Dodaj do ulubionych

"Pani Dalloway" a "Godziny"

01.04.04, 22:11
Jestem nieco zasmucona i zmieszana, bo o jestem po lekturze "Pani
Dalloway" Woolf i...
Nie wiem, nie wiem co sądzić, nie znam się na tyle na literaturze, moze to
dozwolone? Takie podrabianie stylów i inspiracja tak daleko posunięta?
Ale, kiedyś byłam zachwycona klimatem książki ( Godzin), teraz ten sam
klimat , podobny styl odnajduje u Woolf.
Fragment o Clarissie w "Godzinach" zaczyna się podobnie jak "Pani
Dalloway", tak samo opowiada o kobiecie, która szykuje się do przyjęcia i
idzie kupić kwiaty, obydwie natykają się na sławne osoby ( Dalloway na
królową , Clarissa na Meryl Streep), mają te same imiona, podobne
doświadczenia z kobietami, podobne problemy z mężczyznami.
Mężczyźni mają te same imiona. Wszystko rozgrywa się w ciągu jednego dnia,w
jednej i drugiej powieści.
Ja wiem, że to pewnie było zamierzone, ale czy nie poszło za daleko?

Mało tego, znalazłam informację, że Woolf pierwotnie zamierzała dać swojej
powieści tytuł.... Godziny.
Coś tu nie tak jest.Virginia była pierwsza, a Cunningham chyba się nią nieco
perfidnie posłużył.
Ale i tak muszę mu podziękować, bo dzięki niemu przeczytałam Woolf , dzieki
niemu powstał doskonały film, który zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Obserwuj wątek
    • staua Re: "Pani Dalloway" a "Godziny" 01.04.04, 22:20
      Jasne, posluzyl sie nie ukrywajac tego wcale, w tym wlasnie watku. "Godziny"
      przeciez opowiadaja o trzech kobietach, autorce, bohaterce i czytelniczce "Pani
      Dalloway"...i tylko watek z Meryl Streep to "Pani Dalloway". Wedlug mnie
      ksiazka to wariacja nt. utworu Woolf - czytelna analogia jest zupelnie
      zamierzona...
      • lemuriza Re: "Pani Dalloway" a "Godziny" 01.04.04, 22:27
        ja to wiem, ze się posłużył i nie krył tego.
        Pytanie moje jednak brzmi czy aby nie za bardzo?
        nie ukrywam, że czytając "Panią Dalloway" czułam jakby mi ktoś zabrał takie
        pierwsze wrażenie, zaskoczenie przy czytaniu książki.
        I jakoś smutno mi się zrobiło:). Co nie zmienia faktu, ze uważam , że obydwie
        książki są naparwdę warte przeczytania.
        • staua Re: "Pani Dalloway" a "Godziny" 01.04.04, 22:45
          Ja czytalam "Pania Dalloway" wczesniej, wiec od poczatku traktowalam "Godziny"
          jak odniesienie do tej ksiazki. Moze to byla lepsza (w sensie: nie
          rozczarowujaca) kolejnosc...
        • Gość: wodniczka Re: "Pani Dalloway" a "Godziny" IP: *.nowadeba.net 12.04.04, 15:40
          jezeli pani sobie kliknie na haslo intertekstualnosc gdziekolwik, dowie sie
          pani, czemu tak, a nie inaczej...
          tragedia, ludzie, czy wy nadal siedzicie w modernizmie?
          • exilvia Re: "Pani Dalloway" a "Godziny" 13.04.04, 23:41
            ..ja tam siedzę w pozytywiźmie.
          • lemuriza Re: "Pani Dalloway" a "Godziny" 14.04.04, 08:12
            hmmm.. wie Pani być może powinnam znać to hasło ze szkoły, ale wtedy literatura
            aż tak bardzo mnie nie interesowała:)
            Jestem zwykłym czytelnikiem, który po prostu czyta, czasem próbuje sobie
            pomyśleć nad tym co przeczyta, czasem próbuje napisać cos o tym co przeczytał.
            Mam świadomość swojej niewiedzy w zakresie teorii literatury ( wykształcenie
            mam zupełnie inne), dlatego zadaje pytania żeby czegoś się dowiedzieć.
            Za odpowiedź dziękuję, choć prosiłabym o odrobinę wyrozumiałości dla czyjejś
            niewiedzy.
            Nie wszyscy znają się na wszystkim, Pani zapewne również.
            Poczytałam sobie co oznacza hasło „intertekstualność”, ale nadal nie wiem do
            jakich granic może dochodzić żeby nie otarła się o plagiat.
            Nie jestem na tyle głupia, żeby nie rozumieć, że Cunnigham świadomie odnosił
            się i wzorował na Woolf, mam tylko wątpliwość czy nie za bardzo.
            Bo to jest chyba bardzo prosta droga do tworzenia literatury.
            Pozdrawiam:)
    • Gość: Nefi film IP: 80.51.242.* 01.04.04, 23:02
      jesli chcesz miec film "Godziny" za pare zlotych na wlasnosc, to bedzie on
      dolaczony do "Gali" w kwietniowym numerze.
      • Gość: kalina04 Re: film IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.04, 18:29
        oglądałam - magiczny (choć moja przyjaciółka uważa, że nudny), aktorzy -
        genialni, no i też sięgłam po książkę Woolf i....szybko skończyłam tą lekturkę
        bo najzwyczajniej w świecie mnie nudziła. Więcej nie napiszę, idę czytac
        książki, bo.... zdaję na filologię polską w tym roku.
        • lemuriza Re: film 02.04.04, 22:34
          Mnie film ogromnie się podobał i chyba naparwdę nie można powiedzieć , że był
          nudny. Co do Pani Dalloway, to moze nie jest to książka, którą sie czyta łatwo,
          ale ogromnie intrygująca.
          Mnie czytanie po kawałeczku zajeło aż dwa tygodnie, ale moze nawet lepiej, bo
          to nie jest książka , którą można przeczytać sobie tak do razu.
          Natłok różnych ważnych rzeczy, spostrzeżen, refleksji na temat życia ludzkiego
          powoduje, że lepiej chyba ją czytać powoli, bo jest nad czym myśleć. Pozdrawiam.
        • Gość: woda Re: film IP: *.nowadeba.net 12.04.04, 15:37
          kochana, to postaraj sie zdac, bo skoro cie nudza takie ksiazki, to ja polecam
          szkole dla sekretarek...
          do czego zmierza ten swiat?
          • Gość: Jan Ho-ho-ho! IP: *.shl / *.shl.bfh.ch 14.04.04, 08:42
            Gość portalu: woda napisał(a):
            > kochana, to postaraj sie zdac, bo skoro cie nudza takie ksiazki, to ja
            polecam
            > szkole dla sekretarek...

