Gość: Lili
IP: *.w193-248.abo.wanadoo.fr
15.09.14, 22:57
To bzdura, że bohaterka Saganki doprowadziła do śmierci bliskiej osoby - autory artykułu pisze tak, jakby rozpieszczony bachor pchnął kogoś pod pociąg. Jestem po filmie na podstawie książki i uderzyło mnie, że to nieszczęście było wynikiem nieporozumienia. Bohaterka i jej ojciec żyli sobie beztrosko, ale szczęśliwie. I oto zjawia się Anna: poważna, przekonana, że wie lepiej, jak żyć, a jednocześnie zakompleksiona, niepewna swojej kobiecości, ale zadowolona z siebie: ze swoich zawodowych sukcesów. Raymond ma trochę wyrzuty sumienia z powodu swobody, jaką daje córce - postanawia zdobyć Annę - i oczywiście udaje mu się to. A kiedy Anna próbuje zmusić Cecile do zmiany trybu życia, ta się buntuje - cóż naturalniejszego - i postanawia odzyskać ojca. W jaki sposób? Każe kochance ojca, którą ten porzucił dla Anny, udawać zakochaną w innym mężczyźnie - a Raymond natychmiast się na to łapie. Kiedy Anna odkrywa jego niewierność, jest zdruzgotana - wsiada w samochód i wypada z szosy do morza na wyjątkowo niebezpiecznym zakręcie. Cecile ma wyrzuty sumienia... a przecież działała w obronie własnej, a ponadto niewierny był Raymond. Anna nie przejmowała się losem Elsy, miłej dziewczyny, która była kochanką Raymonda w momencie jej przybycia do willi nad morzem. Żal mi jej, żal mi ich wszystkich...