spinoff
02.08.14, 11:27
Pół roku temu Gadacz wybrzydzał na łamach Gazety:
Jestem dość konserwatywny i uważam, że literatura skończyła się w połowie XX wieku, mam problem z percepcją wszystkiego, co było potem. Literatura musi nieść istotne filozoficzne przesłanie, dawać jakąś fundamentalną prawdę o człowieku - jeśli tego nie ma, nie jestem w stanie wytrzymać, odrzucam.
Dzisiaj Orłoś w Gazecie "kątem pluje jadem":
Czytając książki autorów z młodego i średniego pokolenia, mam także wrażenie, że coraz mniej chodzi tu o opisanie życia, egzystencji i losów ludzkich, ale przede wszystkim o szokowanie czytelnika, epatowanie obrzydliwościami i skandalizowanie. Jak również o szczegółowe opisywanie aktów seksualnych, jak z poradnika erotomana, w czym przodują niektóre młode autorki. Jest w tym, oczywiście, kalkulacja: erotyka i skandale na pewno będą głośną reklamą książek. [...] Pomijam tu, rzecz jasna, rzeszę autorów "literatury komercyjnej". Cały ten nurt "pseudoliteratury" z uporem zaliczanej do literatury pięknej. Książek "produkowanych" w ogromnych nakładach i niezmiennie zajmujących pierwsze miejsca na listach bestsellerów. Wydaje się, że niektórzy krytycy i tu nie dostrzegają różnicy. Co zapewne dodatkowo zaciemnia obraz polskiej literatury. Zwłaszcza w oczach młodych czytelników. A przecież tego typu książki nazywano kiedyś - przy całym szacunku dla tego zajęcia - "literaturą dla kucharek". Nie mają one nic wspólnego z literaturą piękną.
O co chodzi tym biednym facetom?
wyborcza.pl/magazyn/1,139949,16416156,Najpierw_zyj__potem_pisz.html