a.adas
19.06.05, 20:30
Mój ulubiony Chandler.
Dlaczego akurat ta powieść? Jedna z mniej znanych książek Amerykanina z
Philipem Marlowe w roli głównej, ubogi krewny "Żegnaj, laleczko" czy "Długiego
pożegnania". Otóż to chyba najbardziej pesymistyczny utwór Chandlera, depresja
wprost wisi w powietrzu, a pisarz wyraźnie odreagowuje kilkuletni pobyt w
Hollywood. I kilka filmowych smaczków zjadliwie przemycił w fabule. Swoje, jak
podejrzewam, robi też "mocne" tłumaczenie.
I warto porównać książkę Chandlera z, o kilkanaście lat późniejszym, filmem o
tym samym tytule. Nie jest to może aż tak koszmarna adaptacja, ale
wyprodukowana - o ironio! - w stylu wyśmianym przez Chandlera w "Siostrzyczce".