Dodaj do ulubionych

polskiej prozy nikt nie czyta?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.11, 18:39
Proszę państwa,

wzięłam się za współczesną literaturę polską. Zachęcona ciekawymi fragmentami zamieszczonymi w necie, skompletowałam stosik do przeczytania. Nie wiedziałam, na co rzucić się wpierw, więc zaczęłam kilka naraz. M.in. "Haszyszopenki" Jarosława Maślanka, "Rzekę szaleństwa" Marka P. Wiśniewskiego, "Plac zabaw" Marka Kochana, i "Skazę" Magdaleny Tulli.

Tej ostatniej wchłonęłam na razie najmniej, pomimo, że wydaje mi się najlepiej napisana (pod względem warsztatowym). Chyba po prostu w swojej odnowionej gorączce czytelniczej nie potrafiłam się odpowiednio skupić na tym wyrafinowanym tekście.

"Plac zabaw" czytałam z pewną przyjemnością - niestety, ten swego rodzaju strumień świadomości, bez tak trywialnych grzecznościowych ukłonów w stronę czytelnika, jak choćby nieco światła między akapitami ("jakimi akapitami?" - spytałby Marek Kochan ;)) czy choćby od czasu do czasu graficzne wyróżnienie dialogu z reszty tekstu, spowodowało że zmęczyły mi się oczy i książkę doczytaną do str. 57. odłożyłam "na później". Choć naprawdę podobają mi się w tej powieści i spostrzeżenia Autora, i jego sposób widzenia świata, i język. I choć nadal jestem bardzo ciekawa, jak to się wszystko skończy.

"Haszyszopenki" najpierw czytało mi się łatwiej, niż "Plac zabaw" - ale wkrótce zaczął mnie nużyć język i styl, dość potoczny, mało odkrywczy (a raczej wcale nie odkrywczy). Złapałam się na tym, że przeskakuję wzrokiem po tekście, szukam jakiegoś bardziej dramatycznego momentu w akcji. Czy ktoś czytał całość? Czy poza tym niezauważalnym dramatem, w którym poruszają się przyzwyczajeni do niego główni bohaterowie, mogę się spodziewać jakichś zaskakujących zwrotów, czegoś na miarę greckiej tragedii? Czy ma mi wystarczyć ten obraz dzieciństwa w stanie wojennym? (przeskakując wzrokiem rozwleczone dialogi i niezbyt zręczne opisy doszłam do strony 71, i choć teoretycznie w dotychczasowej akcji zasugerowano, że coś się jeszcze może wydarzyć - bo i dzieci tną się skalpelami, i czyjś ojciec znika w niewyjaśnionych okolicznościach - to jakoś nie wierzę, że Autor mnie w końcu złapie za gardło...)

I wreszcie "Rzeka szaleństwa". Po przeczytaniu fragmentu w sieci obiecywałam sobie wiele. Lektura 48 stron, przy częściowo zarwanej nocy, niestety już mnie trochę rozczarowała. Tekst dałoby się dopracować pod względem stylistycznym - choć i tak jest o wiele ciekawiej, niż u Maślanka, bo Marek Wiśniewski unika w narracji wyświechtanych zwrotów i "czuje" prozę lepiej niż autor "Haszyszopenek", w tym sensie, że lepiej buduje napięcie, stopniuje je, daje czytelnikowi na moment odpocząć przed podaniem mu opisu kolejnego zaskakującego wydarzenia. Proza Marka Wiśniewskiego ma rytm, którego w powieści (?) Maślanka mi brakuje. Jednak pomimo tego rytmu "Rzeka szaleństwa" zdaje mi się płynąć nieco zbyt wolno. Z lekka mnie usypiała - i to chyba nie dlatego, że byłam zmęczona. Książka ma jakieś 330 stron. Czy ktoś przeczytał całość i może mi powiedzieć, jakie są jego wrażenia?
Obserwuj wątek
    • glima Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 20.04.11, 20:25
      Ja przeczytałam „Rzekę” I przyznam szczerze, mam mieszane uczucia. Pierwsza część, ta opowiadająca o spławianiu się barką, podobała mi się mi bardzo. Niezwykle fajny język, wciągająca intryga. Druga część, „Pałacowa" już mnie tak nie urzekła. Jak dla mnie autor nieco przekombinował z intrygą. Czasami mniej znaczy więcej. Troszkę kulała mi psychologia postaci, choć, jak już wspominałam, styl, język, jednym słowem warsztat, był tu dla mnie bez zarzutu. W sumie, bardzo dobry debiut Wiśniewskiego.
      A co do polskiej prozy… Sporo jej czytam i uważam, że wcale nie ustępuje zagranicznej. I w sumie zachwyt nad obcymi pisarzami bierze się chyba raczej z naszych narodowych kompleksów, a nie z braku wartościowej , polskiej literatury.
      • Gość: cb Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.11, 22:54
        Ja w tej chwili jestem między pierwszą a drugą częścią "Rzeki", zobaczymy :) Też mi trochę zgrzytała psychologia - ja rozumiem, domyślam się, że nie można czy nie powinno się traktować tej powieści "dosłownie", ale nawet jeśli to ma być coś w rodzaju jakiegoś traktatu filozoficznego, to jednak skoro poruszamy się w warstwie fabularnej wśród szczegółowo nakreślonych postaci, to zwłaszcza ten narrator jakoś podejrzanie łatwo przechodzi nagle do porządku dziennego nad czymś, co jeszcze poprzedniego wieczoru go strasznie wzburzyło. Być może to się później wyjaśni, może on był pod wpływem czy coś w tym rodzaju? Tak myślałam, ale Ty piszesz, że Tobie też zgrzyta. :\ Szkoda, bo właśnie "psychologicznie" opisy bohaterów bardzo mi się u Marka Wiśniewskiego podobają. Jednak brak konsekwencji może poważnie rozczarować :(
        • Gość: cb Maślankowi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.11, 03:08
          ...powoli oddaję honor. Doszłam w "Haszyszopenkach" do str. 159, i stwierdzam, że wers "A Piłsudski?!" w odpowiednim kontekście zabrzmiał mistrzowsko :) Jeśli dalej książka utrzymuje ten poziom, to będę z lektury zadowolona, choć przez większą jej część trochę się nudziłam. Chyba autor trochę zbyt - jak na mój gust - "kawa na ławę" powykładał wszystko, w każdym razie do tej strony 159...
          • Gość: cb Re: Maślankowi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.11, 17:31
            Skończyłam czytać. Końcówka mocna, choć i tak pozostawiła we mnie pewien niedosyt - ale ja to chyba bardzo wybredna jestem :)

            I nadal uważam, że książka zyskałaby, gdyby ją o jedną trzecią skrócić. Skondensować pierwszych 150 stron.

