Gość: boonki
IP: *.promax.media.pl / 192.168.2.*
28.06.02, 23:23
Gołębie
-Ja tu karmię gołębie, a on pieprzy tą ,którą kocham-rzucił ziarnem, gołębie
poderwały się i uleciały wysoko w zachmurzone niebo.
-Podejdź do okna-powiedział do mnie. Nie odwracał się jednak do mnie, jakbym
istniał tylko w jego głowie, a nie w realnym świecie.
-Widzisz? -w oknie na przeciwko ujrzałem parę kochanków. On był odwrócony,
siedział na krześle. Ona rytmicznie kołysała się nad nim, jej piersi falowały
jak boje na wzburzonym morzu. Byli wtuleni w swoje nagie ciała, ale w jej
oczach coś przeczyło temu co się tam działo.
-Widziałeś kiedyś kogoś tak delikatnego, czystego jak ona? -zapytał.
-Nie-odpowiedziałem mechanicznie. Jej oczy były już we mnie, a ja w jej oczach.
-Każdego dnia robią to w ten sam sposób, dokładnie w tym samym miejscu, na tym
samym krześle. Jego twarzy nigdy nie widziałem, tylko ją...piękną,
młodą ...czystą... i tak karmię swoje gołębie.
-Byłeś kiedyś u niej, spotkałeś ja kiedyś...rozmawiałeś?
-Co? -zdziwił się-...gołębie...muszę karmić przecież gołębie...-włożył rękę do
woreczka z ziarnem i rzucił garść na gzyms. Nadleciał czarny gołąb, a potem
kolejne...
-A żryjcie! -coś nagle w nim wybuchło, cisnął garścią ziarna w ptaki. Wybiegłem
szybko z mieszkania na ulicę. Niebo tu nie było takie pochmurne, słońce
wychylało się co pewien czas i gładziło moje policzki, odetchnąłem głęboko.
-Ona patrzyła na mnie-powiedziałem głośno, to co tak tłamsiłem w sobie tam na
poddaszu. To chyba było trzecie piętro, pomyślałem i pobiegłem do jej kamienicy.
Zapukałem, otworzyła mi piękna i naga.
-Masz pieniądze?
-Proszę? -zmieszałem się.
-Dwieście złotych.
-Tak oczywiście-zapłaciłem jej, wpuściła mnie do mieszkania i zniknęła w
łazience.
-Rozbierz się i usiądź na krześle, za moment będę gotowa-usłyszałem jej głos
zagłuszany przez syczący prysznic .Mieszkanie było urządzone z przepychem,
mnóstwo dywanów, obrazów, tylko przy oknie panowała jakiś dziwna próżnia.
Posadzka była tu pusta, żadnych zasłon, firanek, tylko to krzesło jak gilotyna
na paryskim placu. Odczuwałem dziwny strach, może zmieszanie, ale kiedy ukazała
się, jeszcze wilgotna ,pożądanie nabrało takiej siły, ze szybko zapomniałem o
całym świecie. Zrzuciłem z siebie ubranie i usiadłem na krześle jak mi
rozkazała. Jej ciało było doskonałe, każdy cal jej ciała był bosko
wyprofilowany. Moje pożądanie nabrało jakiegoś wymiaru mistycznego i jej oczy
utkwione we mnie, a w nich ja. Usiadła, chciałem dotknąć jej ust, pieścić jej
twarz, ale ona jakby przestała mnie zauważać, jej wzrok gdzieś zniknął utkwiony
gdzieś w przestrzeń za oknem. Nagle przypomniałem sobie jego, jego gołębie. On
teraz musiał tam stać w oknie i kradł mi ją. Ale ona zaczęła się rytmicznie
unosić, jej jędrne piersi zaczęły muskać moją twarz i rozkosz kazała mi
zapomnieć znów o wszystkim.
Potem ubrała się.
-Czy musieliśmy kochać się przy oknie?
-To po prostu reklama-zaśmiała się sztucznie.
-Kłamiesz! -chwyciłem ją brutalnie za nadgarstki-Nie jesteś zwykła kurwą!
-To moja sprawa...puść...boli.
-Mów! -rzuciłem ją na podłogę.
-Dla niego-wyszeptała.
Wybiegłem szybko. Świat na zewnątrz był znów pogodny, jakby nic się nie
stało, jakby to co robimy w tych starych kamienicach nic go nie obchodziło,
jakby nie miało żadnego wpływu na to czy jest pogodny, czy zachmurzony. Ale w
mojej głowie rozpętała się burza. Iść do jego? Powiedzieć mu?
A co właściwie mu powiedzieć i niby dlaczego? Przecież nawet nie raczył się do
mnie odwrócić gdy się do mnie odzywał. Nadleciał nagle czarny gołąb, przysiadł
mi na ramieniu.
-Jesteś jak czarny kot? No ,dobra, pójdę tam.-odpowiedział swoje chuchu, chyba
na znak aprobaty i odleciał.
Wszedłem bez pukania. On stał przy oknie i karmił wciąż swoje gołębie.
-Znów to robili? -zapytałem się.
-Tak, teraz też to robią.
-Co? -odczułem jak zazdrość mnie zżera, podbiegłem do okna.
-Ciągle z tym samym, musi go bardzo kochać.
-Nie! To zwykła kurwa! -krzyknąłem. On jakby zamarł, upuścił woreczek z ziarnem.
-Ona jest piękna, młoda, czysta ,delikatna-mówił powoli apatycznym głosem.
-Nie, robi to z każdym za dwieście złotych! -chwyciłem go za ramię i
odwróciłem. Stanęliśmy twarzą w twarz...przeraziłem się stałem sam przed sobą.
-Ona jest czysta- wyszeptał, a ja wybiegłem z tego szalonego mieszkania.
Niebo przywitało mnie błękitem, świat żył dalej spokojną słoneczną wiosną. Nie
wiem jak długo chodziłem po mieście, ale w pewnej chwili przypomniałem
sobie ,że muszę nakarmić gołębie.
Poszedłem do domu. Na podłodze leżał woreczek z rozsypanym ziarnem. Otworzyłem
okno i przywitał mnie gruchot gołębi. A ona kołysała się nad nim, ale teraz
wiedziałem, że jest tylko moja.