karol.mojzesz
31.05.04, 08:49
Zaczynasz od inwektyw, więc ja też skosztuję tego likieru.
Co z tego, że moje rozumowanie jest dziecinne, skoro Twoje do niczego nie
prowadzi? Ja uważam, że PLECIESZ BZDURY! Starasz się błyszczeć stylem i
pozować na erudytę, w zasadzie to może i jesteś, kto tam wie, lecz nie robi
to na mnie żadnego wrażenia. To wiem na pewno. Dla mnie jesteś przede
wszystkim okropnym mąciwodą.
Faszyzm... komunizm... czy nie przesadzasz w - tym razem Twoim -
zacietrzeźwieniu? Bo ja uważam, że to właśnie podobne do "Twoich" koncepcje
wyprodukowały w przeszłości systemy totalitarne, teraz zaś wspierają ochoczo
światowy Socjalizm.
) Po czwarte: twierdzisz, że istnieje prawda obiektywna - ideał. Dlaczego
) więc zakładasz, że Zdzisiek z PGRu nie może wejść w posiadanie takowej?
A kto powiedział, że nie? Może właśnie on prędzej niż Ty i ja. czasami mi sie
wydaje, że tylko on.
Ale... to, że każdy MOŻE, nie znaczy, że każdy MA. To tylko chciałem dowieść,
ale Ty wszystko pogmatwałeś, bo jesteś specem od wywracania kotem ogonem (w
skrócie: SOWKO). Jak to z "filozofami".
) Bo jeśli ta istnieje i rzeczywiście jest obiektywna, wówczas każdy jest w
) mocy być jej
) potencjalnym wyznawcą i posiadaczem,
Potecjalnym? Być to może. Albo i NIKT.
) bo z racji sewj obiektywności, musi być
) też powszechnie dostępna.
Pieniądze też podobno leżą na ulicy, ale nieliczni je podnoszą. Podobno, one
wcale tam nie leżą.
) Ale to truizm. Sam pewnie o tym wiesz.
Nic nie wiem na 100%, a nawet na 0%. W przeciwieństwie do Ciebie. Nie chcesz
uznać jednej Prawdy, ale wiesz, że występuje ona w miliardach odsłon! Jeśli
każdy może być "potencjalnym wyznawcą" - to jest to właśnie jedyna
sprawiedliwość na tym świecie, nie świadczy ona jednak, że wszyscy na raz
chwyciliśmy prawdę za ogon. Raczej ocieramy się o nią, błądzimy, a definicje
pomagają nam tylko uporządkować mary z tego "snu".
Z tym smrodem trochę żartowałem, ale widać, nie za bardzo, skoro tak się tym
przejąłeś, że zacząłeś rzucać autorytetami jakbyś bez tych podpórek nie mógł
sam chodzić. Twoi sanderowie i zollnerowie to tylko koncepcje. Propozycje. A
ja nie muszę tańczyć z każdym, który mnie prosi do tańca; tym bardziej, że z
facetami "tańczę" tylko na pięści.
) Co więcej, nawet sam fakt określenia czy coś
) śmierdzi, czy nie zależy wyłącznie od narzędzi pomiarowych. A te zawsze są
) umowne.
No i sam widzisz, zaczynasz mówić to co ja. O TO MI CHODZI! Zgoda. Człowiek
je stworzył!
Pomiar? Czego? I kto mierzy? Kto ocenia? A ile osób zatyka nos, gdy bąka
puści niegrzeczny pan w autobusie? To też pomiar. Dosyć skuteczny, dodam. A
ilu Twoch zollnerów kłóciło się ze sobą od wieków i do niczego nie doszło?
Nie licząc, kilku doktoratów, Nobli i przede wszystkim wojenek światowych z
holocaustem. Twoje kontr-argumenty wzmacniają właśnie moje! Błądzenie to
podobno ludzka rzecz. Inni dodają - szukaj a znajdziesz (bez gwarancji).
Takich powiedzonek ludzkość wykombinowała na pęczki, bez tych wszystkich
filozofów, którzy (zazwyczaj) są bardziej inteligentni niż mądrzy, bo ludzie
przeczuwają, że są marnościami.
) Co więcej, nawet w samej
) fizyce nie istnieją prawdy obiektywne:
Otóż to! Znowu gadasz OK. Też tak uważam, że tylko się zbliżamy do Prawdy. A
może całkowicie błądzimy? Może Zdzisiek ma rację, a może Ty. Niewykluczone,
że Panna Nikt też. To ja o tym przecież mówiłem. Ale, żeby wszyscy na raz???
) Wstyd mówić, ale ulegasz dziecięcemu egocentryzmowi - złudzenu o
) powszechnej jednomyslności rodzaju ludzkiego, który różni się w całej
) niemal rozciągłości.
Różnimy się współczynnikiem błądzenia. Albo inaczej. W jednym jesteśmy
podobni do siebie jak krople wody - mylimy się.
Ale tak na oko weźmy... czym się różni ten nasz gatunek? Wzrostem niewiele
(popraw mi pisownię, bo nie wiem czy dobrze napisałem). Wagą też nie za
bardzo, pominąwszy te 4% błędu. Kodem genetycznym prawie wcale! Różnimy się
kulturą, choć ona ma wspólny początek, wszyscyśmy mieszkali w jaskiniach i
któryś z nas zjadł własnego ojca i odtąd zaczęliśmy spoglądac w niebo i się
modlić (to z Freuda, o ile się nie mylę; i, o ile on się nie mylił, a podobno
w manipulacjach był świetny). Różnimy się naszym myśleniem, tak z wierzchu,
ale w obliczu kilku istotnych pytań jesteśmy wszyscy bezradni jak dzieciaki
(łącznie z Tobą)?
Co to jest za dowcip, jeśli większość widzi zieloną piłkę, a ja mówię, że ona
jest czerwona? Daltonizm! Być może to ja się nie mylę, a inni ulegli jakiejś
tajemniczej iluzji, ale tego nie stwierdzimy tak łatwo. Kto wie, co to jest
prawdziwy obraz i ta nasza kopia powstała w naszym umyśle. Możemy zatem
założyć relatywistytcznie, że piłka jest i zielona i czerwona i w grochy i
niebieska i że jej nie ma wcale. A w tym czasie PRAWDA może się z nas śmiać
jak z idiotów (i wtedy nie pomogą Ci fakultety).
Kazde widzi-mi-sie chcesz uznac za prawde?
) Po trzecie i pół: "A smrodu nie podrobisz". Zakład? Podrabiali wrażenie
) kwaśności, wrażenie słodkości, złudzenie optyczne, podrobiają czyjeś
) podpisy, sprawiają, że wydaje Ci się, że coś po Tobie chodzi. I to jest
) własnie prawda. Naukowa, należy dodać.
Wrażenie... iluzja... błądzenie... pomimo tego próbujemy coś robić, mierzyć i
analizować, syntetyzować. Nauka wyjaśnia istotę tego wszystkiego w dużym
uproszczeniu, to jest jak z wnioskami ślepca, który chciał poznać kolory
lasu, opukując swoją laską pnie drzew. On też ma jakąś prawdę. Niewykluczone,
że uważa kolory za nuty albo za zapach. I może mieć rację, gdy pojawi się
nowy Albert. Po nim kolejny.
Dlatego zakładam, że istnieje JAKAŚ PRAWDA (IDEAŁ), do której zmierzamy, lecz
niekoniecznie dotrzemy. Jeśli przejawem życia (a może istotą) jest Zmienność,
to nigdy nie wylądujemy na Planecie Prawda. Lecz przy okazji tej podróży mamy
wiele uciech i cierpień.
)To Twoja prawda. I masz do niej prawo, podobnie jak rzeczone sześć
) miliardów.
OK. Tylko, co z (rzeczonymi) sześcioma miliardami ma wspólnego Prawda? Prawo
do wyrażania opini albo do prawdy pisanej przez małe "p" ma, rzeczywiście,
każdy z nas, ale i tutaj bym nie przesadzał, gdyż w dobie istnienia
ministerstw od ksenofobii i rasizmu, pewne tematy nie dają się zweryfikować.
Ale to tak na marginesie, wszedłem bowiem w praktykę działań ludzkich.
) Każda z tych świadomości jest
) jakościowo (nie ilościowo!) niepowtarzalnym bytem (Piaget!), stąd inny
) będzie również system wartości ich podmiotów, a co za tym idzie - inne będą
) ich prawdy.
Nich sobie będą, co mnie to obchodzi; i jeszcze jakiś tam Piaget! Co mnie
może obchodzić, że ktoś ma swój system wartości. To jego problem (każdy
błądzi po swojemu). Ja bym Prawdy nie wiązał z bytem. Raczej: jeden byt =
jeden bełkot.
) Jak sobie zatem wyobrażasz dochodzenie do
) wniosku, np. na temat kulistości Ziemii, bez kontroli tego, co się w umysle
) przetwarza? Na Boga! No przecież nie doszło do tego przypadkiem!
) Dalej:
) heurystyki wydawania sądów. Nic bardziej bezrefleksjnego! A wola właśnie
) stanowi tu bazę dla motywacji do refleksyjnego przetwarzania informacji. To
) co ty nazywasz błądzeniem, w rzeczywistości jest psychologicznym
) komponentem dochodzenia do prawdy.
Zwał jak zwał. I skąd wiesz? To co nazywasz "psychologicznym komponentem
dochodzenia do prawdy" można nazwać bładzeniem. To niczego nie wyjaśnia, a
tylko "mądrze" brzmi w uchu. Przecież to jest jeden wielki bełkot naukowy
czyli pseudo-uczony. Niczego to nie wyjaśnia, tylko pomaga ludziom Twojego
pokroju produkować definicje, systemy filozoficzne i wpływać na losy świata
(zgubnie, dodam).
Samo istnienie woli o niczym nie świadczy! Może Ci się wydaje, że masz wolną
wolę? Może ją przeceniasz? Dla mnie ludzkość zbudowała sobie jakiś tam obraz
świata, na swoje podobieństwo, obraz, który ewoluuje, nie potrafimy jednak
przebrnąć przez barie