            A coz Ty moja droga robisz w zyciu? Czy aby na pewno cos rownie uzytecznego,
            jak sekratarka? Czy tylko miny przed lustrem lub madrzenie sie na temat Lacana
            i Derridy? Na odtrutke polecam parodie Alana Sokala:
            "Transgressing the Boundaries: Towards a Transformative Hermeneutics of Quantum
            Gravity"
            www.sablesys.com/sokal.html

            > do czego zmierza ten swiat?
            Do Republiki Islamskiej - a u nas al-Dzamahariya Islamiya Poloniya z
            ajatollachem ben Lepperem na czele.
            To ma maly zwiazek z W.Woolf, ale jak juz pytasz...

            A pytanie, czy intertekstualność to czasem nie przykrywka na brak swiezych
            pomyslow fabularnych, jest jak najzupelniej uzasadnione.
            Szacunek dla "nazwisk" - tak, na kleczkach - nie.
            Jak myslisz inaczej, to poszukaj pod "snobizm".
            • Gość: woda Re: Ho-ho-ho! IP: *.nowadeba.net 14.04.04, 08:58
              jak na neurochirurga przystalo
              nie lubie lacana
              bo to belkot
              dla mnie
              ale prosze, skoro takl nie lubisz intertekstu...
              chetnie przeczytam cos nowego:)
              i uslysze,ze takich ksiazek to ty nie.
              tomasz lubienski chyba kiedys cos tam sobie szeptal...
              • Gość: Jan Re: Ho-ho-ho! IP: *.shl / *.shl.bfh.ch 14.04.04, 11:44
                Gość portalu: woda napisał(a):
                > ale prosze, skoro takl nie lubisz intertekstu...
                Juz Faust Goethego jest nawiazaniem do innych Faustow.
                To nie o to chodzi. Normalne jest odwolywanie sie do przeszlosci.

                Ale wariacje na temat moga byc spowodowane tym, ze sie nie ma tematu.
                "Eine kleine Nachtmusik" jest ograne, bo sie tez dobrze slucha. Mozna to
                przeksztalcic, ujazzowic, co tylko, ale prosze tez - napiszcie madrale raz
                muzyczke, ktora bedzie baza do wariacji na nastepne 300 lat.

                Rowniez nie czuje obowiazku pojscia za najnowsza moda. Moze tak, moze nie. Taki
                Szekspir tez zyje juz prawie 400 lat i co?

                Konkretnie zdenerwowal mnie Twoj wysoko podniesiony nos - przynajmniej tak to
                odebralem. W Polsce jest tradycja porownywania ludzi na podstawie tytulow,
                formalnego wyksztalcenia i wyrywkowo traktowanej wiedzy: "Cooo, teeeego nie
                przeczytales???"

                Nie lubie stereotypow:
                sekretarka -> glupia
                blondynka -> glupia
                inzynier -> nieoczytany

                i dalszych:
                katolik -> ciemniak
                Polak -> (co tylko chcesz)
                Zyd -> (co tylko chcesz)

                > tomasz lubienski chyba kiedys cos tam sobie szeptal...
                Ktoz to? Powinienem wiedziec - a mozem ignorant ;-)

                To jak - rozejm? pokoj?
                Pzdr.
                • lemuriza Re: Ho-ho-ho! 14.04.04, 14:40
                  no właśnie stereotypy....
                  kiedyś ktoś bardzo się zdziwił, że czytam książki i jeszcze o nich piszę, bo
                  przecież moje miejsce pracy na to nie wskazuje, bardzo krzywdzące są niektóre
                  stereotypy.
                  Ale najgorsze jest takie „obrzucanie się błotkiem” zupełnie niepotrzebne, i
                  pokazywanie swojej wyższości, bo się wie, cos czego nie wie ktoś inny (
                  niestety często się zdarza na tym forum)
                  Na Boga , toż to zwykle forum ludzi, którzy czytają, a nie „zjazd krytyków i
                  teoretyków literatury”.
                  • staua Re: Ho-ho-ho! 15.04.04, 00:51
                    Jasne, Lemuriza, ja tez nie jestem z wyksztalcenia ani zawodu zwiazana z
                    literatura, po prostu bardzo ja lubie. Ale mysle, ze wypowiedzi bardziej
                    analityczne mozna traktowac jako poglebianie wlasnej wiedzy :-)
                    Pozdrawiam
                    • lemuriza Re: Ho-ho-ho! 15.04.04, 14:24
                      staua napisała:

                      > Jasne, Lemuriza, ja tez nie jestem z wyksztalcenia ani zawodu zwiazana z
                      > literatura, po prostu bardzo ja lubie. Ale mysle, ze wypowiedzi bardziej
                      > analityczne mozna traktowac jako poglebianie wlasnej wiedzy :-)
                      > Pozdrawiam


                      nie no jasna sprawa, że możemy tu pogłębić swoją wiedzę. Mnie tylko chodziło o
                      to, ze nie znoszę takie nauczycielskiego „ tonu:” typu: Boże, to Ty tego nie
                      wiesz...

                      No nie wiem, nie wiem i wcale się tego nie wstydzę i dlatego pytam:)
                      Również pozdrawiam:)

    • exilvia Re: "Pani Dalloway" a "Godziny" 02.04.04, 00:28
      ja się bardzo zdenerwowałam po pierwszych stronach "godzin" - przeczytałam je po obejrzeniu filmu, a przed "panią dalloway". chciałam przeczytać tę książkę, by dopełnić sobie film. bo film mi się podobał. przede wszystkim dzięki aktorom. najmłodszy aktor był znakomity! reszta obsady zagrała wprost rewelacyjnie. dużo było 'zatrzymań' przy sytuacjach, szczegółach. a ksiązka "godziny" .. nadal mi się nóż w kieszeni otwiera jak o niej myślę. nie przeczytawszy jeszcze "pani dalloway" wyczuwałam fałsz tej powieści. lepkość zdań. silenie się na oryginalne spostrzeżenia, metafory... brrr!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka