Dodaj do ulubionych

W krainie Widzimisiaczków: do Jakobe

31.05.04, 08:49
Zaczynasz od inwektyw, więc ja też skosztuję tego likieru.

Co z tego, że moje rozumowanie jest dziecinne, skoro Twoje do niczego nie
prowadzi? Ja uważam, że PLECIESZ BZDURY! Starasz się błyszczeć stylem i
pozować na erudytę, w zasadzie to może i jesteś, kto tam wie, lecz nie robi
to na mnie żadnego wrażenia. To wiem na pewno. Dla mnie jesteś przede
wszystkim okropnym mąciwodą.

Faszyzm... komunizm... czy nie przesadzasz w - tym razem Twoim -
zacietrzeźwieniu? Bo ja uważam, że to właśnie podobne do "Twoich" koncepcje
wyprodukowały w przeszłości systemy totalitarne, teraz zaś wspierają ochoczo
światowy Socjalizm.

) Po czwarte: twierdzisz, że istnieje prawda obiektywna - ideał. Dlaczego
) więc zakładasz, że Zdzisiek z PGRu nie może wejść w posiadanie takowej?

A kto powiedział, że nie? Może właśnie on prędzej niż Ty i ja. czasami mi sie
wydaje, że tylko on.

Ale... to, że każdy MOŻE, nie znaczy, że każdy MA. To tylko chciałem dowieść,
ale Ty wszystko pogmatwałeś, bo jesteś specem od wywracania kotem ogonem (w
skrócie: SOWKO). Jak to z "filozofami".

) Bo jeśli ta istnieje i rzeczywiście jest obiektywna, wówczas każdy jest w
) mocy być jej
) potencjalnym wyznawcą i posiadaczem,

Potecjalnym? Być to może. Albo i NIKT.

) bo z racji sewj obiektywności, musi być
) też powszechnie dostępna.

Pieniądze też podobno leżą na ulicy, ale nieliczni je podnoszą. Podobno, one
wcale tam nie leżą.

) Ale to truizm. Sam pewnie o tym wiesz.

Nic nie wiem na 100%, a nawet na 0%. W przeciwieństwie do Ciebie. Nie chcesz
uznać jednej Prawdy, ale wiesz, że występuje ona w miliardach odsłon! Jeśli
każdy może być "potencjalnym wyznawcą" - to jest to właśnie jedyna
sprawiedliwość na tym świecie, nie świadczy ona jednak, że wszyscy na raz
chwyciliśmy prawdę za ogon. Raczej ocieramy się o nią, błądzimy, a definicje
pomagają nam tylko uporządkować mary z tego "snu".

Z tym smrodem trochę żartowałem, ale widać, nie za bardzo, skoro tak się tym
przejąłeś, że zacząłeś rzucać autorytetami jakbyś bez tych podpórek nie mógł
sam chodzić. Twoi sanderowie i zollnerowie to tylko koncepcje. Propozycje. A
ja nie muszę tańczyć z każdym, który mnie prosi do tańca; tym bardziej, że z
facetami "tańczę" tylko na pięści.

) Co więcej, nawet sam fakt określenia czy coś
) śmierdzi, czy nie zależy wyłącznie od narzędzi pomiarowych. A te zawsze są
) umowne.

No i sam widzisz, zaczynasz mówić to co ja. O TO MI CHODZI! Zgoda. Człowiek
je stworzył!

Pomiar? Czego? I kto mierzy? Kto ocenia? A ile osób zatyka nos, gdy bąka
puści niegrzeczny pan w autobusie? To też pomiar. Dosyć skuteczny, dodam. A
ilu Twoch zollnerów kłóciło się ze sobą od wieków i do niczego nie doszło?
Nie licząc, kilku doktoratów, Nobli i przede wszystkim wojenek światowych z
holocaustem. Twoje kontr-argumenty wzmacniają właśnie moje! Błądzenie to
podobno ludzka rzecz. Inni dodają - szukaj a znajdziesz (bez gwarancji).
Takich powiedzonek ludzkość wykombinowała na pęczki, bez tych wszystkich
filozofów, którzy (zazwyczaj) są bardziej inteligentni niż mądrzy, bo ludzie
przeczuwają, że są marnościami.

) Co więcej, nawet w samej
) fizyce nie istnieją prawdy obiektywne:

Otóż to! Znowu gadasz OK. Też tak uważam, że tylko się zbliżamy do Prawdy. A
może całkowicie błądzimy? Może Zdzisiek ma rację, a może Ty. Niewykluczone,
że Panna Nikt też. To ja o tym przecież mówiłem. Ale, żeby wszyscy na raz???

) Wstyd mówić, ale ulegasz dziecięcemu egocentryzmowi - złudzenu o
) powszechnej jednomyslności rodzaju ludzkiego, który różni się w całej
) niemal rozciągłości.

Różnimy się współczynnikiem błądzenia. Albo inaczej. W jednym jesteśmy
podobni do siebie jak krople wody - mylimy się.

Ale tak na oko weźmy... czym się różni ten nasz gatunek? Wzrostem niewiele
(popraw mi pisownię, bo nie wiem czy dobrze napisałem). Wagą też nie za
bardzo, pominąwszy te 4% błędu. Kodem genetycznym prawie wcale! Różnimy się
kulturą, choć ona ma wspólny początek, wszyscyśmy mieszkali w jaskiniach i
któryś z nas zjadł własnego ojca i odtąd zaczęliśmy spoglądac w niebo i się
modlić (to z Freuda, o ile się nie mylę; i, o ile on się nie mylił, a podobno
w manipulacjach był świetny). Różnimy się naszym myśleniem, tak z wierzchu,
ale w obliczu kilku istotnych pytań jesteśmy wszyscy bezradni jak dzieciaki
(łącznie z Tobą)?

Co to jest za dowcip, jeśli większość widzi zieloną piłkę, a ja mówię, że ona
jest czerwona? Daltonizm! Być może to ja się nie mylę, a inni ulegli jakiejś
tajemniczej iluzji, ale tego nie stwierdzimy tak łatwo. Kto wie, co to jest
prawdziwy obraz i ta nasza kopia powstała w naszym umyśle. Możemy zatem
założyć relatywistytcznie, że piłka jest i zielona i czerwona i w grochy i
niebieska i że jej nie ma wcale. A w tym czasie PRAWDA może się z nas śmiać
jak z idiotów (i wtedy nie pomogą Ci fakultety).

Kazde widzi-mi-sie chcesz uznac za prawde?

) Po trzecie i pół: "A smrodu nie podrobisz". Zakład? Podrabiali wrażenie
) kwaśności, wrażenie słodkości, złudzenie optyczne, podrobiają czyjeś
) podpisy, sprawiają, że wydaje Ci się, że coś po Tobie chodzi. I to jest
) własnie prawda. Naukowa, należy dodać.

Wrażenie... iluzja... błądzenie... pomimo tego próbujemy coś robić, mierzyć i
analizować, syntetyzować. Nauka wyjaśnia istotę tego wszystkiego w dużym
uproszczeniu, to jest jak z wnioskami ślepca, który chciał poznać kolory
lasu, opukując swoją laską pnie drzew. On też ma jakąś prawdę. Niewykluczone,
że uważa kolory za nuty albo za zapach. I może mieć rację, gdy pojawi się
nowy Albert. Po nim kolejny.

Dlatego zakładam, że istnieje JAKAŚ PRAWDA (IDEAŁ), do której zmierzamy, lecz
niekoniecznie dotrzemy. Jeśli przejawem życia (a może istotą) jest Zmienność,
to nigdy nie wylądujemy na Planecie Prawda. Lecz przy okazji tej podróży mamy
wiele uciech i cierpień.

)To Twoja prawda. I masz do niej prawo, podobnie jak rzeczone sześć
) miliardów.

OK. Tylko, co z (rzeczonymi) sześcioma miliardami ma wspólnego Prawda? Prawo
do wyrażania opini albo do prawdy pisanej przez małe "p" ma, rzeczywiście,
każdy z nas, ale i tutaj bym nie przesadzał, gdyż w dobie istnienia
ministerstw od ksenofobii i rasizmu, pewne tematy nie dają się zweryfikować.
Ale to tak na marginesie, wszedłem bowiem w praktykę działań ludzkich.

) Każda z tych świadomości jest
) jakościowo (nie ilościowo!) niepowtarzalnym bytem (Piaget!), stąd inny
) będzie również system wartości ich podmiotów, a co za tym idzie - inne będą
) ich prawdy.

Nich sobie będą, co mnie to obchodzi; i jeszcze jakiś tam Piaget! Co mnie
może obchodzić, że ktoś ma swój system wartości. To jego problem (każdy
błądzi po swojemu). Ja bym Prawdy nie wiązał z bytem. Raczej: jeden byt =
jeden bełkot.

) Jak sobie zatem wyobrażasz dochodzenie do
) wniosku, np. na temat kulistości Ziemii, bez kontroli tego, co się w umysle
) przetwarza? Na Boga! No przecież nie doszło do tego przypadkiem!
) Dalej:
) heurystyki wydawania sądów. Nic bardziej bezrefleksjnego! A wola właśnie
) stanowi tu bazę dla motywacji do refleksyjnego przetwarzania informacji. To
) co ty nazywasz błądzeniem, w rzeczywistości jest psychologicznym
) komponentem dochodzenia do prawdy.

Zwał jak zwał. I skąd wiesz? To co nazywasz "psychologicznym komponentem
dochodzenia do prawdy" można nazwać bładzeniem. To niczego nie wyjaśnia, a
tylko "mądrze" brzmi w uchu. Przecież to jest jeden wielki bełkot naukowy
czyli pseudo-uczony. Niczego to nie wyjaśnia, tylko pomaga ludziom Twojego
pokroju produkować definicje, systemy filozoficzne i wpływać na losy świata
(zgubnie, dodam).

Samo istnienie woli o niczym nie świadczy! Może Ci się wydaje, że masz wolną
wolę? Może ją przeceniasz? Dla mnie ludzkość zbudowała sobie jakiś tam obraz
świata, na swoje podobieństwo, obraz, który ewoluuje, nie potrafimy jednak
przebrnąć przez barie
Obserwuj wątek
    • karol.mojzesz cd widzimisiaczkow 31.05.04, 08:55
      Cd.

      Samo istnienie woli o niczym nie świadczy! Może Ci się wydaje, że masz wolną
      wolę? Może ją przeceniasz? Dla mnie ludzkość zbudowała sobie jakiś tam obraz
      świata, na swoje podobieństwo, obraz, który ewoluuje, nie potrafimy jednak
      przebrnąć przez barierę "ślepca". Jak uda nam się stworzyć na miarę naszego
      umysłu w miarę spójny obraz świata, zaraz się okazuje, że coś w nim nie tak.
      Czy to nie błądzenie? Lecz dodam, że w tym błądzeniu jest metoda.

      To dlatego jestem ostrożny w tym mnożeniu i rozdzielaniu "prawd"
      i "prawdeczek". Bo nie podejrzewam, żeby był z Ciebie jakiś Jezus.

      Nam koniec... co to się ma do dyskusji o Pilchu i Szymborskiej. Jeśli każdy
      może mieć rację, a z pewnością ma swoją prawdę, to czy warto zajmowac się
      takimi drobiazgami jak kolaboracja z okupantem stalinowskim (casus
      Szymborskiej). Czy warto przejmować się wojnami i holocaustem? Tym bardziej, że
      Hitlerowcy też mieli swoją prawdę. Może Żydzi powinni w try-miga zweryfikować
      to niemiłe wspomnienie zagłady, podpierając się swoiście rozumianym
      relatywizmem. A wtedy im wyjdzie, że mieli tylko 3 miliony swoich prawd, a
      Niemcy ponad 6 (chyba tyle ich milionów zginęło w czasie II WW).

      Czy poezja p. Szymborskiej (dodam, utalentowanej poetki) ucierpiałaby z tego
      mianowicie powodu, że nie pisałaby donosów na bliźnich? Moim zdaniem nie, lecz
      niekoniecznie musiałaby dostać nagrodę Nobla.

      Za tymi naszymi rozważaniami, tymi wojenkami, słowami, widzi-mi-siami, stoją
      proste, życiowe fakty, o których wstyd pisać, aby nie pogrążyć p. Wisławy
      (dobrej poetki) w odmętach grzechu. Wiele źródeł, których przytaczać nie mogę
      (z powodu bezpieczeństwa moich informatorów; Adam M. wie o co chodzi, a jak on
      wie, to sami wicie, rozumicie) - podają niezbyt elegancki mechanizm przyznania
      naszej krakowskiej poetce Nobla. Nie chodziło tu o relatywizm, ani o poezyję. A
      o normalną, cyniczyna grę polityczną. Jako, że jestem neokonserwatystą (Panna
      Nikt może się tu mylić) i socjalistów uważam za najgorszych sk******ów na
      ludzkim padole, to mam osobisty stosunek do metod ich działania na wszelkich
      polach ludzkiej działalności. Literatura to nie skok w dal, więc łatwo "zabrać"
      Nobla komuś (Herbert, Gombrowicz) i dać go innemu, i nikt nie zauwazy roznicy.

      I po to właśnie m.in. wymyślono relatywizm.

      Pozdrawiam.
      • jakobe.mansztajn Re: cd widzimisiaczkow 31.05.04, 11:11
        Karol:
        Nam koniec... co to się ma do dyskusji o Pilchu i Szymborskiej. Jeśli każdy
        może mieć rację, a z pewnością ma swoją prawdę, to czy warto zajmowac się
        takimi drobiazgami jak kolaboracja z okupantem stalinowskim (casus
        Szymborskiej). Czy warto przejmować się wojnami i holocaustem? Tym bardziej, że
        Hitlerowcy też mieli swoją prawdę. Może Żydzi powinni w try-miga zweryfikować
        to niemiłe wspomnienie zagłady, podpierając się swoiście rozumianym
        relatywizmem. A wtedy im wyjdzie, że mieli tylko 3 miliony swoich prawd, a
        Niemcy ponad 6 (chyba tyle ich milionów zginęło w czasie II WW).

        Jakobe:
        Gdyby komuniści/faszyści nie odbierali ludziom prawa do ich prawdy, do wolności
        słowa, do nieskrępowania, gdyby nie pietnowali wszelkich oznak myślozbrodni,
        niezależności, twórczości, gdyby uznali, że miliony zagładzonych Zydów, tez
        miały prawo do niezalezności myślenia, wówczas nikt by nie kolaborował, nikt by
        nie emigrował, nikt nie plułby drugiemu w twarz, gdy ten się z nim nie zgadza.
        Nikt też nie tłumaczyłby się, bo nikt by nie musiał. I po temu właśnie istnieje
        relatywizm. Weź to sobie do serca.

        Buzia
    • jakobe.mansztajn Re: W krainie Widzimisiaczków: do Jakobe 31.05.04, 10:58
      Krótko. Ja tu przyjmuję Twoją pespektywę, stąd jeśli przytaczam definicje, to
      dlatego właśnie, ażeby Ci wskazać, jak nauka, która zgłębia ideały (i która
      pozwala dochodzić do prawdy), zapatruje się na koncepcje prawdy, o której Ty
      mówisz.

      Karol:
      Zwał jak zwał. I skąd wiesz? To co nazywasz "psychologicznym komponentem
      dochodzenia do prawdy" można nazwać bładzeniem. To niczego nie wyjaśnia, a
      tylko "mądrze" brzmi w uchu. Przecież to jest jeden wielki bełkot naukowy
      czyli pseudo-uczony. Niczego to nie wyjaśnia, tylko pomaga ludziom Twojego
      pokroju produkować definicje, systemy filozoficzne i wpływać na losy świata
      (zgubnie, dodam).

      Jakobe:
      Gloryfikujesz naukę, a odrzucasz naukowe definicje? Bo nie dodałem, że to nie
      moja definicja "woli", a niejakiego Golwitzera, wybitnego badacza społecznego.
      Społecznego naukowca, a jeśli naukowca, to i przedstawiciela nauki. I to nie
      jednego nurtu nawet (o co mógłbyś Go/mnie oskrażać), a całej gamy nurtów,
      bowiem definicja jest powszechna! A Ty przecież w prawdach powszechnych -
      powszechnych, bo jedynych zakładalnych - żywe nadzieje swoje pokładasz.

      Dalej, czy "dochodzenie do prawdy" nazwiesz "błądzeniem" to już Twoja sprawa,
      zwracam tylko uwagę, że nie wypada wpierw mówić, że istnieje prawda obiektywna,
      czy ideał, a później bez skrupułów przewartościowywać pojęcia wedle uznania. To
      dopiero jest mącenie.

      Karol:
      Co z tego, że moje rozumowanie jest dziecinne, skoro Twoje do niczego nie
      prowadzi? Ja uważam, że PLECIESZ BZDURY! Starasz się błyszczeć stylem i
      pozować na erudytę, w zasadzie to może i jesteś, kto tam wie, lecz nie robi
      to na mnie żadnego wrażenia. To wiem na pewno. Dla mnie jesteś przede
      wszystkim okropnym mąciwodą.

      Jakobe:
      Skoro taki ze mnie mąciwoda, to po jakiego licha przytaczam tu naukowe
      definicje? Bo zgodzisz się chyba, że definicje w ogóle, a przede wszystkim te
      naukowe porządkować nieuporządkowane powinny, czy nie?

      Karol:
      Faszyzm... komunizm... czy nie przesadzasz w - tym razem Twoim -
      zacietrzeźwieniu? Bo ja uważam, że to właśnie podobne do "Twoich" koncepcje
      wyprodukowały w przeszłości systemy totalitarne, teraz zaś wspierają ochoczo
      światowy Socjalizm.

      Jakobe:
      A co jest złego w socjalizmie?

      Karol:
      Nic nie wiem na 100%, a nawet na 0%. W przeciwieństwie do Ciebie. Nie chcesz
      uznać jednej Prawdy, ale wiesz, że występuje ona w miliardach odsłon! Jeśli
      każdy może być "potencjalnym wyznawcą" - to jest to właśnie jedyna
      sprawiedliwość na tym świecie, nie świadczy ona jednak, że wszyscy na raz
      chwyciliśmy prawdę za ogon. Raczej ocieramy się o nią, błądzimy, a definicje
      pomagają nam tylko uporządkować mary z tego "snu".

      Jakobe:
      Właśnie definicje! Jak wyżej! [Taki ze mnie mąciwoda, że dla porządku definicje
      naukowe przytaczam] A jaka definicja jest lepsza: wsparta empirią - naukowa,
      czy nie wsparta empirią - nienaukowa? Która lepiej opisuje rzeczywistość? Teraz
      możesz powiedzieć, że istnieją różne definicje, a ja przytaknę. A przytaknę, bo
      mnie wolno, bo to ja z nas dwóch jestem relatywistą. Tobie nie wypada.

      Karol:
      Z tym smrodem trochę żartowałem, ale widać, nie za bardzo, skoro tak się tym
      przejąłeś, że zacząłeś rzucać autorytetami jakbyś bez tych podpórek nie mógł
      sam chodzić. Twoi sanderowie i zollnerowie to tylko koncepcje. Propozycje. A
      ja nie muszę tańczyć z każdym, który mnie prosi do tańca; tym bardziej, że z
      facetami "tańczę" tylko na pięści.

      Jakobe:
      Przecież tu o dochodzenie do prawdy chodzi. A nauka w tym dochodzeniu winna być
      podporą, czy nie? Jak chociażby wyciągnięty w oparciu o naukowe metody wniosek,
      że Ziemia to coś na kształt kuli.
      Poza tym ani Sander, ani Zollner nie tworzyli teorii, a rzeczywiste, choć
      nierzeczywiste, doświadczenia - złudzenia optyczne.

      Jakobe:
      Co więcej, nawet sam fakt określenia czy coś śmierdzi, czy nie zależy wyłącznie
      od narzędzi pomiarowych. A te zawsze są umowne.

      Karol:
      No i sam widzisz, zaczynasz mówić to co ja. O TO MI CHODZI! Zgoda. Człowiek
      je stworzył!

      Jakobe:
      Skoro stworzył je człowiek, to ten sam człowiek może tworzyć miliony innych
      narzędzi, które wykażą co innego, podobnie jak istnieje sześć miliardów różnych
      aparatów percepcyjnych, które codzień doświadczają innego świata. Jesli do tego
      przyznasz, że prawda pochodzi od człowieka, to w świetle tego co juz
      powiedziałem, nalezy zakończyć tę dyskusję. Jeśli jednak nie przyznasz, to z
      przyjemnością dalej podyskutuję.

      Karol:
      Pomiar? Czego? I kto mierzy? Kto ocenia? A ile osób zatyka nos, gdy bąka
      puści niegrzeczny pan w autobusie? To też pomiar. Dosyć skuteczny, dodam. A
      ilu Twoch zollnerów kłóciło się ze sobą od wieków i do niczego nie doszło?
      Nie licząc, kilku doktoratów, Nobli i przede wszystkim wojenek światowych z
      holocaustem. Twoje kontr-argumenty wzmacniają właśnie moje! Błądzenie to
      podobno ludzka rzecz. Inni dodają - szukaj a znajdziesz (bez gwarancji).
      Takich powiedzonek ludzkość wykombinowała na pęczki, bez tych wszystkich
      filozofów, którzy (zazwyczaj) są bardziej inteligentni niż mądrzy, bo ludzie
      przeczuwają, że są marnościami.

      Jakobe:
      Nie wspiera ani trochę. Nie traktuj mnie jak laika! Po pierwsze: wykazałem
      wcześniej, że logika z doświadczeniem niewiele ma wspólnego. I to naukowe
      znalazło potwierdzenie. Niejaki Kahneman dostał nawet za to nobla. Po drugie:
      różnica w "pomiarach", jak również wcześniej wykazałem, i co też naukowo
      zostało potwierdzone, opiera się na różnicach w zakresie wrażliwości
      sensorycznej, jeśli więc godzisz się na różnice w "powiarach", musisz się
      zgodzić na różnice w zakresie wyznawanych prawd, bo i też na innych
      fundamentach ów prawdy kiełkują. A czy nazwiesz to "błądzeniem" to już sprawa
      wartościowania, wartościowanie zaś dalekie jest nauce, toteż i dalekie jest
      prawdzie obiektywnej. Jak wielu mądrych zdążyło powiedzieć: umysłem, nie sercem!

      Jakobe:
      Co więcej, nawet w samej fizyce nie istnieją prawdy obiektywne

      Karol:
      Otóż to! Znowu gadasz OK. Też tak uważam, że tylko się zbliżamy do Prawdy. A
      może całkowicie błądzimy? Może Zdzisiek ma rację, a może Ty. Niewykluczone,
      że Panna Nikt też. To ja o tym przecież mówiłem. Ale, żeby wszyscy na raz???

      Jakobe:
      [A czemu tylko Ty, Panna Nikt, Zdzisiek i ja mielibyśmy być włodarzami prawdy?
      Skro my możemy mieć swoje, inny mogą miec swoje również].
      I znów primo: łagodzisz stanowisko. Secundo: jeśli się tylko zbliżamy do
      prawdy, to skąd możemy wiedzieć, że taka prawda - jedyna prawda - w ogóle
      istnieje? I jak u licha wygląda? Jeśli widzisz fragment czego, to nie możesz
      powiedzieć, jak to coś wygląda w całości. A może w ogóle tego nie ma, a to co
      widzisz to jedynie złudzenie Sandera? Co więcej, skąd wiesz, że inni nie widzą
      innego fragmentu, innej całości? A dlaczego innej całości? Bo inni jesteśmy,
      inne priorytety, system wartości, inna wrażliwość sensoryczna, inne
      doświadczenia, inne zapatrywanie się na piękno, bo piękno - wiedzieć musisz -
      jest nigdzie indziej, tylko w samym oku patrzącego. A to co mówisz, to
      zakładać, że wszyscy ludzie patrzą w tym samym kierunku i w jednym kierunku
      podążają. A nie podążają - my, na przykład, idziemy kompletnie na przeciw
      siebie.

      Karol:
      Różnimy się kulturą, choć ona ma wspólny początek, wszyscyśmy mieszkali w
      jaskiniach i któryś z nas zjadł własnego ojca i odtąd zaczęliśmy spoglądac w
      niebo i się modlić (to z Freuda, o ile się nie mylę; i, o ile on się nie mylił,
      a podobno w manipulacjach był świetny). Różnimy się naszym myśleniem, tak z
      wierzchu, ale w obliczu kilku istotnych pytań jesteśmy wszyscy bezradni jak
      dzieciaki.

      Jakobe:
      Pochodzimy od jednej matki, ale różnimy się, jak różni się rodzeństwo. Wspomnij
      chociażby Ala Capone i jego brata. Różne prawdy, czyja wolisz - różne
      błądzenie, kwintesencja zachowana.
      Ps. Dla informacji: Freud się mylił.

      Karol:
      Co to jest za dowcip, jeśli większość widzi zieloną piłk
      • jakobe.mansztajn Re: W krainie Widzimisiaczków: do Jakobe cd. 31.05.04, 11:49
        Karol:
        Co to jest za dowcip, jeśli większość widzi zieloną piłkę, a ja mówię, że ona
        jest czerwona? Daltonizm! Być może to ja się nie mylę, a inni ulegli jakiejś
        tajemniczej iluzji, ale tego nie stwierdzimy tak łatwo. Kto wie, co to jest
        prawdziwy obraz i ta nasza kopia powstała w naszym umyśle. Możemy zatem
        założyć relatywistytcznie, że piłka jest i zielona i czerwona i w grochy i
        niebieska i że jej nie ma wcale. A w tym czasie PRAWDA może się z nas śmiać
        jak z idiotów (i wtedy nie pomogą Ci fakultety).

        Jakobe:
        A wiesz, że istnieje zjawisko sensytyzacji, które sprawia, ze to co
        doświadczasz, doświadczasz silniej niezaleznie od siły działajacego bodźca?
        Wiesz, ze istnieje zjawisko stalości percepcyjnej, które nie pozwala Ci widzieć
        pomidora niebieskim, gdy działające światło takim go maluje, pomimo
        sygnałów "niebieskości" docierających do Twojego mózgu? Wiesz, że jedno kółko
        wydaje się większę, choc w rzeczywistości nie różni się od drugiego? Wiesz, ze
        istnieje zjawisko habituacji, które powoduje, ze długo widziany bodziec zaczyna
        powoli znikać? Wiesz, że istnieją prawdy, o których nawet filozofom się nie
        śniło? Wiesz, że istnieje zjawisko kontrastu, które nie pozwala na rzeczywista
        ocenę proporcji? Wiesz, że zieloność piłki to jedynie epifenomen Twojego
        percypowania? Gdzie tu więc miejsce na jedną prawdę? Bo przecież nie w obrębie
        dwoch osób, a co dopiero mówić o sześciu miliardach?!

        Karol:
        Nich sobie będą, co mnie to obchodzi; i jeszcze jakiś tam Piaget! Co mnie
        może obchodzić, że ktoś ma swój system wartości. To jego problem (każdy
        błądzi po swojemu). Ja bym Prawdy nie wiązał z bytem. Raczej: jeden byt =
        jeden bełkot.

        Jakobe:
        Piaget to prawda naukowa. Zaakceptuj go, jeśli chcesz się choć odrobinę zbliżyć
        do prawdy obiektywnej. Ty mówisz "błądzenie po swojemu", ja mówie "idiom -
        własna prawda".

        Domyslam się już gdzie tkwi kośc niezgody:
        1. Ty uważasz, że "prawda" równa się "racja", i że "racja" jest tylko jedna. Ja
        tak nie uważam.
        2. Uważasz, że prawda pochodzi od nie-człowieka (inaczej niemożliwa jest
        dyskusja w obrębie różnych jej wersji, bo takowych zwyczajnienie ma). Ja
        uważam, że prawda może pochodzic wyłącznie od człowieka.

        Buzia
        • karol.mojzesz Odpowiedź długa 02.06.04, 07:08
          JAKOBE:
          Gdyby komuniści/faszyści nie odbierali ludziom prawa do ich prawdy, do wolności
          słowa, do nieskrępowania, gdyby nie pietnowali wszelkich oznak myślozbrodni,
          niezależności, twórczości, gdyby uznali, że miliony zagładzonych Zydów, tez
          miały prawo do niezalezności myślenia, wówczas nikt by nie kolaborował, nikt by
          nie emigrował, nikt nie plułby drugiemu w twarz, gdy ten się z nim nie zgadza.
          Nikt też nie tłumaczyłby się, bo nikt by nie musiał. I po temu właśnie istnieje
          relatywizm. Weź to sobie do serca.


          KAROL:
          Źle robili, że odbierali im prawo do ich "prawdy". Nie tylko dotyczy to
          stalinistów i faszystów. Jestem neokonserwatystą i liberałem. Każdy ma prawo do
          wolności. Karać można jedynie za czyny niezgodne z prawem, ale myślę, że
          relatywiści moralni, dojdą do tego, że i zbrodnie będą usprawiedliwiać, a może
          nawet sam zamiar ("Raport mniejszości" Dicka). W pewnym sensie już to robią.


          JAKOBE:
          Gloryfikujesz naukę, a odrzucasz naukowe definicje?


          KAROL:
          Nie gloryfikuję. Np. teorie Wielkiego Wybuchu mnożą jak grzyby po deszczu i
          przypomina to zabawę dzieciaków. Niewykluczone, że przy okazji odkryją coś
          pożytecznego dla ludzkości. Lecz co wynika z tych wielu prawd i prawdeczek,
          jeśli są ze sobą sprzeczne albo niesprawdzalne? A nawet jak da się coś
          zmierzyć, wywnioskować, to nie można nic powiedzieć, bo to człowieka robota,
          istoty omylnej, jak sam twierdzisz (a ja przytakuję). Co wynika z tych "prawd"
          (niewykluczone, że bzdurnych) istot omylnych? Totalna bzdura. To filozofowie
          nazwali indywidualne postrzeganie rzeczywistości - prawdą. Niech sobie będzie,
          że to prawda! Mnie nie o to biega,co on sobie tam myśli, biedak, jaka jest jego
          prawda. Mnie interesuje istota tej Siły, która tym wszystkim zawiaduje.


          JAKOBE:
          Bo nie dodałem, że to nie moja definicja "woli", a niejakiego Golwitzera,
          wybitnego badacza społecznego.


          KAROL:
          Czy wybitnego to ciężko mi orzec. Muszę Ci wierzyć.

          JAKOBE:
          Społecznego naukowca, a jeśli naukowca, to i przedstawiciela nauki. I to nie
          jednego nurtu nawet (o co mógłbyś Go/mnie oskrażać), a całej gamy nurtów,
          bowiem definicja jest powszechna! A Ty przecież w prawdach powszechnych -
          powszechnych, bo jedynych zakładalnych - żywe nadzieje swoje pokładasz.


          KAROL:
          W jakich prawdach powszechnych? Ja nadzieję pokładam? Ja, sceptyk? Twierdzę
          tylko, że ludzie błądzą i nie znają Prawdy. Nauka, sztuka, filozofia, to tylko
          narzędzia. Ewoluujące. Definicje to takie tymczasowe kładki, które często
          pekają pod nami.

          JAKOBE:
          Dalej, czy "dochodzenie do prawdy" nazwiesz "błądzeniem" to już Twoja sprawa,
          zwracam tylko uwagę, że nie wypada wpierw mówić, że istnieje prawda obiektywna,
          czy ideał, a później bez skrupułów przewartościowywać pojęcia wedle uznania. To
          dopiero jest mącenie.

          KAROL:
          Każdy mąci na swój własny sposób. Zobacz w filozofii ile jest "mącenia", nurty,
          szkoły, prądy mieszają się ze sobą, jeden wybitny wychodzi z "prawdy" innego
          wybitnego, by wylądować w innym zupełnie miejscu.


          JAKOBE:
          Skoro taki ze mnie mąciwoda, to po jakiego licha przytaczam tu naukowe
          definicje? Bo zgodzisz się chyba, że definicje w ogóle, a przede wszystkim te
          naukowe porządkować nieuporządkowane powinny, czy nie?


          KAROL:
          A które są nieuporządkowane? Nie wiem czy owo porządkowanie cokolwiek wyjaśni,
          wszak to my porządkujemy. Niewykluczone, że trochę może się nam rozjaśnić w
          głowach od tych porządków.Lepsze to niż nic. Jednakże współcześni myśliciele i
          naukowcy zakładają z góry jakąś tezę i ją bronią do upadłego, czasami naginając
          wyniki i wnioski. Stają się niewolnikami metodologii. No, ale jakieś oparcie
          mieć trzeba. Jakiś punkt odniesienia - i dlatego jest to dla mnie takie
          niedoskonałe. Jako człowiek przyziemny nigdy nie widziałem Ziemi z lotu ptaka,
          ani jej nie wymacałem, więc nie wiem, czy naprawdę jest "kulą". Zakładam, że
          bardziej kulą niż wielkim materacem położonym na skorupach żółwich, choć te
          moje przekonanie nie napawa mnie specjalną dumą. Moja prawda jest moim
          prywatnym złudzeniem, żeby nie zwariować wierzę Kopernikowi i czasami podpieram
          się definicjami.

          JAKOBE:
          A co jest złego w socjalizmie?

          KAROL:
          Wszystko. Zbrodnie hitleryzmu i bolszewików (w sumoe ok. 100 mln. zabitych), a
          jeszcze nie liczę rewolucji jakobińskiej we Francji i innych spisków
          socjalistów. Sam Stalin zagłodził na śmierć 7 mln ludzi i ten zdolny zbrodniarz
          Bernard Shaw, udawał, że to jest niemożliwe. Relatywizm? Nie, kłamstwo.


          JAKOBE:
          Przecież tu o dochodzenie do prawdy chodzi. A nauka w tym dochodzeniu winna być
          podporą, czy nie? Jak chociażby wyciągnięty w oparciu o naukowe metody wniosek,
          że Ziemia to coś na kształt kuli.

          KAROL:
          Raczej tak. Ale trzeba być nieufnym. Może jednak odgadnięcie kulistości Ziemi,
          nie było takie trudne? Oczywiście, ja jestem za głupi, żeby robić za jakiegoś
          Kopernika czy Galileo, ale mi chodzi o możliwości rodzaju ludzkiego. Właściwie
          to największe odkrycia dokonała garstka ludzkich stworzeń (info dla feministek
          i postępowców: przeważnie mężczyzn). Reszta wcale się nad tym nie zastanawia,
          więc 96% ludzi nie ma nawet swojego zdania w tym temacie. Okazuje się, że
          odkrycie ruchu Ziemi jest tylko kroczkiem nauki. Kosmolodzy i fizycy
          teoretyczni jakby się już wycofują z pysznych zapowiedzi odkrycia tajemnicy
          Wszystkiego. A kiedy byli ludzie "co wszytko wiedzieli" jak von Humboldt czy
          Young, ale okazuje się dzisiaj, że niekoniecznie wszystko.


          JAKOBE:
          Co więcej, nawet sam fakt określenia czy coś śmierdzi, czy nie zależy wyłącznie
          od narzędzi pomiarowych. A te zawsze są umowne.


          KAROL:
          Zgoda. A jak ktoś nie ma węchu, to jaka jest jego "prawda" o smrodzie?

          JAKOBE:
          Skoro stworzył je człowiek, to ten sam człowiek może tworzyć miliony innych
          narzędzi, które wykażą co innego, podobnie jak istnieje sześć miliardów różnych
          aparatów percepcyjnych, które codzień doświadczają innego świata. Jesli do tego
          przyznasz, że prawda pochodzi od człowieka, to w świetle tego co juz
          powiedziałem, nalezy zakończyć tę dyskusję. Jeśli jednak nie przyznasz, to z
          przyjemnością dalej podyskutuję.

          KAROL:
          Prawda - jako pojęcie - pochodzi od człowieka. Nawet to co mówię - pochodzi ode
          mnie. A zatem "Prawda Absolutna" (pojęcie abstrakcyjne, którego używam)) też,
          bo to nie jej wysłannik mi powiedział. Mówiąc o Prawdzie, nie mam na myśli tego
          rodzaju prawdy, że Kowalski najadł sie szczawiu, popił mlekiem i dostał
          sraczki - i ja to tak widzę. Siedząc na kiblu krzyknął: "O, k***a! I zabrał się
          za lekturę "Wyborczej" i wykreował dzisiaj swóją "prawdę". Widząc tysiące
          ludzkich potknięć, prób, błędów, kręcenia się w kółko, odkrywania na nowo tego
          samego, zauważam, mniemam, że jesteśmy omylni i nasze prawdy to tylko
          nasze "prawdy". Jesteśmy wciąż jak ten Neandertal, który myślał, ze koniec
          świata wyznacza horyzont. Przyszłe odkrycia pokazują, że cały czas jest coś
          nowego za horyzontem. Dlaczego zatem opinie ludzi o rzeczach, na których się
          nie znają urosły do rangi "Prawdy"?

          JAKOBE:
          ... jeśli więc godzisz się na różnice w "powiarach", musisz się zgodzić na
          różnice w zakresie wyznawanych prawd, bo i też na innych fundamentach ów prawdy
          kiełkują.


          KAROL:
          Jeśli ta Twoja "prawda" to pojedynczy sąd, opinia, błąd, to zgoda. Nauka
          przynajmniej stworzyła własną metodologię dochodzenia do prawdy. Kowalski też
          ma swoją "prawdę" mówiąc, ze Nowakowa ma duży biust (powiedzmy, że
          ma "jedynkę", ale Kowalski niedowidzi albo chce wierzyć w ten duży biust).
          Jednakże stanowisko Kowalskiego w sprawie biustu Nowakowej, ta jego prawda,
          jest dla mnie, widzącego, nieprawdą. No, ale z kolei ja się mogę mylić, i cała
          reszta ludzkości naszego osiedla. Tak więc, łatwo mnie (ich) zgnoić i do tego
          celu służy relatywizm. Żeby panować nad dystrybucją prawd, dając złudzenie, że
          każdy z nas to odrębna prawda. Może być tak, że nie roztrzygniemy
          • karol.mojzesz Re: Odpowiedź długa (cd) 02.06.04, 07:11
            ... może być tak, że nie roztrzygniemy tego jaki ma biust Nowakowa, ale
            istnieje jakiś tam IDEAŁ jej biustu niezależnie od wszystkich "prawd" na naszym
            osiedlu. I teraz - nie zabraniam nikomu mieć swojej prawdy. No, ale jesli nas
            nie ma, tylko nam się wydaje, że jesteśmy, to ani Ty, ani ja nie mamy racji, i
            biustu nawet nie ma. I na tym poprzestańmy, bo chyba nie jesteś w stanie
            udowodnić mi, że istniejemy.


            JAKOBE:
            A czemu tylko Ty, Panna Nikt, Zdzisiek i ja mielibyśmy być włodarzami prawdy?
            Skro my możemy mieć swoje, inny mogą mieć swoje również].


            KAROL:
            Toż to wałkujemy bez końca. Niech sobie mają. Co mi do tego? Są włodarzami
            własnych poglądów.


            JAKOBE:
            ...Secundo: jeśli się tylko zbliżamy do prawdy, to skąd możemy wiedzieć, że
            taka prawda - jedyna prawda - w ogóle istnieje? I jak u licha wygląda? Jeśli
            widzisz fragment czego, to nie możesz
            powiedzieć, jak to coś wygląda w całości.


            KAROL:
            To lepiej umówić się, że każdy ma swoją prawdę, z zastrzeżeniem, że może się
            mylić! I nie dość tego - nigdy się nie dowiemy, kto ma prawdziwszą prawdę.
            Przeciez nznasz filozofię sto razy lepiej ode mnie - zobacz, ile tam było
            przeróżnych metod dochodzenia do Prawdy. Nawet przeczuwania, intuicji niektórzy
            nie lekceważyli. Jeśli nic nie wiemy - nie dyskutujmy już więcej.

            JAKOBE:
            A może w ogóle tego nie ma, a to co widzisz to jedynie złudzenie Sandera? Co
            więcej, skąd wiesz, że inni nie widzą innego fragmentu, innej całości? A
            dlaczego innej całości? Bo inni jesteśmy,
            inne priorytety, system wartości, inna wrażliwość sensoryczna, inne
            doświadczenia, inne zapatrywanie się na piękno, bo piękno - wiedzieć musisz -
            jest nigdzie indziej, tylko w samym oku patrzącego. A to co mówisz, to
            zakładać, że wszyscy ludzie patrzą w tym samym kierunku i w jednym kierunku
            podążają. A nie podążają - my, na przykład, idziemy kompletnie na przeciw
            siebie.


            KAROL:
            Coś nas jednak łączy, oprócz kodu genetycznego, wspólnego dziedzictwa kultury,
            podobnych podręczników, tych samych pierwiastków, z których jesteśmy zbudowani,
            języków, które znamy (albo i nie znamy), nienawiści, zdolności do miłość,
            spożywania prawie tych samych produktów spożywczych (zakładam, ze nie jadasz
            trawy i wody), nawet gazety te same czytamy (bo wszystkie piszą prawie te same
            bzdury), no może książki czytamy inne.

            Mamy jeszcze coś wspólnego. Nie umiemy odpowiedzieć na najprostsze
            pytania: "jak" i "dlaczego"? Nawet różniąc się jesteśmy podobni w tym
            ograniczeniu widzenia Prawdy. Różnimy się bardzo, choć czasami wydaje mi się,
            że nie aż tak bardzo. Wydaje mi się także, że wszelkie koncepcje,
            światopoglądy, zapatrytwania, tezy, hipotezy i protezy są zawieszone w aspekcie
            społecznym, politycznym. Cóż z tego jeśli ktoś logicznie poprowadzi wywód, ale
            wniosek będzie fałszywy? Albo narzędzi zabraknie? To się zdarzało w nauce.
            Zenon z Elei miał swoją prawdę o gonieniu za żółwiem, nie znał jednak rachunku
            różniczkowego. Niewykluczone, że rozwiążanie tamtego paradoksu jest jeszcze
            inne. W takim razie, nie znamy prawdy ostatecznej o tym zagadnieniu, a co mówić
            o wyższych poziomach rozumienia rzeczywistości. A jeśli nie wiemy, czy żółw
            istnieje w ogóle - to nie rozmawiajmy.


            JAKOBE:
            A wiesz, że istnieje zjawisko sensytyzacji, które sprawia, ze to co
            doświadczasz, doświadczasz silniej niezaleznie od siły działajacego bodźca?

            KAROL:
            Wierzę Ci na słowo. Sam inaczej widzę kolory,tzn. nieco inaczej je klasyfikuję,
            ale prawdą tego nie nazywam. Może darem, może defektem, kto to wie, ale żeby
            prawdą! Niech Ci będzie, że "moją".

            JAKOBE:
            Wiesz, ze istnieje zjawisko stalości percepcyjnej, które nie pozwala Ci widzieć
            pomidora niebieskim, gdy działające światło takim go maluje, pomimo
            sygnałów "niebieskości" docierających do Twojego mózgu? Wiesz, że jedno kółko
            wydaje się większę, choc w rzeczywistości nie różni się od drugiego? Wiesz, ze
            istnieje zjawisko habituacji, które powoduje, ze długo widziany bodziec zaczyna
            powoli znikać?

            KAROL:
            Być może. Jeśli pomiary nie oszukują, to tak. Kto to wie? A może pomiar jest
            dobry, lecz nasza interpretacja jest niedoskonała? Różnimy się detalami, ale
            dla Marsjanina jesteśmy mrówkami. Nasz kod genetyczny nie zmienił się od
            Neandertala. Jednak w wyniku nieustającego rozmnażania występuje zmienność
            genotypowa, która nas od siebie odróżnia. Tak jak samochody - są niby
            identyczne, a jednak się różnią detalami. Taka jest przyroda. Nie ma nic
            identycznego, ale istnieje jakiś OGÓLNY PLAN.

            JAKOBE:
            Wiesz, że istnieją prawdy, o których nawet filozofom się nie śniło?


            KAROL:
            Mianowicie? I skąd pewność, że to prawdy? Dodam tylko, że, owszem, tak mniemam,
            że są takie sprawy, o których filozofowie nie śnili. Ale pewnie niedługo śnić
            będą, a po nich następni, biedacy.

            JAKOBE:
            Wiesz, że istnieje zjawisko kontrastu, które nie pozwala na rzeczywista ocenę
            proporcji? Wiesz, że zieloność piłki to jedynie epifenomen Twojego
            percypowania?


            KAROL:
            OK, ale piłka jakaś jest, tylko my mamy problem z jej prawdziwym
            zdefiniowaniem. Może nie jesteśmy perfekcyjnymi maszynami? Ja uważam, że nie.
            Po co inaczej byłaby ewolucja? Ale, może się okazać, że ewolucja ma inny cel?
            Odgadnięcie tego mogłoby zbliżyć nas do Prawdy. Tak jak Albert chciał wiedzieć,
            czy Pan Bóg grał w kości.

            JAKOBE:
            Gdzie tu więc miejsce na jedną prawdę? Bo przecież nie w obrębie dwoch osób, a
            co dopiero mówić o sześciu miliardach?!


            KAROL:
            O jakiej Ty prawdzie mówisz??? Mamy prawdę naukową, samczą i samiczą,
            polityczną, moralną, lokalną, kóka wędkarskiego i Gospodyń Wiejskich, głuchych
            i ślepych... itepe itede. Nasza dyskusja to właśnie taka rozmowa ślepego i
            głuchego! Może lepiej mówić o "filozofiach" - chłopskiej, babskiej, wiejskiej,
            rencistów i polityków, pedofilów i cyklistów. Chyba raczej mowa tu o
            indywidualnych sądach i opiniach, wrażeniach, iluzjach, bełkotach naszych i
            tudzież innych omamach, a nawet "bąkach". Czy wiesz, że to co przed chwilą
            napisałeś może być stekiem bzdur? I co wtedy z naszymi zmaganiami? Ale jeśli
            każdy z nas ma swoją prawdę jak chcą relatywiści, to moze się okazać, że po to
            tylko, żeby z pomoca życzliwych funkcjonariuszy posiąść lepszą prawdę. No bo
            gdyby królowało powszechnie przekonanie o Prawdzie Absolutnej, nie mogliby
            manipulować duszami u umysłami w tak cudownie przemyslany i zorganizowany
            sposób.

            W końcu wszystko na tym padole sprowadza się do władzy (fizycznej, duchowej i
            wszelkiej innej). Socjaliści pozornie chcą to zmoienić, ale w efekcie
            polaryzują napięcia społeczne jeszcze bardziej, wyjaławiając rodzaj ludzki z
            samodzielności, odpowiedzialności i zdrowego rozsądku.

            Więcej "common sense"!
            • jakobe.mansztajn A Jakobe krótko 02.06.04, 15:27
              Karol:
              "(...) bo chyba nie jesteś w stanie udowodnić mi, że istniejemy".

              Jakobe:
              Właśnie! Nie jestem. A skoro nie potrafię udowodnić nawet tak oczywistego
              zjawiska, jakim jest nasze fizyczne istnienie, to jak Ty możesz mi udowodnić,
              że istnieje coś takiego jak nienamacalny ideał? I na czym w ogóle opierać by
              się miało takowe przekonanie?


              Karol:
              "Stwierdzam, że niezależnie od opinii dyskutantów na temat kształtu Naszej
              Planety, prawda jest jedna"

              Karol:
              "Twierdzę tylko, że ludzie błądzą i nie znają Prawdy"
              Karol:
              "Jesteśmy wciąż jak ten Neandertal, który myślał, ze koniec świata wyznacza
              horyzont. Przyszłe odkrycia pokazują, że cały czas jest coś nowego za
              horyzontem"
              Karol:
              "Moja prawda jest moim prywatnym złudzeniem"
              Karol:
              "Nic nie wiem na 100%, a nawet na 0%"
              Karol:
              "To lepiej umówić się, że każdy ma swoją prawdę, z zastrzeżeniem, że może się
              mylić! I nie dość tego - nigdy się nie dowiemy, kto ma prawdziwszą prawdę"

              Jakobe:
              Skoroś taki niepewny, to skąd to przekonanie, że jakaś prawdziwa prawda w ogóle
              istnieje? Może się mylisz, i może ta zaciekła obrona własnego stanowiska to też
              pomyłka?


              Karol:
              "Kowalski też ma swoją "prawdę" mówiąc, ze Nowakowa ma duży biust (powiedzmy,
              że ma "jedynkę", ale Kowalski niedowidzi albo chce wierzyć w ten duży biust).
              Jednakże stanowisko Kowalskiego w sprawie biustu Nowakowej, ta jego prawda,
              jest dla mnie, widzącego, nieprawdą"

              Jakobe:
              A co, gdybybyście z Kowalskim mieli równie sprawny wzrok i kompletnie różne
              zdanie na temat biustu Nowakowej?


              Karol:
              "A jak ktoś nie ma węchu, to jaka jest jego "prawda" o smrodzie?"

              Jakobe:
              Taka, że nic nie śmierdzi. Jak wyżej.


              Karol:
              "A jeśli nie wiemy, czy żółw istnieje w ogóle - to nie rozmawiajmy"

              Jakobe:
              Ponawiam pytanie: skorośmy tacy niedoskonali, to skąd u licha! wytrzasnęliśmy
              wiedzę o istnieniu jakiejś prawdy, i do tego jednej - ideału?


              Karol:
              "O jakiej Ty prawdzie mówisz??? Mamy prawdę naukową, samczą i samiczą,
              polityczną, moralną, lokalną, kóka wędkarskiego i Gospodyń Wiejskich, głuchych
              i ślepych... itepe itede"

              Jakobe:
              Nareszcie! Czy można zatem powiedzieć, że istnieje jedna prawda? Bo podobnie
              jak różne są prawdy: samcza i samicza, tak różne są prawdy: Twoja i moja. Czy
              nie? I przy kolejnym założeniu, żeśmy niedoskonali, nie da sie orzec, który z
              nas ma rację. Bo oboje ja mamy. I oboje się mylimy.

              A jak zwał, tak zwał.


              Karol:
              "No bo gdyby królowało powszechnie przekonanie o Prawdzie Absolutnej, nie
              mogliby manipulować duszami u umysłami w tak cudownie przemyslany i
              zorganizowany sposób"

              Jakobe:
              A czytałeś 84' Orwella? Bo faszyzm pamiętasz?


              Karol:
              "A które są nieuporządkowane? Nie wiem czy owo porządkowanie cokolwiek wyjaśni,
              wszak to my porządkujemy"

              Jakobe:
              Nasza wiedza o świecie jest nieuporządkowana. Nauka próbuje ją porządkować.
              Stąd definicje.


              Karol:
              "Jednakże współcześni myśliciele i naukowcy zakładają z góry jakąś tezę i ją
              bronią do upadłego, czasami naginając wyniki i wnioski. Stają się niewolnikami
              metodologii. No, ale jakieś oparcie mieć trzeba. Jakiś punkt odniesienia - i
              dlatego jest to dla mnie takie niedoskonałe"

              Jakobe:
              O ile ontologię traktowac będziemy jedynie w kategoriach fenomenalistycznych
              aksjomatów na wzór tezy, że "podmiot warunkuje przedmiot", o tyle
              każdą teorię ontologiczną, każde zjawisko rzeczywistości, niezależnie od
              wszelkich metod, bowiem te od zawsze są umowne, sprowadzić będzie można do ad
              absurdum, bo i sama fizyka (a wraz z nią i pewne dziedziny psychologii) - jako
              umowny homunculus - opierać się musi na założeniach. Stąd nic nigdy prawem
              żadnym i w żadnej ludzkiej przestrzeni nie osiągnie statusu "naukowego", bowiem
              za wszystkim co jest, kryje się kantowska prawda absolutna - idealizm
              obiektywny! Powtarzam: Idealizm! Dlatego wszystko co jest, a już przede
              wszystkim pojęcia, dlategoż na zawsze pozostaną nieprawdziwe, bo od zawsze będą
              umowne. A przeciez "podmiot warunkuje przedmiot" czy nie?

              Ps. nie filozofem, a psychologiem.

              Buzia
    • jakobe.mansztajn DUŻYMI LITERAMI 31.05.04, 11:01
      POWTÓRZĘ DLA PEWNOŚCI ODBIORU: 'PRAWDA' NIE RÓWNA SIĘ 'RACJA'.

      BUZIA
      • karol.mojzesz Re: DUŻYMI LITERAMI 31.05.04, 16:17
        JAKOBE
        Domyslam się już gdzie tkwi kośc niezgody:
        1. Ty uważasz, że "prawda" równa się "racja", i że "racja" jest tylko jedna. Ja
        tak nie uważam.
        2. Uważasz, że prawda pochodzi od nie-człowieka (inaczej niemożliwa jest
        dyskusja w obrębie różnych jej wersji, bo takowych zwyczajnienie ma). Ja
        uważam, że prawda może pochodzic wyłącznie od człowieka.


        KAROL (krótko)
        Ja uważam, że "prawd" swoich może być wiele, niech sobie będą, mnie nic do
        tego, ale ich skuteczność w poznaniu Prawdy jest znikoma. Zgoda, uważam, że
        jest Prawda odzwierciedlająca IDEAŁ i ani Ty, ani ja nie znamy jego
        kształtów. "Racja" znaczyła tutaj odkrywanie Prawdy, Ideału, zbliżanie się do
        niego.
        Możesz (ba,nie masz wyjścia) uważać, że prawda pochodzi od człowieka, wszak
        musisz jakieś założenia czynić, aby dalej egzystosować i afirmować świat prawd
        (różnych, debilnych i mądrze brzmiących też). Prawda absolutna Cię przeraża,
        nie masz na nią wpływu, więc stworzyliście relatywizm, żeby uwić sobie
        bezpieczne gniazdko do manipulowania duszyczkami. Tak naprawdę nie
        wymyśliliście niczego pożytecznego dla ludzkości, oprócz socjalizmów, które:

        1. narodowy - zabił kilkadziesiąt milionów ludzi
        2. bolszewicki (sowiecki)- zabił dwa razy tyle istnień.

        Czyż więcej mi trzeba?
    • Gość: fanka Re: W krainie Widzimisiaczków: do Jakobe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 14:41
      jestem pod wrażeniem tego, jak panowie spory prowadzicie. ideologicznie blizej
      mi do pana Karola, ale pan Jakobe bardziej jest przekonywujacy i wcale nie
      powiedzialabym, ze to nie pan Pilch, albo jesli nie pan Pilch to ktos inny ze
      slawnych.

      pozdrawiam jedego i drugiego i jeszcze Panne Nikt, ktora niestety jakas taka
      cichutka sie zrobila, a szkoda
      • karol.mojzesz Re: W krainie Widzimisiaczków: do Jakobe 02.06.04, 06:55
        Ja też jestem pod wrażeniem. Nie znam się prawie na niczym, a dyskutuję z
        prawdziwym Filozofem (Jakobe). Jest on bardziej uczony, logiczny i tak dalej
        itepe, więc nic dziwnego, że szybko Pani zmienia zdanie i poddaje się urokowi
        mądrej gadki Jak to kobieta (z czego ja się akurat cieszę). Tak na mareginesie:
        czy już została Pani relatywistką i zgubiła swoją dotyczhczasową ideologię? Czy
        tylko uległa Pani urokowi Mędrca chwilowo? Ja, niestety jako źle wychowany,
        gburek, jestem nieczuły na takie formy intelektualnych godów i z uporem maniaka
        prawoskrętnego szukam najprostszych dróg zmierzających do Pacanowa (byle nie
        skęcały w lewo).
        Pozdrawiam.
      • karol.mojzesz Re: W krainie Widzimisiaczków: do Jakobe 02.06.04, 06:55
        Ja też jestem pod wrażeniem. Nie znam się prawie na niczym, a dyskutuję z
        prawdziwym Filozofem (Jakobe). Jest on bardziej uczony, logiczny i tak dalej
        itepe, więc nic dziwnego, że szybko Pani zmienia zdanie i poddaje się urokowi
        mądrej gadki. Jak to kobieta (z czego ja się akurat cieszę). Tak na
        mareginesie: czy już została Pani relatywistką i zgubiła swoją dotyczhczasową
        ideologię? Czy tylko uległa Pani urokowi Mędrca chwilowo? Ja, niestety jako źle
        wychowany, gburek, jestem nieczuły na takie formy intelektualnych godów i z
        uporem maniaka prawoskrętnego szukam najprostszych dróg zmierzających do
        Pacanowa (byle nie skęcały w lewo).
        Pozdrawiam.
        • Gość: fanka Re: W krainie Widzimisiaczków: do Jakobe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.04, 20:13
          chlopczyku, wiecej kultury, bo nie rozmawiasz z koleżanką. a co ja na to
          poradzę, że nie jestes przekonywajacy?

          ps. i schowaj te szowinistyczne uwagi do portfela

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka