ambivalent
15.09.14, 12:14
Skonczylam. Obok na stole lezy stos zaplakanych chusteczek. A przez pare ostatnich nocy meczyly mnie koszmary. Ksiazka trudna. Okrutna. Pieknie napisana.
I Szymborska na koniec.
Zdarzyc sie moglo.
Zdarzyc sie musialo.
Zdarzylo sie wczesniej. Pozniej. Blizej. Dalej. Zdarzylo sie nie tobie.
Ocalales, bo byles pierwszy.
Ocalales, bo byles ostatni.
Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo.
Bo padal deszcz. Bo padal cien.
Bo panowala sloneczna pogoda.
Na szczescie tam byl las.
Na szczescie nie bylo drzew.
Na szczescie szyba, hak, belka, hamulec, framuga, zakret, milimetr, sekunda.
Na szczescie brzytwa plywala po wodzie.
Wskutek, poniewaz, a jednak, pomimo, co by to bylo, gdyby reka, noga,
o krok, o wlos
od zbiegu okolicznosci.
Wiec jestes? Prosto z uchylonej jeszcze chwili? Siec byla jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem sie nadziwic, namilczec sie temu. Posluchaj,
jak mi predko bije twoje serce
I uklon w strone Pana Meza, ktory tego co pisze i tak nie zrozumie. Bo mial racje. Bo on, Niemiec, musial uczyc mnie, Polke, ze o zbrodniach II wojny swiatowej nie mozemy zapomniec.