            Na pewno poszukam następnej powieści Maślanka.
            • Gość: cb "Excentrycy" Włodzimierza Kowalewskieg na odtrutkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.11, 19:05
              po lekturze "Haszyszopenek" Maślanka i "Rzeki..." Wiśniewskiego. Jak deserek :) Ładnie napisane, ale nie przesadnie słodko (przeczytałam wczoraj fragment "Lali" Dehnela i mnie słodycz jego stylistyczna odrzuciła). Ot, czyta się "Excentryków" z przyjemnością, jest czas na to, żeby wziąć oddech po gonitwach "Haszyszopenek" i byciu spławianym ;) jako czytelnik "Rzeki szaleństwa"... U Kowalewskiego rzeczywistość jest równie namacalna co u Maślanka, ale łatwiejsza do ogarnięcia, bo pokazana nieco bardziej konwencjonalnie w sensie formalnym, a bardziej odkrywczo w sensie językowym. A psychologia postaci, choć autor jedynej krytyki, którą udało mi się w necie przed chwilą znaleźć, nieco jej oczywistość wykpiwa, wcale mnie na razie nie razi (przeczytałam jedną trzecią książki jak dotąd). Narracja Marka P. Wiśniewskiego wytrąciła mnie z równowagi, narracja Kowalewskiego mnie jakoś tak świątecznie do równowagi przywraca :) Ciekawa jestem, co będę sądzić o całości... Czy ktoś czytał? Bo na tym forum znalazłam tylko jeden wymieniający "Excentryków" wpis, i to wpis sprzed chyba dwóch-trzech lat. A mam wrażenie, że to powinna być popularna książka... taka przyjazna czytelnikowi mi się wydaje.

              Czesi na pewno dawno nakręciliby na jej podstawie film, a u nas co?
              • Gość: Magda Re: "Excentrycy" Włodzimierza Kowalewskieg na odt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.11, 03:17
                Moze lepiej, ze nie kreca...
                • Gość: cb Re: "Excentrycy" Włodzimierza Kowalewskieg na odt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.11, 17:40
                  hmm?
        • Gość: cb TEGO Wiśniewskiego... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.11, 18:31
          znaczy, Marka P., chętnie jeszcze coś przeczytam. Skończyłam "Rzekę szaleństwa", i zachwycona co prawda nie jestem - może po prostu tematyka niezbyt mi pasuje, może znużył mnie ten suspens, którego psychologicznie nie mogłam sobie umotywować (Autor, jeśli to robi, to dopiero na samym końcu, ale ja nie jestem przekonana, że to usprawiedliwia trzymanie czytelnika w napięciu przez tyle stron bez podania mu wiarygodnej motywacji)... a może ja za mało inteligentna jestem? Może czegoś nie doczytałam? Może znużona suspensem coś przeoczyłam?

          Obawiam się, że jeśli ja przeoczyłam, to większość również przeoczy, niestety, głębię "Rzeki szaleństwa"... Może trochę Autor pisząc tę powieść dokonał ćwiczenia, którym udowodnił sobie, że tak naprawdę ślizgamy się po powierzchni istnienia, i jeśli mamy żyć i pisać i czytać książki, a nie tonąć, to w gruncie rzeczy nie mamy innego wyboru...
    • Gość: seni Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.04.11, 08:52
      od czasu do czasu coś z prozy polskiej czytam, niestety tylko utwierdzam się w przekonaniu, że nasi autorzy mają niewiele ciekawego do powiedzenia, przykre acz prawdziwe,
      ostatnim wyjątkiem od reguły jest p. Elzbieta Cherezinska (Saga Sigrun, Ja jestem Halderd), której obie książki przeczytałam z przyjemnością
      • ktotoczyta Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 22.04.11, 20:31
        Polecam książkę Mikołaja Łozińskiego "Książka". Wydana w 2011 przez Wydawnictwo Literackie. To świeżynka, ale zebrała już trochę pozytywnych recenzji w prasie, których się przychylam.
        • Gość: troll_ksiazkowy Re: trendy jest IP: *.pools.arcor-ip.net 22.04.11, 20:56
          duzo pisza malo czytaja - "Gnoj" - ciezkostrawnie, ale warto Alleluja!!!
          • Gość: cb Re: trendy jest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.11, 01:39
            Znaczy piszą, trollu, na forum? (forach?) czy książki piszą? :P

            A "Gnój" Kuczoka?? czy mi się nazwiska pokićkały... A "ciężkostrawne" bo tematyka czy styl?
        • Gość: cb Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.11, 01:29
          o "Książce" słyszałam trochę (nie załapałam się na początek) w "Tygodniku Kulturalnym"; opinie były podzielone. Wpiszę sobie chyba na listę. Czy możesz mi powiedzieć, co Tobie się w tej książce podobało? Czy to powieść? Do literatury faktu oczywiście nic nie mam, ale ostatnio mam apetyt na powieści.
          • ktotoczyta Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 23.04.11, 14:55
            W "Książce" Łozińskiego przede wszystkim podobał mi się język pisarza - bardzo elegancki, a jednocześnie oszczędny. Sama treść też interesująca - historia 3 pokoleń opisana przez pryzmat drobnych przedmiotów, krótkich wspomnień. Na moim blogu planuję w najbliższych dniach zamieścić recenzję, ale na razie wygrywają z komputerem święta i słoneczko.
            • ktotoczyta Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 23.04.11, 19:16
              Nic straconego, chyba o ten program Ci chodziło? O " Książce" od ok 16 minuty do ok 21.
              www.tvp.pl/kultura/magazyny-kulturalne/redakcja-kultury/wideo/odc-2/4227974
            • Gość: cb "Książka" Łozińskiego... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.11, 21:39
              "Książki" poszukam, bo obejrzałam dwa dni temu progam na Kulturze, w którym czytano małe fragmenty i dyskutowano o tym utworze, również z Autorem, który wydał mi się bardzo intrygującym człowiekiem. Język "Książki" przypadł mi do gustu, ale też Łozińskiego jakaś taka dokładność i rzetelność w opisie, prawie z pogranicza dobrej poezji (przy czym nie twierdzę, że dążenie do zwięzłości poezji powinno być celem jakiegokolwiek pisarza). To ograniczenie pustosłowia w "Książce", w porównaniu do innych polskich książek wydanych w mniej więcej tym samym czasie, wyróżnia ją na korzyść.
              • Gość: cb Pilisem rozczarowana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.11, 22:20
                Chcę się podzielić wrażeniami z lektury "Łąki umarłych" Marcina Pilisa. Niestety, fragment zamieszczony na wabia w internecie był najlepszą częścią całej powieści. Temat ciekawy, podejście Autora również, ale język... Chwilami nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że co najmniej jedna trzecia książki została napisana przez zupełnie kogoś innego, kogoś o znacznie mniejszym wyczuciu stylu, bądź też stanowiła po prostu pierwszy szkic "machnięty" przez Pilisa z postanowieniem, że zostanie on ostatecznie dogłębnie przeredagowany, co jednak z jakiejś racji nie zostało wprowadzone w czyn. "Łąka umarłych" dzieje się w trzech planach czasowych, z których najlepiej czyta się ten najbardziej współczesny, a najgorzej ten z lat siedemdziesiątych. "Pamiętnik" mieści się gdzieś pośrodku, jeśli wziąć pod uwagę dopracowanie warstwy językowej. Te "lata siedemdziesiąte" w zestawieniu z częścią Karla Straucha po prostu raziły - okropnie przegadane, najeżone oczywistościami, a nawet językowymi niezręcznościami (czy wręcz błędami). Bohater idzie przez wyludnioną wieś: "W miarę jak Andrzej posuwał się w głąb wioski, wrażenie pustoty i braku życia narastało". Po dojściu do tego fragmentu zlitowałam się nad sobą i część z lat siedemdziesiątych zaczęłam czytać po łebkach, przebiegając oczami dialogi i pierwsze wersy kolejnych akapitów... Nawet jednak część najlepsza, ta z której pochodził fragment w internecie, obfitowała w niepotrzebne powtórzenia i truizmy.

