Dodaj do ulubionych

Niszczenie autorytetów

20.01.05, 15:26
Niedawno byłem w Empik’u. Na liście bestsellerów na 12-tym miejscu: Leszek
Kołakowski „Mini wykłady o maxi sprawach”, a na 13-tym: Waldemar
Łysiak „Rzeczpospolita kłamców – Salon”.

Chciałbym poruszyć problem niszczenia autorytetów w Polsce po roku 1989. W
okresie poprzednim porządnie namieszał nam w hierarchii wartości komunizm
(chociaż raczej należałoby to nazwać sowietyzmem). Co innego w domu, co
innego w szkole i w telewizji. Ludzi, którzy nie zgadzali się z tym „rajem na
ziemi”, pomawiano o najgorsze rzeczy i insynuowano im najnikczemniejsze
motywacje.

Propaganda najsilniejsze piętno odciska na dzieciach. Pamiętam jak w wieku
przedszkolnym zastanawiałem się czy Lenin to Polak. Był wtedy dla mnie
najwybitniejszym człowiekiem i byłem bardzo dumny z tego, że to chyba Polak,
skoro tyle o nim mówią. Później w pierwszych latach szkoły podstawowej
martwiłem się, że żyję w kraju powszechnej sprawiedliwości., że już nie
trzeba o nią walczyć, że akurat urodziłem się w kraju, gdzie walka o
sprawiedliwość została wygrana, a jak tak chciałbym o nią walczyć (tak jak
Robin Hood).

Jako ludzie dorośli też nie jesteśmy odporni na propagandę. Od połowy lat
siedemdziesiątych, przez kilkanaście lat, w mediach pojawiały się nazwiska
Jacka Kuronia i Adama Michnika w jak najgorszych kontekstach. Później, już
parę lat po 1989 roku, zaskoczyło mnie to, że po usłyszeniu nazwiska Jacka
Kuronia odczułem niepokój, jakby w mózgu zapaliło mi się czerwone światełko.
Zdziwiło mnie to tym bardziej, że nigdy nie zgadzałem się z tym, co o nim
pisano w okresie minionym.

Lata przełomu przyjąłem z radością i nadzieją. Na najwyższych stanowiskach
zaczęli się pojawiać ludzie z opozycji demokratycznej, których ceniłem za
uczciwość i odwagę w głoszeniu własnych poglądów. W dodatku popierali ich
najwybitniejsi ludzie nauki i kultury.

I co się stało? Zaczęto ich atakować i z prawa i z lewa. Wszystkie metody
były dobre, również te z okresu minionego. Efekty tych działań widać: mamy
coraz gorszy sejm.

Chciałbym, żebyśmy na tym forum spróbowali odtworzyć historię tych
antypaństwowych działań. Jak to się zaczęło i jak to się rozwijało?

-----------------------
Jako przykład działania „niszczycieli autorytetów” spróbuje przedstawić
postać Waldemara Łysiaka widzianą poprzez metodologię stosowaną przez pana
Waldemara Łysiaka. Nie zniżę się tylko do poziomu jego języka. Pewna kultura
obowiązuje.

----------------------
Pierwsza połowa lat osiemdziesiątych. Więzienia pełne ludzi sprzeciwiających
się stanowi wojennemu. A co porabia nasz kochany pan Waldemar. Wydaje książki
w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy i spokojnie wykłada na uczelni. Skrobie
swoją rzepkę.

W wydawnictwie KAW w roku 1984 wydaje „Asfaltowy Saloon” w nakładzie 100 000
egzemplarzy. Ciekawe, komu i co, za to lizał. Ooo, może się mylimy, może
tylko z tej naszej przebogatej czterowymiarowej przestrzeni wybrał tą jedną
słuszną, czerwoną linię. Tę tezę potwierdza zdjęcie, na którym pan Waldek
sfotografował się z czerwonoskórym. Panie Waldku takie niedopatrzenie, taki
dowód, że był pan czerwony.
No i przejechał się pan po tych Stanach jak po „łysiakowatej kobyle”. Brawo!

Następna książka: “MW” Wydawnictwo KAW Kraków 1984, nakład 50 000
egzemplarzy. We wstępie agent ps. Lachowicz chwali „poetycki język” autora. W
tekście natykamy się na następujące zdanie: „Uczymy się złodziejstwa tak jak
kłamstwa, stopniowo, od dziecka”. Panie Waldku, w kłamstwie faktycznie
osiągnął pan niebotyczne mistrzostwo. Chylimy czoła.

W tym samym roku 1984 w wydawnictwie PAX ukazał się „Empirowy pasjans”.
Nakład tylko 30 000 egzemplarzy. Na obwolucie z jednej strony mały Walduńcio
Napoleonik, a z drugiej pan Waldek w kurtce z wielkim kołnierzem futrzanym.
Spójrzmy jeszcze na zdjęcie pana Waldka w „Asfaltowym saloonie” w
stroju „dżinsowego kowboja”.
Panie Waldeczku, no, no, no, takie przebieranki, bo jeszcze sobie coś
pomyślimy.

Teraz trochę psychoanalizy. W tym czasie, gdy wydawano powyższe książki Adam
Michnik siedział w więzieniu. Był poważany za swą działalność. Później w
okresie przełomu znalazł się na świeczniku. A o panu Waldku ni słowa. A to
przecież taki superbohater.
A jeszcze, gdy Adam Michnik wybaczył swoim oprawcom, to miarka się przebrała.
Taki ateista i lewus, a podąża śladami Chrystusa. Tego pan Waldek już nie
zdzierżył. Jeszcze usłyszał śpiew:
„Panie Waldku, pan się nie boi
Całe KGB za panem stoi”.
(Na marginesie: chodziły słuchy, że w Moskwie wszczepiono naszemu bohaterowi
microchip, żeby był bardziej sterowalny, ale to wierutna bzdura, prawdziwy
opis pobytu pan Waldka w Moskwie znajdziemy w przypisach.)
I już wiedział, co trzeba zrobić. Taki Chrystusik z Michnika. Chrystus został
ukrzyżowany za nasze grzechy, to niech Adam weźmie na swoje barki
odpowiedzialność za całe zło, które wydarzyło się w naszym kraju.
Co pan Waldek postanowił tak czyni. Skąd czerpie natchnienie? To ujawnili
łysiomaniacy, tak tytułując ostatnie dzieło naszego bohatera: „Salon...
kłamców - MŁOT NA RÓŻOWYCH!!!!”. Już wiemy, pan Waldemar czerpie duchowe
wzorce z wielkopomnego średniowiecznego dzieła „Młot na czarownice”.


P.S. Niedawno na stronach internetowych pojawiły się stenogramy z rozmów
oficerów KGB. Pojawiły się i znikły. Widać w tym rękę KGB. Oficer Piutinko
mówi o agencie „Łysiolu”:
„Jest w tej chwili w Moskwie. Planowaliśmy zaangażować go w sposób jawny. Ale
mam o wiele lepszy pomysł. Będzie nasz nie wiedząc o tym. Zwróćcie towarzysze
uwagę, że to typowy polski warchoł o wyjątkowo wysokim współczynniku
megalomaństwa. Trzeba by mu ten współczynnik „niemnożko” podwyższyć.
Zamkniemy go na jakiś czas w Łubiance. A jak uczy historia, nic tak bardzo
nie szkodzi polskiemu państwu jak taki warchoł”.

Full Copyright: WŁ
---------------------------
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka