a teraz już nie, a teraz to własnie dręczą go wyrzuty
          sumienia. To tak jakby pójsc do szkoły podstawowej, gdzie nauczyciel pusci niemy film albo wystarczy, że
          pokaże obrazek i ze wskaźnikiem w ręku będzie tłumaczył: "Dzieci, to jest wojna, atp są żołnierze. Oni się
          boją. Jeden zabił i dlatego się martwi, ale ten obok wcale się nie martwi ..." Wyszłoby na to samo.
          Ale tak ogólnie - cudze zdanie szanuję. Owszem nie będę przesadzał porównując filmy, choć wszyscy
          przecież tak robią, nawet krytycy.
          Ale cóż, jednemu podoba się taki film drugiemu inny.
          Ja w wypożyczalni półkę z "Cienką czerwoną linią" omijam szerokim łukiem.
          (nie chciałem być złósliwy)

          Pozdrowienia
          • Gość: Znawca Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: proxy / 198.208.26.* 31.10.02, 13:59
            Widocznie zwracamy uwage na zupelnie inne elementy w filmach. Dla Ciebie
            wazniejsze sa szczegoly techniczne jak zapewne np pierwsza scena w "Szeregowcu"
            krecona "z reki" co na pewno poteguje efekt. Ja natomiast znjaduje cos wiecej
            niz inni w przemysleniach w "Cienkiej". To pewnie przez moja pseudointeligencje
            jak zauwazyla pepito tomato.
            p.s.
            Wyjasniam ze dla mnie na pewno nie maja znaczenia komentarze w gazetach i
            kolory plakatow.
            • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.02, 16:10
              OK. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.
              Tomato ! Na temat filmu zgadzam się z Tobą bez wyjątków,
              ale staraj się nie obrażać rozmówców.
      • Gość: qwerty Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.tlsa.pl 04.11.02, 10:47
        Gość portalu: Duncan napisał(a):

        >Każdy ma prawo do własnego zdania, trudno jednak ukryć, że nawet i subiektywne
        >opinie czasami wykraczają poza pewne granice. Nie potrafię doszukać się sensu
        >w stwierdzeniu, że "Cienka czerwona linia" to film górujący nad "Szeregowcem
        >Ryanem".
        poniewaz "de gustibus..." zdanie ">>cienka czerwona linia<< to film gorujacy
        nad >>szergowcem ryanem<<" powinno zaczynac sie od stwierdzenia "moim zdaniem"
        ;)
        moze kilka slow dlaczego tak uwazam. otoz w "szeregowcu ryanie" ogromne
        wrazenie wywarla na mnie scena desantu. doslownoscia i ogolnym wrazeniem, jakie
        wywoluje u mnie, nie dorownuje jej zadna inna scena wojenna. te kilkanascie
        minut sekwencji filmowej stara sie w jak najwierniejszy sposob oddac pieklo
        walki bezposredniej - jej tempo, chaos i zgielk. i to spielbergowi (a moze
        bardziej kaminskiemu?) udalo sie doskonale. niestety pozniej (moim zdaniem ;))
        jest coraz gorzej. film nie ustrzegl sie typowo holywoodzkiego patosu, cala
        historia jest malo wiarygodna i naciagana, zakonczenie beznadziejne.
        "cienka czerwona linia" nie opowiada jednej konkretnej historii - jest
        wlasciwie zlepkiem wydarzen toczacych sie na zdobywanych wyspach i calego
        szeregu retrospekcji. sila filmu jest klimat, poszczegolne ujecia. rozwleczenie
        akcji filmu w nieskonczonosc odebralem jako zabieg anty-hollywodzki: film
        wojenny, w ktorym z zalozenia akcja ma byc szybka i intesywna, jest opowiadany
        przez prawie 3 godziny, mimo ze jego tresc moznaby strescic do jakichs 60 minut.

        >Niestety Tomato, ja nie potrafię odpowiedzieć na pytanie za co film Terrence'a
        >Malicka otrzymał tyle nominacji do Oskara. Być może zamiar był słuszny,
        >zresztą jeśli ma się wzorce w postaci dzieł takich pisarzy jak James Jones ...
        >Dla mnie jednak efekt był taki, że choć film obejrzałem w całości, to z trudem
        >broniłem się przed zaśnięciem, a w pamięci pozostały mi poszczególne sceny,
        >każda z osobna, bo jakiejś logicznej całości nijak nie potrafiłem z tego w
        >swojej świadomości skomponować.
        >Jak widać, jeśli nawet powieść jest sukcesem, to samo skopiowanie jej do formy
        >scenariusza nie wystarcza.
        jak juz wyjasnilem powyzej, wydaje mi sie, ze taka konstrukcja fabuly filmu
        byla z gory zamierzona. jednym bedzie sie to podobalo, innym - nie...