                Pilis bez wątpienia ma talent - a ta książka jest haniebnie niedopracowana w warstwie językowej, i nie tylko. Interakcje między bohaterami często wydumane, postaci - zwłaszcza w części z lat siedemdziesiątych - papierowe; Andrzej prawie w ogóle nas nie obchodzi, choć wokół niego toczy się akcja... Opis bohaterki stereotypowy do bólu: ładna, roztacza wokół siebie zapach kwiatów... Odkrywszy szokującą prawdę o swoim pochodzeniu oraz przeszłości matki dziewczyna najwyraźniej przechodzi nad rewelacjami do porządku dziennego... Itp., itd. W dwóch momentach kobiety w identyczny sposób padają sobie w ramiona by się wyszlochać. Nie "kupuję" tego.

                Bardzo irytuje grubymi nićmi szyty suspens. To nieustanne odwoływanie się do jakiejś zbliżającej się nieuchronnie chwili, kiedy Autor nie zadbał o to, by postaci nas obchodziły, jest prawie prostackie, a przy tym w ogóle niepotrzebne (a może coś przegapiłam?) W zasadzie mało mnie to obchodzi. Nawet nie wiem, kto wył w klasztornej piwnicy, i to również przeżyję.

                Ciekawi mnie jednak, skąd w latach siedemdziesiątych w środku srogiej zimy, w klasztorze na zapadłej wsi do której autobus dojeżdża raz na dwa tygodnie, mnisi wytrzasnęli pęczek rzodkiewek?
                • yanga Re: Pilisem rozczarowana... 14.05.11, 14:27
                  Dobre pytanie! Ciekawe, czy ta książka miała redaktora, bo to on powinien je zadać autorowi.
                  • Gość: cb Re: Pilisem rozczarowana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 14:32
                    To moje pytanie o pęczek rzodkiewek? :)
                    • yanga Re: Pilisem rozczarowana... 15.05.11, 13:37
                      Tak, to.
                • Gość: kuka Re: Pilisem rozczarowana... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.11, 14:14
                  Sądzę, że przesadzasz trochę z krytyką tej książki. Mnie się akurat podobała "Łąka umarłych", i to do samego końca. Moim zdaniem język, na który zwracasz głównie uwagę, jest bardzo dobry, plastyczny, można ujrzeć to cojest przedstawiane. Jeśli zdarzają się jakieś pomyłki czy błędy, to w obszernej książce zawsze się coś znajdzie. Mnie wciągnęło i wcale się nie nudziłam, a wręcz przeciwnie. Stosunki między bohaterami oceniam jako realistyczne i nie wydumane. Konstrukcja i połączenie trzech czasów według mnie rewelacyjne, bardzo dopracowane i przemyślane.
                  Nie wiem, nie każdemu musi się zaraz podobać wszystko. Tobie się nie podoba, a mnie tak i po prostu nie widzę Twoich zarzutów. Przez parę dni potem myślałam o tej powieści, bo emocji jest w niej od groma!

    • anula_a Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 23.04.11, 16:15
      w temacie Marka Kochana jestem świeżo po lekturze opowiadań "Ballada o dobrym dresiarzu"
      i zaczynam się rozglądać za innymi książkami tego autora,
      a co powiecie na temat "Balladyny i romanse" Ignacego Karpowicza ? szykuję się do tej lektury - w każdej niemal księgarni proponowano mi albo Balladynę Słowackiego, albo Ballady i romanse Mickiewicza patrząc ze zgrozą na moją ignorację w sprawie tytułu ...księgarze w moim mieście kojarzą jedynie narodowych wieszczy ... ;)
      • Gość: Marta Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.dynamic.mm.pl 24.04.11, 15:20
        Ja ostatnio polskie autorki czytam : "Cukiernię" Gutowskiej, " Zamówienie z Francji" Szepielak, "Rok w Poziomce" Michalak- wszystkie świetne. Jest sporo nowych autorek na rynku. Tylko "Sosnowe dziedzictwo" mi się nie podobało.
        • Gość: cb Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.04.11, 01:28
          A co jest świetnego w tych, które uważasz za świetne?
          • prazanka44 Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 25.04.11, 19:26
            Ja czytam czasami, ostatnio " Chamowo" Białoszewskiego - jest dla tych, którzy się przeprowadzają do innej dzielnicy, dla tych, którzy lubią poznawać miasto, którzy mieszkali z kimś, a teraz sami, którzy przeszli zawał, którzy lubią dziko rosnące kwiaty, którzy czytują wiersze.
    • mathias_sammer Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 26.04.11, 11:51
      no ale o czym sa te ksiazki? nijak nie odnosisz sie do tresci.
      m.s.
      • Gość: cb Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.04.11, 19:22
        Dobrze, odniosę się :) choć po trosze już tutaj wyjawiliśmy o czym jest "Rzeka szaleństwa" i zdaje się "Haszyszopenki". Ja może trochę dziwna jestem, ale warstwa fabularna wydaje mi się tylko (albo głównie) wehikułem, którym autor zabiera nas na wycieczkę z miejsca A do miejsca B, a w opisywaniu cudzych wehikułów nie jestem zbyt dobra ;) i bardziej od nich interesuje mnie sama podróż - ale że w pewnym sensie postaci książki są w tej metaforce naszymi kompanami, jednak warto im poświęcić parę słów.

        W "Rzece szaleństwa" najpierw pomagamy z głównym bohaterem dostarczyć pewien nadgabarytowy towar używając do tego barki rzecznej. Ci, którzy mają nam pomóc (kapitan, bosman) pomagają niespecjalnie, i w ogóle są dziwni. Na dodatek co jakiś czas ktoś z niewiadomych powodów i przy niewykluczonej pomocy osób trzecich traci przytomność (a może nawet świadomość...). W końcu docieramy do odbiorcy "naszego" nadgabarytu, ale to nie koniec naszych perypetii. Bo otaczające nas postaci - prawie zupełnie inny ich zestaw od tego barczanego - nadal zachowują się co najmniej zagadkowo. Kryminaliści? szarlatani? psychicznie chorzy? ułudy? Podsumuję jak w reklamach powieścidełek pewnej polskiej pisareczki, które to reklamy ostatnio rzuciły mi się w oczy: "jest napięcie, jest miłość, są trupy, jest tajemnica".

        W "Haszyszopenkach" również są trupy, ale nie wyjawię jakie. Książka jednak nie jest o trupach, a o umieraniu dzieciństwa. O rodzicach, którzy stają się coraz bardziej nieobecni, o przyjacielu, który staje się niezasłużonym autorytetem. O staczaniu się miasteczka w stan wojenny. "Jest napięcie, jest seks, jest przemoc" - która w zakończeniu "Haszyszopenek" robi o wiele bardziej wstrząsające wrażenie niż w zakończeniu "Rzeki".

        Teraz czytam "Excentryków"; jestem w połowie. Główny bohater, muzyk jazzowy, po latach przebywania w szerokim świecie pod koniec lat 50' wraca do sparciałej Polski. Razem z kilkoma innymi osobami zakłada zespół grający swing, swing jak słodka beza, jak srebrne serpentyny snujące się nad głowami tańczących (to cytaty z pamięci) ;), krótko mówiąc, zaczyna swoją trąbką zawracać Wisłę. Jest humor, jest intryga, jest konspiracyjny smak pierwszej neski i fryzury a la Bardotka. Czyta mi się to bardzo dobrze; postaci, nawet chorująca na raka siostra głównego bohatera, kipią życiem, wydają się gotowi wyskoczyć z kart książki i porwać nas na jakiegoś fajfa. W latach pięćdziesiątych nie byłam jeszcze nawet błyskiem w oku moich rodziców, ale Kowalewski tak plastycznie przedstawił tło, że trudno je nawet nazwać tłem, jest ono jeszcze jednym bohaterem akcji, tak żywym, że wydaje się być teraźniejszy. Mnie ta książka porywa swoją żywiołowością i przenosi w jakiś równoległy, choć inny świat. Pomimo tego, że nie ma w niej (do połowy?) zaskakującej intrygi, co zarzucił Autorowi pewien krytyk.
    • spinka.s Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 28.04.11, 18:38
      Miałam mnóstwo podejść do polskiej prozy, ale rzadko udaje mi się przeczytać książkę polskiego autora do końca. Ubolewam nad tym, jednak nie wiem dlaczego tak się dzieje.

      Notatnik
      • Gość: cb Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.11, 19:22
        A co udało Ci się doczytać?

        Ja ostatnio przeczytałam te, które wymieniam w tym wątku. Dokończyłam "Excentryków" - całość czytało mi się całkiem dobrze, tyle że niektóre zastrzeżenia krytyka z GW okazały się być uzasadnione. Sama końcówka troszkę mnie rozczarowała. Pewna jej ironia niestety nie była jak na mój gust dość wstrząsająca :)

        Zaczęłam czytać "Ruchy" Sławomira Shutego... i oczom swoim nie wierzę. Autor jest jakimś literackim monstrum :) W porównaniu z pozostałymi książkami, które w tym wątku zdążyłam opisać, jego "Ruchy" to jakiś syndrom Tourette'a :P Ale czyta się szybko, sensy niejakie dostrzec można, podobają mi się częste, jak je sobie nazwałam na poczekaniu, shutyzmy, i pomimo że zniechęcała mnie okładka, która wygląda, jakby była brudna, oraz nagromadzenie turpizmów tudzież obscen, to humor Autora sprawia, że mu wszystko wybaczam :)

        Hej! ;)
    • Gość: cb nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.11, 21:26
      no więc lista polskich powieści do przeczytania mi się znowu wydłuży :)

      "Chmurdalia" jest nominowana (zresztą, po przeczytaniu fragmentu podejrzewałam, że może być - czy "Piaskowa Góra" była nominowana? a ta poprzednia, "japońska" książka Bator była nominowana? bo jak już tu na forum pisałam, "PG" już po fragmencie wydawała mi się słabsza niż "Chmurdalia"). "Chmurdalię" na pewno przeczytam.

      Ktoś czytał "Pióropusz"? Nie słyszałam jeszcze nazwiska autora (Marian Pilot).

      Czytam ostatnio "Traktat u łuskaniu fasoli" Myśliwskiego... i choć owszem, bardzo dobrze mi się czyta, choć są fragmenty, które po prostu mnie olśniły (jak np. moment, w którym narrator mówi: "A psy, nie ma pan pojęcia, jak się wtedy cieszą. Nigdy bym nie przypuszczał, że psy potrafią się tak cieszyć. Tak na co dzień są spokojne, skupione, bez potrzeby nie szczekają. Czy żeby kiedykolwiek wyły, jak to inne psy. Nawet do księżyca nie. Czy ktoś tu kiedyś umarł w jednym domku, też nie wyły. Chyba że sobie coś wyobrażą, to nawet nie musi się nic dziać. O, nie uwierzyłby pan, co sobie potrafią wyobrazić.") - to jednak leciutki niedosyt wciąż mam będąc dalej niż w połowie lektury... choć trudno mi powiedzieć, czego. Może po przeczytaniu całości coś mi się wyjaśni. Z drugiej strony, "Widnokrąg" swego czasu czytałam z wypiekami na twarzy, a po lekturze całości RÓWNIEŻ czułam się trochę zostawiona w polu przez Autora. Było tak, jakby czegoś jeszcze brakło, jakiejś dodanej wartości, jakiegoś skupienia ogniskowych, nie wiem.

      Podczytuję też ostatnio "Margot" Witkowskiego. Pierwszą połowę, przyznaję, troszkę czytałam po łebkach - chyba z powodu niemożności identyfikacji, choćby w najmniejszym stopniu, z bohaterką, niemożności połączonej z czymś w rodzaju zgrzytu estetyczno-psychologicznego. Bo razi mnie (może zbyt prostolinijna jestem...) to, że bohaterka przemawia językiem, który do niej nie pasuje, językiem, który, jak przypuszczam, jest Autorowi wygodnie stosować. Tyle że to uniemożliwia czytelnikowi "zawieszenie niewiary". Dochodzę jednak do wniosku, że Witkowskiemu pewnie o to chodzi; to ma być groteska, bo inaczej dawka prawdy mogłaby nas zabić... W którymś momencie lektury, niestety nie zauważyłam w którym, skupiłam się. Chyba opisy życia przystankerskiej gwiazdy reality szołu tak mnie wciągnęło. Tutaj, podejrzewam, Autor wykorzystał obserwacje poczynione własnymi oczami, i ma ta część hipnotyczną moc.

      W kolejce czekają "Gnój" Kuczoka (zapowiada się wybitnie interesująco, aż dziw, że do tej pory jakoś nie było mi po drodze z tą książką!) i "Paw królowej" Masłowskiej. Podejście do "Wojny polsko-ruskiej..." zakończyło się niepowodzeniem, jednak skoro Autorka dostała za "Pawia" Nike... Otworzyłam na pierwszej stronie, i widzę że to jakiś Eminem, jakiś rap nadwiślański, niespecjalnie mi bliski, jednak intrygujący. Czy cała ta powieść jest pisana takim językiem?

      I czy wszyscy, albo prawie wszyscy polscy autorzy, muszą pisać w tej manierze ballady? Wzdycham. To jakiś chyba nasz rys narodowy. Uświęcona tradycja. Lulanie się do snu, przydatne przez wieki. Ale czy my nadal musimy tkwić w tej onirii?

      Nowi pisarze, o których wspomniałam wyżej w tym wątku, tworzą prozę już trochę bardziej nastawioną na budzenie raczej niż usypianie, ale nawet jeśli talenty u nich spore, to albo im nie dostaje kunsztu jeszcze ("Łąka umarłych"), albo w zgrabnie, w dobrym tempie opowiedzianej historii zawierają sens, który anuluje cały ten pisarski wysiłek ("Rzeka szaleństwa").

      Będę szukać dalej.
      • tarotowyglupek Re: nominacje do Nike 13.05.11, 11:46
        "Rzeka Szaleństwa" to nie jedna z sielanek do jakich przyzwyczaiła nas polska literatura, to sen wariata, opis szaleństwa i egoizmu. Bardzo nietypowa książka, trudna do odczytania bez znajomości powiązań z innymi książkami (Mag, Frankenstein, na pewno Odyseja, pewnie Jądro Ciemności czy Moby Dick). Autor poprowadził narrację blisko czytelnika, widzimy i wiemy tylko to, co widzi i wie narrator, stąd to pozorne zagmatwanie. Na dodatek główny bohater nie budzi nawet odrobiny sympatii, kanalia, a musimy się z nim utożsamiać; wpadamy więc w pułapkę bez wyjścia.Ta książka nie ma odpowiednika w polskiej tradycji literackiej dlatego wydaje się nam niezrozumiała. Sens? Aż nadto widoczny - życie to sen wariata, piekło to inni, błąkamy się bez celu, jesteśmy ofiarami losu i manipulacji innych, jesteśmy źli dwulicowi podli egoistyczni. Jesteśmy jak wydrążeni, przez siebie czy innych. Przy "Rzece Szaleństwa", proza Myśliwskiego to głaskanie po główce przez sympatycznego dziadunia. Bo my, Słowianie, lubimy sielanki.
        • ktotoczyta Re: nominacje do Nike 13.05.11, 11:56
          "Balladyny i Romanse" Karpowicza chyba będą jednym z faworytów, należało się spodziewać nominacji po zdobyciu Paszportu Polityki. Części nominowanych książek nie znam, nawet o nich nie słyszałam. Ze swej strony cieszy mnie duża ilość nominacji dla wydawnictwa Czarne.
          Pozdrawiam Ania
        • Gość: cb Re: nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.11, 13:35
          tarotowyglupek napisała:
          "Rzeka Szaleństwa" to (...) sen wariata, opis szaleństwa i egoizmu. Bardzo nietypowa książka,
          > trudna do odczytania bez znajomości powiązań z innymi książkami (Mag, Frankens
          > tein, na pewno Odyseja, pewnie Jądro Ciemności czy Moby Dick). (...).Ta książka nie ma odpowiednika w polskiej tradycji literackiej dlatego
          > wydaje się nam niezrozumiała. Sens? Aż nadto widoczny - życie to sen wariata,
          > piekło to inni, błąkamy się bez celu, jesteśmy ofiarami losu i manipulacji inny
          > ch, jesteśmy źli dwulicowi podli egoistyczni. Jesteśmy jak wydrążeni, przez sie
          > bie czy innych.

          Ależ ja nie napisałam, że sens jest niewidoczny :) Napisałam, że sens ukazany przez Autora anuluje poniekąd nasz (poznawczy) wysiłek ;)

          "Rzeka" nie wydaje mi się jakoś specjalnie "niezrozumiała"; ale jeśli chodzi o ukazanie tego, co ukazał Wiśniewski, to np. "Życie jest snem" Calderona de la Barca w przekładzie Rymkiewicza o wiele bardziej mi odpowiada ;)

          Nawiasem mówiąc, to główny bohater "Rzeki..." nie wydał mi się jakoś specjalnie antypatyczny, jednak był trochę - chyba konstrukcja powieści tego wymagała - człowiekiem bez właściwości, a właściwie człowiekiem bez pasji. Przez dużą część fabuły nie wiemy, na czym mu tak naprawdę zależy, czego się boi, itd.
          • tarotowyglupek Re: nominacje do Nike 13.05.11, 14:56
            Anuluje nasz wysiłek? Co z tego?
            Jest bez właściwości? Oczywiście, dzisiaj to standard. Jak chcesz czytać o ludziach "z właściwościami" czytaj bajki; nie rozglądaj się na boki, nie patrz w lustro.
            • Gość: cb Re: nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 05:59
              tarotowyglupek napisała:

              > Anuluje nasz wysiłek? Co z tego?

              To z tego, że mnie akurat szkoda kilku godzin lektury książki na poziomie popularnym na taką interpretację życia :)


              > Jest bez właściwości? Oczywiście, dzisiaj to standard. Jak chcesz czytać o ludz
              > iach "z właściwościami" czytaj bajki; nie rozglądaj się na boki, nie patrz w lu
              > stro.

              Ja rozumiem, że to miała być taka licentia poetica, jednak mimo wszystko sobie wypraszam :) Ja jestem człowiekiem z wieloma właściwościami. A wokół siebie widzę tłumy ludzi, którzy od właściwości aż pęcznieją.

              I jeśli przez bajki rozumiesz np. "Pod mocnym aniołem" Pilcha (za Pilchem nota bene wcale specjalnie nie przepadam, jednak jestem właśnie w trakcie lektury tej książki), to owszem, takie bajki chętniej czytam niż "Rzekę" (której Autorowi zresztą wcale nie odmawiam talentu!) właśnie dlatego, że wiem od pierwszej strony na czym bohaterowi zależy albo co mu bardzo zawadza. Może mu zależeć nawet na tym, żeby mieć za co pić przez czterdzieści dni i nocy - z czym się zupełnie nie potrafię identyfikować - jednak dopóki zależy mu na czymś naprawdę, jest dla mnie ludzki. Tymczasem w "Rzece..." główny bohater po prostu pozwala się nieść nurtowi, a silniejsze emocje pojawiają się u niego dopiero na widok trupa gdzieś w połowie książki, i po pół godzinie mu ta ekstrawagancja przechodzi. Tak więc Pilch sprytniejszym pisarzem jest od Marka P. Wiśniewskiego, o wiele sprytniejszym, bo choć alkoholizm polega głównie na odcinaniu się od własnych przeżyć, on opisując to apeluje do empatii czytelnika, do jego uczuć. A Wiśniewski próbuje nam przemówić bezpośrednio do rozumu. Konstruując w tym celu dość szczegółową fabułę, rozpisując ją na trzy razy więcej stron niż Pilch. Mam nadzieję, że talent autora "Rzeki..." pójdzie w innym kierunku.
              • tarotowyglupek Re: nominacje do Nike 14.05.11, 11:53
                Pilch rozczula się nad własnym bohaterem, tuli go i pieści - to objaw braku dystansu i właściwie grafomanii (mam wrażenie, że pisze o sobie). Wiśniewski pisze "na zimno" o człowieku "zimnym" pozbawionym emocji, właściwości, płynącym z prądem, kierującym się jedynie swoim rozumkiem, na koniec chorym psychicznie. On nie jest ludzki, ale zdaje mi się bardziej prawdziwy niż ta naiwna kreacja Pilcha. Bohater i antybohater. Wybieraj. Taka różnica.
                Spryt to nie prawda.
                Otaczają cię ludzie z właściwościami? Popracuj w reklamie, przejdzie ci.
                • Gość: cb Re: nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 13:48
                  Dokończyłam "Pod Mocnym Aniołem". Jest tam parę fragmentów naprawdę mocnych, ale jako całość ta książka zupełnie do mnie nie przemówiła. Mimo wszystko, tak jak napisałam wcześniej, bohaterowie u Pilcha są dla mnie bardziej ludzcy niż bohaterowie "Rzeki szaleństwa". Może i Pilch pisze o sobie, może i chwilami ociera się o grafomanię... Ale "Rzeka..." w kilku miejscach też mi kiczem zalatuje. Jest zbyt długa, jak na dzisiejsze czasy; nie jest dość odkrywcza na to, by usprawiedliwić swoją objętość.

                  Czy Twoim zdaniem bohater Wiśniewskiego dopiero na końcu wpada w chorobę psychiczną? Ja odebrałam książkę tak, że albo jest on chory od dawna, i nie zdaje sobie z tego sprawy, albo nie jest chory w ogóle, tylko poddany został pewnym psychicznym machinacjom, które (prawie) całkowicie zmieniły u niego odbiór rzeczywistości (w sensie postrzegania jej).

                  "Spryt to nie prawda". Hm. Autor pisze po to, żeby ludzie czytali jego dzieło, w którym zawarł jakąś dawkę prawdy, czy nie tak? Jeśli autor zanudza, to czytelnik książkę odkłada. Owej prawdy nie pozna. A więc sensownym wydaje mi się, by autor posłużył się pewnym instrumentarium, które czytelnika skłoni do przewracania kolejnych kartek. Ciekawa fabuła, interesujący język, wartka akcja... jednak nawet te trzy "składniki" nie wystarczą, jeśli nie potrafię się w żaden sposób identyfikować z żadnym z bohaterów. Gdybym wiedziała od początku "Rzeki...", gdyby mi zasugerowano, że ten akurat główny bohater może być np. chory psychicznie albo pod wpływem hipnozy albo środków zmieniających świadomość, wtedy mógłby mnie obchodzić jako "biedny". Jeśli jednak tego mi nie zasugerowano, albo nie zostało to zrobione w odpowiednim miejscu w powieści, to bohater, który po pół godzinie przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że ludzie, z którymi dzieli przez dwa tygodnie niewielką przestrzeń, z którymi sypia w jednym pokoju itd., pozostają zupełnie obojętni na widok topielca... pozbywają się go bez żadnych skrupułów... Przecież akcja powieści toczy się współcześnie, to nie środek jakiejś wojny podczas której ludziom widok nieboszczyków stał się obojętny. Byłam kiedyś świadkiem wypadku drogowego, podczas którego ktoś cudem tylko nie zginął. Przez kilka pierwszych sekund wszyscy byli pewni, że ofiara nie mogła przeżyć czołowego zderzenia z autobusem. Przeżyła. A ja do następnego dnia nie mogłam przestać o tym myśleć, choć były to wszystko zupełnie obce osoby. I przez kilka dni na widok autobusu przechodziły mnie ciarki. Nie sądzę, żebym była specjalnie nadwrażliwa.

                  Owszem, otaczają mnie ludzie "z właściwościami" :) Nie wszystkie ich właściwości mi odpowiadają. Ale wydają mi się całkiem fascynujący, nawet jeśli zupełnie ich nie rozumiem.

                  Czemu niby praca w reklamie miałaby coś zmienić w moim postrzeganiu ludzi? W jaki sposób? Przez obserwację tych, którzy reklamy tworzą, czy poprzez analizę statystyk, na podstawie których reklamy się projektuje?
                  • tarotowyglupek Re: nominacje do Nike 14.05.11, 14:42
                    Z treści wynika, że jest chory od dawna, to wariat. Przyznaję, wpadłem na to dopiero w 3/4 tekstu.
                    Bohaterowie muszą być autentyczni, nie ludzcy (to żaden parametr oceny), "Rzeka" zalatuje "Outsiderem" Wilsona - podobne postaci neurotycznych odszczepieńców, słaby kontakt z rzeczywistością, brak emocji itp.
                    Musisz identyfikować się z głównym bohaterem? Nie obraź się, ale to ten sam mechanizm, w którym aktor Artur Żmijewski ("Na dobre i na złe") musi udzielać porad lekarskich. Sorry, kreacja to nie identyfikacja.
                    W lutym byłem świadkiem wypadku samochodowego (niegroźny), wyciągałem kobietę z samochodu, reszta świadków robiła sobie zdjęcia telefonami komórkowymi na tle rozbitego wozu. Ja nie zapomnę swojej bezradności i ich zadowolonych/obojętnych min. To się stało w środku tego kraju.
                    • Gość: cb Re: nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 21:40
                      tarotowyglupek napisała:

                      > Z treści wynika, że jest chory od dawna, to wariat.

                      A wziąłeś pod uwagę, że JEŚLI to "wariat", to właściwie wszystko co oglądamy jego oczami może być ułudą? A więc również jego rozmowy z "Kirke", a więc również dane na temat jego wcześniejszego leczenia? Z podobnym problemem mamy do czynienia, jeśli założymy, że zmanipulowano mu psychikę w taki sposób, jakim rzekomo "kirke" się posługuje. Pytania jakie to generuje pozostają bez odpowiedzi - równie dobrze sama mogę się spytać, czy przypadkiem całe moje życie nie jest snem albo eksperymentem dziejącym się w laboratorium; nie muszę czytać tej książki. "Rzeka..." nie jest ani taką ucztą literacką, ani taką rozkoszą intelektualną, żebym teraz po jej przeczytaniu nie miała pewnego poczucia żalu za straconym przy jej lekturze czasem. Doczytałam, jednak jak dla mnie jest stanowczo za długa i stanowczo zbyt mało frapująca.

                      "Bohaterowie muszą być autentyczni, nie ludzcy (to żaden parametr oceny)" - to żaden parametr oceny WEDŁUG CIEBIE, chciałeś powiedzieć?

                      Z bohaterem nie muszę się w pełni identyfikować, chodzi raczej o to, by wywoływał we mnie jakieś uczucia poza nudą i zniechęceniem - i to jest LUDZKIE i, zapewniam, AUTENTYCZNE ;) Główna postać "Rzeki" (ani te drugoplanowe) nie wywołują we mnie żadnego pozytywnego rezonansu. No, może przez kilka minut, kiedy bohater ma wizję śmierci matki. To za mało, żeby mnie zadowolić na czas kilkugodzinnej lektury.

                      Nie rozumiem, o co Ci chodzi z tym "obrażaniem" mnie i porównaniem do bohatera czy też auktora z jakiegoś serialu. Po raz kolejny piszesz o "kreacji" i przeciwstawiasz ją "identyfikacji" tak jakby były to fenomeny dotyczące tego samego podmiotu. Ja czytając książki jestem ich odbiorcą, i niespecjalnie mnie interesuje w jakim stopniu autor identyfikował się z przedstawionym przez siebie światem. Interesuje mnie, na ile zmyślnie ("sprytnie") go wykreował. Im bardziej, tym łatwiej mnie jest się z tym światem przez chwilę identyfikować. A więc ja oceniam skuteczność autora po moim stopniu zaangażowania w lekturę. Jeśli autor pisze książkę tylko dla własnej satysfakcji intelektualnej, to po co ją wydawać? A niestety trochę mam wrażenie, że Wiśniewski napisał tę książkę dla siebie.

                      Co do opisu wypadku, w którym w jakiś sposób "wziąłeś udział", to jest pewna różnica między robieniem zdjęć komórką (co w pierwszym momencie nie wpadłoby mi do głowy, ale co po namyśle nie wydaje mi się aż tak bezsensowne), a odpychaniem topielca bosakiem, bo zawadza w dalszej handlowej podróży, by natychmiast położyć się spać.
                      • tarotowyglupek Re: nominacje do Nike 14.05.11, 22:32
                        Tragedia. Zakładaj bloga, sępy już są, zarobisz. Ale nie zabieraj się za coś poza zasięgiem - słówka są, wiedzy nie ma. Nic z ciebie nie będzie. Koniec dyskusji.
                        • Gość: cb Re: nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.11, 14:45
                          tarotowyglupek napisała:

                          > Tragedia. Zakładaj bloga, sępy już są, zarobisz. Ale nie zabieraj się za coś po
                          > za zasięgiem - słówka są, wiedzy nie ma. Nic z ciebie nie będzie. Koniec dysku
                          > sji.

                          Jakie sępy?

                          Jakiej "wiedzy" nie ma? Rozumiem, że jesteś przekonany, że na czymś (tylko na czym?) bardzo dobrze się znasz, a w każdym razie znasz się lepiej ode mnie. Może nie bądź takim egoistą i zasugeruj mi kilka tytułów, z których mogłabym tę wiedzę nabyć...
      • yanga Re: nominacje do Nike 14.05.11, 14:42
        "Piaskowa Góra" MIAŁA nominację do Nike.
        Piszesz w jakimś miejscu: "Czyta się szybko" - to ma być komplement? Dla mnie wręcz przeciwnie.
        Co do "Gnoju": jest świetny, ale to książka, do której się nie wraca, wręcz odkłada się ją z ulgą. Najlepiej przeczytać wypożyczoną. To samo dotyczy "Pod Mocnym Aniołem".
        • Gość: cb Re: nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.11, 21:56
          yanga napisała:

          > "Piaskowa Góra" MIAŁA nominację do Nike.
          > Piszesz w jakimś miejscu: "Czyta się szybko" - to ma być komplement? Dla mnie w
          > ręcz przeciwnie.
          > Co do "Gnoju": jest świetny, ale to książka, do której się nie wraca, wręcz odk
          > łada się ją z ulgą. Najlepiej przeczytać wypożyczoną. To samo dotyczy "Pod Mocn
          > ym Aniołem".

          yango, nie wiem, czy odpowadasz mnie, czy komuś innemu... Bo ja w trakcie tworzenia wpisu o "Gnoju" i "Pod mocnym Aniołem" niechcący go wysłałam albo też skasowałam - tzn. do tej pory byłam przekonana, że go skasowałam, a nie miałam czasu ani ochoty by wpisywać go od nowa; zresztą, ja go nie widzę w tym wątku, a chyba nikt inny o "Gnoju" w kontekście "Pod Mocnym..." nie pisał? W każdym razie nie dokończyłam tamtego wpisu, a nie widząc go, nie mogę nawet uzupełnić.

          Jeśli to ja napisałam gdzieś tonem pochwalnym, że coś czyta się szybko, to chodziło mi o to, że czytelnik nie musi sie babrać w eksperymentach stylistyczno-językowych autora po to, żeby dorwać się do jakiegoś ziarenka znaczenia.
          • yanga Re: nominacje do Nike 15.05.11, 13:46
            Tak, cb, wszystkie moje komenty są do Ciebie, bo miło mi się z Tobą dyskutuje, chociaż nie we wszystkim się zgadzamy. Niech co poniektórzy politycy od nas się uczą! To dlatego serce mnie boli, że właśnie Ty nie chcesz czytać PG, a zwlaszcza że nie chcesz czytać jej NAJPIERW, tak jak zaplanowała autorka.
            • Gość: cb Re: nominacje do Nike IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.11, 14:51
              Droga yango,

              dziękuję za miłe słowa, i mam nadzieję, że to bolące serce to tylko metafora :)

              Nie wykluczam przeczytania "Piaskowej Góry". Po prostu "egoistycznie" rzucam się najpierw na teksty, które fragmentami mnie bardziej zachęciły. Życie mamy tylko jedno, czasem z czegoś trzeba rezygnować, żeby znaleźć czas na coś co nas bardziej rajcuje :)

              Nawiasem mówiąc, wczoraj wieczorem nie oparłam się książce nie-polskiej; czytam "Okruchy dnia" Ishiguro... Znałam to z filmu, obejrzanego parę razy. Delektuję się tą lekturą :) Znasz?

              Pozdrawiam.
              • yanga Re: nominacje do Nike 16.05.11, 13:48
                Znam i uwielbiam. Właśnie zamówiłam jego następną książkę z katalogu ŚK. To zadziwiające, jak Japończyk potrafił dotrzeć do samego sedna brytyjskości.
                • Gość: cb Ishiguro IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.11, 00:17
                  yango, Ishiguro wychował się i chyba przez większość, jeśli nie całe życie mieszka (-ł) w Wielkiej Brytanii.
    • Gość: doktor żywa Go Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: 188.123.252.* 13.05.11, 12:56
      cb, podoba mi się Twój styl recenzowania! Może namówisz się na jakiegoś bloga?
      • Gość: cb Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.11, 13:40
        Gość portalu: doktor żywa Go napisał(a):

        > cb, podoba mi się Twój styl recenzowania! Może namówisz się na jakiegoś bloga?

        Dziękuję, jednak to dla mnie w tej chwili za dużo zachodu :) Tutaj wpadam i wolnym momencie wylewam czytelnicze żale albo cieszę się z jakiś drobnych odkryć, ale założenie bloga to prawie jak założenie biznesu ;) A kto mi za to zapłaci? :D
        • pomme Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 13.05.11, 13:49
          zawsze jak zaglądam w takie wątki, to ile bym nie przeczytała jestem do tyłu:-))))
          ale to dobrze, mam perspektywy
          • donetta Re: polskiej prozy nikt nie czyta? 14.05.11, 06:56
            I o to chodzi, żeby mieć i perspektywy i możliwość wyboru.



            merlin.pl/Pozegnanie-z-ojczyzna_Renata-Czarnecka/browse/product/1,881804.html#fullinfo
    • Gość: Tutuś Re: polskiej prozy nikt nie czyta? IP: *.knc.pl 16.05.11, 12:49
      Z polskich autorek współczesnych czytałam niedawno Zaczyńską (prześmieszne komedie - "Gonić króliczka" i "Jak to robią twardzielki"), Olejniczak ("Dagerotyp. Tajemnica Chopina" - jak tytuł wskazuje opowieść o Chopinie, tym razem jego możliwej i niespełnionej miłości) oraz Kalicińską (polecać nie trzeba, każdy wie, o czym jest). Nie jest to literatura wybitna, ale tak zwane czytadła - wciagające, odprężające i nie zmuszające myslenia, za to dające dużo frajdy i pomagające odpocząć. Na weekend po ciężkim tygodniu więcej mi nie trzeba.
    • Gość: cb Uwaga, talent! "Siedem szklanek" Magdaleny Zych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.11, 00:06
      Proszę Państwa,

      ostatnio czytałam głównie literaturę obcojęzyczną, ale!
      trafiła w moje ręce książka polska, przez którą zarwałam
      noc, więc spieszę się podzielić. "Siedem szklanek"
      Magdaleny Zych. Debiutantki.

      Tak szczegółowego - i nie pozwalajacego czytelnikowi na
      obojętność - opisu emocjonalnych rozterek dawno nie
      zdarzyło mi się czytać, a już na pewno nie w polskiej
      literaturze.

      Genialne studium miłosnego obłędu. Autorka prowadzi nas
      przez wszystkie jego etapy, od momentu zaprzeczonego
      zauroczenia, przez stopniową tego zauroczenia akceptację,
      do całkowitego zatopienia się bohatera w magmie oddania,
      po czym każe nam przeżywać katusze zazdrości i kolejne
      próby uwolnienia się od obsesji, która przynosi coraz
      więcej cierpień. W końcu... Nie, nie napiszę, co w końcu.
      Czemu niby tylko ja miałabym tracić sen.

      Czytając wracałam myślami do pewnej rozmowy, podczas
      której znajomy upierał się, że kobiety nie powinny pisać o
      życiu wewnętrznym mężczyzn, a mężczyźni o kobiecym.
      Już wtedy uważałam, że nie ma racji, że przecież kobiecość
      i męskość nie są jakimiś nieprzenikalnymi fenomenami
      przypisanymi do biologicznej płci. Oczywiście miałam
      rację, a książka Magdaleny Zych potwierdza to tak samo jak
      powieści Annie Proulx i innych dobrych pisarek i pisarzy.

      Wspominałam tu wcześniej o tym, co uważam za
      podstawową wadę większości polskich książek -
      mianowicie fakt, że nie są przyjazne współczesnemu
      czytelnikowi. Że narracja często wymaga skupienia na
      poziomie medytacji transcendentalnej, że pisane są tak,
      jakby autorów nie obchodziło, czy ktoś je kiedykolwiek
      przeczyta. Jeśli przy lekturze "Siedmiu szklanek" naszła
      mnie podobna refleksja, to była ona chwilowa jak dym z
      papierosa i smak wymyślnego drinka, którym bohaterowie
      Zych usiłują zaznaczyć swoje granice między jedną a drugą
      emocjonalną aneksją terytorium kochanka-wroga.

      Nazwisko autorki do zapamiętania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka