Gość: inaa
IP: *.nandu / *.nandu.com.pl
29.06.05, 15:52
Po fantastykę sięgnęłam kilka lat temu. Czytam zarówno autorów polskich, jak
i obcych - głownie anglosaskich. Wydaje mi się, że nad fantastyką anglosaską
wisi ,,piętno Tolkiena" - większośc autrów usiłuje mu dorównać, tworząc
często dziełka miernej jakości czerpiące garściami z ,,Władcy". Wiele też
autorów pisze kolejne wersje legend arturiańskich. Z drugiej strony jest
niedościgniony (i mój ulubiony spośród zagranicznych twórców)T.Pratchett.
Wydaje mi się, że polska fantastyka jest o wiele bardziej różnorodna. Jest
klasyczny Sapkowski, swojski Pilipiuk (mam na mysli postać Jakuba
Wędrowycza), wyrafinowana Brzezińska. A może to tylko wina kiepskich
tłumaczeń, że fantastyka obca czasem ociera się o pretensjonalność i
wtórnośc? Oczywiście za wyjątkiem tłumaczeń Pratchetta w wykonaniu Cholewy
(tutaj czpki z głow ;-))