        >Ujawnianie wzniosłych myśli i odczuć bohaterów nie jest wbrew pozorom żadnym za
        >biegiem powalającym widza na kolana, tym bardziej, jeżeli słyszy się np.
        >"...Zabiłem człowieka, popełniłem najgorszą zbrodnię ..., gorszą niż
        >gwałt...", czyli teksty wykreowane na siłę z nauki którą pobierają
        >pierwszoklasiści na lekcjach religii. Jeżeli to ma być takie fascynujące jak
        >twierdzą Znawca i qwerty, to dziękuję za takie filmy.
        pragne zwrocic uwage, ze zolnierzami rzadko sa profesorowie filozofii, wiec
        sila rzeczy ich refleksje zapisywane w pamietnikach nie beda mialy glebi
        heglowskich przemyslen. chodzi tu bardziej o emocje, o to, ze ci w gruncie
        rzeczy prosci ludzie, sa zmuszani do zabijania, robia to ze wstretem i
        obrzydzeniem, to obrzydzenie odczuwaja nawet wzgledem siebie.

        >Dajmy też spokój takim banałom jak "film był rewelacyjny, bo któż tam nie
        >grał...". Ja zapamiętałem głównie Nicka Nolte, chyba jedna z niewielu ról,
        >której można poświęcić uwagę, ale niewiele. A jeśli reżyser wybrał sobie
        >kilkunastu gwiazdorów Hollywood, po to żeby zapewnić oglądalność (w dodatku
        >obsadzając np. Clooney'a w takiej roli, że występował w całym filmie, z tego
        >co pamiętam około 2 minut), a na wszystko inne machnął ręką, to wybaczcie...
        nie mialem na mysli zachwytu, ze KTOZ tam nie gral, ale JAK zagral. role
        noltego, penna i koteasa sa znakomite, clooney zagral tylko w epizodzie - i
        chwala rezyserowi za to! zagral przez 5 minut, zagral dobrze - wystarczy!

        >Osobiście mam mu też trochę za złe, że być może w przypływie dobrego humoru,
        >zwyczajnie zakpił sobie ze wszystkich widzów. Jest tam taka scena kiedy
        >bohater grany przez Woody'ego Harrelsona odbezpiecza granat przypię
        >ty do pasa. Kiedy granat wybucha, gość pada, zaczyna ni to krzyczeć, ni to
        >wyzywać na otaczających go żołnierzy, jednego nawet o mało co nie pobił, gada
        >coś o tym, że "nie będzie się mógł pieprzyć", a kiedy po kilku minutach
        >cała farsa się kończy, wtedy spokojnie umiera (w rzeczywistej sytuacji jego
        >koledzy musieliby się sporo naszukać, żeby znaleźć strzępy jego ciała, o ile z
        >nich samych cokolwiek by zostało). Nie wiem czy to była komedia, czy science
        >fiction ...?
        tu sie zgadzam. na szczescie w "cienkiej..." nie bylo duzo tego rodzaju
        "kwiatkow". o wiele wiecej bylo ich w "szeregowcu..." - od samego pomyslu
        ratowania ostatniego z braci ryanow po patetyczne zakonczenie.

        >Zwróciły też moją uwagę zdjęcia. Kiedyś przy okazji filmu "Blach Hawk down" Sła
        >womir Idziak mówił o tym jak przygotowuję się do pracy ustalając barwy na
        >filmie Kodaka, każdemu środowisku (np. morze, las, pustynia) przypisując
        >oddzielnie skalę kolorów.
        >W filmie "Cienka czerwona linia" operator chyba zbytnio się do tego nie
        >przyłożył i odnosi się wrażenie jakby akcja rozgrywała się współcześnie (tak
        >też było np. z filmem "Pearl Harbor"). A wystarczy porównać to ze wspomnianym
        >"Szeregowcem Ryanem", którego samo ustawienie w jednej linijce z filmem
        >Malicka jest według mnie dużym nietaktem.
        przyznam sie, ze powyzszych zarzutow w ogole nie rozumiem. plenery w
        "cienkiej..." byly sfilmowane fenomenalnie (np. soczysta zielen traw...). co to
        znaczy, ze "odnosi się wrażenie jakby akcja rozgrywała się współcześnie"? w
        takim razie jaka technika nalezy krecic filmy rozgrywajace sie np. w
        sredniowieczu? drzeworytowa? nie badzmy smieszni!
        • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.11.02, 16:22
          Gość portalu: qwerty napisał(a):


          w "szeregowcu ryanie" ogromne wrazenie wywarla na mnie scena desantu. doslownoscia i
          ogolnym wrazeniem, jakie wywoluje u mnie, nie dorownuje jej zadna inna scena wojenna.

          niestety pozniej (moim zdaniem ;)) jest coraz gorzej. film nie ustrzegl sie typowo holywoodzkiego
          patosu, cala historia jest malo wiarygodna i naciagana, zakonczenie beznadziejne.


          Owszem, scena desantu na plaży Omaha jest bardzo dobra. W całym filmie to jest rodzaj wprowadzenia -
          wstęp do wydarzeń stanowiących zasadniczą treść, pokazuje w jakim czasie i miejscu rozgrywa się akcja,
          na tle jakich wydarzeń historycznych, no i przede wszystkim obrazuje ogrom zniszczenia i okrucieństwo
          wojny, żeby już na początku widza uświadomić (po tym część widowni ma już zapewne dosyć widoku krwi
          i trupów). Ale jeżeli spodziewałeś się, że taka scena będzie trwać przez 2 i pół godziny filmu, to nic
          dziwnego, że się zawiodłeś. To chyba normalne, że dalej akcja przechodzi już do szczegółów. Historia
          mało wiarygodna i naciągana ...? To może sprecyzuj, bo tak bez konkretów ... Ja patosu tam nie
          dostrzegłem, a czy zakończenie było beznadziejne ...? Zwyczajne, bez fajerwerków, ale skończył się
          pewien kilkudniowy epizod, wykonano zadanie, większość zginęła, jak to na wojnie, i tyle. Ciekawsze
          natomiast jest to, że "Cienka czerwona linia" w ogóle nie miała zakończenia, w sensie - nazwijmy to -
          literackim. To był nieskończony zlepek pojedynczych wydarzeń, na który reżyser nagle zareagował: "Dobra
          wystarczy. Tu będzie koniec !". Szkoda, że jeszcze któremu nie przerwali wpół zdania ...

          pragne zwrocic uwage, ze zolnierzami rzadko sa profesorowie filozofii, wiec
          sila rzeczy ich refleksje zapisywane w pamietnikach nie beda mialy glebi
          heglowskich przemyslen.


          Ha, ha ! Nieźle to ująłeś ! Owszem, profesorowie filozofii rzadko kiedy idą na wojnę.
          Jednak z drugiej strony autor dialogów czy monologów nie może też pisać banałów, jakie tylko na myśl
          mu przyjdą, wychodząc z założenia, że bohaterowie to żadni mędrcy, tylko prości ludzie. Chodzi o to żeby
          napisać to dobrze. Żeby faktycznie były to teksty typowe dla każdego przeciętnego człowieka, ale jednak
          nie aż na tyle banalne. Napisanie dialogu to też sztuka.
          Ale w porządku, żeby nie było, że się czepiam ... Wielu mogło się podobać, ja uznaję to jedynie za mało
          przekonujące - mniej niż w wielu innych filmach.


          clooney zagral tylko w epizodzie - i chwala rezyserowi za to!
          zagral przez 5 minut, zagral dobrze - wystarczy!

          Owszem, Clooney zagrał dobrze. Jeden monolog, ale tak jak należało. Zresztą sam osobiście bardzo
          lubię tego aktora (zwłaszcza "Perfect Storm" i "Peacemaker"), mimo iż uważam że geniuszem sztuki nie
          jest.
          Wydaje mi się, że w takim filmie, w którym bohaterami jest tylu żołnierzy, taki "gwiazdozbiór" to chyba
          nienajlepszy strzał. W recenzji serialu "Kompania braci" przykładowo, czytałem, że celowo narzucono
          obsadę z mało znanych, nawet początkujących aktorów, aby w pewnym sensie dać wiarygodność, żeby
          postaci nie kojarzono po twarzach. Ale to tylko taka dygresja. Jest OK. To akurat nie ma dużego
          znaczenia, jeśli aktorzy grają dobrze.


          w "cienkiej..." nie bylo duzo tego rodzaju "kwiatkow". o wiele wiecej bylo ich w "szeregowcu..." -
          od samego pomyslu ratowania ostatniego z braci ryanow po patetyczne zakonczenie.

          Albo sobie żartujesz albo rozmawiamy o innych filmach. Chyba że poznam jeszcze trzecią możliwość,
          jeśli podasz jakieś szczegóły, żeby zrozumiał to tak przeciętny umysł jak mój. Na razie zrozumiałem tyle,
          że historię ratowania żołnierza w czasie wojny uznałeś za niemożliwą (z jakiego punktu widzenia - fizyki ?
          anatomii ?), ale może jeszcze tak coś więcej ...?

          przyznam sie, ze powyzszych zarzutow w ogole nie rozumiem. plenery w
          "cienkiej..." byly sfilmowane fenomenalnie (np. soczysta zielen traw...).
          co to znaczy, ze "odnosi się wrażenie jakby akcja rozgrywała się współcześnie"?
          w takim razie jaka technika nalezy krecic filmy rozgrywajace sie np. w sredniowieczu?
          drzeworytowa? nie badzmy smieszni!

          Może nie tak. Nie są to moje zarzuty. To tylko taka drobna uwaga, która mi się nasunęła, ale chyba byłem
          za mało precyzyjny.
          Otóż rozumowanie jest takie - film fabularny (w większości przypadków) ma pokazywać rzeczywistość
          (przeszłą, przyszłą czy teraźniejszą), ale jest tylko filmem. Nigdy nie będzie w 100 % autentyczny. Chodzi
          jednak o to, aby go jak najbardziej uwiarygodnić, poprzez grę aktorów, kostiumy, scenografię, efekty itp.
          Także i poprzez technikę zdjęć. Owszem przyroda w czasach wojny nie różniła się chyba pod względem
          barw od dzisiejszej, ale chodzi o pewne odniesienie do przeszłości poprzez jakość zdjęć. Dlaczego np.
          starsi ludzie z takim zachwytem wpatrują się w swoje zdjęcia z dzieciństwa, szare i pożółkłe. Czy nie
          woleliby, żeby były zrobione Nikonem, na błyszczącym papierze Kodaka, bez ani jednej rysy ...? Chodzi o
          to, że w tych zdjęciach ukryte jest tych kilkadziesiąt lat które minęło. I tak też starają się oddać przeszłość
          operatorzy kamer, jak słyszałem w kilku wywiadach, m.in. właśnie z Idziakiem. Dlaczego np. Scorsese,
          kiedy chciał pokazać ponure ulice Bronxu z lat 40-tych rządzonego przez mafię, nakręcił film "Wściekły
          Byk" głównie na czarno-białej taśmie. Zabrakło mu w sklepie kolorowej ...? Albo np. to samo Spielberg w
          "Liście Schindlera".
          Tak więc nie chodzi tylko o to, żeby wszystko pokazać w jak najpiękniejszych pastelowych kolorach.
          Dlatego zwróciło to moją uwagę, bo kiedy zaczynała się "Cienka czerwona linia" - dwaj dezerterzy hasali
          sobie po wyspie, to miałem takie skojarzenie, że to jest jeden z odcinków "Żaru tropików" albo "Miami
          Vice". (To tylko taki żart)
          • Gość: qwerty Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.tlsa.pl 12.11.02, 12:10
            Gość portalu: Duncan napisał(a):

            )Owszem, scena desantu na plaży Omaha jest bardzo dobra. W całym filmie to jest
            )rodzaj wprowadzenia - wstęp do wydarzeń stanowiących zasadniczą treść,
            )pokazuje w jakim czasie i miejscu rozgrywa się akcja, na tle jakich wydarzeń
            )historycznych, no i przede wszystkim obrazuje ogrom zniszczenia i okrucieństwo
            )wojny, żeby już na początku widza uświadomić (po tym część widowni ma już
            )zapewne dosyć widoku krwi i trupów). Ale jeżeli spodziewałeś się, że taka
            )scena będzie trwać przez 2 i pół godziny filmu, to nic dziwnego, że się
            )zawiodłeś. To chyba normalne, że dalej akcja przechodzi już do szczegółów.
            scena desantu jest swego rodzaju uwertura dla wlasciwej historii. nie
            spodziewalem sie, ze caly film bedzie tak wygladal, powiem wiecej - gdyby owa
            scena trwala chociazby 10 minut dluzej stalaby sie nieznosna i niestrawna w
            odbiorze, nastapilby przesyt! problem polega na tym, ze ow poczatek zostal
            zrealizowany z wielka troska o realizm i wiarygodnosc przedstawianych wydarzen
            - odnioslem wrazenie, iz pozniej tych dwoch cech calej histrorii zabraklo.

            )Historia mało wiarygodna i naciągana ...? To może sprecyzuj, bo tak bez
            )konkretów ... Ja patosu tam nie dostrzegłem, a czy zakończenie było
            )beznadziejne ...? Zwyczajne, bez fajerwerków, ale skończył się pewien
            )kilkudniowy epizod, wykonano zadanie, większość zginęła, jak to na
            )wojnie, i tyle.
            pomysl na film jest taki: wybucha wojna, na ktora powolywani sa kolejno bracia
            ryan i tak jak sa powolywani tak po kolei gina. wreszcie do wojska zostaje
            wziety ostatni, najmlodszy z nich. jakis wrazliwy general zauwaza tragiczna
            konsekwencje losow rodziny ryan i postanawia oszczedzic najmlodszemu tragicznej
            doli jego starszych braci. z tego co pamietam general uroczyscie slubuje to
            matce (tu mamy patos). w celu uratowania najmlodszego powoluje specjalna grupe,
            ktora za wszelka cene ma tego dokonac. otoz juz zarys historii jest wysoce
            nieprawdopodobny. na wojnie nie licza sie jednostki, a juz na pewno -
            szeregowcy. na wojnie nie ma generalow, ktorzy lituja sie nad zyciem
            poszczegolnych zolnierzy. dlaczego uratowany ma byc ryan, a nie brown, czy
            jakis inny smith? malo jest matek, ktore stracily wszystkich synow w wyniku
            dzialan wojennych? dlaczego pania ryan spotkal taki zaszczyt? poniewaz cala
            historia jest wymyslona na potrzeby ckliwej i sentymentalnej widowni, ktora
            najpierw sie wystraszy, pozniej uroni lezke, a na koniec bedzie sie radowac
            wraz z ocalonymi bohaterami, nie baczac na to, ze by uratowac jednego ryana
            zginelo kilkanascie (po obu stronach) osob. i niech nikt mi nie wmawia, ze
            historia bazuje na prawdziwych wydarzeniach - wojskowi tez znaja sie na public
            relations i jesli tej historii w calosci sami nie wymyslili, to z pewnoscia
            naciagneli przypadek jakiegos cudem uratowanego zolnierza do wersji o celowym i
            bohaterskim jego uwolnieniu przez specjalna grupe.
            tyle ogolnie - szczegoly tez malo trzymaja sie kupy: najpierw niemieckiemu
            zolnierzowi szlachetnie zostaje darowane zycie, potem spotykamy go w finale,
            gdzie probuje zabic swoich dobroczyncow. jakie jest prawdopodobienstwo tej
            sytuacji? gdzie tu realizm? przeciez jest to nachalnie tendencyjna teza: zly
            niemiec/dobry amerykanin (aliant?). final tez nie grzeszy wiarygodnoscia: czy
            zawsze odsiecz musi przychodzic w ostatniej chwili, gdy naszym bohaterom
            (wlasciwie ryanowi) smierc zaglada w oczy i gdy wydaje sie, ze ich los jest juz
            przesadzony? a w ogole jakie jest prawdopodobienstwo tak dlugiej walki garstki
            ludzi przeciwko liczniejszemu i lepiej uzbrojonemu przeciwnikowi? i prosze mi
            tu nie przypominac westerplatte - gdyby westerplatte mialo znaczenie
            strategiczne, jego zajecie (zniszczenie?) zajeloby niemcom godziny, a nie dni.

            )Ciekawsze natomiast jest to, że "Cienka czerwona linia" w
            )ogóle nie miała zakończenia, w sensie - nazwijmy to - literackim. To był
            )nieskończony zlepek pojedynczych wydarzeń, na który reżyser nagle zareagował:
            )"Dobra wystarczy. Tu będzie koniec !".
            w pelni sie zgadzam, powiem wiecej - uwazam, ze taki byl zamysl filmu i nie
            uwazam tego za wade. "cienka..." jest filmem wojennym (antywojennym?), ale
            bardzo nietypowym. wojna jest tu chyba tylko pretekstem, do poruszenia zupelnie
            innych kwestii - gdzie sa granice czlowieczenstwa? czy ludzie sa zli z natury?
            czy natura/przyroda jest dobra? ile przemocy jest w stanie zniesc istota ludzka
            i jeszcze nie zatracic godnosci? tresc filmu jest wycinkiem z zycia bohaterow w
            nim sportretowanych i jako wycinek nie ma wlasciwego poczatku i zakonczenia.

            )Owszem, Clooney zagrał dobrze. Jeden monolog, ale tak jak należało. Zresztą sam
            )osobiście bardzo lubię tego aktora (zwłaszcza "Perfect Storm" i "Peacemaker"),
            )mimo iż uważam że geniuszem sztuki nie jest. Wydaje mi się, że w takim filmie,
            )w którym bohaterami jest tylu żołnierzy, taki "gwiazdozbiór" to chyba
            )nienajlepszy strzał. W recenzji serialu "Kompania braci" przykładowo, czytałem,
            )że celowo narzucono obsadę z mało znanych, nawet początkujących aktorów, aby w
            )pewnym sensie dać wiarygodność, żeby postaci nie kojarzono po twarzach. Ale to
            )tylko taka dygresja. Jest OK. To akurat nie ma dużego znaczenia, jeśli aktorzy
            )grają dobrze.
            tu chyba ostatnie zdanie powinno wystarczac za komentarz. dla przypomnienia, w
            "szeregowcu..." grali m.in. tom hanks, matt damon, denis farina, edward burns,
            giovanni ribisi - tez dosyc znane twarze, nieprawdaz?

            )Albo sobie żartujesz albo rozmawiamy o innych filmach. Chyba że poznam jeszcze
            )trzecią możliwość, jeśli podasz jakieś szczegóły, żeby zrozumiał to tak
            )przeciętny umysł jak mój. Na razie zrozumiałem tyle, że historię ratowania
            )żołnierza w czasie wojny uznałeś za niemożliwą (z jakiego punktu widzenia -
            )fizyki ? anatomii ?), ale może jeszcze tak coś więcej ...? przyznam sie, ze
            )powyzszych zarzutow w ogole nie rozumiem.
            to tego odnioslem sie wyzej.

            )Może nie tak. Nie są to moje zarzuty. To tylko taka drobna uwaga, która mi się
            )nasunęła, ale chyba byłem za mało precyzyjny. Otóż rozumowanie jest takie -
            )film fabularny (w większości przypadków) ma pokazywać rzeczywistość (przeszłą,
            )przyszłą czy teraźniejszą), ale jest tylko filmem. Nigdy nie będzie w 100 %
            )autentyczny. Chodzi jednak o to, aby go jak najbardziej uwiarygodnić, poprzez
            )grę aktorów, kostiumy, scenografię, efekty itp. Także i poprzez technikę
            )zdjęć. Owszem przyroda w czasach wojny nie różniła się chyba pod względem
            )barw od dzisiejszej, ale chodzi o pewne odniesienie do przeszłości poprzez
            )jakość zdjęć. Dlaczego np. starsi ludzie z takim zachwytem wpatrują się w
            )swoje zdjęcia z dzieciństwa, szare i pożółkłe. Czy nie woleliby, żeby były
            )zrobione Nikonem, na błyszczącym papierze Kodaka, bez ani jednej rysy ...?
            )Chodzi o to, że w tych zdjęciach ukryte jest tych kilkadziesiąt lat które
            )minęło. I tak też starają się oddać przeszłość operatorzy kamer, jak słyszałem
            )w kilku wywiadach, m.in. właśnie z Idziakiem. Dlaczego np. Scorsese, kiedy
            )chciał pokazać ponure ulice Bronxu z lat 40-tych rządzonego przez mafię,
            )nakręcił film "Wściekły Byk" głównie na czarno-białej taśmie. Zabrakło mu w
            )sklepie kolorowej ...? Albo np. to samo Spielberg w "Liście Schindlera".
            )Tak więc nie chodzi tylko o to, żeby wszystko pokazać w jak najpiękniejszych
            )pastelowych kolorach. Dlatego zwróciło to moją uwagę, bo kiedy zaczynała się
            )"Cienka czerwona linia" - dwaj dezerterzy hasali sobie po wyspie, to miałem
            )takie skojarzenie, że to jest jeden z odcinków "Żaru tropików" albo "Miami
            )Vice". (To tylko taki żart)
            tak, tylko ze "cienka..." nie jest, jak juz zauwazylem wczesniej, filmem
            stricte wojennym. to nie jest film, ktory ma opowiedziec jakas konkretna
            historie. i z tego wzgledu sadze, ze sposob filmowania jest adekwatny do
            prezentowanych tresci.
    • Gość: kubu Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.dwi.uw.edu.pl / 192.168.0.* 31.10.02, 18:28
      nie chce mi sie wczytac tej calej Waszej dyskusji
      przeczytalem kawalek ze srodka i rozumiem, ze Tomato ma monopol na trafne
      opinie :-///
      Mi sie CIENKA CZERWONA LINIA podobala ogromnie
      moze o tym swiadczyc fakt, ze choc go goladalem tylko na video, nawet na moment
      nie wlaczylem pauzy (a to sie zdarza bardzo rzadko)
      uwazam, ze film ma swietny klimat, a scena w ktorej jeden z zolnierzy jest
      osaczony przez Wietnamczykow jest jedna z najlepszych jakie widzialem
      nie wszystko sie musi podobac kazdemu
      i bardzo dobrze
      mi sie ten film podobal i tyle
      pozdrawiam
      • Gość: furry Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.chello.pl 31.10.02, 19:48
        pojecam książkę Jamesa Jonesa.
        Tylko się nie zdziwcie :-)

        film był nienajgorszy, ale ZUPEŁNIE inny od książki. Tzn.
        nie potrafię powiedzieć, co podobało misie bardziej.

        fr
        • kaspera Re: CIENKA CZERWONA LINIA 02.11.02, 02:29
          Powiem lakonicznie:
          Film jest wspaniały ze względu na głebię wyrazu i przesłania.
          Nigdy wcześniej nie widziałem filmu wojennego, w którym byłoby tak dużo
          pozytywnych uczuć: dobra i miłości.

          A poza tym żywię szczególny sentyment do tego dzieła, gdyż pojawiają się w nim
          fragmenty najpiękniejszego Requiem jakie kiedykolwiek napisało pióro
          kompozytora, mianowicie "Requiem" Gabriela Faure.
      • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 03.11.02, 17:21
        Gość portalu: kubu napisał(a):

        > nie chce mi sie wczytac tej calej Waszej dyskusji
        > przeczytalem kawalek ze srodka i rozumiem, ze Tomato ma monopol na trafne
        > opinie :-///
        > Mi sie CIENKA CZERWONA LINIA podobala ogromnie
        > moze o tym swiadczyc fakt, ze choc go goladalem tylko na video, nawet na moment
        >
        > nie wlaczylem pauzy (a to sie zdarza bardzo rzadko)
        > uwazam, ze film ma swietny klimat, a scena w ktorej jeden z zolnierzy jest
        > osaczony przez Wietnamczykow jest jedna z najlepszych jakie widzialem
        > nie wszystko sie musi podobac kazdemu
        > i bardzo dobrze
        > mi sie ten film podobal i tyle
        > pozdrawiam

        Gratuluje kubu !
        Rozumiem, że kiedy tak się wpatrywałes w film i z wrażenia ani razu nie tknąłes pilota, chyba również
        zapomniałes co oglądasz. To może tylko Ci przypomnę, że o Guadalcanal Amerykanie walczyli z
        Japończykami. Wietnamczycy są z innej bajki.
        Jak wspomniałes, nie chce Ci się wczytywać w tekst dyskusji, ale może czasem warto spojrzeć na jaki
        temat się wypowiadamy, nieprawda ...?
        • Gość: kubu Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.dwi.uw.edu.pl 13.11.02, 16:10
          boszz boszzz
          panie znawco! panie erudyto!
          jak ja moglem napisac taki absurd???!!!???
          A Ty nieszczesny skalales oczy swoje taka bzdura!

          boszzzz
          jak mi wstyd
          juz nigdy nie pokaze sie w sieci, bo moje imie okryte jest hanba :-/


          to, kogo z kim pomylilem, jest najmniej wazne w calym filmie, ktory jest jednym
          manifestem antywojennym
          ale oczywiscie sa tacy, ktorzy musza wszystkim wytknac ich bledy
          bo najwazniejsze sa szczegoly, prawda?

          zycze upojnego, poprawnego zycia
          • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.11.02, 17:03
            Gość portalu: kubu napisał(a):

            > boszz boszzz
            > panie znawco! panie erudyto!
            > jak ja moglem napisac taki absurd???!!!???
            > A Ty nieszczesny skalales oczy swoje taka bzdura!
            >
            > boszzzz
            > jak mi wstyd
            > juz nigdy nie pokaze sie w sieci, bo moje imie okryte jest hanba :-/
            >
            >
            > to, kogo z kim pomylilem, jest najmniej wazne w calym filmie, ktory jest jednym
            >
            > manifestem antywojennym
            > ale oczywiscie sa tacy, ktorzy musza wszystkim wytknac ich bledy
            > bo najwazniejsze sa szczegoly, prawda?
            >
            > zycze upojnego, poprawnego zycia


            OK, OK ! Przepraszam.
            Dalej jestes roztrzęsiony czy już Ci przeszło ?
            Wybacz. Zapomniałem w jak różny sposób ludzie mogą reagować na swoje błędy,
            w dodatku tak oczywiste.
            Mam nadzieję, że wyjdzie to wszystkim na dobre i nie palniesz nigdy z taką dumą podobnej bzdury,
            w poważniejszym gronie odbiorców.
            Dziękuję za komplementy i życzenia.
            Również życzę wszystkiego dobrego.
            • Gość: kubu Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.dwi.uw.edu.pl / 192.168.0.* 15.11.02, 19:07
              z duma?

              powazniejsze grono?

              nie uzywaj slow, ktorych znaczenia nie jestes pewien

              :-/
              • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.02, 22:00
                Gość portalu: kubu napisał(a):

                > z duma?
                >
                > powazniejsze grono?
                >
                > nie uzywaj slow, ktorych znaczenia nie jestes pewien
                >
                > :-/

                Czyżbys wiedział o mnie więcej niż ja sam ...?
                Jestem pod wrażeniem.
                • Gość: kubu Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.dwi.uw.edu.pl 20.11.02, 15:51
                  bądź
                  siedź tam cichutko
                  i nie wychodź na powierzchnię
                  • Gość: Duncan Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 18:21
                    Gość portalu: kubu napisał:

                    > bądź
                    > siedź tam cichutko
                    > i nie wychodź na powierzchnię

                    Niestety takim własnie majaczeniem kończą się schorzenia podobne do twojego.
    • furby Re: CIENKA CZERWONA LINIA 17.11.02, 13:06
      Gość portalu: pepito tomato napisał(a):

      > Komu się to podabało? Za co tyle tych nominacji do Oscara? Nudne, za długie,
      > przesycone sztucznymi egzystencjalnymi rozważaniami w stylu Paulo Coelho,
      > jedyne co tam dobre, to Adrien Brody (za urodę).
      > Ktoś się zgadza, czy tylko ja tak odbieram ten film?

      Uhm, troche mna wstrzasnelas/es tym tekstem o Brody`m... Naprawde uwielbiam
      tego goscia, ale akurat w "Cienkiej czerwonej linii" urodziwie - wg mnie - to
      on nie wygladal ani przez moment. No i gra aktorska tez popisac sie biedak
      specjalnie tutaj nie mogl, bo jego rola ograniczyla sie do kilku przerazonych
      min (ach, te ruchy galek ocznych z lewa w prawo i z powrotem czy jakze
      dramatyczne, bezglosne ruchy ust ;-) i jednego niepelnego zdania. NB, ponoc
      oryginalnie jego rola byla znacznie wieksza, ale po ostatecznym montazu filmu
      okazalo sie, ze wiekszosc scen z udzialem biedaka wycieto ...
      Niezaleznie od tego, film bardzo mi sie podobal, choc za wojennymi filmami nie
      przepadam. Uwazam, ze zarowno nominacje (szczegolnie za zdjecia!), jak i
      Niedzwiedz w Berlinie (srebrny chyba?) - w pelni zasluzone.
    • Gość: trycjusz Re: CIENKA CZERWONA LINIA IP: *.visp.energis.pl 14.05.03, 21:53
      dopiero obejzalam... zastanawia mnie tytul; czy ktos zna cel jego uzycia?
    • marxx Re: CIENKA CZERWONA LINIA 14.05.03, 23:31
      nie chce mi sie czytac postow, a film to byla dla mnie nuda!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka