Dodaj do ulubionych

Jak poradzić sobie z zauroczeniem

    • vfib Mam złą wiadomość 13.01.12, 21:38
      To może trwać dłuuuugie lata. W moim przypadku-ja i moje zauroczenie nie widzieliśmy się dobrze ponad 10 lat. Przez ten czas od czasu do czasu wymienialiśmy zdawkowe maile. Oficjalne wręcz. Spotkaliśmy się jakieś kilka miesięcy temu. Tak na spokojnie na przyjacielskiej stopie miało być, obydwoje spokojni, że mamy po prostu miłe wspomnienia i tyle. I pogadamy sobie i się pośmiejemy ze starych czasów. Obydwoje mamy rodziny, dzieci... I co? I zauroczenie wróciło ze zdwojoną siłą. Mimo lat i mimo tego, ze mieszkamy bardzo daleko od siebie. Jest to i przekleństwo i jednak chyba coś w rodzaju farta. Sprawa jest kompletnie beznadziejna, bo nawet zwykłe spotkanie jest bardzo trudne do zorganizowania, ale ta świadomość, ze ktoś tam daleko o o mnie myśli daje mnóstwo pozytywnych emocji.
      • miau_weglowy nie chce tego slyszec, 13.01.12, 22:05
        nie przyjmuje do wiadomosci ;)
        tak NIE moze byc
        • bosa_stokrotka Re: eh............. 15.01.12, 07:53
          z tego wątku mażnaby ksiażkę napisać
          • wodazdrowiadoda Re: eh............. 15.01.12, 12:43
            Zastanawialiście się czasem, co by się stało gdybysmy szczerze powiedzieli naszym "obiektom" co czujemy? W sytuacji, gdy zauroczenie jest obustronne mogłoby się okazac, że dwie strony po prostu chcą byc ze sobą, a nie "bawic się' we wzdychania, niedopowiedzenia, domysly. Skoro jestesmy dorosli chyba lepiej jest powiedziec wprost, bo tak jak ktos napisał wczesniej robimy krok naprzód, a potem dwa do tyłu. Jesli jasno okreslimy co i jak, przynajmniej wiemy na czym stoimy. Wolę chyba byc brutalnie pozbawiona zludzen niz ciagnąc to 10 lat. Fajnie, gdyby wypowiedział się facet, jak z ich punktu widzenia to wyglada? Czy chcieliby wprost usłyszec "zakochałam sie w Tobie" w przypadku gdy i on, i ona mają zobowiązania rodzinne?
            • bosa_stokrotka Re: eh............. 15.01.12, 16:08
              a myslisz ,ze to cokolwiek by zmieniło ?
              skoro oboje mają poukładane życie , rodzinę
              Myslisz , że którekolwiek z nich zdecydowąłoby się na ten krok aby zostawić swoje poukładane życie dla nowego obiektu miłosći , zauroczenia ?To wszystko nie jest takie łatwe a ludzie nie są na ogół aż tak odważni aby zostawić wszystko co osiągnęli do tej pory i układać wszystko od nowa :/
              A swoją drogą w życiu bym się pierwsza nie odezwała z tekstem "zakochałam się w Tobie " chyba łatwiej byłoby mi to usłyszeć
              • wodazdrowiadoda Re: eh............. 15.01.12, 16:16
                Mysle, ze na pewno powiedzenie komus wprost, co czujemy jest cholernie trudne. A z drugiej strony pomysl, czy to jest fair ciągnac to "pukladane" zycie z osobą, ktorej pewnie juz sie nie kocha? Jestem zdania, ze w szczesliwych zwiazkach nie pojawia się zauroczenie kims innym. A jesli się pojawia, jest oznaką, ze w związku coś złego się dzieje. I albo zwiazek naprawiamy, albo odchodzimy. Nie ma sensu szarpac się ze swoimi uczuciami, chyba z nimi sie nie wygra.
                A wyjaznienie sobie z "obiektem" co czujemy jest chyba fair. Chyba tak zachwują się dorosli. Nie mam na mysli uwieszenia się na szyi faceta i blagania go, by rzucil wszystko i byl ze mną. Ale trzeba chyba jasno okreslic jak mają wygladac nasze relacje. Bez bawienia się w kotka i myszkę. Tez nie wyjade z tekstem "zakochalam się w Tobie";-)
                • bosa_stokrotka Re: eh............. 15.01.12, 16:54
                  wiesz gdyby wszystko było tak proste i łatwe to naprwdę świat byłby piękny
                  a dorośli ludzie uwierz mi czasami nie potrafią stanąć oko w oko z rzeczywistością to dla nich jest zbyt ciężkie i skomplikowane niestety ;/
                  • wodazdrowiadoda Re: eh............. 15.01.12, 17:03
                    Dorosli biorą odpowiedzialnosc za swoje decyzje. A my, osoby zauroczone i tkwiące w swoich związkach są po prostu tchorzami. Bo myslimy o tym drugim, a jestesmy z innym, niczego nieswiadomym facetem. Oszukujemy siebie i jego. To jest egoizm, nie chcemy ryzykowac wiec siedzimy sobie wtym "ciepelku" rodzinnym, mysląc jednoczesnie o tym drugim. Dlatego wydaje mi się, że z "obiektem" warto sobie wyjasnic, co i jak. A nie bawic się w kalkulacje, anailzy, domysly. Warto wiedziec na czym się stoi, po pierwsze. A po drugie, nie można zabierac zycia temu komus obok nas, jesli się go juz nie kocha.
                    • bosa_stokrotka Re: eh............. 15.01.12, 17:14
                      tak w dużej mierze masz rację ale wiesz to nie jest tak ,że się swojego faceta ze związku nie kocha , "kocha" się go na troszkę już inny sposób to jest bardziej przyjazn braterska , tak myślę . Adrenalina minęła , fascynacja po pewnym czasie równiez , lata stażu zrobiły swoje . Mam wrażenie ,że taki emocjonalny kryzys każdy z nas przechodzi na pewnym etapie swojego zycia .Wiem tkwienie w tym nie jest niczym dobrym ani budującym .
                      • jaci1990 Re: eh............. 15.01.12, 17:25
                        bosa_stokrotka napisała:

                        > tak w dużej mierze masz rację ale wiesz to nie jest tak ,że się swojego facet
                        > a ze związku nie kocha , "kocha" się go na troszkę już inny sposób to jest bar
                        > dziej przyjazn braterska , tak myślę . Adrenalina minęła , fascynacja po pew
                        > nym czasie równiez , lata stażu zrobiły swoje . Mam wrażenie ,że taki emocjona
                        > lny kryzys każdy z nas przechodzi na pewnym etapie swojego zycia .Wiem tkwienie
                        > w tym nie jest niczym dobrym ani budującym .

                        Jak kogoś kochasz to nie oszukujesz go i nie okłamujesz na każdym kroku. Z tego co piszesz mogę wydedukować, że takie fascynacje na dłuższą metę nie mają szansy. Prędzej czy później pożądanie minie i zostajesz sama z poczuciem winy.
                        • bosa_stokrotka Re: eh............. 15.01.12, 18:15
                          to nie jest okłamywanie ani oszustwo , sama się motam i od co najmniej 2,5 roku própbuję znalesć jakies sensowne rozwiązanie , motam się i tak na dobrą sprawę nic konkretnego nie robie gdyż cały czas mam wrażenie ,ze to zauroczenie to tylko chwilowa facynacja , która przejdzie z czasem ale .... nie przechodzi i w tym tkwi problem ;/
              • jaci1990 Re: eh............. 15.01.12, 16:34
                bosa_stokrotka napisała:

                > a myslisz ,ze to cokolwiek by zmieniło ?
                > skoro oboje mają poukładane życie , rodzinę
                > Myslisz , że którekolwiek z nich zdecydowąłoby się na ten krok aby zostawić swo
                > je poukładane życie dla nowego obiektu miłosći , zauroczenia ?To wszystko nie
                > jest takie łatwe a ludzie nie są na ogół aż tak odważni aby zostawić wszystko
                > co osiągnęli do tej pory i układać wszystko od nowa :/
                > A swoją drogą w życiu bym się pierwsza nie odezwała z tekstem "zakochałam się
                > w Tobie " chyba łatwiej byłoby mi to usłyszeć

                Tak, bo kobiety zazwyczaj są na garnuszku swojego faceta, a nie są pewne przyszłości z kochankiem. Wiadomo, że pieniążki zawsze zdziałają cuda.
                • bosa_stokrotka Re: eh............. 15.01.12, 16:51
                  >Tak, bo kobiety zazwyczaj są na garnuszku swojego faceta, a nie są pewne przysz
                  > łości z kochankiem. Wiadomo, że pieniążki zawsze zdziałają cuda.

                  zbytnio generalizujesz
                  nie zawsze jest tak jak piszesz ....
                • vfib Re: eh............. 15.01.12, 22:33
                  Kobiety na garnuszku faceta? Anno Domini 2012? Może i takie są, ale całkiem sporo spokojnie jest się w stanie utrzymać i bez faceta (czy to męża czy kochanka). Ja w każdym razie jestem w stanie spokojnie utrzymać całą rodzinę na całkiem dobrym poziomie. Life is life, ludziom przytrafia się czasem coś, czego wcale nie chcą i nie szukają. Jeśli poczytasz ten wątek-piszą tu i mężczyźni i kobiety, którzy nie szukali i nie szukają okazji, żeby bez cienia skrupułów wykorzystać okazję i "bzyknąć się na boku" .
                • florinka5 Re: eh............. 18.01.12, 00:12

                  > Tak, bo kobiety zazwyczaj są na garnuszku swojego faceta, a nie są pewne przysz
                  > łości z kochankiem. Wiadomo, że pieniążki zawsze zdziałają cuda.

                  Pieniądze to naprawde czasem jedyny powód do trwania związku. Mój obiekt siedzi na garnuszku obecnej kobiety i nie wiem czy do końca zdaje sobie sprawę z tego, co ja do niego czuje. Nasze zauroczenie zostało "skonsumowane" (nie raz) i już niby dokonał wyboru. miał odejść od niej i mieliśmy być razem. Jednak chyba przeanalizował to na spokojnie i stwierdził, z kim będzie mu wygodniej... I w tym momencie również zastanawiam się czy szczera rozmowa i wyłożenie "kawy na lawę" ma sens. Wiem, że miał też obiekcje związane z różnicą wieku, ale te udalo mi sie roziwać. Twierdzi, że nic mi nie może zaoferować, że zaczynalibyśmy od zera. A ja mam gdzieś jego pieniądze mimo, ze jego sytuacja materialna się poprawia.
                  • greedex5 Re: eh............. 18.01.12, 08:34
                    I w ty
                    > m momencie również zastanawiam się czy szczera rozmowa i wyłożenie "kawy na law
                    > ę" ma sens.
                    Tutaj też bym się zastanawiała. Jak były rozmowy o wspólnym życiu to chyba już obgadaliście meritum i on wie. Możesz co najwyżej zerwać kontakty i zobaczyć co on zrobi, albo zastosować metodę Urbańskiej i zacząć się spotykać z kimś innym tak żeby on wiedział. Ale czy warto? Może wybawił się Tobą i wrócił do swojej pani :(
              • greedex5 Re: eh............. 15.01.12, 23:02
                > A swoją drogą w życiu bym się pierwsza nie odezwała z tekstem "zakochałam się
                > w Tobie " chyba łatwiej byłoby mi to usłyszeć
                Ja bym powiedziała, bo jestem obrzydliwie pewna siebie i wiem że to robi wrażenie, ale w momencie gdybym chciała obiekt uwieść. A nie chcę. Dobrze mi z mężem. A czuć można coś do więcej niż jedna osoby. Mój kolega, jeden z najbardziej odważnych i starszy ode mnie, deklaruje że czuje z kolei coś do mnie i swojej dziewczyny. Oczywiście uczciwie wytłumaczyłam mu bez ogródek że dla mnie jest tylko przyjacielem, ale to chyba średnio pomaga. Chyba ludzie sobie wtedy wmawiają że druga strona tak mówi bo ma współmałżonka albo że zmieni zdanie. Nie mam pojęcia :( Czasami odcina się ode mnie nawet na 2 miesiące ale potem wraca.
                Z tym zrywaniem znajomości z "moim" obiektem tez dziwne idzie bo cały czas robię kroki do tyłu i w efekcie wychodzi chyba jednak jakby do przodu. Trochę za ciepło ostatnio do siebie pisaliśmy sms-y :( A ze spotkań się wymiguję, więc możliwości szczerej rozmowy i oficjalnego zerwania kontaktów nie ma.
                • last_unearthly Re: eh............. 18.01.12, 11:15
                  Gdyby było dobrze Ci z mężem to nie myślałabyś o innym, Tobie jest po prostu WYGODNIE, a z obiektem nie wiadomo czy byłoby tak wspaniale.
                  • greedex5 Re: eh............. 18.01.12, 13:44
                    > Gdyby było dobrze Ci z mężem to nie myślałabyś o innym,
                    Chyba lepiej wiem z kim mi dobrze. Gdyby obiekt mnie nie zaczął uwodzić, byłabym szczęśliwa i bym nie stresowała się tą całą sytuacją.
                    > a z obiektem nie wiadomo czy byłoby tak wspaniale.
                    Nie wiem, nie popuszczam wodzy wyobraźni. Na pewno trzeba by włożyć dużo energii na "ułożenie". Po prostu bezrozumnie tęsknię jak się dłużej nie widzimy, ale tak jest lepiej niż gdy widzimy się częściej. Myślę że to jest dwustronne.....
            • vfib Re: eh............. 15.01.12, 22:52
              Eh..., no właśnie. U mnie to nieco bardziej skomplikowane. To nie jest wzdychanie do "obiektu zauroczenia", który nie wie co jest grane. My gadamy, wiemy co jest. Dla jasności: zauroczenie nie zostało "skonsumowane" :-)
              Ale mamy współmałżonków (etap związku oparty na fajnej przyjaźni), mamy dzieci-tego się nie da i nie można ot tak rozwalić. I żadne z nas tego nie chce.To o czym pisałam-te ponad 10 lat-nic się nie działo. Kontakt był sporadyczny i taki bez emocji. Zupełnie na luzie. I to spotkanie... Rozwaliło cały luz i spokój, mimo że obydwoje byliśmy pewni, ze to będzie tylko takie pogadanie o pracy, dzieciach itp... Gdybym wiedziała, ze to wróci w życiu bym na to spotkanie nie poszła.
              Totalnie pokopane to wszystko. Po cholerę ludziom potrzebne emocje...
              • last_unearthly Re: eh............. 18.01.12, 11:16
                > Ale mamy współmałżonków (etap związku oparty na fajnej przyjaźni)

                Wasi współmałżonkowie wiedzą, że wasze małżeństwa są na takim etapie?
          • greedex5 Re: eh............. 15.01.12, 23:06
            > z tego wątku mażnaby ksiażkę napisać
            Z każdej naszej historii pewnie by film wyszedł.....
    • florinka5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 17.01.12, 23:47
      Mam pytanie. Czy jak byś wiedział, że ta kobieta odwzajemnia to uczucie to myślisz, że by to coś zmieniło? było by Ci łatwiej?
    • mloda_nerwuska Re: wiem co czujesz 19.01.12, 19:32
      Ja mam to samo, jestem mlodą gowniarą,mam 23 lata, od dwóch ponad lat mężatką. Męczę się z tym zauroczeniem od ponad dwoch lat, gościa poznalam na tydzien przed moim ślubem, rok temu sama okazalam mu zainteresowanie, pocalowalam go pierwsza na imprezie firmowej. Spotykaliśmy się przez jakiś miesiąc, potem on nagle zerwal kontakt, po prostu przestal chcieć się ze mną spotykać. Stwierdzil,ze chce aby bylo nornalnie, żebym po wspolnych randkach nie wracala do męzowskiego domu i abym najpierw uporządkowala swoje sprawy w związku z tym. Nie umialam odejść, męzowi powiedziałam, ma do mnie żal, do dzisiaj, zatrzymał mnie wtedy litością, teraz żaluje.
      Wielkokrotnie próbowałam odnawiać z tamtym znajomość,narzucając się czułam się z drugiej strony jak szmata. Czasami spotykamy się przypadkiem, w pracy, na dodatek on niedługo zostanie moim bezposrednim przełozonym-to już pewne. W duchu liczę,ze w koncu się odważe odejsc, przez to wszystko przestalam go kochać tak jak kiedyś,żal mi go strasznie, widzę jak to przeżywa. W gruncie rzeczy, wolalabym,aby to on mnie zostawil. W ubiegłym miesiącu, znow kilka razy się spotkaliśmy, raz on zainicjowal spotkanie, potem byla kolejna impreza firmowa. Bylam tym już tak nakrecona,że bylam o krok aby wyprowadzić się,no i co? zostalam, teraz wstyd mi przed tamtym, nie wiem też czego on w koncu on ode mnie oczekuje, mam wrazenie ,że się mną bawi.
      wiem,powiecie,że albo trolluję albo po co 20kilkulatce małzenstwo bylo,w dodatku to był mój 1 poważny facet, na ślub sama naciskalam. nie mamy dzieci. Po tym wszystkim moje małzenstwo jest w każdym bądź razie nijakie i nieciekawe, tak ja czuję. Mąż podobno nadal mnie kocha. Gdybym mogla, cofnęlabym czas, nie wychodzilabym za mąz. No a jak jest dziś?moj ksiązę znow mnie olal,nie utrzymuje ze mną innego kontaktu, niż te w pracy, raz kiedyś przypadkiem się spotkamy.cierpię bardzo z tego powodu.
      • miau_weglowy Re: wiem co czujesz 19.01.12, 19:46
        pewien tzw 'gosc' poznal mnie na swoim slubie
        niefajnie mial potem
        (ja troche tez z powodu niechcianych awansow)
    • mloda_nerwuska Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 19.01.12, 19:35
      Ja mam to samo, jestem mlodą gowniarą,mam 23 lata, od dwóch ponad lat mężatką. Męczę się z tym zauroczeniem od ponad dwoch lat, gościa poznalam na tydzien przed moim ślubem, rok temu sama okazalam mu zainteresowanie, pocalowalam go pierwsza na imprezie firmowej. Spotykaliśmy się przez jakiś miesiąc, potem on nagle zerwal kontakt, po prostu przestal chcieć się ze mną spotykać. Stwierdzil,ze chce aby bylo nornalnie, żebym po wspolnych randkach nie wracala do męzowskiego domu i abym najpierw uporządkowala swoje sprawy w związku z tym. Nie umialam odejść, męzowi powiedziałam, ma do mnie żal, do dzisiaj, zatrzymał mnie wtedy litością, teraz żaluję tego bardzo.
      Wielkokrotnie próbowałam odnawiać z tamtym znajomość,narzucając się czułam się z drugiej strony jak szmata. Czasami spotykamy się przypadkiem, w pracy, na dodatek on niedługo zostanie moim bezposrednim przełozonym-to już pewne.
      W duchujednak liczę,ze w koncu się odważe odejsc, przez to wszystko przestalam męża kochać tak jak kiedyś,żal mi go strasznie, widzę jak to przeżywa. W gruncie rzeczy, wolalabym,aby to on mnie zostawil.
      W ubiegłym miesiącu, z tamtym znow kilka razy się spotkaliśmy, raz on zainicjowal spotkanie, potem byla kolejna impreza firmowa. Bylam tym już tak nakrecona,że bylam o krok aby wyprowadzić się,no i co? zostalam, teraz wstyd mi przed tamtym, nie wiem też czego on w koncu on ode mnie oczekuje, mam wrazenie ,że się mną bawi.
      wiem,powiecie,że albo trolluję albo po co 20kilkulatce małzenstwo bylo,w dodatku to był mój 1 poważny facet, na ślub sama naciskalam. nie mamy dzieci. Po tym wszystkim moje małzenstwo jest w każdym bądź razie nijakie i nieciekawe, tak ja czuję. Mąż podobno nadal mnie kocha. Gdybym mogla, cofnęlabym czas, nie wychodzilabym za mąz. No a jak jest dziś?moj ksiązę znow mnie olal,nie utrzymuje ze mną innego kontaktu, niż te w pracy, raz kiedyś przypadkiem się spotkamy.cierpię bardzo z tego powodu.
      • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 20.01.12, 09:11
        nie wiem też czego on w koncu on ode mnie oczekuje, mam wrazenie ,że się mn
        > ą bawi.
        Założę się na bank, że Twój przyszły szef napisałby nam tu to samo o Tobie...
        Może mój "obiekt" z kolei o mnie, nie wiem :(
        Eh, ciężkie to wszystko. Mój kolega opowiedział mi ostatnio historię, jak to jego sympatia wróciła do męża i ucięła kompletnie z nim kontakty, mimo że obiecała coś innego. On tego naprawdę nie rozumie bez wytłumaczenia i bardzo źle to znosi :(
        Chciałoby się nikogo nie zranić, a czasami wszyscy są zranieni....
    • leserka0 A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 10:09
      ...to kulka w łeb? No bo, jak ktoś zostaje w związku tylko dla dzieci, to jaki jest sens życia w takim związku, jak dzieci będą miały 20lat i powoli zaczną się od rodziców wynosić? Potem chodzą tacy 50-letni faceci, którzy w końcu mogli się uwolnić i oglądają się za 20-30 letnimi kobietami, bo szukają zauroczenia, z którego kiedyś się leczyli.
      Nie piszę do autora wątku, ale ogólnie.Tak się zastanawiam, czy ktoś z Was w ogóle spróbował zacząć życie z inną osobą w wieku 30,40 lat? Czy raczej trend jest taki, żeby zaciskać zęby dopóki jakoś to się znosi, a potem rozwód i dopiero kogoś szukać. Ludzie naprawdę tak bardzo boją się życia w samotności? Czy może chodzi o te skarpetki i ciepłe obiadki? O kasie to już nawet nie wspominam.
      Nie brzydzicie się samych siebie, gdy całujecie się ze swoimi współmałżonkami, a myślami jesteście koło kogoś zupełnie innego? Jak dla mnie pocałunek jest o wiele bardziej intymny od seksu, dlatego pytam o niego. Nie atakuję, ale się zastanawiam, jak bardzo ludzie potrafią sobie robić w życiu pod górkę.
      Oczywiście, że w małżeństwie są różne etapy i jeśli generalnie się układa, to każdemu przyda się chwila uniesienia, nawet jeśli ma to być w momencie myślenia o innej osobie. Ale takie małżeństwa podtrzymywane tylko dla otoczenia, dla dzieci. Jeśli nic się nie klei, to ile można odgrywać swoją rolę?
      Mam kolegę, który czeka aż dzieci będą pełnoletnie i wtedy odejdzie od żony. Nie wiem, czemu wyznaczył sobie taka granicę, bo alimenty i tak będzie musiał płacić. Już teraz skazuje swoje życie na 8 lat wegetacji, bo z żoną mu się w ogóle nie układa. Dwa przeciwne bieguny, które zupełnie niestety się nie przyciągają. Nie wiem na co on czeka, on też nie wie. A żona zupełnie nieświadoma jego planów, dopiero od niedawna pracuje i raczej bez perspektyw, żeby za tych kilka lat miała szansę się sama utrzymać. I jak mi ten gość mówi, że zostaje z żoną, bo czuje się odpowiedzialny za nich, to jakoś mi się dziwnie robi, że za żonę, która mu dzieci wychowywała, za kilka lat już się odpowiedzialny nie będzie czuł...

      I tak na koniec, jeśli ktoś wpada w zauroczenie co jakiś czas, to raczej można o nim powiedzieć, że jest kochliwy i musi sobie jakoś te romanse rozplanować z pożytkiem dla wszystkich. I taki ma prawo do szczęścia w życiu.Ale jeśli zauroczenie dopada kogoś bardzo stałego w uczuciach, kto przed tym ołtarzem nie odklepał formułki? Żyje się tylko dla pracy i braku problemów finansowych?
      • greedex5 Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 11:42
        > Mam kolegę, który czeka aż dzieci będą pełnoletnie i wtedy odejdzie od żony.
        Tez kogoś takiego znałam. pełne wyrachowanie, bo nawet nie miał żadnej sympatii. Ale potem znów miał dziecko z tą żoną, wiec granica mu się przesuwa....
        Cóż Ci mogę powiedzieć... Ktoś kto tak nie miał, nie zrozumie. Jak Ci się to trafi, to podejmiesz decyzje i odejdziesz od razu od partnera, z którym spędziłaś np 20 lat, bo endorfiny podskoczyły. Nawet nie znając tej drugiej osoby zbyt dobrze. Ale uznasz że tak jest uczciwie. Twój wybór. Uważasz że Małgorzata Foremniak dobrze zrobiła, czy Meg Rayan? Odeszły od mężów dla partnerów, dla zauroczenia i ostatecznie są same.
        Każda z naszych historii jest inna i pewnie każda inaczej się rozwiąże. Może o tym się dowiemy, może nie. Osobiście wolałabym poromansować niż odejść od męża.
        • leserka0 Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 12:06
          Ja nie piszę o związkach, które przez dwadzieścia lat miały się dobrze (szczerze i tylko dla własnej oceny osób trwających w tym związku) i teraz mają ochotę na nowe emocje. Nawet potrafię to zrozumieć. Ja piszę o ludziach, którzy po 5 latach wiedzieli, że to nie to, a trwali w tym.
          Ja na razie jestem młoda, naiwna i pełna ideałów.
          • wodazdrowiadoda Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 20:36
            Zgadzam się w 100%, nie ma sensu utrzymywac zwiazku na siłę. Pomijam tego nieszczęsliwca zauroczonego, ale myślę o jej/jego partnerze. Po co mu marnować życie udając, ze wszystko gra? Bo tak wypada? Bo dzieci? Bo rodzina?
            Ja powoli dojrzewam do decyzji, aby odejść. Nie wiem, czy mój obiekt będzie ze mną, szanse są naprawdę marne, chyba sam broni się przed poważniejszym myśleniem o mnie. Ale chyba uczciwiej tak będzie, nawet jesli będę sama. Uczciwiej wobec samej siebie i męża. I zgadzam się, pocałunek jest intymniejszy niż seks.
            • greedex5 Re: A jak dzieci dorosną... 21.01.12, 21:45
              . Nie wiem, czy mój obiekt będzie ze
              > mną, szanse są naprawdę marne, chyba sam broni się przed poważniejszym myślenie
              > m o mnie.
              Ale gadałaś z nim w końcu i... naprawdę nie kochasz już męża? To już kolejny taki pomysł w wątku. Rozstać się ze swoim partnerem i już całkiem sprowadzić się do roli tej drugiej wyczekującej jedynie na kontakt ukochanym. Wydaje mi się że jeśli mężczyzna nie chce odejść od żony w poprzedniej sytuacji, to kobieta, która porzuci dla niego swojego partnera będzie dla niego tylko mniej atrakcyjna jako singielka. Ja z kolei uważam, że że pocałunek nie jest aż tak intymny jak seks. Robią to aktorzy i ludzie bawiący się w butelkę :). A czasami ludzie po 5 minutach znajomości...
        • last_unearthly Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 15:23
          To się nazywa wyrachowanie i wygodnictwo. Znasz takie pojecie jak uczciwość?
          Co innego jak partner wie o romansie u mu to nie przeszkadza.
          • greedex5 Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 16:30
            > To się nazywa wyrachowanie i wygodnictwo. Znasz takie pojecie jak uczciwość?
            Wow! To do mnie? Kurcze gorzej niż w średniowieczu, zgłoś się na casting do "Szkarłatnej litery" czy czegoś w tym guście :) A wiesz bo tak pomyślałam sobie że że świecie są miliardy mężczyzn, ze wszystkimi się nie prześpię, ale próbować można. A że wzięcie mam... Trudno mi odmawiać żeby przykrości kolegom nie robić. Więc ile się da, a raz w miesiącu koniecznie geja :D
            • last_unearthly Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 16:37
              z gejem możesz mieć problem, ale z bi to może Ci się udać:p
              • greedex5 Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 17:38
                > z gejem możesz mieć problem, ale z bi to może Ci się udać:p
                Jestem nawracaczką gejów :P Nie widziałaś mnie :]
                • leserka0 Re: A jak dzieci dorosną... 20.01.12, 18:20
                  Ja też zawsze mówię, że geje przy mnie bi się stają:P
                  • wodazdrowiadoda Co u Was? 14.02.12, 11:59
                    Nasz wątek coś nie jest usupełniany;-) co u Was słychać, jak Wasze "fatalne" zauroczenia? U mnie bez zmian:( mam dość takiej huśtawki, jestem na odwyku, ale wiem, że jeśli się spotkamy, to wszystko wróci. Z jednej strony chcę się spotkać, a z drugiej wiem, że potem będzie ciężko. Więc staram się nie myśleć i ......myślę;-)
                    • last_unearthly Re: Co u Was? 15.02.12, 13:14
                      No jak to co wszystkie masochistki i masochiści cierpią w samotności no bo przecież w realu nie mogą się z nikim podzielić swoimi uczuciami;p
                      Jesteście jak żaba z dowcipu, która nie wiedziała czy iść na lewo czy na prawo. Chcecie mieć wszystko, a tak na prawdę nie macie nic.
                    • jagoda0011 Re: Co u Was? 15.02.12, 19:47
                      To takmjak ja,też staram się nie myśleć i myślę.
                      Ciekawe,czy ta druga strona też....myśli.
                      • greedex5 Re: Co u Was? 16.02.12, 08:40
                        > Ciekawe,czy ta druga strona też....myśli.
                        U mnie jeśli, to rzadko. Mam na myśli drugą stronę. Jakiś czas temu się złamałam i skoro były powtarzane propozycje spotkań napisałam w końcu że chętnie (wiem!, chwila słabości...) . Obiekt miał czas po 3 tygodniach więc raczej za mną nie szaleje. Po tym czasie z kolei nie odebrałam telefonu, wysłuchałam dwukrotnie komunikatu mężczyzny wesołego jak szczypiorek na wiosnę i skasowałam.... Ile razy odpowiadam, to sprawa się rozkręca, więc czas zmienić taktykę. Też staram się nawet nie to że całkiem nie myśleć, ale wypełniać swoje zawodowe obowiązki w pełni sprawnie. Nie udał się na razie brak kontaktu dłużej niż 3 tygodnie :( Dziwne to całe moje idiotyczne zaangażowanie. W sumie ta osoba najbardziej mnie lekceważy spośród wszystkich znanych mi mężczyzn, choć na początku znajomości oczywiście tak nie było. Mąż mnie rozpieszcza, mam dwóch przyjaciół-kolegów nieżonatych którzy otwarcie deklarują swoje romantyczne przywiązanie do mnie, generalnie dużo fajnych znajomych obu płci i gdyby nie ta zadra czułabym się jak pączek w maśle :(. W ogóle sympatia to facet, który ma bardzo niskie notowania w moim środowisku jeśli chodzi o etykę, empatię, wiarygodność itd. Pocieszam się że gorzej by było utrzymać się z daleka, gdyby był na średnim poziomie moich kolegów... On oczywiście ma o sobie całkiem inne zdanie i uważa go nie dość go doceniam :roll:. W praktyce trzeba być kompletnie zadurzonym żeby chcieć z nim gadać bezinteresownie :D Pocieszam się też ćwiczeniem koncentracji i niemyślenia z niebywale przystojnym trenerem :) Troszkę pomaga. Sorry że tak się rozpisałam, ale rzeczywiście nie mam z kim pogadać :(. Trzymajcie się Dziewczyny.
                    • greedex5 Re: Co u Was? 16.02.12, 11:16
                      U mnie bez zmian:( mam dość takiej huśtawki, jestem na odwyku, ale w
                      > iem, że jeśli się spotkamy, to wszystko wróci.
                      Ale on w ogóle się z Tobą stara skontaktować, albo Ty z nim?
                      • wodazdrowiadoda Re: Co u Was? 16.02.12, 12:38
                        Ktoś miał rację pisząc, ze jesteśmy jak niezdecydowana żaba;-) przynamniej ja tak czuję. Bo wydaje mi się, że dorośli (dojrzali) ludzie w tej sytuacji robia:
                        - rozstają się i są sami (ale są uczciwi w stosunku do siebie i partnera-obecnego)
                        - rozstają się i są razem z "obiektem"
                        - nie rozstają się, ale też nie wzdychają na boku
                        A tak? Wg mnie to jest tchorzostwo i asekuranctwo na maksa- nie mogę byc z tym o kim marze, więc zadowolę się tym, kogo mam. Nie wydaje Wam się?
                        A jeśli chodzi o kontaktowanie się z "obiektem"- nie widzielismy sie parę miesięcy, czasem (rzaadko) dzwonimy. Najgorsze jest to, ze zdaję sobie sprawę, że gbyby kiwnął, to jestem skłonna lecieć. Ale powiedziałam sobie: "o nie! co to, to nie!" Będę twarda, ale wiem ze kiedyś czeka nas szczera rozmowa o tym, co czujemy. Nie ma co bawić się, udawać, i liczyć na coś...kawa na ławę!
                        • greedex5 Re: Co u Was? 16.02.12, 13:20
                          > A tak? Wg mnie to jest tchorzostwo i asekuranctwo na maksa- nie mogę byc z tym
                          > o kim marze, więc zadowolę się tym, kogo mam. Nie wydaje Wam się?
                          Może rozsądek. Trudno mi wejść w Twoje uczucia. Uczeni piszą że stan zakochania idealizuje nasz obiekt. Nie wiem czy oglądałaś na jedynce film "Cała prawda o miłości". Chyba w walentynki albo dzień przed leciał. Facet podążał za tym czego nie mógł mieć i przespał się z zawiązanymi oczyma z własną żoną uznając to za najlepszy seks w swoim życiu. Żonę ocenił marnie. Myślę że częściowo o to tu chodzi zakazane i to czego nie możemy mieć jest najbardziej ponętne, podczas gdy to co już mamy bywa lepsze.
                          > Najgorsze jest to, ze zdaję sobie sprawę, że gb
                          > yby kiwnął, to jestem skłonna lecieć.
                          Może on to tez wie i mu to wystarcza, a dzwoni kontrolnie żeby się upewnić? Na szczerą rozmowę też bym się raczej umówiła, bo na żywo czuję się pewniej.
                          • greedex5 I... jak tu zrozumieć samą siebie? 16.02.12, 14:11
                            I jeszcze . Może spotkałaś kogoś bardziej dla siebie, ale ja u licha jestem jak ta panienka z Upiora w operze, tyle że nie śpiewam tak ładnie. Zaczarowana, choć nie ubezwłasnowolniona. Ktoś tu pisał, że się zakochał bo miło że ktoś mu okazał zainteresowanie. U mnie nigdy o to nie chodziło, zainteresowania mam potąd. Obiekt wręcz marnie wpływa na moja samoocenę i budzi jakieś neurozy, których jak myslałam pozbyłam się w wieku lat nastu. Potrafi się zachować naprawdę niefajnie, choć bardzo miło czasami też. Wygląd jak wygląd, przeciętny, koleżanka wspólna moja i obiektu oceniła że nie posiada wg niej cech męskich i zaczęła się śmiać. Mój mąż jest zdecydowanie przystojniejszy, i... "dobry we wszystkim" ale jak widać to bez znaczenia. Może nudziło mi się w życiu, tak jak to ktoś ujął znacznie wcześniej i potrzebowałam adrenaliny, wyzwania itd .... :(
                            • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 16.02.12, 15:17
                              Mój mąż też jest przystojniejszy od niego, ale jak to ujęłaś, tamten jest "bardziej dla mnie"...I jak tu żyć???? Hahaha:-) Nie mogę samej siebie zrozumieć.
                              • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 16.02.12, 16:17
                                > Mój mąż też jest przystojniejszy od niego, ale jak to ujęłaś, tamten jest "bard
                                > ziej dla mnie"...I jak tu żyć???? Hahaha:-) Nie mogę samej siebie zrozumieć.
                                Zdarza się. To może walcz o niego. Ale nie zasadzie "odchodzę od męża i czekam kiedy będziesz miał czas do mnie wpaść misiu". Tylko zamarkuj że zaczynasz się spotykać z kimś. No wiesz, żeby miał wrażenie że zaraz Cię straci.
                                • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 16.02.12, 16:49
                                  Gdybym była singlem, pewnie mogłabym udawać, że spotykam się z kimś innym. Ale w tej sytuacji chyba włączę "tryb olewania";-), tzn nie będę pisać, dzwonić. Nie będę dąrzyć do kontaktu. Zobaczę, co zrobi. Ale szczerej rozmowy nie odpuszczę. Nie jestesmy dziecmi, zeby bawić się w kotka i myszkę, żeby wzdychać i marzyć. Chciałabym, żeby stał się obojętny, a cholera nie mogę.
                                  • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 16.02.12, 16:51
                                    Sorry- "dążyć".
                                  • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 16.02.12, 17:56
                                    Ale
                                    > w tej sytuacji chyba włączę "tryb olewania";-), tzn nie będę pisać, dzwonić.
                                    Włącz koniecznie. Z ostatnich oświadczeń wiem że bycie olanym jest jednak bardziej dotkliwe, niż olewanie samemu.
                                    > Gdybym była singlem, pewnie mogłabym udawać, że spotykam się z kimś innym.
                                    Bo ja wiem? Mężczyźni często tak robią. Możesz poinformować obiekt że to w ramach odtrutki wobec pewnych niezdecydowanych :)
                                    > ć. Chciałabym, żeby stał się obojętny, a cholera nie mogę.
                                    Jeśli on jednak okazałby się nie tak zaangażowany jak myślisz, prawda mogłaby Cię uzdrowić. Tak sądzę.
                                    • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 05.03.12, 10:18
                                      Tryb olewania działał całkiem nieźle, myślałam, że się wyleczyłam. Nie widzielismy sie kilka m-cy, telefony też bardzo rzadko, nawet dobrze mi się żyło. I dooopa! Spotkalismy się i wszystko wróciło. Gadaliśmy o pierdołach, a iskry szły. Widziałam, jak na mnie patrzył. Chciałam szczerze z nim pogadać, ale znów nie wyszło, nie było warunków w pracy:(
                                      Nie mam siły na taką wewnętrzną szarpaninę. Help!
                                      • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 08.03.12, 12:56
                                        Chciałam szczerze z nim pogadać, ale znów nie w
                                        > yszło, nie było warunków w pracy:(
                                        Kiepsko, teraz przez jakiś czas będzie Ci gorzej :(((. A czemu Wy musicie spotykać się w tej pracy? On przychodzi do Twojej, czy Ty musiałaś tam gdzie on?
                                        • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 08.03.12, 18:39
                                          A ja wyłączyłam już całkiem opcję "humianitaryzm" dla drugiej strony. Pełne odcięcie, nawet wiadomość na sekretarce ostatnio skasowałam bez odsłuchania. Choć oczywiście byłam po babsku ciekawa, o co kaman. Żeby dobrze mi się żyło, nie powiem, nawet jakoś dość smętnie i deperesyjnie. Ale takie jest życie i wiem że w moim wypadku postępuję słusznie. Kiedyś to chyba minie mam nadzieję....
                                          • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 09.03.12, 18:11
                                            U mnie już nic nie działa, mam dośc, jestem zmęczona. Załuję, że go poznałam. Jeśli zauroczenie trwa parę lat, to wydaje mi się, że to już jest coś więcej. Mam ochotę mu wykrzyczeć: "Bądź ze mną! Chyba Cię kocham". Ale on trzyma się kurczowo swojego zwiazku, mało o nim mówi, a ja nie chcę zrobić z siebie kompletnej idiotki. Staram sie wyłączyć serce i właczyć rozum, tłumaczę sobie, że mąz jest ok, przystojny, dobry. Ale tamten to jest facet dla mnie. Nie wiem, co mam robić. W pracy widzimy się na serio rzadko. Wkurza mnie, że nie wiadomo, kim my dla siebie jesteśmy. Bo jeśli ja jestem tylko koleżanką, to po cholerę chce się widzieć, gadać, i patrzec na mnie w TEN sposób. Moja wytrzymałość powoli się kończy, już mam dosć tych kłamstw- bo jak inaczej nazwać to, ze jestem w związku a myslę o innym, któremu chyba tylko się podobam. Nic wiecej:(
                                            • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 12.03.12, 08:22
                                              Kurcze, wiesz, czekałam na Twoją odpowiedź ale przez kilka dni jakoś Twój post się nie wyświetlał. przynajmniej na kompach z których korzystam, dziwne. Dziwne...
                                              'Bo jeśli ja jestem tylko koleżanką, to po cholerę chce się
                                              > widzieć, gadać, i patrzec na mnie w TEN sposób. Moja wytrzymałość powoli się ko
                                              > ńczy, już mam dosć tych kłamstw- bo jak inaczej nazwać to, ze jestem w związku
                                              > a myslę o innym, któremu chyba tylko się podobam. Nic wiecej:('
                                              Nie zrozumiemy facetów, ale on ma małe dziecko, pamiętasz? Najlepiej gdybyś mu to powiedziała, co napisałaś powyżej. Ewentualnie druga opcja odciąć się ostatecznie albo szczerze albo w celu dania zastanowienia panu (efekt mobilizacji). Moja opowieść jak już pisałam jest inna bo mój obiekt akurat chciał kiedyś wyjaśnienia sytuacji, a ja się wymigałam. Ponadto odcięcie się daje czasami zaskakujące i zupełnie przeciwne do zamierzeń efekty, bo najwyraźniej w zegarze mojej sympatii zazgrzytał jakiś alert niewidzenia. Ostatnio dość desperacko stara się ze mną skontaktować (dzwoni dzień w dzień) i wiem że chodzi wyłącznie o brak kontaktu i moje odcięcie się. Zazwyczaj potrzebował jakiegoś pretekstu. Z niespotykaną dla siebie przenikliwością, podsumował pisemnie wszystkie wspólne rejony z których znikłam i wyraził swoje zaniepokojenie. I też do końca nie wiem kim dla niego byłam - jeśli ktoś ewidentnie lekceważy drugą osobę, traktuje tylko jak ładny przedmiot do gapienia się, zwleka tygodniami ze spotkaniami, ma gdzieś wyraźne prośby o pomoc w pewnych sprawach, to czemu później tak histeryzuje, kiedy ta osoba znika? Na nic nie odpowiadam, telefonów nie odbieram i czuję się... jak potwór bez serca :(
                                              • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 12.03.12, 12:24
                                                Zauważyłam, że jeśli się nie odzywam przez długi czas, to on szuka ze mną kontaktu. Dzwoni, pisze, itp. Im dalej się odsuwam, tym częściej on szuka pretekstu do spotkania. W weekend dużo myslałam i doszłam do jeszcze inego wniosku: byc moze on mnie potrzebuje, zeby przejrzeć się w moich oczach, sprawdzić, czy podoba się jeszcze atrakcyjnej kobiecie i jak już nasyci swoje ego, wraca do domu, całuje żonę w czółko i ma mnie gdzieś. Potwierdza sbie swoją atrakcyjność i tyle. Więc ja sobie kolesia odpuszczam. Bedzie cięzko, ale tak sobie postanowiłam. Zadnych spotkań, komunikacja tylko służbowa. Jeśli coś do mnie czuje, to się odezwie. Moze zawalczy? Ha ha. Szkoda tylko, że nie możemy sobie wyjaśnić co jest miedzy nami grane. Tak jak dorośli ludzie to powinni robić, a nie bawić się w kotka i myszkę. Greedex5, dam Ci znać, jak idzie.
                                                • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 12.03.12, 13:41
                                                  byc m
                                                  > oze on mnie potrzebuje, zeby przejrzeć się w moich oczach, sprawdzić, czy podob
                                                  > a się jeszcze atrakcyjnej kobiecie i jak już nasyci swoje ego, wraca do domu,
                                                  > całuje żonę w czółko i ma mnie gdzieś.
                                                  Ja od początku uważałam że mojemu obiektowi o to chodzi. O potwierdzenie własnej wartości. Większość żonatych mężczyzn traktuje kontakty ze mną ostrożniej i... poważniej. Ale wiesz czasami zaczyna się tak, a kończy nieoczekiwanie czymś głębszym. Uważam że powinnaś zrobić ten eksperyment i zobaczymy co ten Twój zrobi. Może on sam się czegoś o sobie dowie. Jeśli chodzi o mój obiekt to nawet osoby które go nie znają osobiście, piszą się w necie że sodówka mu do głowy uderzyła i założę się, że często nie zdarzają mu się takie sytuacje kiedy ktoś go po prostu "wysyła na drzewo". Z tego co napisał myślał, że greedex zawsze będzie gdzieś pod ręką. Tak więc nie zaszkodzi utrzeć nosa chociażby dla dobra innych osób.
                                                  • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 12.03.12, 14:05
                                                    Greedex5- dzięki za możliwość wygadania się. w realu nie ma z kim pogadać. Też to traktuję na zasadzie eksperymentu: albo mnie oleje (i wtedy będzie dla mnie jasne, że traktował mnie tylko jako potwierdzenie swojego ego), albo zastanowi się i stwierdzi: "cholera, chyba na tej lasce mi zależy, brakuje mi rozmów, itp itd." Tak czy inaczej będę wiedziała, na czym stoję. Dla niego jestem bardzo atrakcyjną kobietą, i moze sam nie wierzy, ze moze się podobać. Więc jak widzi ten błysk w moim oku to ma baterie naładowane. Ale basta! Nie będę "występować" w charakterze zwierciadła na zasadzie: lustereczko, powiedz przecie kto jest najpiekniejszy i najmądrzejszy na świecie. O nie! teraz niech on kombinuje.
                                                  • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 12.03.12, 16:15
                                                    > Greedex5- dzięki za możliwość wygadania się. w realu nie ma z kim pogadać.
                                                    Hej, też się cieszę i jak będę umiała założę konto specjalnie dla Ciebie bo chyba zostałyśmy we dwie na placu boju. Pod wieloma względami mamy podobne sytuacje. Pod niektórymi inne.
                                                    Ale basta! Nie będę "występować"
                                                    > w charakterze zwierciadła na zasadzie: lustereczko, powiedz przecie kto jest na
                                                    > jpiekniejszy i najmądrzejszy na świecie. O nie! teraz niech on kombinuje.
                                                    Dokładnie, mam wrażenie że mój obiekt ani nie chce się do mnie za bardzo zbliżyć ani za bardzo oddalić tez nie. Zawsze to on szybko ucina korespondencje mailową. Być może ma harem takich panienek do poprawiania samopoczucia.
                                                    Dla niego jestem bardzo a
                                                    > trakcyjną kobietą, i moze sam nie wierzy, ze może się podobać.
                                                    U mnie to zostało napisane nawet przez "obiekt". Ale można to też uznać jako manipulacje w celu ewentualnego dowartościowania się w ramach odpowiedzi twierdzącej. W życiu wiele rzeczy jest odwrotnych niż się wydaje i to właśnie pewne siebie, otwarte i życzliwe jednostki dostają po głowie od zakompleksionych. Ale dość giewerek, warto się cenić i kolega znów powędrował do folderu "mogę sobie pomarzyć o kontaktach z Greedex" a ten folder ma naprawdę dużo, dużo elementów :).
                                                  • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 12.03.12, 16:51
                                                    U mnie podobnie, on też nie chce się zbliżyć zbyt mocno. Ale gdy się oddalam, to chłopina czuje się chyba zaniepokojony. I to również on regulował (do tej pory, ha!) kontakt- tel lub mailowy.
                                                    Dzięki za pomysł, też stworzę folder pt. "Mogę pomarzyć o wodazdrowiadoda", on zajmie tam zaszczytne pierwsze miejsce.
                                                    Zawzięłam sie cholernie, nie dam sobie w kaszę dmuchać!
                                                    Greedex- koniecznie musimy założyć konta, zeby mailami priv móc się wymieniać.
                                                  • greedex5 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 13.03.12, 10:04
                                                    > Greedex- koniecznie musimy założyć konta, zeby mailami priv móc się wymieniać.
                                                    Założyłam konto na tego nicka na gazecie, wiesz to nie takie trudne. Trzeba się zalogować, na na dole strony jest niebieska kopertka "poczta". Przenieśmy się tam.
                                                    pozdrawiam ;)
                                                  • wodazdrowiadoda Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 13.03.12, 14:13
                                                    Ok, zakładam i piszę do Ciebie. Ciao:-))
                                                  • 0misiaczek2001 Re: I... jak tu zrozumieć samą siebie? 21.02.14, 13:24
                                                    Dziewczyny napiszcie co u was, mam identyczną sytuację jak wodazdrowiadoda. Pomóżcie proszę.........
    • volancik Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 16.02.12, 13:06
      Da się wyleczyć - lepszą kobietą lub terapią psychiatryczną :D
      • wodazdrowiadoda Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 16.02.12, 15:20
        Nie działa, próbowałam:-( oczywiscie mam na myśli lepszego faceta. Tamten wlazł mi w głowę i za cholerę nie chce wyjśc.
        • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 16.02.12, 15:45
          > Nie działa, próbowałam:-( oczywiscie mam na myśli lepszego faceta.
          Gdybym nie była zamężna też bym tak spróbowała. Sądząc po perypetiach gwiazd z Polski i Stanów szybko tak można się pocieszyć. Ostatnio poznałam nawet kogoś bardzo nadającego się do zapominania. Ale w sytuacji kiedy chce po prostu wrócić do stanu poprzedniego i żyć z mężem to bez sensu. Poza tym można by trafić na kogoś sensowniejszego od obiektu, co złośliwie mówiąc nie byłoby trudne. Bo bez względu o co mu chodziło, czy nie chodziło, postępował przez rok naszej znajomości dość głupio. W efekcie ani się ze mną nie zaprzyjaźnił, ani mnie nie uwiódł :) W sumie takie nie wiadomo co.
    • nextvivi Wysłałam Ci maila przeczytaj proszę!!! 19.03.12, 21:46
      Only.yossarian wysłałam Ci maila na pocztę gazetową, przeczytaj go proszę!!!
    • mandarynka.1 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 24.03.12, 16:02
      zamieszkaj z nia,uprawiaj seks i po prostu za jakis czas chlebus ten powszedni ci spowszednieje i dojdziesz do tego,ze to tylko tyle i najnormalniej w swiecie ci sie zdawalo...
    • mabiwy Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 29.03.12, 23:45
      może

      można się wyleczyć, niekoniecznie do końca. Klin klinem nie zawsze skuteczny.
    • katinka6 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 30.03.12, 11:01
      Baby wiejskie zalecały kiedyś kąpiel w czarcim zielu - ponoć odurocza:) skutecznie! Ale tak na wiosnę? Oduroczać się z zauroczenia...? No nie wiem...
      • rybka.11 Po rozpiętości wątku... 30.03.12, 20:49
        ...sądząc - na tym zielu to mazna by fortunę zbić ;). Hmmm?...
        • katinka6 Re: Po rozpiętości wątku... 30.03.12, 22:14
          rybka.11 napisała:

          > ...sądząc - na tym zielu to mazna by fortunę zbić ;). Hmmm?...

          Wszystko możliwe - spróbuj;)
      • mabiwy Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 31.03.12, 23:08
        katinka6 napisała:

        > (..) Ale tak na wiosnę? Oduroczać się z zauroczenia...? No nie wiem...

        o to, to!! :)
        • rybka.11 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 01.04.12, 08:10
          mabiwy napisał:

          > katinka6 napisała:
          >
          > > (..) Ale tak na wiosnę? Oduroczać się z zauroczenia...? No nie wiem...
          >
          > o to, to!! :)
          __________________________
          A jak się jest zauroczonym kilka wiosen z kolei? (w jednym "obiekcie");) Moze się znudzic, prawda? :). Oduroczyć się chociażby po to, by...móc zauroczyć sie w kimś innym ;).
          >
          >
          • mabiwy Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 01.04.12, 21:29
            e tam, niekoniecznie.. zauroczenie może być absolutnie urocze, chociaż nie najłatwiejsze
            • rybka.11 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 02.04.12, 05:42
              mabiwy napisał:

              > zauroczenie może być absolutnie urocze, chociaż nie najł
              > atwiejsze
              _______________________________
              ...takie ono właśnie bywa (wcale nie łatwe, ale urocze właśnie i przez tą swoją "konstrukcję" ;) czasem aż destrukcyjne...

              :)
    • ja.nstark to samo 02.06.12, 11:27
      Tak samo.
    • ja.nstark tak samo 02.06.12, 11:28
      Fatalne zauroczenie. Ma żonę, dziecko a myślę wciąż o innej. Oszukuję się, że to przyjaźń, koleżeństwo a prawda jest taka, że jestem zakochany po uszy. Dla mnie jest wyjątkowa, przyciąga mnie jak magnes. Uwielbiam jej oczy, głos, śmiech, ruch, jej gesty i reakcje. Bywa często zimna, nieprzystępna, olewająca, trzymająca na dystans (ale to mnie jeszcze bardziej wkręca). Czasem zaś przymila się jak kotka. Na pewno mnie lubi, miło jej się spędza ze mną czas, potrzebuje mnie (mojej nigdy deklaratywnie nieujawnionej, ale przecież zauważalnej fascynacji, mojego zapatrzenia) - zauroczenie jest jednak jednostronne.
      Nie proszę o rady. Wiem, co trzeba robić, tylko nie mam siły tego uczynić, bo musiałbym zabić część siebie. Pozostaje się męczyć.
      Musiałem się wygadać. Dziękuję za uwagę.
      • fuzzystone Re: tak samo 02.06.12, 15:24
        Z ciekawości: co byś zrobił, gdyby Ona okazała Ci w jakiś sposób uczucie?

        -
        "Stronią ode mnie, które ongi mnie szukały,
        Bosą stopą przez moje przestępując progi;
        Ustępliwe, powolne, łagodne bywały..."
    • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 14:05
      only.yossarian napisał:

      > Od kilku lat nie daje mi spokoju - chyba zauroczenie w jednej z koleżanek, raz
      > sobie z tym radzę a raz jest tak, że nie mogę o niczym innym myśleć tylko o nie
      > j. Czy zauroczenie może trwać kilka lat? Czy da się z tego wyleczyć?

      Za trzy dni minie rok od założenia wątku.
      Nie spodziewałem się takiego zainteresowania tematem.
      Nie sądziłem, że tyle ludzi ma z zauroczeniem "problem".
      A ja dalej drepczę w miejscu ...

      • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 16:48
        dlaczego nic w tym temacie nie zrobiłeś ?
        • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 19:22
          Bo nie ma rozwiązania sytuacji.
          Jak ktoś wcześniej napisał: Może to i męczące skrajnie, ale niosące najmniej ofiar w ludziach....

          Czyli jak to mówią jestem w "czarnej d...e"

          • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 19:40
            myślisz? czasami warto postawić wszystko na jedną kartę nawet jeśli miałoby to siać po drodze zniszczenia .A ona jest świadoma tego Twojego zauroczenia ?

            • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 20:13
              pomorzanka34 napisała:

              > .A ona jest świadoma tego Twojego zauroczenia ?
              >
              Wcześniej była świadoma a ostatnio prowokowana przeze mnie zaczęła o tym mówić.
              szczegóły na priv
              • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 20:49
                to w jaki sposób udało Ci się ją sprowokować do tej rozmowy ?

                • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 21:05
                  pomorzanka34 napisała:

                  > to w jaki sposób udało Ci się ją sprowokować do tej rozmowy ?
                  >
                  banalnie patrząc Jej głęboko w oczy, powiedziała że nie powinienem w "taki sposób" tego robić
                  i się zaczęły pytania i odpowiedzi
                  • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 21:37
                    to chyba dobrze,że tak wyszło ta cała Wasza rozmowa przynajmniej wiesz,że ona wie a to już dużo. Jak ona reaguje na tą całą sytuację ?
                    • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 22:04
                      Nie da się cofnąć czasu i zmienić pewnych decyzji. Jednakże gdyby była taka możliwość , inna sytuacja to by z szansy skorzystała.
                      • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 22:07
                        znaczy się oboje jesteście w związkach ?
                        • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 22:16
                          pomorzanka34 napisała:

                          > znaczy się oboje jesteście w związkach ?

                          Ja jestem. A wszystko staje się groteską w obliczu tego co dostałem od życia: kochającą żonę, stabilną sytuację ekonomiczną, wykonuję prestiżowy zawód.
                          • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 22:26
                            to rzeczywiście i do tego tak "wpadłeś"
                            Jak sobie z tym radzisz ? może z czasem przejdzie, minie zauroczenia czasem mijają jeśli w życiu osobistym jesteśmy spełnieni z tego co piszesz to wygląda na to,że w tej kwestii niczego Ci nie brakuje. Prawda ?
                            • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 22:34
                              pomorzanko34

                              Widzę, że nie czytałaś moich wypowiedzi z przed roku. [wątek się rozrósł i ciężko przez niego przebrnąć] To trawa już kilka lat. Niczego mi nie brakuje.
                              trudno sobie radzić jeżeli z jednej strony emocje z drugiej rozsądek
                              • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 22:42
                                rzeczwiście nie czytałam wszystkich wypowiedzi wybacz ale nie sposób tego ogarnąć .Wątek zrobił duzą furore na forum .
                                Tak, wiem,że trwa to już kilka lat może, może jedynym rozwiązaniem jest całkowite zerwanie kontaktów z nią ? Wiem brzmi drastycznie ale skoro masz szcęśliwie poukładane życie to czy warto to wszystk niszczyć ?
                                • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 22:50
                                  Ograniczenie kontaktów nie możliwe.
                                  Dotychczasowego życia nie warto niszczyć.
                                  Pewnie znowu mam ten trudny, pozostaje zacisnąć zęby i skoncentrować się na pracy nad samym sobą i tym co się ma.
                                  • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:03
                                    wiesz ktos kiedyś mi powiedział nie ma rzeczy niemożliwych, wszystko jest możliwe jeśli się tylko bardzo tego chce. Znam osoby które potrafiły zrezygnować z dobrej pracy aby ratować swoje małżeństwo. Z tego co widzę decyzję już podjąleś "Dotychczasowego życia nie warto niszczyć "więc to juz mały sukces bo wiesz czego chcesz :)
                                    • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:06
                                      Tylko Jej mi szkoda.
                                      • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:10
                                        > Tylko Jej mi szkoda.

                                        ale przecież jej niczego nie obiecywałeś ...
                                        • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:19
                                          pomorzanka34 napisała:

                                          > > Tylko Jej mi szkoda.
                                          >
                                          > ale przecież jej niczego nie obiecywałeś ...

                                          i ONA tego nie oczekuje
                                          • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:24
                                            to bardzo mądra kobieta , w dzisiejszych czasach każdy daży do osiagnięcia własnego celu niejednokrotnie niszcząc po drodze szczęscie innych
                                            • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:34
                                              zgadza się, po prostu za późno się spotkaliśmy, często to podkreśla oraz dodaje, ze wszystko inaczej by wtedy wyglądało - jej miejsce było by gdzie indziej.
                                              Istna ironia losu
                                              • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:43
                                                ironia losu ? a może przypadek,że tak właśnie miało być i mieliście się spotkać właśnie w tym konkretnym momencie waszego życia .Nigdy nie myśałeś o tym w taki sposób?
                                    • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:07
                                      a jeśli ona sama usunęłaby się z Twojego życia w ten sposób,ze nie miałbyś z nią kontaktu byłoby Ci łatwiej ? potrafiłbyś zapomnieć o niej ?
                                      • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:15
                                        pomorzanka34 napisała:

                                        > a jeśli ona sama usunęłaby się z Twojego życia w ten sposób,ze nie miałbyś z ni
                                        > ą kontaktu byłoby Ci łatwiej ? potrafiłbyś zapomnieć o niej ?
                                        • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:18

                                          > pomorzanka34 napisała:
                                          >
                                          > > a jeśli ona sama usunęłaby się z Twojego życia w ten sposób,ze nie miałby
                                          > ś z ni
                                          > > ą kontaktu byłoby Ci łatwiej ? potrafiłbyś zapomnieć o niej ?
                                          miałobyć:

                                          Zapomnieć nie, ale podobno "czego oczy nie widzą tego sercu nie zal"
                                          • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:31
                                            a Twoja żona nie wyczuwa tego "czegoś" między wami ?
                                            • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:36
                                              pomorzanka34 napisała:

                                              > a Twoja żona nie wyczuwa tego "czegoś" między wami ?
                                              zbyt dużo konkretów a świat jest mały;-(
                                              • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.10.12, 23:49
                                                ok, jakby co możesz pisać na p
                                                • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 14.10.12, 07:29
                                                  do Twojego nica dodałem dodałem: @gazeta.pl
                                                  taki adres
                                                  • greedex5 meldunek 08.01.13, 18:33
                                                    Hej, pozdrawiam założyciela wątku :) Mi też się niestety nie udało wyleczyć od 2 lat. Nie na próżno mówią o "strzale amora". Najpierw stan jest miły, potem delikwent bardzo cierpi, a potem trochę tak przestaje reagować na truciznę zawartą w strzale i... jest lepiej. Jeśli chodzi o mnie to przypomnę że obiekt ma żonę, ja - męża i generalnie poza megaiskrzeniem to niewiele nas łączy z niefortunną sympatią jeśli chodzi o podejście do życia itp. Ja starałam się ostro odciąć (bo nie pracujemy razem nie musimy się spotykać), tyle że jakoś nie wychodzi bo dziwnie zdarzało się nam spotkać na ulicy tam gdzie można mnie spotkać. Czy to przypadek? Nie wiem. Generalnie on robi wrażenie luzaka, ale ewidentnie, czynnie i uparcie nie chce zrezygnować z tej znajomości. Eh, te wszystkie teksty sms i maile na pewno nie są tekstami kolegi do koleżanki, tylko zwykłą próbą podrywu. Dziwne, że absurdalne i kompletnie niechciane uczucia mogą być tak mocne.
                                                  • jagoda0011 Re: meldunek 10.01.13, 18:56
                                                    Nie,te spotkania nie mogą być przypadkowe.
                                                    Dwa lata to jeszcze krótki staż.
                                                    U mnie latem stuknie sześć lat i też nie wyleczyłam się z tego problemu,bo to jest problem.
                                                    Też razem nie pracujemy a często w pewnych miejscach na siebie'wpadamy'.
                                                    Dziwne to trochę ale bardzo przyjemne szkoda że nic wiecej zrobic się nie da .
                                                    Ach to życie
                                                    JEST PIĘKNE.
                                                  • greedex5 Re: meldunek 11.01.13, 13:52
                                                    > U mnie latem stuknie sześć lat i też nie wyleczyłam się z tego problemu,bo to j
                                                    > est problem.
                                                    Dokładnie, tak o tym też myślę , "problem" :(
                                                    Kiedyś próbowałam sobie jakoś obrzydzić tego mężczyznę albo wmówić że nie traktuje mnie jakoś szczególnie. Teraz nie chce mi się z tym aktywnie walczyć ale też nie cierpię jakoś. Nic nie działa. Wiem że nie jest aniołem, traktuję tą osobę bardzo krytycznie i ... tak nie mogę zapomnieć. I nie wiem czy jednak nie jakoś szczególnie mnie traktuje, bo na portalu społecznościowym niejedna kobieta otwarcie i bezskutecznie próbuje go namówić na spotkanie. Ja nie zgadzam się na propozycje spotkania. Kontakty jakoś mniej przeżywam. Coś tam się trochę może wypaliło, ale to może być pozorne, bo oboje wyglądamy jeszcze bardziej atrakcyjniej niż kiedyś, jesteśmy trochę bardziej na luzie i lepiej... trzymać się na dystans... Ty też się trzymaj.
                                                  • pomorzanka34 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 11.01.13, 21:34
                                                    only.yossarian napisał:

                                                    > do Twojego nica dodałem dodałem: @gazeta.pl
                                                    > taki adres

                                                    co tam u Ciebie słychać ? Coś się zmieniło wraz z nowym rokiem ?
          • last_unearthly Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 19.10.12, 11:13
            only.yossarian napisał:

            > Czyli jak to mówią jestem w "czarnej d...e"

            Ty, a nie Twoja żona?
    • jagoda0011 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 14.10.12, 14:01
      Szkoda że nie chcesz pisać tu na forum.
      Wiesz to tak jakbym trochę czytała o sobie
      u mnie taki stan trwa już ponad pięć lat
      • only.yossarian Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 14.10.12, 16:36
        jagoda0011 napisała:

        > Szkoda że nie chcesz pisać tu na forum.
        > Wiesz to tak jakbym trochę czytała o sobie
        > u mnie taki stan trwa już ponad pięć lat

        Ale ja pisałem od początku wątku, a wracam po roku bo nic się nie zmieniło, może tylko tyle, ze dowiedziałem się iż szkoda ze czasu nie da się cofnąć co jeszcze bardziej mnie pogrążyło
    • grubazoska Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 15.10.12, 13:10
      Przeczytałam cały wątek, nikt Tobie nie doradził żebyś poszedł do dobrego psychoterapeuty. Tak nie można żyć, trzeba coś z tym zrobić. Być może mądra osoba z doświadczeniem w tych sprawach spowoduje, że zrozumiesz sam siebie i dlaczego ta sytuacja trwa tyle lat. Ty masz żonę a koleżanka, którą jesteś zauroczony nie jest w żadnym związku. Nie mogę w to uwierzyć, żeby ktoś przez parę lat kochał tylko platonicznie. Nie chodzi mi o to, że Was łączy łóżko, ale o Twój obiekt zauroczenia, ona naprawdę żyje w celibacie? Z nikim się nie spotyka? Nie wierzę, tym bardziej, że jest atrakcyjna, niezależna i chyba niczego jej nie brakuje.
      • cowieczor Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 15.10.12, 14:18
        proponuję wróżkę :) skoro już jest pociąg to transcendentu :)
      • 0misiaczek2001 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 21.02.14, 13:35
        Ja jestem w tej samej sytuacji. Kolega z pracy...ech, ma żonę i dzieci...,ja się rozwiodłam. Kochamy się, albo jesteśmy zauroczeni-wszystko jedno. trwa to już 2 lata. Nie mogę się spotykać z kimś innym bo nikt inny mi nie odpowiada. Myślę tylko o nim , w dzie i w nocy. z nikim nie chodzę do łożka bo bez uczucia nie dam rady,nie umiem dla sporu. to jest miłość platoniczna,więc niestety można.rozumiem tą dziewczynę. chciałbym to zmienić ale nie daję rady....niestety.
    • aka666 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 16.10.12, 18:12
      Moim zdaniem problem leży w tobie, nawet z lektury postów widać że lubisz skracać dystans z kobietami. Znasz kogoś z kilku zdań i już jesteś skłonny zwierzać się na mailu z rozterek małżeńskich. To niebezpieczne igranie z ogniem, a ludzie którzy się tak zachowują nie powinni się dziwić, że zauroczenie "samo" ich dopadło. Kiedyś tam dokonałeś świadomego wyboru tej ścieżki.

      Bycie twoją żoną musi być przykre i piszę to bez złośliwości. Mam wrażenie że gdybyś nigdy nie spotkał tej koleżanki, to ziarno trafiłoby na inny podatny grunt.
    • cieplywacek Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 27.10.12, 17:30
      Ostatnio czytałem, że zauroczenie może trwać do 4 miesięcy.
    • man_sapiens Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 10.01.13, 19:34
      Nie lekceważ i nie marnuj tego. Get it while you can. Jeżeli to będzie przelotny romans - to nic się nie stanie. A może to było już dawno zapisane w księgach przeznaczenia, że się spotkacie? To może być najważniejsze i najpiękniejsze co ciebie i ją spotka w życiu. Jest tylko jeden problem: romans w pracy nieuchronnie wywołuje w pracy kłopoty. Bądź przygotowany na zmianę pracy.
      • panna_wanna1 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 12.01.13, 17:49
        "zapisane w księgach przeznaczenia".

        Ja pierd*, ten wątek to zebranie ludzi, których rozwój pozostał na poziomie... kilkunastolatków? Maks! Zamiast "nie marnuj tego" (mężczyzna "marnuje to" przez całe życie od okresu dojrzewania, z mniejszym lub większym natężeniem... nie? ;), radziłabym raczej terapię, która pomoże Ci ustalić, które z twoich nieuświadomionych potrzeb realizuje obsesjonowanie się tą boską istotą.
        • man_sapiens Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 16.01.13, 11:26
          > ;), radziłabym raczej terapię, która pomoże Ci ustalić, które z twoich nieuświa
          > domionych potrzeb realizuje obsesjonowanie się tą boską istotą.

          Próbowałaś czegoś takiego? Ja tak, i teraz wiem, co to jest infantylizm.
    • konwalia55 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 18.01.13, 21:06
      moje zauroczenie kims trwa od lat, jednak wcale nie chce, aby sie skonczylo.
      zreszta... sama tez kogos zauroczylam i wiem, ze ten ktos chce, aby ten stan trwal i trwal...

      i co teraz? ;-)



      • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 09.03.13, 20:17
        > moje zauroczenie kims trwa od lat, jednak wcale nie chce, aby sie skonczylo.
        > zreszta... sama tez kogos zauroczylam i wiem, ze ten ktos chce, aby ten stan tr
        > wal i trwal...
        >
        > i co teraz? ;-)
        Nie będzie tak wiecznie. Bo albo Twoja sympatia znajdzie sobie inną. Albo, jak uczucie z wzajemnością, gdy się zorientuje zacznie dążyć do bliższych kontaktów. A jak rozumiem mówimy tu o sytuacji gdy nie jest to możliwe z innych przyczyn (inne związki)
        • dolor_a_l Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 27.03.13, 21:38
          Witam wszystkich na forum i pozdrawiam...bom się naczytała... trochę się podniosłam na duchu, trochę zasmuciłam.
          Mam to wybitne szczęscie/ nieszczęście - jak kto woli, że 4 lata temu doznałam czegos na kształt wspomnianego tu wielokrotnie zauroczenia. Z tym że nie ja pierwsza wyjechałam z tekstem, że się zakochałam i początkowo pomyslałam sobie: Facet oszalała - ma dzieci, zonę, ja zresztą mam męża i dzieci, więc fajnie nam sie gada, ale się zapędził. Kiedy żalił się na problemy rodzinne - doradzałam seks z żoną.
          A jednak... po dośc długim czasie doszłam do wniosku, że zauroczenie jest obustronne. Zaraziłam się, czy jak?
          Doszło do spotkania, które miałam nadzieję (on też) rozwieje nasze złudzenia względem siebie. Ale niestety nie! Stan permanentnego zakochania sie pogłebiał.
          No to ja w nogi
          potem on w nogi
          potem razem w nogi
          Długo i rozmaicie było, ale nie dało się od siebie zwiać.
          Wyszło nam, że powinniśmy byc razem, bo to jest do diabła coś najważniejszego i najlepszego w naszym zyciu.
          I tu wpadła żonka - mnie zrównała z błotem, a jego zaszantazowała, że sobie cos zrobi.
          No i mój obiekt podwinął ogonek i tyle. Jeszcze w potwornej rozmowie nie omieszkał mi wyjaśnić, ze przeciez niczego mi nie obiecywał (buuuuuuuuuuuuuu obiecywał wspólne pożycie), że co ja sobie męża szukałam, a zresztą mieszkania nie bedzie sprzedawał przeze mnie.
          I to miał byc koniec. Nie musze chyba pisac, co mi sie działo. A mąż nieświadomy. Tu zaznaczam, ze podjęłam raz próbe powiedzenia mu, żeby skończyć to małżeństwo, bo ja swojego męża lubie - nie było między nami namiętności jakiejś i wyszłam za niego w dośc już słusznym wieku nie spodziewając się niczego lepszego w zyciu. Byłam i jestem bardzo dobrą zoną (to nie moja opinia). Na szczęscie on się nie przejął i dobrze, bo nie udało mi się rozwalić rodziny.
          PO kilku tygodniach obiekt wrócił. I tu zrobiłam największy błąd zycia. Pozwoliłam mu na to. Tłumaczył się, jak mógł, miłośc po grób wyznawał, ale nie wie, czy żonę kiedys zdecyduje sie zostawić.
          Czy go kocham? Teraz juz nie wiem. Bo jak mozna kochac kogoś, kto sie tak zachowuje - kto krzywdzi 2 kobiety i jeszcze innych ludzi?
          Próbowałam róznych opcji, żeby tylko go wywalić z zycia. Ale on sie nie daje. Bywa rzadko. Wmawia mi, że nic złego w tym nie ma, że mamy siebie. On jest ponoć szczęśliwy. I cały czas pojąc nie moge jak to mozliwe, skoro:
          a) żony nie kocha
          b) ona nie dba o niego, wysysa kase i ma gdzieś
          c) kocha mnie nad zycie
          d) tęskni za mna jak nie wiem co
          e) ja jestem dla niego taka cudowna - sam to przyznał, bo i jestem,
          Wychodzi mi z tego, ze jestem ciężko na mózgu uszkodzona.
          Tłumacze sobie po każdym spotkaniu z nim, że tak musi być, że poczekam, że może kiedyś... i szaleję z tęsknoty. Znoszę raz do roku awantury zony, której sie przypomina i dla której stanowie idealny obiekt odreagowywania niepowodzeń małżeńskich.
          I znam ciąg dalszy - on mnie oleje, jesli cos pójdzie nie tak w jego zyciu. Nie łudze się, ze jestem tą ważniejszą.
          A mimo to nie umiem sobie z tym poradzić. Byłam na terapii - guzik dało. Wybieram sie znów.
          Męża traktuję jak kumpla - nie umiem inaczej. Trudno wzbudzic w sobie namiętności, których nigdy nie było. Ale staram sie jak moge.
          Sama widze, że każda komóreczka we mnie domaga się zakończenia tego obłędu, ale nie daje rady.
          On zna mnie tak dobrze, zna takie dojścia do mnie, że zawsze trafia tam, gdzie chce. Jak go słucham, widzę, co dla mnie robi, to normalnie kocha - wierze w to. Ale jak to oglądam z boku, to szlag mnie trafia.
          Faceci - teraz do Was - dlaczego tak się zachowujecie? Dlaczego nie umiecie wybrać: albo rybki, albo akwarium?
          Niech mi którys wytłumaczy? Dlaczego? I nie zasłaniac mi sie rodziną. Bo skoro ktos szuka poza nia towarzystwa, to znaczy, że czegos w tej rodzinie nie było, że czegos sie chciało. A jak się znalazło, to traktuje się to nie jak skarb, a jak dodatkową atrakcję.
          Dziekuję za uwage i mam nadzieję, że nie zanudziłam
          • altz Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 27.03.13, 22:11
            dolor_a_l napisała:
            > Faceci - teraz do Was - dlaczego tak się zachowujecie? Dlaczego nie umiecie wyb
            > rać: albo rybki, albo akwarium?
            > Niech mi którys wytłumaczy? Dlaczego? I nie zasłaniac mi sie rodziną. Bo skoro
            > ktos szuka poza nia towarzystwa, to znaczy, że czegos w tej rodzinie nie było,
            > że czegos sie chciało. A jak się znalazło, to traktuje się to nie jak skarb, a
            > jak dodatkową atrakcję.
            Ciekawa historia. Twoje zachowanie również ciekawe, chociaż myślę, że robisz sobie krzywdę.
            Panowie tak mają, ale nie wszyscy. Część wie, że w razie rozwodu, stracą wszystko, a jeszcze będą musieli płacić alimenty. Nic tak nie łączy, jak wspólny majątek i wspólny kredyt. :-D
            Byłem kiedyś zaczepiany przez mężatkę, która od razu mówiła, że liczy na coś, ale nie pozwoli sobie rozwalić małżeństwa, chociaż sama tworzyła jakieś sytuacje. Nie byłem zainteresowany. Druga mężatka też zaczepiała, ale sondowała przez koleżankę. ;-) Do niczego nie doszło, to całe moje doświadczenie ze szczęśliwymi mężatkami. :-) Jak widać, nie tylko panowie tak mają.

            Myślę, że kiedyś takie zauroczenia będzie się leczyć farmakologicznie, przecież to zwykła chemia.
            • dolor_a_l Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 27.03.13, 22:39
              Hehe, ja bywałam/bywam zaczepiana przez zonatych facetów. kilku deklarowało odejście od zon. Jednemu wierzyłam, bo on raczej nie żartował, co do reszty mam nadzieję, że to był żart. Którys mi powiedział, że jak sie dwoje ludzi kocha, zna dobrze i pasuje do siebie, to powinno sie być razem.
              Jak napisałam- mój obiekt twierdzi, że z zoną nic go nie łączy, to ona jest od niego zależna finansowo i nie tylko. Mimo to nadal sie jej trzyma - nie wiem, czemu. Skoro to ponoc mnie tak kocha ...
              NIe kumam zupełnie, o co chodzi./ Siebie tez w tym nie rozumiem :-(


              Myślę, że kiedyś takie zauroczenia będzie się leczyć farmakologicznie, przecież
              > to zwykła chemia.
              Chętnie bym zażyła nawet w ramach eksperymentu ten lek :-)
              • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 28.03.13, 14:35
                Przeczytaj sobie książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy." Może jesteś dla niego za dobra z sensie miła, wyrozumiała? Jeśli on wie, że zrobisz co będzie chciał to źle. Poza tym czy Ty sama jesteś zdecydowana? Dużo osób w tej chwili cierpi. Ty, Twój mąż, jego zona. Rzekomo tylko Twój obiekt - nie. Pytanie czy fizycznie zdradzacie swoich małżonków, jeśli nie, to chyba naprawdę musi Cię kochać, że tak długo się Ciebie trzyma. Kobiety tak samo mogą się nie móc zdecydować w podobnej sytuacji. Nie musi tak być, że czegokolwiek brakuje w związku. Po prostu - poznaje się kogoś i zaskakuje ta wstrętna chemia. Można kochać 2 kobiety czy 2 mężczyzn równocześnie.
                • dolor_a_l Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 29.03.13, 14:28
                  Może jesteś dla ni
                  > ego za dobra z sensie miła, wyrozumiała?
                  To fakt, jestem. :-(

                  Można kochać 2 kobiet
                  > y czy 2 mężczyzn równocześnie.
                  Dupa, nie można. Ja męża lubię i tyle. Zawsze tak było. Mój bład, że za niego wyszłam. Ale on twierdzi, że zony nie kocha, że nie może z nia wytrzymać.

                  Dużo osób w tej chwili cierpi. Ty, Twój mąż, jego zona. Rzekomo tylko Twój obiekt - nie.

                  Mój mąż owszem, cierpiałby. Jego zona, cóż, ona w ten sposób nim manipuluje, bo mi wmawiała, że ma go dość, że to on nie chce sobie od nowa życia układać. A tak, on ją nadal utrzymuje i jeszcze ona ma go w garści, bo przecież jako ten niewierny powinien latac jak satelita wokół niej.

                  Pytanie czy fizycznie zdradzacie swoich małżonków, jeśli nie, to chyba naprawdę musi Cię kochać, że tak długo się Ciebie trzyma.

                  Owszem, mamy rzadko okazję się spotkać - raz na pół roku może i wtedy jest seks stulecia. Owszem, dlatego właśnie myslę, że mnie kocha, bo inaczej nie spędzałby każdej wolnej chwili na rozmowach ze mną. I dlatego też jest to wszystko takie zagmatwane, bo gdyby olewał, robił jakies jazdy itp. to juz bym dawno go pognała.

                  Nie powiedziałam, że mnie byłoby łatwo wszystko pieprznąc w diabły. Na pewno nie od razu. Ale on się wzbrania przed skonstruowaniem jakiegoś planu, wręcz ostatnio zajechał tekstem, że nie wie, czy w ogóle kiedyś się zdecyduje.
                  I to nie o to chodzi, że boi sie obiecywać, bo naobiecywał to on mi już niejedno, łącznie z domkiem i dziecmi. Bolesne było rozczarowanie i usłyszenie, że mieszkanie, które musiałby sprzedać jest wazniejsze niż ja. To było w nerwach i pod ciśnieniem zony, ale padło. I dlatego jest mi do dupy, bo w zasadzie tylko ta jedna sprawa - przyszłość sprawia, że kompletnie nie możemy się porozumieć. On jest teraz ponoć szczęśliwy, ja... jak widac nie. NIe jestem typem lafiryndy i kłamczuchy. I nie rozumiem, co mnie opętało, ale jak tak pisze tu, to wiem chyba, co musze zrobić. Brak mi tylko wsparcia - on wyparł z mojego zycia znajomych i to jest problem.
                  • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 29.03.13, 17:00
                    > Dupa, nie można. Ja męża lubię i tyle.
                    Ty tak ale innym się to zdarza. Ja tak najwyraźniej mam. Ponoć obszary odpowiedzialne za zakochanie i miłość długoterminową są w różnych miejscach mózgu :)
                    > Owszem, mamy rzadko okazję się spotkać - raz na pół roku może i wtedy jest seks
                    > stulecia. Owszem, dlatego właśnie myslę, że mnie kocha, bo inaczej nie spędzał
                    > by każdej wolnej chwili na rozmowach ze mną. I dlatego też jest to wszystko ta
                    > kie zagmatwane, bo gdyby olewał, robił jakies jazdy itp. to juz bym dawno go po
                    > gnała.
                    Eh, no wygląda że Cię kocha. Boi się zmian po prostu, może rozwalenia życia, zaczynania od początku, napiętnowania społecznego, przez rodzinę.... trzymaj się i.... może napisz jaką podjęłaś decyzję.
                    • dolor_a_l Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 30.03.13, 13:48
                      Eh, no wygląda że Cię kocha. Boi się zmian po prostu, może rozwalenia życia, zaczynania od początku, napiętnowania społecznego, przez rodzinę.... trzymaj się i.... może napisz jaką podjęłaś decyzję.

                      Ja wiem, że on mnie kocha w jakiś tam pokrętny sposób. Ale ja mam wrażenie, że on się z jednej strony boi, a z drugiej... czeka, aż jego zona doprowadzona do ostateczności załatwi to za niego. A ona głupia nie jest (kasa). A ja nie chcę kolejnego faceta - dupy, który nie potrafi własnego życia sobie ułożyć. Z drugiej strony tez sie boje - durna nie jestem. Tym bardziej, ze to ja musiałabym wszystko zmienić w życiu, on tak naprawdę niewiele i w moim mniemaniu na lepsze, bo miałby na stałe kobiete przy sobie. Nie mieszka z żoną teraz.
                      A jaka podjęłam decyzję? Średnio raz na tydzień jestem zdecydowana, że znikam dla niego. Ale jak zadzwoni... jak się pokaże... wszystko bierze w łeb. Gdyby był jakiś wredny, robił mi pranie mózgu, awantury itp... Albo olewał, ale gdzie tam... JAkby ktos z boku posłuchał, to normalnie kochający facet, normalnie jak mąż a nawet lepiej.
                      I tym bardziej mi podle, bo mam świadomośc, ze zrobię mu krzywdę...
                      • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 30.03.13, 14:29
                        Tym bardziej, ze to ja musiałabym ws
                        > zystko zmienić w życiu, on tak naprawdę niewiele i w moim mniemaniu na lepsze,
                        > bo miałby na stałe kobiete przy sobie. Nie mieszka z żoną teraz.
                        To ja już nie wiem po co oni tę farsę ciągną skoro razem nawet nie mieszkają... :( Wytrzymaj i nie odbieraj tych telefonów, albo zacznij sugerować że masz kogoś trzeciego, musisz go popchnąć żeby skoczył na główkę do tej wody. Poczytaj książkę która poleciłam, jest nawet w necie jako pdf.
                        • dolor_a_l Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 30.03.13, 23:23
                          Ja też nie wiem, po co ta farsa :-( Jemu się wydaje, że w ten sposób wszyscy sa szczęśliwi. Bo on jest daleko, pracuje ciężko, do domu wraca raz na 2 miesiące na tydzien, a ja jak się uda po drodze.
                          Tłumaczy to tym, ze żona jest dobra, dba o dom itp. Moim zdaniem to kura domowa, ktora boi sie nosa z domu wystawic. Ona oczywiscie zadbala o tabletki od psychiatry i tak to sie kreci. A on na tyle "kochający" że jakbym miała ochotę, to moge sobie nawet z mężem dziecko zrobić, on nie będzie mi stał na przeszkodzie - to cytat.
                          Książkę sobie ściągnę, bo juz parę razy o niej słyszałam. POstaram się być tą zołzowatą. :-) Na początek :-)
                          • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 01.04.13, 10:21
                            Szkoda że nie aktywowałaś poczty to byśmy sobie popisały na pv. To mu uświadom, że to nie jest układ na dalsze lata. Wiecznie tak nie będzie. A Ty możesz znaleźć sobie kogoś trzeciego. I może to nie jest najgłupszy pomył skoro mąż jak kumpel. Zołza to nie znaczy że opryskliwa czy coś. Może być słodka ale trzyma się swojego życia, nie poświęca swoich pragnień. A "krnąbrni" faceci rzeczywiście nie reagują na słowa tylko brak kontaktu. Przećwiczone. Działa oczywiście o ile tej drugiej stronie też zależy.
                            • dolor_a_l Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 02.04.13, 11:51
                              NO to sobie aktywowałam tę pocztę :-) A co do zołzy - wiem, na czym rzecz polega. Właśnie nie odpisuję na smsy. Szkoda mi życia na siedzenie z telefonem przy uchu i czekanie, aż zadzwoni. Mam dość, szczerze powiedziawszy i gdyby nie ogólne zmęczenie tym tematem, to pewnie bym nawet nie pisała tutaj. Ale widzę po sobie, że zaczynam mieć dośc. Z dnia na dzień coraz bardziej. A szukanie tego 3..... cóż, próbowałam kiedyś, dawno temu... jakoś każdy inny to nie to. I nie mówie tu o łóżku, a o zwyczajnej rozmowie i normalnych kontaktach koleżeńskich, żeby nie było, że poluję na zonatych. Poza tym nie chcę kogos, kto w czymś siedzi po uszy (mam na myśli rodzinę), jak on. NIgdy nie chciałam, a nawet nie szukałam. Sam się znalazł i nie wiadomo kiedy po prostu był. A mnie męczy ten cały cyrk kłamstw i kombinacji. Jego, jak widac nie. To tez świadczy o czymś...
                              Czekam na wiadomośc.
                          • 0misiaczek2001 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 21.02.14, 19:04
                            Ja mam tak samo," mój" zauroczony to samo mówi, paradoks..że żona jest dobra, dba o dom o dzieci....ok. to po co zawraca mi w głowie, czemu kupuje kwiaty, i mówi kocham....- związku nie skonsumowaliśmy bo to by pogorszyło całą i tak trudną sytuacje.
            • rybka.11 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 09.01.14, 20:21
              altz napisał:

              >
              > Myślę, że kiedyś takie zauroczenia będzie się leczyć farmakologicznie, przecież
              > to zwykła chemia.
              ______________________________
              Ale jak wiele barw straci życie w momencie, kiedy za pomocą jednej pigułki lub zastrzyku człowiek będzie potrafił wyleczyć się z uczuć;) ... Dlatego ja jednak myślę, że taki dzień nie nastąpi - chyba, ze ludzkość wyparta zostanie przez bezduszne cyborgi np. . Póki człowiek będzie istniał wraz ze swoim arsenałem uczuć póty te uczucia obecne będą na świecie i żadne proszki ich nie wytępią...:) (Nie mówię tu tylko o pozytywnych uczuciach, mam również na myśli złość, nienawiśc, zawiść...)
    • yngrid Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 24.01.13, 16:38
      Czego nie zrobisz i tak ktoś będzie cierpiał bardziej. Nie ma dobrego rozwiązania jeśli się coś czuje, a w takim przypadku to już uczucie. Życzę Ci aby upływ czas pomógł.
    • wiosnajuzjest nie da sie? 11.03.13, 21:44
      Watek dlugi, nie przeszlam przez caly,
      kiedys dawno cos napisalam (nie pamietam juz co),
      teraz wrocilam i uderzylo mnie Twoje uporczywe powtarzanie,
      ze 'kontaktow nie da sie uciac',
      wyglada to troche na powiazania rodzinne, jezeli tak to wspolczuje,
      faktycznie jestes w czarnej d***, ale jak widac nie ty jeden
      • swinka_finka Re: nie da sie? 19.03.13, 18:34
        >kontaktow nie da sie uciac',
        > wyglada to troche na powiazania rodzinne,

        nie przecież wyraznie napisał ,że spotykają sie na gruncie zawodowym a nie rodzinnym
    • mabiwy Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 28.03.13, 13:48
      może, odchodzi i wraca.. na kształt odpływów i przypływów
    • dereesz Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 02.04.13, 08:14
      Tak może trwać kilka lat i można się z tego wyleczyć inną miłością.
      • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 19.07.13, 21:46
        I dalej kicha, a trwa to jakieś 2,5 roku. Tak naprawdę już nie liczę. Nie mam pojęcia jak to się skończy i kiedy. Nic między nami nigdy nie było. Rozmawiamy, pisze mi codziennie maile albo smsy na dzień dobry i dobranoc. Zawsze. Ostatnio przedstawiliśmy sobie nasze poglądy co do małżeństwa i zdrady. Ja że nie akceptuję tego. On chyba owszem... Wiem że to nie może tak trwać wiecznie ale lubię jak się ze mną kontaktuje i nie potrafię zerwać tej znajomości. Eh... :(
        • katalonja Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 13.11.13, 22:46
          Wiem, wątek już dość stary, ale pewnie dla wielu z Was nadal aktualny, dla mnie zresztą też. No cóż, sama też jestem w podobnej sytuacji, czując jak mam związane ręce, zakneblowane usta i w pewnym sensie opętany umysł. Mężczyzna, który mnie zauroczył, ma to coś, czemu nie potrafię się oprzeć (jakąś tajemnicę w spojrzeniu), co obezwładnia mnie doszczętnie, powodując, że pragnę go cieleśnie i mentalnie. Męczę się z tym pół roku i za każdym razem, gdy mam nadzieję, że odtajałam i zaczynam wynurzać się na powierzchnię, ponownie zapadam się, bo znów gdzieś się widzieliśmy, spotkaliśmy. Sytuacja jest tym bardziej nie do zniesienia, że mam poczucie chaosu spowodowane brakiem pewności, co do jego uczuć. Widzę, jak patrzy na mnie, jak poszukuje wzrokiem i zarazem ucieka, gdy tylko na niego spojrzę. Jest bardzo wrażliwy i delikatny, choć potrafi być 'cięty na mnie'. I tylko nie wiem wtedy, czy robi to z przekory, by nie zdradzić się z uczuciami, czy też dlatego, że naprawdę go irytuję. Nie potrafię tego określić, mimo, że wciąż intensywnie analizuję jego zachowania.
          Myślę, że lepiej byłoby, gdybym uwolniła się od tego uczucia. Z drugiej jednak strony, każdego dnia napędza to moją kobiecość do rozkwitu. I dobrze mi z tym i niedobrze, trochę tkwię w zawieszeniu oczekując rozwoju wydarzeń, a trochę karmię się tymi uczuciami, gdy tylko pojawia się On.
          Greedex, jestem pełna podziwu, że tyle czasu wytrzymujesz w tym cholernym napięciu emocjonalnym. Po Twoich postach wnoszę, że facet wyraźnie ma na Ciebie ochotę, i tylko Ty powstrzymujesz go w jakimś sensie przed kolejnym krokiem. Napisz, jak sprawy toczą się teraz. U mnie huśtawka emocjonalna :(
          • es.i Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 14.11.13, 18:04
            >Po Twoich postach wnoszę, że facet wyraźnie ma na Ciebie ocho
            > tę, i tylko Ty powstrzymujesz go w jakimś sensie przed kolejnym krokiem.

            założyciel postu to właśnie facet nie czytałaś dokładnie
            feee nie ładnie ;)
            • mabiwy Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 14.11.13, 20:27
              założyciel wątku owszem, tyle, że post katalonji niekoniecznie do założyciela skierowany.
              "Nie czytałaś/łeś dokładnie, feee nie ładnie" ;)
              • katalonja Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 14.11.13, 21:34
                Miło, że jest ktoś, kto czyta dokładnie. Dla jasności, ten post jest do Mabiwy :)
          • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 09.01.14, 15:39
            Cześć katalonja . Weszłam dziś na Forum i chciałam Ci odpisać na pv ale chyba nie aktywowałaś konta :(
    • mabiwy Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 15.11.13, 15:20
      co z tak brzmiącym pytaniem - nie tak? Abstrahując od tego, ze forum wszystko łyknie i przetrawi albo wypluje. Zresztą zauroczenie nie wyklucza zamroczenia, a wręcz przeciwnie.
      No, chyba, żeby to była pomroczność jasna lub ta po spożyciu, ale to już insza inszość
    • maja.sol Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 07.12.13, 15:11
      Przeczytałam cały wątek i kurcze no.. Z jednej strony lżej a z drugiej wprost przeciwnie. Nie myślałam, że jest tyle ludzi tak bardzo durnych jak ja. Bo ja tam myślę, że takie zauroczenie to czysta durnota i najgorsze, że sama w takim czymś tkwię. Chociaż ja to już całkiem zdurniałam, bo swojego obiektu nawet na żywo jeszcze nie spotkałam. Ja w związku, on żonaty i mają małe dziecko. Znajomość na odległość (700km), wielogodzinne rozmowy codziennie (gg, skajp, telefon), mocne iskrzenie, niemal identyczne charaktery, poglądy, gusty, to samo hobby itd. On ponoć mocno kocha żonę, dziecko. Nie chce się wdawać w romans. Usiłuje mnie i siebie przekonać, że to całe iskrzenie to tylko tak dla zabawy jest. Głupie żarty tylko. A to, że ze mną spędza tyle czasu, to tylko przyjaźń. Jak się zagalopuje, to ucieka. Potem wraca chłodny, znów powoli iskrzy i znów potem ucieka. Spotkać na żywo się boi. Bo na żywo pewnie by się na mnie rzucił a przecież nie może i nie chce (to całe jego słowa). Ale przecież on nic nie czuje do mnie i ja też mam nic nie czuć. Tylko przyjaźń. Na odległość. Ehh... To trwa już 10 miesięcy i wcale nie mija. A mnie uskrzydla z jednej strony, daje kopa w życiu, dzięki temu sporo zmieniłam na lepsze w sobie, rzuciłam palenie, schudłam, stałam się bardziej pewna siebie, wyszłam z dołka w jakim byłam od 2 lat. Ale z drugiej strony to cholernie męczy i boli. Te jego ucieczki i powroty, to gadanie, że on nic nie czuje a przecież widać co innego. I jeszcze to, że jak coś tam się u niego w małżeństwie popsuje, to jeszcze mnie prosi o doradzenie jak on ma to naprawić..
      • mabiwy Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 07.12.13, 20:56
        to Ty początkująca jesteś
        • maja.sol Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 07.12.13, 23:47
          Początkująca... No w sumie tutaj sporo osób pisało o dłuższym stażu, jednak te 10 miesięcy to też już tak króciutko nie jest. Że ja wpadłam, zauroczyłam się, to wiem. Mnie ciągle zastanawia co on tak serio czuje. Czy to możliwe, że to co mi opowiada to prawda? Że nie czuje nic poza tym, że mnie lubi i tak zwyczajnie mu się tam podobam jako kobieta ale nic więcej? Czy to, że ze mną chce i potrafi spędzać tyle czasu to takie tylko z przyjaźni? Co chwile też chce mi jakiś prezent dać/zrobić. Ja nie chcę, nie przyjmuję, odmawiam. Ale co coś wspomnę, że coś tam bym chciała kiedyś, to od razu "chcesz, to kupię/zrobię". A on nie jest bogaty jakiś, mają kredyty, długi jakieś, żyją od 1 do 1.. Więc to nie jest kwestia, że go stać to chce się dzielić. Chemia jest między nami, bo flirtów jest czasem sporo. Też czasem na skajpie widzę maślane oczy. Ale on ciągle powtarza, że to nic takiego, że to tylko takie miłe oderwanie. Co jakiś czas próbuję pogadać z nim tak szczerze o tej sytuacji między nami i słyszę tylko, że on kocha żonę, że walczył o nią, że kiedyś ją skrzywdził i drugiej szansy nie dostanie. Mówi, że nic do mnie nie czuje i bardzo się obawia, że ja coś poczuję, bo to wszystko zepsuje w naszej znajomości. Ja mu nie powiedziałam wprost, że się zauroczyłam, jednak mówiłam mu nie raz, że podoba mi się jako facet i że wyobrażam sobie nas razem i byłoby chyba bardzo fajnie. On niby to samo mi mówi, że owszem, jako kobieta to mu się podobam i też czasem myśli, że w innych okolicznościach bylibyśmy fajną parą. Czasem nawet się rozpędza i opowiada ile i co takiego byśmy razem robili, jak mieszkali itd. A potem otrzeźwienie i teksty "nic nie czuję więcej poza przyjaźnią". Kurcze czy tak może być faktycznie? Przydałyby mi się opinie facetów, bo jako baba to zwyczajnie mogę sobie błędnie to wszystko odbierać.
          • kasjio39 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 08.12.13, 08:42
            Ja nie moglabym tak żyć jak Ty .Postaw sprawe jasno- albo ,albo -ja bym tak zrobiła Nie daj się dalej wciągać w tą nic nie dającą ci sytuację.Czas- lata lecą a Ty nic z tego nie masz poza słowami i to od faceta ,ktorego nie znasz realnie i którymówi ,że nie porzuci zony .Po co ci to?Jest tylu wolnych ,atrakcyjnych menów.Powodzenia
            • maja.sol Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 09.12.13, 19:41
              Nikt nie powiedział, że jak się człowiek zauroczy, to będzie miło i fajnie ;) Szczególnie, iż tak jak pisałam, ja też jestem w związku. Napisałam w tym wątku bardziej szukając odpowiedzi facetów, bo nie wiem, czy słowa mojego "obiektu" to prawda (nic niby nie czuje), czy może jednak on też się zauroczył i próbuje się z tego wyrwać, zignorować, nie wiem. Faceci, jak Wy to widzicie?
              • 0misiaczek2001 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 21.02.14, 19:10
                W sumie jaka to różnica, skoro mówi ze nie porzuci żony. Błędne koło...
      • greedex5 Re: Jak poradzić sobie z zauroczeniem 10.01.14, 08:38
        On ponoć mocno kocha żonę, dziecko. Nie chce się wdawać w romans. Usiłuje mn
        > ie i siebie przekonać, że to całe iskrzenie to tylko tak dla zabawy jest. Głupi
        > e żarty tylko. A to, że ze mną spędza tyle czasu, to tylko przyjaźń.
        Nie mówi prawdy, na pewno mu się bardzo podobasz i kusisz. Nie chce się spotkać bo skype to nie to samo co real i wie że się bardziej zaangażuje. A po co z Tobą spędza tyle czasu? Bo mu schlebiasz, bo interesujesz się nim, zabiegasz o niego, bo przegląda się w Twoich oczach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka