Gość: terry
IP: *.aster.pl
19.08.05, 20:21
Tak sobie czytam "debiut prozatorski" redaktora Zaremby i trochę się dziwuję.
Książka przegadana, ulepiona z fragmentów chyba wszystkich filmów grozy które
autor miał okazję obejrzeć. Przez pierwsze 100 stron wprowadza chyba ze
dwadzieścia postaci, każdą dokładnie opisując. Jakby miał nadzieję że to
zapamiętam.. A każda kobieta w tej książce, wg. Piotra Zaremby ma "obfite,
duże, wypychające sweterek piersi". No, no.. widzę że redaktor ma, skądinąd
podzielanego przeze mnie, fioła na tym punkcie. Trochę mnie to rozbawiło, bo
spodziewałem się ponurej powieści, a ta śmieszy zamiast straszyć. Duuużo
gorzej od "Domofonu" Miłoszewskiego.