Dodaj do ulubionych

Raymond Chandler "Siostrzyczka"

19.06.05, 20:30
Mój ulubiony Chandler.

Dlaczego akurat ta powieść? Jedna z mniej znanych książek Amerykanina z
Philipem Marlowe w roli głównej, ubogi krewny "Żegnaj, laleczko" czy "Długiego
pożegnania". Otóż to chyba najbardziej pesymistyczny utwór Chandlera, depresja
wprost wisi w powietrzu, a pisarz wyraźnie odreagowuje kilkuletni pobyt w
Hollywood. I kilka filmowych smaczków zjadliwie przemycił w fabule. Swoje, jak
podejrzewam, robi też "mocne" tłumaczenie.

I warto porównać książkę Chandlera z, o kilkanaście lat późniejszym, filmem o
tym samym tytule. Nie jest to może aż tak koszmarna adaptacja, ale
wyprodukowana - o ironio! - w stylu wyśmianym przez Chandlera w "Siostrzyczce".
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Raymond Chandler "Siostrzyczka" 19.06.05, 20:41
      Dlaczego najsłabsza?!
      Przecież to tu jest cały katalog depresji Marlowa, to tu kompletnie musi
      zrezygnować z kostiumu machismo, to tu po raz pierwszy, powiedzmy szczerze,
      zawala na całej linii, to tu własnie Marlow jest taki, jakim ja przynajmniej
      zawsze chciałem go widzieć - bardziej walczący ze swoimi słabościami, niż
      z 'falą zbrodni'. No i jedna z najcudowniejszych scen w całej
      Chandlerszczyźnie - pierwsze wejście do 'atelier fotograficznego'. Tak
      zbudowane napięcie w tekście zdaża się nader rzadko.
      Pozdrowienia:)
      • a.adas Re: Raymond Chandler "Siostrzyczka" 20.06.05, 16:13
        To ja się moze chwilę głupio powymądrzam, choć to ostatnio zrobiło się
        niebezpieczne zajęcie, przynajmniej na Forum:)

        Chandler mnie zaskoczył tą książką. Niby zastosował same stare chwyty
        (przyznajmy, także swoje), wykorzystał tradycyjne rekwizy (dymek z papieroso,
        łyczek whisky i bum w głowę) i kliszowe postaci (jak to leci? ktoś tam z
        przeszłością, ktoś po przejściach???), a wyszło mu coś kompletnie... innego. I
        to raczej nie kryminał:). To tak jak z domem gry - w "Siostrzyczce" nie wiruje
        koło do ruletki, smętnie tkwi w miejscu pod płachtą. No i tym razem golić się
        można nie tylko dialogami, a całym tekstem. Zaczynam podejrzewać, że specyficzny
        klimat Hollywood jednak służy człowiekowi, a moze to Chandler jest wyjątkiem?
        Dla mnie to najmniej efekciarska powieść Amerykanina i chyba, powtórzę, najlepsza.
        • broch Re: Raymond Chandler "Siostrzyczka" 20.06.05, 17:27
          Sistrzyczka to faktycznie najlepsza powiesc Chandlera. Duzo lepsza niz
          nastepujace (o ile nie myle kolejnosci) "Dlugie pozegnanie" (nie odbieram
          mistrzostwa "Pozegnaniu", Porownujac te dwie wydaje mi sie ze "Siostrzyczka"
          jest lepsza).
          "Siostrzyczka" nie ma normalnego "plot" (przepraszam), albo ma go mniej niz inne
          powiesci mistrza w ktorych tez mozna tenze kwestionowac.
          Mysle ze to nie tylko Hollywood czy moje ulubione amerykanskie miasto ale inne
          sklonnosci Chandlera uczynily te powiesc interesujaca zanim zniszczyly autora.
          "Siostrzyczce" Marlowe jest bardziej zmeczony swiatem niz w innych powiesciach,
          jest bardziej gorzki, cyniczny niz uprzednio. Autor wyraznie ma dosyc L.A. Sadze
          jednak ze to nie tylko miasto wywolalo taki skutek.
    • ada08 Re: Raymond Chandler "Siostrzyczka" 20.06.05, 18:07
      A sam Chandler miał do ''Siostrzyczki'' stosunek dośc chimeryczny :-)

      Cytaty z jego listów zawartych w książce ''Mówi Chandler'', którą
      zapewne znacie :-)


      10.08.1948 r.

      Usiłuję teraz skończyć "Siostrzyczkę", wstępny rzut powinien być
      gotów pierwszego lepszego dnia, kiedy starczy mi kondycji. Ale faktem
      jest, że w tej powieści nie ma właściwie nic prócz stylu, dialogów i
      postaci. Fabuła zgrzyta jak połamana okiennica w podmuchach
      październikowego wiatru.

      19.08.1948 r.

      Powieść ma słabe strony. Epizodyczna, skupia uwagę na coraz to innej
      postaci, zbyt skomplikowana, ale jako powieść o ludziach - bardzo prosta.
      Nie ma w niej żadnych makabrycznych opisów, wszystko, co złe, dzieje się
      za kulisami. Jest natomiast groza i napięcie, co wynika z charakteru
      narracji. Niektóre partie napisane są bez zarzutu, choć trudno tu polegać
      na mojej własnej narracji. Piszę jakąś scenę, potem ją czytam i dochodzę
      do wniosku, że jest okropna. Po trzech dniach (w czasie których nie
      zrobiłem nic, tylko gotowałem się ze złości) czytam tę scenę jeszcze raz
      i dochodzę do wniosku, że jest wspaniała. No, proszę. Czy można na mnie
      polegać ?

      PS W powieści występuje najmilsza dziwka, jakiej nigdy w życiu nie
      zdarzyło mi się spotkać.

      15.12.1948 r.

      Ze ściśle technicznego punktu widzenia nie jest to dobry kryminał.
      Łatwo mi mówić, że nic mnie to nie obchodzi, ale w rzeczywistości
      obchodzi mnie bardzo, bo chciałbym napisac kryminał naprawdę dobry,
      w którym mógłbym zawrzeć także wszystko inne.

      16.04.1949 r.

      ... Marlowe powstał z kilku krótkich powieści, pierwszy raz wystąpił
      pod tym nazwiskiem w ''Wielkim śnie''. Moim zdaniem ''Żegnaj laleczko''
      można uznać za najlepszą moją powieść, a ''Wysokie okno'' - za najsłabszą.,
      ale znam ludzi, którzy wybraliby jedna z tych dwóch.
      Pod pewnymi względami moja ostatnia, nie wydana jeszcze powieść
      (''Siostrzyczka'') jest najlepsza.

      15.09.1949 r.

      Nawiązując do uwag o ''Siostrzyczce'', które byłeś łaskaw zacytować za mną,
      nie zgadzam się, żeby to była powieść bez wątpienia najlepsza.

      14.10.1949 r.

      ''Siostrzyczka'' miała świetne recenzje, ale chyba nie najlepiej się
      rozchodzi. (...) To jedyna moja powieść, której naprawdę nie lubię.
      Pisałem ją w złym nastroju i moim zdaniem to się czuje.

      :-)

      Pozdr.
      a.

      • broch Re: Raymond Chandler "Siostrzyczka" 20.06.05, 18:32
        "Pisałem ją w złym nastroju i moim zdaniem to się czuje."
        Okres poglebiajacego sie alkoholizmu (ktory i wczesniej byl powaznym problemem
        oraz pare innych wydarzen z czasow pisania lub nieco przed) moze byc przyczyna
        niecheci Chandlera do powiesci.
        Zgaduje.
        • ada08 Re: Raymond Chandler "Siostrzyczka" 20.06.05, 19:08
          broch napisał:

          > "Pisałem ją w złym nastroju i moim zdaniem to się czuje."
          > Okres poglebiajacego sie alkoholizmu (ktory i wczesniej byl powaznym problemem
          > oraz pare innych wydarzen z czasow pisania lub nieco przed) moze byc przyczyna
          > niecheci Chandlera do powiesci.
          > Zgaduje.

          Nie tylko niechęci do powieści, ale i do samego siebie ?
          W jednym z listów, cytowanych wyżej pisze Chandler:

          "Chciałbym napisac kryminał naprawdę dobry,
          w którym mógłbym zawrzeć także wszystko inne".

          No właśnie. "Wszystko inne". Ale w notce napisanej przez siebie do
          "Suplementu pisarzy XX wieku" mówi o sobie tak:

          "Mówiąc szczerze miałem wszelkie dane, żeby stać się niezłym drugorzędnym
          poetą, ale to nic nie znaczy, ponieważ mam ten typ umysłowości, że mogę
          być niezły w każdej dziedzinie, i to bez specjalnego wysiłku".

          Tylko drugorzędnym. Tylko niezłym. Tak siebie widzi, nawet jeśli wziąć
          poprawkę na autorską kokieterię. "Świadomość to kamień" , jak napisał Michał
          Choromański...
          Stąd moze te jego problemy z alkoholem i inne. Ja też zgaduję :-)

          Zresztą lubię wszystkie chandlery, które czytałam. I nie polegam na opinii
          o nich autora, tylko na swojej :-) Autor nie zawsze ''zna się'' na swojej
          twórczości :-)
          a.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka